Wieczerza po Ostatniej Wieczerzy.

LML (Lucifer Means Lightbringer) przedstawia:

Mityczną Astronomię Lodu i Ognia

Trylogię Święty Zakon Zielonych Zombie

(Ostatni Bohater i Król Ziarna – The Last Hero and the King of Corn, Król Zimy, Władca Śmierci – King of Winter, Lord of Death, Straż Długiej Nocy – The Long Night’s Watch)

You can read the original text here.

Król Zimy, Władca Śmierci

– w odcinkach

Część III: Wieczerza po Ostatniej Wieczerzy.

Część I obejmuje Wstęp i rozdziały Taczka Gartha oraz Umarł król – a część II rozdział Ciemne i mocne, zdolne oprzeć się mrozowi.

(Po ukończeniu całego tłumaczenia, na The Amber Compendium pojawi się również jeden post, zawierający wszystkie rozdziały)

Ten odcinek to druga część trylogii, pierwszą – Ostatni Bohater i Król Ziarna – znajdziecie tutaj.

w przekładzie Bluetigera


C2ep2

artwork by LML/praca LMLa

***


Wieczerza po Ostatniej Wieczerzy.

Ten rozdział mógł powstać dzięki wsparciu Direliz, Patronki Alfa, ziemskiej reprezentantki niebańskiego Domu Aquarius, Wodnika, potomkinię Gartha Zielonego, przez Gilberta od Winorośli, założyciela Rodu Redwyne’ów.


Porozmawiajmy przez chwilę o śmierci Robba, a potem pozbądźmy się tych głupich Lannisterów z naszego rozdziału o Królu Zimy. Tragiczna śmierć młodego Starka ma miejsce podczas Krwawych Godów i oczywiście, pasuje do tego samego wzoru. Po pierwsze, został ‘zabity’ na odległość przez spalenie przez Mel i Stannisa pijawek – a zatem, w pewnym sensie, zamordował go Stannis, płonący jeleń, w połowie trup, bla bla bla, wiecie jak to idzie dalej. Prawdziwy śmiertelny cios zadał Roose Bolton, który, jak wszyscy wiemy, jest nieśmiertelnym zmiennoskórym złodziejem ciał.

Co takiego? Nie słyszeliście teorii Bolt-on, która twierdzi, że duch zamieszkujący ciało ‘Roose’a Boltona’ to tak naprawde mający osiem tysięcy lat zmiennoskóry, który po prostu przejmuje nowe ciało, gdy to, którego obecnie używa starzeje się? Zróbcie sobie przysługę i wyszukajcie ją, gdy skończycie ten odcinek. Brzmi jak coś szalonego, ale dowodów jest akurat na tyle, żeby rozmyślanie doprowadziło Was do obłędu… na poważnie, bez względu na to, czy ta teoria jest prawdziwa, czy nie, łatwo zauważyć, że Boltonowie, którzy zdzierają skóry ze swoich wrogów i podobno je noszą (w tym skóry kilku Starków), mogą przynajmniej symbolizować wampirycznych zmiennoskórych. Na dodatek, Ramsay Snow ma dziwny symbolizm w pewien sposób odpowiadający temu Jona Snow. Współodpowiedzialnymi śmierci Robba są Freyowie – nie jestem pewien, czy oni również pasują do wzoru, ponieważ nie mają¹ żadnego symbolizmu związanego z rogami albo zmiennoskórymi. Powiedziałbym, że musimy tutaj trochę odpuścić Martinowi.

przyp. tłum.

Warto zauważyć, że nazwisko Frey jest bardzo podobne do imienia jednego z bogów w mitologii nordyckiej, Freyra, brata bogini Frei, małżonki Odyna.

Freyr był bóstwem m.in. płodności i urodzaju. W niektórych mitach jeździ na złotym dziku Gulllinburstim, a pewnej legendzie Freyr zostaje pozbawiony miecza, ale jest w stanie pokonać swojego przecwinika, olbrzyma Beliego przy pomocy poroża jelenia. Według opowieści, Freyr zgninie podczas Ragnaroku, z ręki władającego ognistym mieczem Surtra.

Walder Frey, ojciec i dziadek przeszło setki dzieci z całą pewnością może zostać uznany za postać związaną z płodnością. W pewnym sensie ‘rogi’ przyprawiał mu Czarny Walder Frey, według plotek sypiający z siódmą Lady Frey, Annarą Farring.

Robb nie został spalony, tak jak dzieje się to z wicker-manem, Królem Zimy, ale w pewnym sensie zabił go Stannis, więc można powiedzieć, że zabiła go magia ognia. Gdy wieści o jego śmierci i makabrycznym popisie Freyów z głową wilka docierają do Stannisa, Melisandre i ich popleczników, Axel Florent stwierdza, że ‘zabił go gniew Pana‘, sugerując, że symbolicznie śmierć Robba nastąpiła w ogniu. Tak jak ścięcie z całą pewnością można uznać za odniesienie rany w gardło lub szyję, muszę powiedzieć, że bycie zabitym przez ognistego boga liczy się jako spalenie.

Jedyną dobrą rzeczą w martwym Robbie jest to, że jest przepełniony symbolizmem. Dwukrotnie Robb ukazuje nam się w wizji, w formie żywego trupa – w wizji Dany w Domu Nieśmiertelnych i w koszmarze Theona Greyjoya – a za każdym razem pojawia się podczas uczty umarłych. W Domu Nieśmiertelnych Dany widzi Robba jako ‘trupa z głową wilka’, siedzącego na tronie, przewodnicząc uczcie na którą przybyły tylko trupy, ja w jakiejś groteskowej, pozagrobowej wersji Ostatniej Wieczerzy Jezusa i jego dwunastu uczniów. I tak, mamy tu matematykę Osatniego Bohatera, co w tym momencie raczej już Was nie dziwi. W innym podaście wyjaśnię, jak to wszystko odnosi się do zodiaku, który jest źródłem tych dwunastek. W  jego przypadku trzynastym elementem jest zazwyczaj Gwiazda Poranna, Wenus, a Jezus jest Bogiem Gwiazdy Porannej, jak wyjaśnialiśmy w naszym odcinku Lucifer znaczy Światłonośca.

The King of Winter as an undead wolf-man

Król Zimy jako nieumarły człowiek-wilk. Serial HBO Gra o tron.

W każdym razie, ta wizja martwego Robba z głową wilka to dość jasna zapowiedź (foreshadowing) barbarzyńskiego ‘wyczynu’ Freyów – włożenia głowy Szarego Wichra na bezgłowe ciało Robba, po Krwawych Godach. Ale czy wiecie co jeszcze może to przepowiadać? Nieumarłego Jona, Króla Zimy, człowieka-wilka, być może w znaczeniu, które zaproponowaliśmy w ostatnim odcinku – że duch Jona połączy się z Duchem i to zmieszana dusza wilka/człowieka będzie tym co wróci do ciała Jona. A przynajmniej, ta wizja martwego, wilczo-głowego Robba sugeruje nieumarłego zmiennoskórego, w częsci wilka i w części człowieka, który jest chodzącym trupem.

Robb nosi również czarną żelazną koronę Królów Zimy, więc pewnie wizja po prostu chce żebyśmy wiedzieli o kim tu mowa. Jedno spostrzerzenie dotyczące korony Królów Zimy: jest nią okrąg z brązu, z dziewięcioma długimi żelaznymi mieczami – co jest bardzo podobne do korony Królów Gardenerów na czas wojny, nawet bardziej od zardzewiałej korony Kurhanowych Królów. Korona Gardenerów była wykonana na podobieństwo cierni, początkowo z brązu, a później z żelaza – a w Pieśni Lodu i Ognia jest mnóstwo symbolizmu porównującego miecze i ciernie, więc te dwie korony to doskonale do siebie pasują. Zwróćcie również uwagę na to, że korona z cierni noszona przez Gardenerów przywodzi na myśl szyderczą koronę z cierni, którą nałożono Jezusowi tuż przez ukrzyżowaniem.

Inna wizja Robba jako trupiego Króla Zimy pochodzi z koszmaru Theona i tak jak wizja umarłego Robba Starka Dany, znajduje się w Starciu królów, przed rzeczywistą śmiercią Młodego Wilka – a zatem jest jej zapowiedzią. Sen Theona rozpoczyna wspomnienie uczty wydanej dla Roberta, gdy król przybył do Winterfell, łącząc tę scenę z wydarzeniami w kryptach, gdy Robert zapowiadał swoją własną śmierć. Ale nagle muzyka staje się smutna, a wino kwaśne i Theon zdaje sobie sprawę z tego, że ucztuje z umarłymi – łącząc tę scenę z wizją Dany w Domu Nieśmiertelnych, gdzie Robb również uczestniczył w uczcie zmarłych. W jej widzeniu Robb zasiadał przy wysokim stole, ale tutaj czyni to martwy król Robert, podkreślając związek pomiędzy rogatym bóstwem (Robertem) i Królem Zimy (Robbem). Oczywiście, Robb otrzymał imię po Robercie… chyba powinniśmy zachichotać. Oto uczta trupów w Winterfell o której śni Theon:

Trzewia króla Roberta wylały się na stół z wielkiej rany w brzuchu, a lord Eddard siedział bez głowy u jego boku. Na ławach poniżej spoczywały trupy. Gdy unosiły kielichy, od ich kości odpadało szaro-brązowe mięso, a z dziur, które były ich oczami, wypełzały robaki. Znał ich wszystkich…

Starcie królów, Theon V, str. 729

Następnie wymienieni są wszyscy, do których śmierci przyczynił się Theon i kilka innych osób, takich jak Lyanna i Brandon Stark, rodzeństwo Neda. Co przypomina mi o makabrycznym zabójstwie Rickarda i Brandona… a więc, Rickard został spalony, jak prawdziwy Król Zimy, a Brandon uduszony, tak jak wszystkie inne złożone w ofierze postace ranione w gardło. Ale, kontunuujmy koszmar Theona o wieczerzy umarłych:

W mroku pod jedną ścianą poruszały się ledwie dostrzegalne postacie, jasne cienie o ponurych twarzach. Na ich widok strach przeszył Theona ukłuciem ostrym jak nóż. A potem wysokie wrota otworzyły się z trzaskiem, do sali wpadł lodowaty podmuch i z nocy do środka wszedł Robb. Szary Wicher sunął obok niego, a ślepia jarzyły mu się ogniem. I człowiek, i wilk krwawili z setki straszliwych ran.

Ta przerażająca wizja trupa Króla Zimy znów łączy ogień i lód – wokól Robba wieje zimny wiatr, ale jego wilk, Szary Wicher, ma oczy płonące jak u prawdziwego piekielnego ogara. Słyszeliśmy, że w westeroskim folklorze połowa piekieł jest zamarznięta, więc może Król Zimy po prostu dysponuje mocami wszystkich piekieł, lodu i ognia. I wielkie nieba, wygląda na nieźle wkurzonego. Na Ducha Wielkiego Cezara! Tak to się kończy, jeśli robi się ucztę trupów, a nie zaprasza się Króla Zimy.

A zatem, dlaczego trupia wieczerza jest powiązywana z Królem Zimy? Uważam, że z dwóch powodów. Po pierwsze: by pokazać inwersję urodzaju i żywotności kojarzonej z bogiem płodności, tak jak wskazują wszystkie inne symbole związane z Królem Zimy i Kurhanowym Królem – wydaje się, że to dość jasne.

Po drugie: aby w szczególności nawiązać do Ostatniej Wieczerzy, czyli ostatniego posiłku Jezusa i jego Dwunastu Apostołów, który miał miejsce przed tym, jak został zdradzony przez jednego z nich, aresztowany, postawiony przed sądem i ukrzyżowany… po czym zmartwychwstał. Podobieństwa pomiędzy Jezusem i naszym wyobrażeniem o Ostatnim Bohaterze są dobrze widoczne, zatem osadzenie Króla Zimy w roli Jezusa to w gruncie rzeczy wskazówka, że Król Zimy ma coś wspólnego z Ostatnim Bohaterem i zakończeniem Długiej Nocy.

Jak wspomniałem, Jezus to postać związana z Gwiazdą Poranną – a tak jak przeróżne postacie Króla Ziarna, bóstwa Gwiazdy Porannej są zabijane i wskrzeszane, tylko, że nie w związku z cyklem pór roku. Jon i Ostatni Bohater są dokładnie owinięci symbolizmem Gwiazdy Porannej, podobnie jak tym związanym z Królem Ziarna… – więc tutaj, w scenie z umarłym Robbem i ostatnią wieczerzą dla trupów jest Król Zimy dołączający do tego klubu. Król Zimy już jest wskrzeszonym Zielonym Człowiekiem, a teraz dostaje odpowiadający symbolizm Gwiazdy Porannej. Tak właściwie, być może już wcześniej widzieliśmy go u Królów Zimy, gdy ich błyszczące miecze lśniły w świetle poranka. Znów, to wszystko fundamentalnie mówi nam, że nieumarły Król Zimy to jakiś dziwny zbawca, a o to mniej więcej chodzi w tej serii o zmiennoskórych zombie.

Już prawie skończyliśmy z Robbem, ale ten rozdział Theona z ucztą trupów kończy się świetną wskazówką o Starkach i rogatych ludziach, której po prostu nie mogę pominąć:

Zatknięte na żelazne szpikulce głowy czekały cierpliwie.

Theon spoglądał na nie w milczeniu. Wiatr szarpał poły jego płaszcza drobnymi, niewidzialnymi dłońmi. Synowie młynarza byli w tym samym wieku, co Bran i Rickon. Przypominali ich też wzrostem i kolorem włosów. Gdy Fetor zdarł im skórę z twarzy i zanurzył głowy w smole, łatwo było dopatrzeć się w niekształtnych bryłach gnijącego mięsa znajomych rysów, Ludzie byli straszliwie głupi.

Gdybym im powiedział, że to baranie łby, zobaczyliby rogi.

Te głowy tak naprawdę nie należą do Starków, ale reprezentują ich. Dostajemy trzy informacje na ich temat – i wszystkie są wskazówkami w tym samym kierunku. Głowy zostały obdarte ze skóry, co sugeruje zmiennoskórych (a oczywiście Bran i przypuszczalnie Rickon i tak są zmiennoskórymi), w rzeczywistości są głowami dzieci młynarza – a mieli się ziarno, co stwarza związek pomiędzy Królem Ziarna i ‘martwymi’ Branem i Rickonem… a ostatnie zdanie mówi, że mają rogi, niczym rogaty lord.

przyp. tłum.

Na dodatek, młynarz mieszkał nad Żołędziową Wodą (Acorn Water), jak w Corn King, czyli Król Ziarna. Samo słowo Bran ma wiele znaczeń, np. kruk/wrona, albo miecz, pochodnia, ogień, ale w tym kontekście ciekawe jest angielskie ‘bran’ czyli otręby, zwiazane ze zbożem i ziarnem. Istnieje nawet wyrażenie ‘Miller’s Bran’ (bran młynarza) czyli nieprzetworzone ziarna pszenicy. Być może pisząc o synu młynarza znad Żołędziowej Wody, George celowo wykorzystał grę słów. 

Tak naprawdę, Robb dostaje bezpośrednie odniesienie do bycia rogatym. W Grze o tron, gdy czeka na przejazd przez Bliźnaki, zgadza się na pakt małżeński z jedną z Freyówn. Po czym:

Weszli na drugi brzeg, kiedy zapadła noc i na wodzie zakołysał się księżycowy róg. Podwójna kolumna sunęła przez bramę wschodniego zamku niczym stalowy wąż, potem, pełzając przez dziedziniec i przez most, wynurzyła się z drugiego zamku, na zachodnim brzegu. 

Catelyn jechała na czele, razem z synem, jej stryjem ser Bryndenem i ser Stevronem Freyem. 

Gra o tron, Catelyn IX, str. 623

Spróbujcie sobie wyobrazić tę scenę na rzece: wydaje się, że na wodzie pływa rogaty półksiężyc – i w tym momencie, przez rzekę pełznie stalowy wąż. Otrzymujemy obraz rogatego węża… a oczywiście, to po prostu inny sposób na powiedzenie ‘smok’.

Najważniejsze są tutaj zapowiedzi. Rogaty księżyc kojarzy się z ofiarą, jest porównywany do sierpów i zakrzywionych noży, zwłaszcza w ostatnim rozdziale Brana w Tańcu ze smokami, gdzie księżyc jest czterokrotnie opisany jako wąski jak sierp i ostry niczym nóż – i nie zapominajcie, że rozdział kończy się tym, że człowiek zostaje złożony w ofierze obok drzewa serca, przy pomocy ostrza w kształcie sierpu. Półksiężyc i rogaty księżyc przypominają nie tylko zakrzywione ostrza, używane w rytualnych ofiarach, ale również rogate zwierzęta ofiarne, jak jelenie, byki, kozy i barany. Zauważycie, że klasyczna postać rogatego bóstwa to uosobienie tego wszystkiego – ma rogi i jest rytualnie zabijana. I choć sam jest postacią solarną, często jest przedstawiany w nocy, z półksiężycem zawieszonym nad głową, pomiędzy jego porożem.

Teraz, gdy poznaliśmy aspekt symbolizmu rogatego księżyca związany z ofiarą, możemy dostrzec, że taki księżyc to rzeczywiście omen, zapowiedź tego co nadejdzie – to, że właśnie taki rogaty księżyc pojawia się na rzece, gdy armia Robba przez nią przechodzi to zły znak. Jak wiemy, gdy Robb i jego żołnierze wrócą do Bliźniaków na Krwawe Gody, wszyscy zostaną zamordowani. W tej scenie jest jeszcze inny zwiastun śmierci – gdy Starkowie przechodzą przez zamki na końcach mostu, Walder Frey i jego krewni patrzą na nich w dół przez ‘mordercze otwory’ (murder holes, czyli machikuły).

Proponuję, że martwy Król Zimy to personifikacja zimy i śmierci, jednego z etapów w cyklu śmierci i zmartwychwstania rogatego bóstwa – zatem miło zobaczyć, że rogaty księżyc jest używany, by zapowiadać śmierć Robba. W sensie, niemiło, ale miło, że pasuje do symbolizmu, który znajdujemy gdzie indziej – a to zawsze coś dobrego.

***


Ciąg dalszy nastąpi…

Autorem tekstu jest LML (Lucifer Means Lightbringer) z The Mythical Astronomy of Icr and Fire, a tłumaczenie wykonał Bluetiger z Bursztynowego Komepndium.

Advertisements

Ciemne i mocne, zdolne oprzeć się mrozowi.

LML (Lucifer Means Lightbringer) przedstawia:

Mityczną Astronomię Lodu i Ognia

Trylogię Święty Zakon Zielonych Zombie

(Ostatni Bohater i Król Ziarna – The Last Hero and the King of Corn, Król Zimy, Władca Śmierci – King of Winter, Lord of Death, Straż Długiej Nocy – The Long Night’s Watch)

You can read the original text here.

Król Zimy, Władca Śmierci

– w odcinkach

Część II: Ciemne i mocne, zdolne oprzeć się mrozowi.

Część I obejmuje Wstęp i rozdziały Taczka Gartha oraz Umarł król.

(Po ukończeniu całego tłumaczenia, na The Amber Compendium pojawi się również jeden post, zawierający wszystkie rozdziały)

Ten odcinek to druga część trylogii, pierwszą – Ostatni Bohater i Król Ziarna – znajdziecie tutaj.

w przekładzie Bluetigera


C2ep2

artwork by LML/praca LMLa

***


Ciemne i mocne, zdolne oprzeć się mrozowi.

Powstanie tego rozdziału umożliwiła Cinxia, wspierająca Mityczną Astronomię na Patreonie, Kapłanka Kościoła Gwieździstej Mądrości, Królowa Letnich Śniegów i Ta, Która Pali Zimowy Knot.


Bez wątpienia, Robb Stark rzeczywiście ma za zadanie pokazywać nam archetyp Króla Zimy. Wszyscy Królowie Zimy w kryptach Winterfell siedzą w tej samej, charakterystycznej pozycji – na tronach, z wilkiem u boku i żelaznym longswordem (długim mieczem) rozłożonym na kolanach. Podobno, miecze mają zatrzymywać mśćiwe duchy Starków w grobach, ale mogą również stanowić ostrzeżenie dla intruzów. Właśnie czymś takim jest współczesne znaczenie tego, że lord Stark kładzie nieosłoniętą stal na swoich kolanach – ‘wszyscy wiedzieli co to znaczy’, jak myśli Bran, gdy Robb obnaża ostrze przed Tyrionem w Grze o tron. To odmowa gościnności, przeciwieństwo przywołania prawa gościnności. Chodzi o to, że Robb pokazuje nam się w takiej pozie dwukrotnie – raz w Grze, jak już powiedziałem, oraz w jeszcze bardziej imponujący sposób, w pierwszym rozdziale Catelyn w Starciu królów, gdzie po raz pierwszy widzimy Robba kronowanego na Króla Zimy. To długi fragment, ale wart uwagi. Król Robb wita nas dokładnie tak, jak powinien to robić Król Północy. Oto początek tego rozdziału:

Korona jej syna dopiero niedawno opuściła kuźnię i Catelyn Stark miała wrażenie, że trudno mu jest udźwignąć jej ciężar.

Starożytną koronę królów zimy utracono przed trzema stuleciami. Torrhen Stark oddał ją Aegonowi Zdobywcy, gdy uklęknął przed nim, składając mu hołd. Nikt nie miał pojęcia , co uczynił z nią Aegon, kowal lorda Hostera wykonał jednak znakomitą robotę i korona zrobiona przez niego wyglądała bardzo podobnie do tej, którą opiewano w opowieściach o dawnych królach Starków: otwarty diadem z kutego brązu, na którym wyryto runy Pierwszych Ludzi, otoczony dziewięcioma szpikulcami z czarnego żelaza, ukształtowanymi na podobieństwo długich mieczy. Nie było w niej złota, srebra ani klejnotów. Metalami zimy były brąz i żelazo – ciemne, mocne i zdolne oprzeć się mrozowi.

Starcie królów, Catelyn I, str. 100

The King of Winter's crown (artists unknown - please let me know if you know who created this!)

Korona Królów Zimy (artysta nieznany, proszę, poinformujcie mnie jeśli wiecie kto jest autorem)

To ogromna wskazówka co do tego, że Król Zimy to ktoś, kto walczy przeciwko zimnu. Tak podkreślałem gdzie indziej, na przykład w odcinku Tyrion Targaryen, Winterfell rzeczywiście można uznać za oazę ciepła na mroźnej Północy, szaniec gorąca przeciwko zimnu. ‘Król Zimy’ (King of Winter) może przywodzić na myśl władcę, który używa sił zimy, niczym pierwotny król Innych albo ktoś w tym stylu – tak jak Winterfell można zinterpretować jako miejsce gdzie zapada zima, czyli jej źródło. Podobnie, ‘nadchodzi zima’ można uznać za groźbę – Król Zimy nadchodzi, żeby cię zabić… Ale równie dobrze można odczytać ‘Króla Zimy’ jako kogoś, kto włada nad zimą, monarchę, który ją pokonał. Właśnie coś takiego sugeruje nam tutaj wzmianka o ciemnych i silnych metalach, które opierają się zimnu (w wersji angielskiej walczą z nim). Tak samo, Winterfell można uznać za miejsce gdzie upadła zima, gdzie ją pokonano, a ‘nadchodzi zima’ może być ostrzeżeniem, że trzeba przygotwać się do walki z zimą.

Te dwa pomysły wcale nie wykluczają się nawzaje, ponieważ często zdarza się tak, że zwycięski wojownik przejmuje znaki i symbole tego, którego zwyciężył – na przykład, Orys Barartheon został nowym lordem burzy po tym, jak pokonał starego. Chodzi o wybrażenie, że gdy pokona się coś potężnego, przejmuje się tego moc. Myślę, że z Królem Zimy chodzi o coś podobnego. Teraz dochodzimy do dualizmu ognia i lodu, gdzie Król Zimy to chłodny typek, który używa przeróżnych form magii ognia, by zapanować nad siłami zimy. Przypomnijcie sobie Stannisa, niebieskookiego króla, który włada czerwonym mieczem; króla Robba o niebieskich oczach i włosach pocałowanych przez ogień i Jona, śniącego o tym, że dierży płonący czerwony miecz i jest ubrany w ‘czarny lód’.

Ned Stark with Ice, by John Picacio

Ned Stark z Lodem, John Picacio

Gdy poznajemy Neda, używa miecza zwanego Lodem, który nazwano na cześć oryginalnego miecza Królów Zimy – to sprawia, że powiązujemy Lorda Starka albo Króla Zimy z lodem i mrozem. Ale tak naprawdę, miecz Lód jest ciemnym jak dym, niemal czarnym, mieczem z valyriańskiej stali, wykutym w smoczym ogniu przy użyciu valyriańskiej magii. Znów, to motyw zjednoczenia lodu i ognia. Na początku to, że widzimy smoczy miecz w rękach ‘reprezentanta’ Północy wydaje się dziwne… ale znów, to ciemne metale stawiają opór zimnu. W zasadzie, by być bardziej prawidłowym, miecz Neda powinno nazywać się ‘czarnym lodem’, ponieważ jest niemal czarnym orężem o nazwie Lód – a to sprawia, że zaczynamy się zastanawiać czy to, że Jon śni o zbroi z czarnego lodu oznacza, że powinien odziać się w zbroję z valyriańskiej stali, o ile coś takiego w ogóle istnieje.

black ice?

Czarny lód?

Jeśli symbol ‘czarnego lodu’ odnosi się do valyriańskiej stali, zugerowałbym, że obsydian, który Valyrianie nazywali zamarzniętym ogniem również posiada ten symbolizm. Obsydian naprawdę wygląda jak czarny lód, a Martin już powiedział nam, że jest ‘zamrożony’. Można nazywać go zamrożonym ogniem, ponieważ tak naprawdę jest ostudzoną magmą, tak jak stalowe miecze powstają ze stopionego metalu w formie, po czym są hartowane albo ‘zamarzają’ we właściwym kształcie. Przede wszystkim, valyriańska stal prawdopodobnie zabija Innych, a wiemy, że smocze szkło na pewno to robi. Jeśli valyriańska stal jest czarnym lodem, który zabija Innych, smocze szkło również musi być czarnym lodem, a przynajmniej tak sądzę.

Zamrożony ogień to tak naprawdę najlepszy sposób opisania całego tego zmieszania lodu i ognia, które widzimy u Króla Zimy – ma w sobie składnik ognia, ale czarny i zamarznięty, tak jak ostudzona i zastygła valyriańska stal i smocze szkło. Valyriańska stal, obsydian, Król Zimy – ciemni, mocni i walczący z zimnem.

Ciąg dalszy sceny z Robbem:

Kiedy strażnicy wprowadzili jeńca, Robb kazał podać sobie miecz. Olyvar Frey podsunął mu go rękojeścią do przodu. Jej syn wyciągnął oręż z pochwy i położył go sobie na kolanach jako niczym niezamaskowaną groźbę. 

– Wasza Miłość, oto człowiek, którego chciałeś widzieć – oznajmił ser Robin Ryger, kapitan straży domowej Tullych. 

– Na kolana przed królem, Lannisterze! – krzyknął Theon Greyjoy. Ser Robin obalił więźnia na klęczki.

Starcie królów. Catelyn I, str. 101

To ‘groźba jasna dla wszystkich’ i dokładna poza Króla Zimy. Teraz, zwróćcie uwagę na jego miecz:

– Wstań ser Cleosie. 

Jej syn nie przemawiał lodowatym tonem, jakiego użyłby w tej sytuacji jego ojciec, lecz głos Robba nie przypominał też głosu piętnastolatka. Wojna przedwcześnie zrobiła z niego mężczyznę. W mieczu, który trzymał na kolanach, odbijał się słabo blask poranka.

Starcie królów. Catelyn I, str. 101

“Rise, Ser Cleos.” Her son’s voice was not as icy as his father’s would have been, but he did not sound a boy of fifteen either. War had made a man of him before his time. Morning light glimmered faintly against the edge of the steel across his knees

O mój… to miecz poranka, lśniący światłem świtu. W rękach Króla Zimy. Niektórzy z Was mogą znać teorię, że Świt to tak naprawdę oryginalny Lód Rodu Starków. Jeśli o mnie chodzi, uważam, że prawdopodobnie tak właśnie jest – a nawet jeśli nie, możemy dostrzec symboliczne nakładanie się na siebie postaci Króla Zimy i Ostatniego Bohatera – obydwaj używają miecza, by przynieść poranek. Będziemy musieli zastanowić się nad tym, w jaki sposób Rody Dayne’ów i Starków są powiązane z historią Ostatniego Bohatera, pod względem jego pochodzenia – choć być może nigdy nie będziemy w stanie dojść do niczego ponad ogólne stwierdzenie, że istnieje między nimi związek. Niemniej jednak, miecz lśniący w świetle poranka to całkiem dobra wskazówka co do tego, że Król Zimy ma coś wspólnego z Ostatnim Bohaterem i zakończeniem Długiej Nocy.

W razie gdybyśmy uznali, że to poetycki opis oraz, że nie to podwójnego znaczenia, oto Tyrion, wspominający swoje spotkanie z Robbem, zasiadającym na tronie Królów Zimy i  trzymającym na swoim kolanie stal:

Przypomniał sobie Robba Starka takiego, jakim widział go po raz ostatni, kiedy zasiadał na miejscu ojca w Wielkiej Komnacie w Winterfell z nagim mieczem w dłoniach. Tyrion przypomniał sobie, jak napadły go wilkory Starków, w jednej chwili wydawało mu się, że widzi ich kły tuż przy swojej twarzy.

Gra o tron, Tyrion VIII, str. 657

W oryginale jest napisane, że Robb zasiadał na ‘wysokim tronie’ swojego ojca, w Wielkiej Sali Winterfell, z lśniącym mieczem w dłoniach. Lannister przypomina sobie jak wilkory wyszły z cienia i nagle wydaje mu się, że znów je widzi, warczące, kłapiące i obnarzające kły tuż przy jego twarzy.

Tym razem miecz jest obnażony (naked) i lśniący (shining) – to bardzo silny obraz. Zbywanie tej symboliki jako przypadku zaczyna stawać się trudne. Piekielne ogary Robba wynurzają się z cienia, a dokładnie takie samo zdarzenie ma miejsce w scenie na dworze Robba w Riverrun:

Ser Cleos nie obawiał się jednak oręża, lecz wilka. Jej syn nazwał zwierzę Szarym Wichrem. Wilkor był wielki jak pies na łosie, chudy i ciemnobury, a jego oczy miały barwę płynnego złota. Gdy bestia podeszła do wziętego w niewolę rycerza, by go obwąchać, wszyscy obecni w komnacie poczuli smród strachu. Ser Cleosa pojmano podczas bitwy w Szepczącym Lesie, gdzie Szary Wicher przegryzł gardła sześciu ludziom.

Starcie królów. Catelyn I, str. 101

Ser Cleos boi się bestii, nie miecza. Rzecz w tym, że w pewnym sensie bestia JEST mieczem. Szary Wicher jest opisywany jako ‘ciemny jak dym’ (smoke dark, w polskim przekładzie ‘ciemnobury’) – no i oczywiście, ‘szary wiatr’ to całkiem dobry sposób na opisanie kłębiących się chmur dymu – ale najważniejsze jest to, że ‘ciemny jak dym’ to także opis valyriańskiej stali. Tak właściwie to nawet pierwszy – gdy widzimy Lód Neda, miecz jest nazwany ‘wykutym z valyriańskiej stali za pomocą magii i ciemnym jak dym’ (spell-forged and dark as smoke). Gdy Jon przygląda się Długiemu Pazurowi razem z Samem w Uczcie dla wron, pojawia się następujące zdanie: W ciemnym jak dym metalu zalśniły zmarszczki. Na dodatek, Długi Pazur jest ozdobiony rękojeścią z bladego kamieniam w kształcie głowy Ducha – znów tworząc analogię pomiędzy mieczem z valyriańskiej stali i wilkorem. Poza tym, że jest barwy valyriańskiej stali, oczy Szarego Wichra są jak stopione złoto (molten gold), dodając do obecnego tu ‘ognistego’ symbolizmu i motywu ognistego piekielnego ogara… a wzmianka o stopionym metalu wzmacnia obraz Szarego Wichra jako miecza. By to podkreślić, jedną z pierwszych rzeczy jaką rząda Robb od Cleosa (i Lannisterów), tuż po spuszczeniu na niego Szarego Wichra, jest zwrócenie miecza jego ojca, ‘czarnego Lodu’.

Co do miecza… no cóż, Robb nigdy go nie dostał. Zamiast tego został rozdzielony na pół i wykonano z niego parę lannisterskich mieczy. Jednak, dzieje się coś zabawnego – gdy Joffrey otrzymuje jeden z tych mieczy na swoim weselu, Wdowi Płacz, czytamy, że ‘czerwone i czarne zmarszczki w stali lśniły w świetle poranka’ (red and black ripples in the steel shimmered in the morning light) – zupełnie tak jak miecz Robba, gdy Stark grał rolę Króla Zimy. To nie przypadek. W Riverrun miecz Robba reprezentował oręż Króla Zimy, a Wdowi Płacz niegdyś rzeczywiście był mieczem Starków, ‘Czarnym Lodem’.

W całej sadze jest tylko jedna scena gdzie miecz błyszczy albo lśni w świetle poranka – i, jak można się było spodziewać, jest nim Długi Pazur, w scenie gdzie Lord Dowódca Jon Snow obserwuje grę porannego światła w zmarszczkach w stali (the play of the morning light across the ripples), w Tańcu ze smokami, gdy rozmyśla nad tym, czy stracić Janosa Slynta. By sprawa była jasna, na końcu tego rozdzialu wzmianka powtarza się, gdy Jon ścina Janosa: klinga zalśniła w bladym świetle porannego słońca. (pale morning sunlight ran up and down his blade), gdy Snow uniósł miecz, by zadać śmiertelny cios. Mamy tu kolejne potwierdzenie, że przeznaczeniem Jona jest władanie mieczem, który przynosi poranek, którym może być Świt – albo nie – w końcu, dwa z trzech mieczy które lśnią w świetle poranka są wykonane z ciemnej valyriańskiej stali. To dyskusja, w którą nie możemy się teraz zapętlić, a tak naprawdę wydaje mi się, że obie opcje są prawdopodobne. W każdym razie, ważne jest to, że istnieje bardzo jasne powiązanie pomiędzy Królami Zimy i mieczem, który ‘lśni porannym światłem’.

Ostatni komentarz do sceny z Joffreyem i Wdowim Płaczem: znajdujemy tam matematykę Ostatniego Bohatera. Gdy Joffrey szuka dobrej nazwy dla miecza, prosi o sugestie i jest powiedziane, że ‘Joffrey odrzucił chyba z tuzin, nim wreszcie usłyszał taką, która przypadła mu do gustu’ – co sprawia, że Wdowi Płacz to trzynasty członek grupy dwunastu rzeczy, a zatem symbol Ostatniego Bohatera. To pasuje do mojego wyobrażenia, że Ostatni Bohater lub Król Zimy to pewnego rodzaju ‘zamarznięty ogień’, połączenie lodu i ognia, które może walczyć z zimnem. I oczywiście, tworzy głębszy związek pomiędzy valyriańską stalą i Bohaterem.

Tak jak jego miecz, Joffrey także dostaje matematykę Ostatniego Bohatera, w śnie Jaime’a na pieńku czardrzewa, tym gdzie Jaime znajduje się w podziemiach pod Casterly Rock, razem z Brienne, władając srebrno-błękitnym płonącym mieczem i stając naprzeciw różnym duchom i widmom. W pewnym momencie widzi swojego syna Joffreya, a za nim ‘tuzin ciemniejszych postaci o złotych włosach‘ (a dozen more dark shapes with golden hair) – i znów, mamy jedną osobę, która prowadzi grupę dwunastu, a wyrażenie ‘ciemne kształty’ (dark shapes) sprawia, że te postaci brzmią jak duchy albo umarli.

Z kolei sam Jaime, prawdziwy ojciec Joffreya, został przeprowadzony przez korytarze Casterly Rock przez ‘dwanaście wysokich, mrocznych postaci, odzianych w szaty o zasłaniających twarze kapturach’, które w dłoniach trzymały włócznie – co osadza Jaime’a w roli Ostatniego Bohatera i akcentuje motyw Ostatniego Bohatera/Azora Ahai jako pewnego rodzaju cyklu albo relacji ojca i syna. Muszę przyznać, że ta dwunastka mrocznych postaci jest dość straszna – i że przypominają mi Zimnorękiego, którego twarz jest zakryta przez szal, gdy spotyka się z Samem.

Trzeba przyznać, że sam Joffrey to Ostatni Bohater do ****, ale myślę, że chodzi tutaj o skupienie się na jego symbolizmie, Choć tak naprawdę Joff nie jest synem Roberta, nosi jelenią koronę i utrzymuje, że pochodzi od Baratheonów, co sprawia, że jest solarnym rogatym lordem. W dniu, gdy otrzymuje miecz niegdyś należący do Starków, lśniący w porannym świetle, umiera… co w pełni ma sens, jeśli uznajecie moją świetną teorię o tym, że Ostatni Bohater został nieumarłym zmiennoskórym, a potem wyruszył, by walczyć z Innymi. Joff umiera w wyniku uduszenia, tak jak wiele innych składanych w ofierze postaci, które odnoszą rany szyi lub gardła, jak Jon, Renly, Beric, Robb (powieedziałbym, że odcięcie głowy liczy się jako rana gardła) i prawdopodobnie Zimnoręki. Nawet Cressen nosi szyderczy hełm z porożem, należący do Plamy, gdy umiera w wyniku zatrucia ‘Dusicielem’ (The Strangler), tej samej trucizny, której użyto na Joffreyu.

Nawiązując do poprzedniego odcinka, gdzie omawialiśmy wzór zielonych rogatych postaci i czerwonych rogatych postaci zabijających się nawzajem, warto zauważyć, że śmierć Joffreya wpisuje się w ten szablon. Winnym śmierci króla zostaje uznany Tyrion, z tym całym swoim możliwym targaryeńskim pochodzeniem i otaczającymi go symbolami gargulca i rozwiązłego demona (przypomnijcie sobie, że np. płatnerz w Królewskiej Przystani zaproponował, że wykona dla Tyriona przeraźliwy hełm w kształcie głowy demona, z rogami do kompletu). Tak naprawdę Joffreya zabiła Lady Olenna, a być może, możemy powiedzieć, że Ród Tyrellów w całości… a Tyrellowie to oczywiście ród obecnie zamieszkujący w Wysogrodzie, miejscu związanym z Garthem i pochodzącymi od niego gardenerskimi królami.

***


Ciąg dalszy nastąpi…

Autorem tekstu jest LML (Lucifer Means Lightbringer) z The Mythical Astronomy of Icr and Fire, a tłumaczenie wykonał Bluetiger z Bursztynowego Komepndium.

Król Zimy, Władca Śmierci – Wstęp i rozdziały I oraz II

LML (Lucifer Means Lightbringer) przedstawia:

Mityczną Astronomię Lodu i Ognia

Trylogię Święty Zakon Zielonych Zombie

(Ostatni Bohater i Król Ziarna – The Last Hero and the King of Corn, Król Zimy, Władca Śmierci – King of Winter, Lord of Death, Straż Długiej Nocy – The Long Night’s Watch)

You can read the original text here.

Król Zimy, Władca Śmierci

– w odcinkach

Część I: Wstęp, Taczka Gartha, Umarł król

(Po ukończeniu całego tłumaczenia, na The Amber Compendium pojawi się również jeden post, zawierający wszystkie rozdziały)

Ten odcinek to druga część trylogii, pierwszą – Ostatni Bohater i Król Ziarna – znajdziecie tutaj.

w przekładzie Bluetigera


C2ep2

artwork by LML/praca LMLa

***


Zatem…. trzy dni minęły i oto jesteśmy z powrotem, powstali jak z martwych, by znów porozmawiać o zombie. Rozpoczniemy mniej więcej od tego, na czym ostatnim razem skończyliśmy – omawiania różnych sposobów na jaki mitologia związana z rogatym bóstwem, Zielonym Człowiekiem i Królem Ziarna jest wpleciona w Pieśń Lodu i Ognia – w odniesieniu do Ostatniego Bohatera, Azora Ahai i zakończenia Długiej Nocy. Właśnie w tym momencie muszę wyznać, że chociaż powiedziałem ‘no, będzie jeszcze jeden krótki odcinek jako kontunuacja tego’, okazuje się, że wcale tak nie jest. Tak, niestety muszę ogłosić, że ten odcinek wcale nie będzie taki krótki, a na dodatek, nie będzie ostatnim o Zielonych Zombie. W dzisiejszym skupimy się na Królu Zimy, a w trzecim, który pojawi się za niedługo, będzie o Nocnej Straży.

Jak ostatnio widzieliśmy, sednem motywu wskrzeszonego boga płodności jest symboliczne połączenie pomiędzy śmiercią i zmartwychwstaniem oraz cyklem pór roku. Te wskrzeszone bóstwa natury to po prostu personifikacje tego, jak zmieniają się sezony – ich śmierć ma miejsce na jesieni, a odrodzenie wiosną. Tak właściwie, to właśnie ich ponowne narodziny są tym, co przynosi wiosnę. Dokładnie to samo było celem misji Ostatniego Bohatera i/oraz Azora Ahai – musieli zmienić pory roku, gdy ‘zacięły’ się w fazie zima – a przez to, ci mityczni herosi symbolicznie doskonale odpowiadają tym wskrzeszanym bóstwom urodzaju z mitologii naszego świata. Związana z Gwiazdą Poranną mitologia, z której czerpią ‘Światłonośca’ i ‘światło, które przynosi świt’ bardzo dobrze pokrywa się ze związanym z ‘bóstwem przyrody’ motywem przynoszenia wiosny – zwłaszcza, gdy Długa Noc jest zdefiniowana jako przedłużająca się zima i przedłużająca się ciemność. Innymi słowy, trzeba przynieść i światło i wiosnę – a zatem, obraz wskrzeszonego boga przyrody, który włada Światłonoścą ma bardzo dużo sensu.

Stosownie, znaleźliśmy kilka postaci, które zdają się łączyć symbolizm Azora Ahai i Ostatniego Bohatera z motywami związanymi z rogatym bóstwem, zielonym człowiekiem i zielonowidzami. Są to między innymi: Stannis, Renly, Beric, Bloodraven i Jon Snow. Jednak, wszystkie z tych postaci pokazują nam również symbolizm silnie związany z zombie i wskrzeszeniem: Beric jest dosłownie wskrzeszony i nazywany ‘władcą trupów’, Jon za niedługo zmartwychwstanie, Renly powstał z martwych ‘na niby’ podczas Bitwy na Czarnym Nurcie, Stannis wygląda ‘w połowie na trupa’ (przez to, że razem z Melisandre tworzył cienio-dzieci), a Bloodraven jest opisywany jako ‘okropny gadający trup’ i ‘trupi lord’. Wyciągnęłem z tego wniosek, że Martin zamiast ‘świeżego’, odrodzonego boga płodności dał nam jego wersję będącą wskrzeszonym trupem. I jak się wydaje, oto nasz heros: Jon Snow, Król Ziarna, który za niedługo będzie zmartwychwstałym zmiennoskórym i prawdopodobnie będzie nowym Ostatnim Bohaterem na nową Długą Noc, Podobnie, myślę, że pierwszy Ostatni Bohater prawdopodobnie też był wskrzeszonym zmiennoskórym lub zielonowidzem.

Patrząc pod kątem logistyki i zdrowego rozsądku, pomysł o zmiennoskórym zombie ma sporo sensu, ponieważ taki ktoś byłby idealnym kandydatem na wyprawę w zimne, martwe krainy i zmierzenie się z Innymi – nie potrzebuje jedzenia, schronienia, ciepła, snu. Przypominając sobie powiedzenie ‘to co jest martwe nie może już umrzeć‘ i biorąc pod uwagę prawdopodobny wiek Zimnorękiego, wydaje się, że zombie zmiennoskórzy są w gruncie rzeczy nieśmiertelni, w przeciwieństwie do zdegenerowanych zombie, które widzimy gdzie indziej. Innymi słowy, nie sądzę, by to, że Jon stanie się wskrzeszonym zmiennoskórym było przypadkiem – tak naprawdę, utrzymuję, że George zabił go, a potem przywrócił do życia dokładnie dlatego, by mógl zostać zmiennoskórym zombie, idealnym kandydatem do walki z Innymi.

Widzieliśmy, że George ‘wkłada’ motywy i pomysły w jasny sposób związane z rogatym bóstwem zielonym człowiekiem do południowego Westeros – w postaci Gartha Zielonego, Świętego Zakonu Zielonych Ludzi, Królów Burzy z Rodu Baratheonów – ale tym co nas ciekawi jest istnienie dowodów, dosłownych albo symbolicznych, które łączą te koncepcje z Północą, Nocną Strażą i oczywiście, Ostatnim Bohaterem. Do tej pory rozmawialiśmy dość sporo o Ostatnim Bohaterze, ale ledwie wspomnieliśmy o Nocnej Straży, a na dodatek, nie przyjrzeliśmy się północnej kulturze. Dzisiaj zrobimy właśnie to: rzucimy okiem na niektóre ze starożytnych legend z Północy, a następnym razem pomówimy o Nocnej Straży. Przez cały czas będziemy rozglądać się w poszukiwaniu czegokolwiek mającego związek z Zielonymi Ludźmi albo zombie.

Tak właściwie, to już znaleźliśmy garstkę motywów związanych z rogatym lordem, na północ za Murem – i zaproponowałem, że jest jakieś wątpliwe powiązanie pomiędzy Zimnorękim i Zielonymi Ludźmi – a przynajmniej ukradłem ten pomysł od Brana i spróbowałem dostarczyć wspomagających go dowodów. Ale, nie zajeliśmy się prawdziwymi ‘graczami wagi ciężkiej’ z Północy – Starkami – a zatem, skierujmy naszą uwagę na północ, w stronę jasnej, błękitnej gwiazdy będącej okiem Lodowego Smoka – albo okiem jeźdźca, ta opowieść ma wiele wersji.

Jak zawsze, napędza nas wsparcie naszych miłośników z Patreona, któym serdecznie dziękujemy. Jak się zapewne domyślacie, te całe badania zajmują dość sporo czasu – a jak większość z Was, nie urodziłem się dziedzicem lannisterskiej fortuny, więc tak naprawdę do wsparcie wszystkich szczodrych patronów sprawia, że mogę sobie pozwolić na to, by poświęcać czas na tworzenie Mitycznej Astronomii. A oto coś co możecie zrobić, by pomóc temu podcastowi, coś co nic nie kosztuje – zostawienie krótkiej recejzi na iTunes. To sprawia, że nasz podcast jest bardziej widoczny w różnych miejscach, gdzie wymieniane są podcasty – zatem, jeśli macie kilka minut, będę bardzo wdzięczny.

Dzięki dla Animals as Leaders, za dostarczenie muzyki dla naszego podcastu – i dzięki dla Pana Martina Lewisa ze strony Echoes of Ice and Fire na Facebooku, za jego doskonałe wykonania wokalne. Na końcu, co oczywiście nie znaczy, że najmniej, chcę powiedzieć dziękuję Panu George’owi R.R. Martinowi, za napisanie tych wspaniałych książek.

***

Garth’s Wheelbarrow.

Tytuł tego rozdziału (Taczka Gartha) to gra słów – angielskie ‘wheelbarrow’, czyli taczka, zawiera wyraz ‘barrow’, czyli kurhan.

Ten rozdział został stworzony dla Was dzięki wsparciu udzielonemu za pośrednictwem Patreona przez Kapłankę Kościoła Gwieździstej Mądrości, Fire Wren, Władczynię Ciastek z Ciastkowej Wyspy.


Zaczniemy od omówienia dwóch ważnych mitycznych postaci z Północy, które mogą mieć związek z Garthem i rogatymi ludźmi: Króla Zimy (King of Winter) i Kurhanowego Króla (Barrow King). Wiem, że to ten pierwszy jest tym, o którym chcecie posłuchać, więc – oczywiście – zaczniemy od Kurhanowego Króla, bo tak to tutaj działa. Jednak, Kurhanowi Królowie też są ciekawi, więc musimy poświęcić im należną uwagę.

Wszystko zaczyna się od czegoś, co być może stanowi bezpośrednie połączenie pomiędzy Garthem Zielonym i północną legendą o ‘Pierwszym Królu‘ i jego następcach, Kurhanowych Królach z Rodu Dustinów. W Świecie Lodu i Ognia jest napisane, że Garth Zielonoręki był ‘Wysokim Królem Pierwszych Ludzi’, oraz, że mógł być pierwszym lordem albo wodzem, który przeprowadził ten lud przez Ramię Dorne do Westeros. Podobnie, wywodząca się od niego linia królów z Rodu Gardenerów utrzymywała, że są ‘Najwyższymi Królami Pierwszych Ludzi’.

Ale w Krainie Kurhanów (Barrowlands) na Północy, słyszymy o Kurhanowych Królach, którzy za pradawnych dni rywalizowali ze Starkami. ‘Tytułowali się Królami Pierwszych Ludzi i rościli sobie pretensje do władzy nad Wszystkimi Pierwszymi Ludźmi, gdziekolwiek by oni mieszkali’. Te roszczenia opierały się na ich rzekomym pochodzeniu od kogoś zwanego ‘Pierwszym Królem’, kto podobno ‘władał kiedyś nad wszystkimi Pierwszymi Ludźmi’. Oczywiście, mogła istnieć dowolna ilość władców Pierwszych Ludzi, którzy twierdzili, że są monarchami wszystkich Pierwszych Ludzi, wszędzie. Podobnie, wielu mogło wywodzić się od ‘pierwszego wielkiego króla’ jakiegoś kawałka Westeros. Jednakże, jest też coś innego, co silnie sugeruje, że legendy o Pierwszym Królu i Garthcie tak naprawdę opowiadają o tej samej osobie. Pochodzi z Tańca ze smokami, gdzie Theon widzi Wielki Kurhan w Barrowton:

Uniósł wzrok, spoglądając na porośnięte trawą stoki Wielkiego Kurhanu. Niektórzy twierdzili, że znajduje się w nim grób pierwszego króla, który przeprowadził do Westeros Pierwszych Ludzi. Inni utrzymywali, że w tak wielkim kurhanie z pewnością pochowano jakiegoś króla olbrzymów.

Taniec ze smokami, tom I, Fetor III, str. 566

A nie mówiłem… Oczywiście, to tylko starożytna legenda, ale gdy ludzie opowiadają sobie o ‘Pierwszym Królu’, który przeprowadził Pierwszych Ludzi do Westeros, tak naprawdę mówią o Garthcie Zielonym. Albo, innymi słowy: wydaje się, że to dwie wersje tego samego mitu, które poróżnił upływ czasu i inne okoliczności. A może to bezpośrednie, rzeczywiste powiązanie – może stary Zielonoręki zakończył żywot na Północy i naprawdę jest pochowany w tym w kurhanie. W każdym razie, legenda z południa kładzie nacisk na płodność i życie Gartha, podczas gdy północny mit akcentuje jego śmierć i pochówek. To w dużej mierze zgadza się z cyklem pór roku i cyklem boga przyrody – zima repreznetuje śmierć, stadium po śmierci bóstwa płodności, gdy oczekuje na zmartwychwstanie – więc to, że mit o martwym bogu przyrody widzimy właśnie w miejscu, którego cechą charakterystyczną jest zima, tak po prostu ma sens. A takich rzeczy będzie więcej!

Jako wtrącenie, muszę zauważyć, że fragment legendy z Barrowton mówiący, że Wielki Kurhan to miejsce wiecznego spoczynku Króla Olbrzymów też może kryć w sobie prawdę – jeśli rzeczywiście odnosi się ona do Gartha, ponieważ jest kilka wskazówek sugerujących, że Garth był kimś ponadprzeciętnego wzrostu. Gdy Robert zakłada swój ozdobiony porożem hełm, tak, że wygląda jak ‘rogaty bóg‘, Ned mówi, że ‘wygląda jak olbrzym‘. O hełmie Renly’ego napisano, że dodaje półtorej stopy do jego wzrostu. Co do samego Gartha, powiadają, że spłodził Johna od Dębu z olbrzymką, więc może był kimś znacznie wyższym od przeciętnego człowiek, kimś kto spodobałby się olbrzymce (i był w stanie przeżyć takie spotkanie, jeśli o to chodzi). W Świecie Lodu i Ognia odnajdujemy rozproszone po całym świecie opowieści o ludziach ponadprzeciętnego wzorstu, więc może Garth i inny Zieloni Ludzie byli jakiegoś rodzaju bardzo wysokimi ludźmi albo humanoidami. W teoretyzowaniu o Zielonyc Ludziach fajne jest to, że powinniśmy poznać prawdę, ponieważ Howland Reed był na Wyspie Twarzy i potencjalnie opowiedział Jojenowi i Meerze o tym, co tam zobaczył – a Bran i Bloodraven z całą pewnością mogą sprawdzić co się tam znajduje przy pomocy czardrzewnetu. Być może poznamy prawdę o tych Zielonych Ludziach. Jeśli okażą się wysokimi jelenio-podobnym humanoidami, to tutaj słyszeliście to po raz pierwszy.

Ale, wracając do naszego tematu: mamy to potencjalne powiązanie pomiędzy Garthem i Pierwszym Królem z Dynastii Kurhanowych Królów – obaj rościli sobie prawa do tytułu Króla Pierwszych Ludzi i bycia tym, kto przeprowadził ich przez Ramię Dorne. Być może, będziemy w stanie potwierdzić to przypuszczenie patrząc na motyw mitu o Kurhanowych Królu i sprawdzenie, czy pasuje do szerszej mitologii otaczającej Króla Ziarna, która definiuje Gartha Zielonego.

Jak zacząłem wyjaśniać przed momentem, zima to okres śmierci w cyklu przyrody i zmartwychwstających bóstw natury. Motyw Króla Kurhanu jest dokładnie tym samym co Król Śmierci, Król nad Śmiercią albo Król Umarłych. Barrowton, siedziba kurhanowych monarchów, jest zbudowane u podnoża ogromnego grobu – to symbol, którego raczej nie nazwiemy kryptycznym (ang. criptic – tajemniczy, zagadkowy, trudny do rozszyfrowania). To znaczy, tak, chodzi tu o krypty, ale nie trudno go zrozumieć. W każdym razie… 😉 Zbudowanie fortecy na czyimś grobie z całą pewnością przyniesie pecha i jest w zdecydowanie złym guście… ale zbudowanie twierdzy na grobie swojego najwybitniejszego przodka to coś zupełnie innego – symbolizuje użycie śmierci i grobu jako fundamentów, źródła władzy i poważania. Jeśli tym przodkiem jest Garth, Kurhanowi Królowie czerpią swoją władzę i legitymizację z jego śmierci.

Potomkami Kurhanowych Królów i Pierwszego Króla są członkowie Rodu Dustinów, których herb zawiera zardzewiałą żelazną koronę, jako hołd dla Pierwszego Króla. Porównajmy to z wywodzącą się od Gartha dynastią królów Gardenerów, którzy w czasie pokoju nosili koronę z winorośli i kwiatów, a podczas wojny koronę z brązu (a później żelaznych cierni) – to prawie tak jakby Garth założył swoją żelazną koronę i wyruszył wojować na Północy, potem zmarł, a jego korona zardzewiała, by odzwierciedlać jego śmierć. Lecz nadal jest królem – Kurhanowym Królem, Władcą Śmierci – zatem nadal nosi koronę, ale pokrytą rdzą, co oddaje jego stan jako umarłego. Innymi słowy, ten Kurhanowy Król wygląda zupełnie tak jak jakiś nieumarły, przemieniony w zombie Garth.

W pobliżu Pierwszego z Kurhanowych Królów znajdujemy jeszcze więcej wskazówek związanych z zombie. Świat Lodu i Ognia mówi nam, że ponoć na Wielkim Kurhanie spoczywa klątwa, która:

nie pozwałała żadnemu z żywych dorównać Pierwszemu Królowi. Owa klątwa wysysała z pretendentów do tego tytułu witalność u życie, aż wreszcie stawali się podobni do trupów.

Świat Lodu i Ognia, Północ, str. 135

Motyw aż tak potężnej klątwy wydaje się nieco zbyt fantastyczny jak na rodzaj fantasy jakiego używa Martin, ale wyobrażenie, że Pierwszy Król posiadał magię, która była w stanie zamieniać ludzi w chodzące trupy to coś co przyciąga naszą uwagę. Z całą pewnością, Martin symuluje w Pieśni Lodu i Ognia degradację i ewolucję mitu oraz folkloru, więc gdy patrzymy na mity tego typu, tak naprawdę szukamy podstawowych elementów (motywów) danej opowieści. A tutaj mamy umarłego Gartha, który wyciąga dłonie z grobu, by sprawiać, że ludzie stają się podobni do trupów – odwrócenie motywu, klasycznej roli Gartha, jako tego, kto przynosi płodność i urodzaj. Może zamiast klątwy, tak naprawdę mamy tu kolejną wskazówkę co do tego, że zielonowidze wskrzeszali umarłych? Czy to Zieloni Ludzie albo potomkowie Gartha, którzy zaczęli używać swoje magii do mroczniejszych celów?

Świecie Lodu i Ognia maester sugeruje, że Kurhanowi Królowie, którzy wywodzą się z Pierwszych Ludzi, na ogół są kojarzeni z trupami i utrzymuje, że to właśnie z tego powodu uważa się, że Trupia Królowa Nocnego Króla mogła być córką jednego z Królów. To kolejna wskazówka, że Kurhanowi Króle mieli w linii rodowej ‘magiczną’ krew – jako że Trupia Królowa z całą pewnością była magiczną istotą i mogła mieć coś wspólnego z powstaniem Innych (może spłodziła ich z Nocnym Królem?). Jest sporo tropów wskazujących na to, że w stworzenie Innych mogła być zamieszana magia zielonowidzów, więc może podczas swoich lodowych ‘przedsięwzięć’ Trupia Królowa używała magii zielonych jasnowidzów, odziedziczonej od swoich ‘zielonych’ przodków. Podobnie, wielu sugerowało, że wskrzeszanie lodowych upiorów może być zmutowaną formą magii zielonowidzów, czymś w stylu zamieszkiwania skóru umarłego. Myślę, że taki pomysł ma dużą wartość.

A zatem, tutaj, w Barrowton, chodzi o to, że Garth człowiek-jeleń/bóg płodności przybywa na północ i umiera, ale zakłada również dynastię królów, którzy są przeciwieństwem Gartha – celebrują śmierć, budują swoją twierdzę na Wielkim Kurhanie i, być może, mają zdolność sprawiania, że ludzie zdają się podobni do trupów, albo tworzenia zombie. Bez względu na to, czy w tym kopcu naprawdę leży Garth, czy nie, zdaje się, że przynajmniej mit o nim odbył podróż na Północ, prawdopodobnie przyniesiony przez ludzi, którzy uważali Gartha za swojego przodka i w końcu zaczęli wierzyć, że spoczywa w Wielkim Kurhanie. Jeśli Garth był Zielonym Człowiekiem – znów przypomnę, że tak naprawdę nie wiemy czym/kim oni są – może tak naprawdę mamy tu opowieść o tym, jak Zieloni Ludzie przybyli na Północ, gdzie zaczęto ich kojarzyć ze śmiercią.

Podsumowując, Kurhanowy Król to postać Władcy Śmierci (Lord of Death), który reprezentuje fazę śmierci/zimy w cyklu Króla Ziarna. Król Ziarna jest zabijany na jesieni i wskrzeszany wiosną – ale przez pewien czas, jest władcą umarłych (lord of the dead), jak Kurhanowi Króle i tak jak Trupia Królowa i Nocny Król. Rozważcie to, że w wersji tego mitu z Królem Ostrokrzewu (Holly King) i Królem Dębu (Oak King), bratem przeciwko bratu, każde z bóstw jest martwe przez sześć miesięcy – albo, można powiedzieć, że hibernuje przez pół roku.

Jeśli się nad tym zastanowimy, ta faza śmierci/zimy w cyklu Króla Ziarna, jest bardzo, bardzo ważna dla Pieśni Lodu i Ognia – ponieważ do podczas bezlitosnej Długiej Nocy trzeba wykonać pewną misję, by doprowadzić do zmiany pory roku. To wtedy są nam potrzebi nasi bohaterowie. To dlatego to, że Ostatni Bohater jest zombie ma tak dużo sensu – zima to czas śmierci w cyklu Zbożowego Króla. Zimą postać oparta na archetypie Króla Ziarna MUSI być w pewnym sensie martwa – przypomnijcie sobie, że Herne Łowca, rogaty bóg powiązywany z ochranianiem lasów zimą, jest duchem.

***

Umarł Król.

Ten rozdział powstał dzięki wsparciu udzielonemu na Patreonie przez kapłana Kościoła Gwieździstej Mądrości, Sir Cozma z Rodu Astorów, którego motto to ‘Chodzimy o Świcie’.


Jak zapewne zdążyliście się już zorientować, także Król Zimy (The King of Winter) może odpowiadać motywowi martwego Króla Ziarna, który reprezentuje okres zimy w cyklu pór roku. Królowie Zimy są mocno związani z kryptami, gdzie znajdują się ich naturalnych rozmarów posągi, które zawsze wydają się podążać wzrokiem za przechodzącymi ludźmi. W gruncie rzeczy, krypty są sercem Winterfell, a Ned jest pod wieloma względami podobny do Hadesa, greckiego boga podziemi (to już trzeci raz, gdy zachęcam Was do przeczytania Mitologicznego Splotu Lodu i Ogniagdzie Sweetsunray analizuje Neda jako Hadesa). Hades ma piekielnego ogara Cerbera, podczas gdy Starkowie mają swoje wilkory, które są symbolicznie porównywane do piekielnych ogarów (hellhounds). Zatem, możemy zobaczyć, że Starkowie to doskonali władcy umarłych, strażnicy bramy do podziemnego świata – dokładnie tak, jak sugeruje tytuł ‘Król Zimy’.

Young Wolf by Saejima (fan pop)

Młody Wilk, Saejima (fan pop)

Jak słyszeliśmy ostatnim razem, Starkowie mogą być potomkami Gartha Zielonego, przez Brandona od Zakrwawionego Miecza, który mógł być przodkiem Brana Budowniczego. To w pewien sposób pasuje do teorii o tym, że Kurhanowi Królowie wywodzą się od Gartha, ponieważ jeśli Garth i jego potomstwo przybyli na Północ, bardzo prawdopodobne jest to, że ślady po nich można odnaleźć w więcej niż jednym rodzie. Nie wspomniałem o tym wcześniej, ale są też inne wskazówki co do tego, że Starkowie działali na Południu w czasach przed Długą Nocą. Brandon Budowniczy jest powiązywany ze zbudowaniem albo zaprojektowaniem dwóch z najpotężniejszych zamków południowego Westeros – ostatecznej wersji Wysokiej Wieży w Starym Mieście oraz wielkiego donżonu Krańca Burzy. Innymi słowy, wydaje się, że ktoś kto kryje się za północnym mitem o Branie Budowniczym, musiał całkiem sporo podróżować. Być może sam mit ma swoje korzenie na południu i przybył na podróż razem z potomkami Brana Budowniczego i Brandona Zakrwawionego Miecza – a może Bran albo grupa ludzi zapamiętana jako ‘Bran Budowniczy’ najpierw tworzył na Południu, a potem wyemigrował na Północ. W każdym razie, można to wszystko uznać za mocne dowody na to, że w starożytności Starkowie działali na Południu, a być może także za potwierdzenie domysłów o południowych korzeniach tego rodu.

Dwa miejsca, gdzie Bran podobno pomógł wielkim lordom w wybudowaniu ich potężnych fortec – Stare Miasto i Kraniec Burzy – są same w sobie interesujące, dzięki swojemu związkowi z rogatymi ludźmi. Stare Miast leży w Reach, dość blisko Wysogrodu, czyli siedziby Gartha Zielonego, rogatego zielonego boga – a człowiekiem, któremu Bran ponoć pomógł w konstrukcji Wysokiej Wieży, był Uthor (zwany Uthorem z Wysokiej Wieży), o którym powiadają, że pojął córkę Gartha, Marris Najpiękniejszą, za żonę. A w Krańcu Burzy Bran udzielałby architektonicznych porad Durranowi Smutkowi Bogów… a jak widzieliśmy, Durran też jest rogatym lordem, założycielem dynastii ludzi-jeleni, którzy nosili korony i hełmy ozdobione porożem.

Innymi słowy, więzi Brana Budowniczego z tymi dwoma miejscami Południa i ich legendami o rogatych bogach dobrze pasują do teorii, że Brandon od Zakrwawionego Miecza był synem Gartha i założycielem Rodu Starków. W takim wypadku, historia ich rodu jest bardzo podobna do tej Kurhanowych Królów. Potomkowie Pierwszego Zielonego Człowieka-Króla przybywają na Północ, by stać się władcami śmierci i zimy. Ma to sens pod kątem historii westeroskiej kultury, ponieważ zarówno Starkowie jak i Kurhanowi Królówie mogą pochodzić od Gartha – a zatem ich mity mają wspólne pochodzenie – opowieść o zielonym człowieku, ale zaadaptowaną tak, by pasowała do północnych motywów zimy i śmierci.

Tak naprawdę, koncepcja przybycia zielonego rogatego lorda na Północ, by umrzeć i stać się Królem Zimy jest przedstawiona na samym początku Gry o tron, gdy Robert, zielony-rogaty-bóg-król przybywa do Winterfell… i udaje się prosto do krypt! Właściwie, gdy Robert przyjeżdża, Ned potwierdza jego zwierzchnictwo nad Winterfell, w swoich pierwszych powitalnych słowach wypowiedzianych do króla: ‘Wasza Miłość, Winterfell jest twoje’. Potem obydwaj schodzą w dół do krypt, gdzie Robert przeprowadza jednoosobowy konkurs na to ile razy zdoła zapowiedzieć własną śmierć podczas jednej sceny, obejmujący wcale nie aż tak bardzo subtelne wzmianki o tym, że czasem żaluje, że nie przegrał nad Tridentem. Albo gdy Król Bobby B mówi o tym, że przez picie przedwcześnie wpędzi się do grobu. Patrząć wstecz, to tak jakby sam się o to prosił. W szczególności zwróćmy uwagę na to, że ze śmiechem Roberta dzieje się coś dziwnego:

Robert roześmiał się, a jego śmiech zagrzechotał na ścianach grobowców i uleciał pod sklepienie. Pośród gęstwiny jego długiej, czarnej brody błysnęły białe zęby.

Gra o tron, Eddard I, str. 46

Robert laughed, the sound rattling among the tombs and bouncing from the vaulted ceiling.  His smile was a flash of white teeth in the thicket of the huge black beard.

Słowo rattle (grzechotać) przywołuje death rattle (rzężenia umierającego), zwłaszcza, gdy rozbrzmiewa pośród grobowców. Martin robi podobny żart w scenie, gdzie Bran, Jojen i Meera zdają sobie sprawę z tego, że Zimnoręki jest trupem. Mowa Zimnorękiego jest opisana takim zdaniem ‘ochrypły głos płynął z gardła, brzydki i cienki jak jego właściciel’ (“his voice rattled in his throat, as thin and gaunt and he was.”) Głos Zimnorękiego to agonalne rżężenie, a tutaj, w kryptach Winterfell, śmiech Roberta jest dokładnie taki sam. Nieco później w tej scenie, Robert opowiada Niedowi niesławnych żart, że ‘król je, a namiestnik zbiera gówno’, po czym zaczyna się śmiać:

 Robert ryknął śmiechem, odrzuciwszy w tył głowę. Echo popłynęło w ciemność, a zmarli z Winterfell wydawali się patrzeć wzrokiem zimnym i pełnym niechęci…

Wreszcie śmiech ucichł. Ned wciąż klęczał ze wzrokiem wziesionym do góry. – A niech cię, Ned – rzucił żałośnie Król. – Mógłbyś przynajmniej spróbować rozweselić mnie uśmiechem.

– Powiadają, że zimą jest tutaj tak zimno, iż śmiech zamarza ludziom w gardle i ich dusi – odparł Ned spokojnie. – Może dlatego Starkowie mają tak mało poczucia humoru.

Gra o tron, Eddard I, str. 48

I w końcu wiemy jak umarł Zimnoręki – o jeden żart za dużo na Murze. Edd Cierpiętnik powinien uważać, bo inaczej wszystkich pozabija. Odkładająć żarty a bok – Ned odpiera grzechoczący rechot Roberta i ostrzega go, że może doprowadzić do śmierci i zamarznięcia – to przesłanie podkreślają zimne, wyrażające dezaprobatę (disapproving spojrzenia otaczających go Królów Zimy. Przy śmierci Renly’ego jest coś co temu odpowiada – tuż po niej Brienne mówi ‘W jednej chwili się śmiał, a potem wszystko pokryła krew’.

Dalej, Robert mówi o tym jak Ned i on byliby braćmi połączonymi przez więzy krwi, gdyby ożenił się z Lyanną – i dokładnie coś takiego rozgrywa się w tej scenie, gdzie Ned i Robert odgrywają wersję cyklu Króla Ziarna, gdzie ‘król zimy i król lata to bracia, którzy zabijają się nawzajem’. Oczywiście, w rzeczywistości Robert i Ned się kochają, ale działania jednego z nich doprowadzają do śmierci drugiego, jak przepowiada rozdział otwierający Grę, gdzie Starkowie odnajdują jasny omen – matkę-wilkorzycę zabitą przez róg jelenia. Robert wkracza do krypt jako Król Lata, opowiadając o urodzaju i płodności Południa – i ‘nazywa’ Neda Królem Zimy w swoich powitalnych słowach, mówiąc jak to dobrze znów zobaczyć ‘tą twoją zmarzniętą twarz(frozen face of yours). Cały ten rozdział to pewnego rodzaju przepychanka, gdzie Ned mówi ‘no, naprawdę powinieneś pojechać zobaczyć Mur i Nocną Straż, no i nie śmiej się tyle, bo może cię to zabić’, podczas gdy Robert nieustannie próbuje sprawić by Ned się zaśmiał i mówi o ponownym nauczeniu go jak się śmiać, pokazując bogactwo urodzaju Południa i ostatecznie, zabierając go tam, by pomógł mu rządzić.

A zatem, jeśli spojrzymy na tę sytuację jak na przedstawienie cyklu pór roku jako braterski spór, Ned i Robert to osobne postacie – jeden symbolizuje czas zimy, a drugi okres lata… ale w wielu wersjach mitologii Króla Ziarna, wszystkie etapy cyklu reprezentuje jedno bóstwo – w takim kontekście Król Zimy to zapowiedź losu Króla Lata i vice versa. Rola Króla Zimy Neda to po prostu faza zimy i śmierci w cyklu Króla Ziarna, tak jak to było u Kurhanowego Króla, podczas gdy Robert to czas lata i witalności. To dlatego przedstawienie Roberta jako ‘honorowego’ Lorda Winterfell i jednoczesne zapowiadanie jego śmierci w scenie w kryptach ma sens – martwy rogaty bóg odpowiada zimowemu królowi, a w tym przypadku, Królowi Zimy.

W rozdziale w kryptach jest nawet zdanie, gdzie Robert mówi Nedowi, że znów chce go mieć u boku, bo otaczają go zdrajcy i fałszywi pochlebcy, po czym pojawia się następujący opis: ‘Robert popatrzył w ciemność, przez chwilę melancholijny niczym Stark‘. Innymi słowy, gdy Robert wpatruje się w ciemność grobu, a jego wzrok jest utkwiony w jego własnej śmierci, wygląda jak Stark.

Tak naprawdę… Martin mógł wziąść tytuł ‘Król Zimy’ od szczególnego elementu folkloru związanego z Zielonym Człowiekiem, znanego jako Wicker Man. Niektórzy z Was mogą znać kultowy brytyjski film (w Polsce wyświetlany pod tytułem Kult) z lat 70 o tym samym tytule, którego fabułę odtworzył zespół rockowy RadioHead , w teledysku do ich utworu Burn the Witch… ale wicker-man (wiklinowy człowiek) pierwotnie był zwyczajem celtyckich druidów. Według Juliusza Cezara, w O wojnie galijskiej, druidzi budowali z wikliny klatki w kształcie człowieka, w których palili ludzi. Jednakże, historycy powątpiewają w prawdziwość twierdzenia o ofiarach z ludzi – nie ma żadnych dowodów które by to potwierdzały. Z tradycji wicker-mana pozostał zwyczaj palenia wiklinowych kukieł w kształcie człowieka podczas przeróżnych neo-pogańskkich świąt. (To właśnie stąd wziął się pomysł na palenie ogromnego drewnianego człowieka na festiwalu The Burning Man w Nevadzie).

An illustration of Julius Caesar's claim of human sacrifice via wicker man

Ilustracja ofiary z ludzi przy użyciu wicker-mana, o której istnieniu przekonywał Juliusz Cezar 

The Burning Man Festival, Blackrock City, Nevada

The Burning Man Festival, Blackrock City, Neveda.

W szczególności, wspomnę o zwyczaju wykonywania małych zielonych ludzi z pędów i liści, które zostają w ogrodzie na jesieni. Trzeba trzymać go w domu przez całą zimę, podczas gdy zieleń i roślinność wysycha i umiera, a w tym czasie wicker-man jest nazywany ‘Królem Zimy‘. Jest Zielonym Człowiekiem, ale martwym – bardziej kimś w rodzaju słomianego, wiklinowego albo drewnianego człowieka. Innymi słowy, gdy opowiadam Wam, że Król Zimy był niegdyś pewnego rodzaju Zielonym Człowiekiem, to wcale nie coś na poziomie spiskowych teorii dziejów (czapek z folii aluminiowej) ani naciągania faktów – tytuł ‘Król Zimy’ naprawdę jasno to sugeruje.

A zatem, przez całą zimę trzymasz tego Króla Zimy, a gdy nadchodzi wiosna, a z nią Beltane… co robisz z tym martwym zielonym człowiekiem, teraz gdy jego zimowe panowanie dobiegło końca? Ależ oczywiście, palisz go.

To bardzo ciekawe – gdy nadchodzi wiosna pali się zielonego człowieka? Wiosna to zwykle czas, gdy Król Ziarna jest wskrzeszany – możemy szybko zauważyć, że w Pieśni Lodu i Ognia spalenie i wskrzeszenie Króla Ziarna może być jednym i tym samym, zwłaszcza jeśli Jon-Król Ziarna zostanie ożywiony dzięki magii ognia, by pomóc zakończyć Długą Noc i doprowadzić do nadejścia wiosny, albo jeśli tak samo było z Ostatnim Bohaterem. Płonący, zmartwychwstały Zielony Cżłowiek to dokładnie to co, widzimy u naszych ognistych, nieumarłych ludzi-jeleni: wskrzesznego Renly’ego w widmowej zielonej zbroi, z porożem ze złocistych płomieni i u ‘w połowie trupa’, Stannisa, z jego ognistym jeleniem (fiery hart) i ognistym sercem (fiery heart).

A więc, ponieważ Król Robb Stark mianował Jona swoim dziedzicem w testamencie, który może zostać ujawniony (albo i nie) w Wichrach Zimy, wskrzeszony Jon może naprawdę zostać dosłownym Królem Północy… a Król Północy to po prostu bardziej współczesna forma tytułu ‘Król Zimy’. Jon już teraz jest nazywany Lordem Snow (snow czyli śnieg), czyli, jeśli się nad tym zastanowić, Królem Zimy, tylko że wypowiedzianym w nieco inny sposób. Zatem, jeśli Jon zostanie wskrzeszony przez ogień, zostanie Królem Północy i pomoże przynieść wiosnę… będzie zachwycająco dokładną inkarnacją Króla Zimy. Jon nie jest zielonym człowiekiem, nie jest też zrobiony z odpadków z ogródka, ale jest Królem Ziarna i Zmiennoskórym, a magia zmiennoskórych to po prostu część magii zielonowidzów. Dlatego możemy zobaczyć, że Jon-nieumarły zmiennoskóry będzie doskonałym Królem Zimy… a jednocześnie, będzie stawał się swoją własną wersją Azora Ahai Odrodzonego jako płomienny nieumarły Król Zimy. Jak to mówią… ‘tytuły, tytuły tytuły’.

Co takiego? Azor Ahai odrodzony jako Król Zimy? Zatem, spójrzcie – nie wiemy jak wielu ludzi ma swój wkład w połączony mit o bohaterze z magicznym mieczem, który pokonuje Długą Noc, tak jak nie wiemy, ilu Branów składa się na legendę o Brandonie Budowniczym, albo jak wielu było Durranów i co który zrobił. Ale tak – Król Zimy jest jak zamarznięty, martwy Azor Ahai, ale taki, który płonie na wiosnę. To coś związnaego z dualizmem ognia i lodu – no cóż za niespodzianka. Popatrzmy na pierwszego Króla Północy, którego widzimy w książkach, Robba Starka. Ma wygląd Tullych – czerwone włosy pocałowane przez ogień i uderzająco niebieskie oczy, które mogą przypominać nam Innych – no i oczywiście, powiązywanie oczu Starków z lodem ma długą historię – włączając Brandona ‘Lodowe Oczy’ Starka (Brandon Ice Eyes), starożytnego Króla Północy i wszystkich kamiennych Królów Zimy, którzy są opisywani jako mający ‘oczy z lodu’. Stannis pokazuje nam podobny obraz, gdy Dany widzi go w swojej wizji w Domu Nieśmiertelnych jako ‘niebieskookiego króla z czerwonym mieczem’. Gdybyśmy mieli więcej czasu, moglibyśmy wspomnieć również Jona Conningtona, ‘Czerwonego Gryfa Odrodzonego’, który też ma oczy z lodu i pcoałowane przez ogień włosy… a na dodatek nosi futro czerwonego wilka, by połączyć symbolizm ognia i Starków… podczas podróży łodzią po Rhoyne pełni ‘nocną straż’… ale nie mamy na to czasu, więc pomówmy o Robbie, faktycznym Królu Północy/Zimy, którego widzimy w książkach.

***


Ciąg dalszy nastąpi…

Autorem tekstu jest LML (Lucifer Means Lightbringer) z The Mythical Astronomy of Icr and Fire, a tłumaczenie wykonał Bluetiger z Bursztynowego Komepndium.

Ankieta (forma publikacji tłumaczeń Mitycznej Astronomii)

IMG_20170922_201501_processed

(Aktualnie mam gotowe dwa rozdziały z Króla Zimy (drugiej części trylogii o Zmiennoskórych Zombie – Wstęp i ‘Garth’s Wheelbarrow‘ – gdzie LML omawia Ród Dustinów, Barrowton oraz Kurhanowych Królów)

Ostatni Bohater i Król Ziarna

LML (Lucifer Means Lightbringer) przedstawia:

Mityczną Astronomię Lodu i Ognia

Trylogię Święty Zakon Zielonych Zombie

(Ostatni Bohater i Król Ziarna – The Last Hero and the King of Corn, Król Zimy, Władca Śmierci – King of Winter, Lord of Death, Straż Długiej Nocy – The Long Night’s Watch)

You can read the original text here.

Ostatni Bohater i Król Ziarna

w przekładzie Bluetigera


sezoon3

artwork by LML/praca LMLa

***


Cześć wszystkim!

Dzisiaj porozmawiamy sobie o jednej z najbardziej zagadkowych rzeczy w Pieśni Lodu i Ognia – a mam tu na myśli zombie. Omówimy wiele tematów – takich jak sprawa zielonych ludzi, Ostatni Bohater, Zimnoręki i Jon Snow – ale każdy z nich będzie związany właśnie z zombie. Wskrzeszonymi ludźmi. Chodzącymi… no wiecie. W Pieśni aż się roi od różnych umarlaków i jestem całkiem pewien tego, że wiem czemu. To właśnie cel tego odcinka – wyjaśnienie dlaczego George nie potrafi tak po prostu pozwolić swoim truposzom leżeć w spokoju. To zagadnienie jest nie tylko ciekawe samo w sobie, ale jest także kluczowe to rozwiązania problemu tego, jak pokonać Innych i poradzić sobie z Długą Nocą. Ten esej będzie nieco inny od reszty, ponieważ, żeby zrozumieć to o czym dzisiaj będziemy dyskutować, nie potrzebujecie znać poprzednich odcinków Mitycznej Astronomii. Może od czasu do czasu wspomnę jakiś pomysł albo teorię, którą omawialiśmy gdzie indziej, ale w większości, ten tekst nie opiera się na moim poprzednich pracach. Jak to zwykle u mnie bywa, ten odcinek ‘spoileruje wszystkie książki’, ale nie będzie w nim nic z rozdziałów-zapowiedzi Wichrów Zimy, ani czegoś co dzieje się w serialu HBO po piątym sezonie (bo wtedy telewizja wyprzedziła książki w większości wątków).


***

A zatem… zombie. W naszej opowieści jest wiele przemienionych istot, w których zaciera się granica między tym co żywe i tym co martwe, życiem i śmiercią, ale tym o czym będziemy rozmawiać dzisiaj są zombie. Martwi, których przywrócono do życia. Ludzie, których wydarto śmierci. W PLIO mamy ich trzy rodzaje: lodowi nieumarli, ogniści nieumrali i jakkolwiek nazywa się to, co Qyburn zrobił z ciałem Ser Gregora.

Pierwszą kategorią są upiory (ang. wights), wskrzeszone przez Innych, których będziemy nazywać zimnymi upiorami albo lodowymi nieumarłymi. Gdy wstają z martwych, ich oczy są niczym zimne, płonące niebieskie gwiazdy i są osnuci zimnem, w każdym znaczeniu tego słowa. Ich ciała są zamarznięte, a także sprawiają, że powietrze w ich pobliżu staje się zimne, tak samo jak Inni. Wydaje się, że mają jedynie mętne szczątki pamięci – i nie wygląda na to by mieli jakąkolwiek wolną wolę. Są zombie, w klasycznym sensie tego określenia – reprezentują trupy reanimowane przez jakiegoś rodzaju nekromancję. Myślę, że możemy śmiało powiedzieć, że tym co przywróciło ich do ‘życia’ jest to co nazwalibyśmy ‘magią lodu’ – choć to dość luźne określenie, którego używam z konieczności, bo tak naprawdę nie wiemy gdzie leżą granice pomiędzy tym co wydaje się być różnymi rodzajami magii.

Zimnoręki to dość nietypowy przypadek – i za chwilę podam moje wyjaśnienie dlaczego jest w takim stanie w jakim jest – ale możemy jego również wrzucić do szufladki ‘lodowi nieumarli’. Pomiędzy nim a zimnymi upiorami jest kilka istotnych różnic (zdolność do mówienia, przynajmniej pozorna wolna wola i brak ‘błękitnych oczów jak gwiazdy’) – ale pod kątem fizjologii, wydaje się, że jest podobny do upiorów – też jest martwym i zamarzniętym ciałem, bez procesów witalnych. O Zimnorękim porozmawiamy za chwilę.

Drugą kategorią byliby, z braku lepszego określenia, ogniści umarli, tacy jak Lord Beric Dondarrion i Pani Kamienne Serce, niegdyś znana jako Catelyn Stark. Ich niezaprzeczalnie martwe ciała zostały wskrzeszone przez ‘ognisty pocałunek’, tradycję R’hlorrystów, która do niedawna nie była znana z tego, że może reanimować trupy. Thoros – czerwony kapłan – wskrzesił Berica aż sześć razy, a gdy Beric przekazał taki sam ognisty pocałunek Cately, ‘płomień życia przeszedł od niego do niej‘ (jak wyjaśnia Thoros w Uczcie dla wron). Beric ma czarną krew, cechę charakterystyczną osób przemienionych przez magię krwi (stali czytelnicy i słuchacze Mitycznej Astronomii będą wiedzieli o czym tutaj mówię), a jego własna krew jest w stanie sprawić, że jego miecz zapłonie. Zatem, myślę, że można bez przeszkód stwierdzić, że to magia, którą kojarzymy z ogniem i R’hlorrem wskrzesiła Berica i Catelyn. Możemy spekulować, czy to, że ten rytuał zaczął nagle ożywiać umarłych ma coś wspólnego z czardrzewami, które rosną w Dorzeczu, niemniej jednak, to magia ognia i ‘czarodziej’ ognia tworzy tych konkretnych nieumarłych. A to oznacza, że jak na razie mamy zombie i po stronie ognia i po stronie lodu. To by pasowało, co nie?

Co do Melisandre, jest kolejnym szczególnym przypadkiem. Myślę, że różne wskazówki sugerują, że przechodzi ona jakiś proces przemiany, transformacji (jak już kiedyś powiedziałem), a nie proces wiążący się ze śmiercią i zmartwychwstaniem – ale nie wiemy na pewno i są tacy, którzy uważą, że Mel umarła i została wskrzeszona. Gdyby ta opcja okazała się prawdziwa, myślę, że dokonałoby się to dzięki magii ognia. O Melisandre również pomówimy później.

Trzecim rodzajem ‘zombie’ byłby Franken-Gregor albo un-Gregor, jak czasem jest nazywany. O tego typu nieumarłych wiemy najmniej – ale wydaje się, że Qyburn to dość oczywista parallela Dr. Victora Frankensteina, ktoś kto używa jakiegoś rodzaju ‘pseudo-nauki’ z pogranicza fantasy, by ożywiać martwych, czerpiąc ze swoich doświadczeń zdobytych podczas wiwisekcji innych mrocznych badań… ale to dość niejasne. W pracy Qyburna nie widać żadnych śladów magii czerpanej z sił natury, z jego laboratorium nie wylatują lodowate opary, odór siarki, czy coś w tym stylu. Sam un-Gregor też nie daje nam zbyt wielu wskazówek co do swojej natury, oprócz tego, że wydaje się być jeszcze silniejszy niż przedtem. Być może nie jest w stanie mówić – tak właściwie, to może nawet nie mieć swojej głowy. Nasz główny trop bierze początek z rozmowy Qyburna z Cersei, gdzie były maester powiedział, że ‘magia krwi to najpotężniejszy rodzaj czarnoksięstwa’ – a to niejako sugeruje, że używa krwi ludzi, których przynoszą do jego lochów, by zrobić coś związanego z magią krwi – ale nie jsteśmy powiedzieć na ten temat nic więcej. W każdym razie, Gregor to nie zombie tego rodzaju, który nas interesuje, więc i tak nie ma potrzeby dłużej się nad nim rozwodzić.

Na samym końcu wyliczanki został nam jescze jeden osobnik, Plama. Wydaje się, że biedak kiedyś utonął, ale więcej nie wiemy. Jeśli został poddany procesowi ‘śmierci i wskreszenia’, co wydaje się dość prawdopodobne, mielibyśmy tutaj przykład jakiejś dziwnej magii wody. Tak właściwie, taki magiczny porces mógłby wyjaśniać pochodzenie rytuału Żelaznych Ludzi – topienia ludzi, a potem reanimowania ich przy pomocy RKO. Tak jak Gregor, Plama nie jest takim zombie o jakie nam chodzi, więc wspomnę o nim tylko mimochodem.

Mamy też inne magiczne istoty, które przedłużyły czas swojego życia i stały się czymś więcej niż ludźmi, takie jak Nieśmiertelni z Qarthu, którzy stali się w dużej mierze cieniami – albo Innych, którzy są Bóg jeden wie jak starzy i tylko nieco podobni do ludzi, z lodowymi kośćmi i krwią. Myślę, że to do tej kategorii należy Melisandre – magiczne przemienionych ludzi – a te istoty są czymś innym niż wskrzeszonymi ludzkimi ciałami. Z tego powodu, i one nie są tym czego szukamy. Będziemy omawiać tylko ludzi, którzy umierają, a potem są wskreszeni. A tak naprawdę obchodzą nas tylko ogniste upiory, lodowe upiory i Zimnoręki.

Jako, że są pewne wątpliwości co do tego, co dokładnie wskrzesiło Berica i Kamienne Serce, pozwólcie, że przedstawię pewien cytat z Nawałnicy mieczy. Mówi Thoros:

– Nie władam magią, dziecko. Tylko się modlę. Za pierwszym razem jego lordowska mość miał dziurę w piersi i usta pełne krwi. Wiedziałem, że nie ma nadziei. Dlatego, gdy jego biedna, rozdarta pierś przestała się poruszać, dałem mu na pożegnanie pocałunek dobrego boga. Wypełniłem jego usta ogniem i wdmuchnąłem płomienie do jego płuc, serca i duszy. To się nazywa ostatni pocałunek. Wiele razy widziałem, jak starzy kapłani udzielali go zmarłym sługom Pana, a nawet sam to robiłem raz czy dwa, gdy należy to do kapłańskich obowiązków. Nigdy jednak nie widziałem, by zmarły zadrżał nagle, gdy wypełnił go ogień, a potem otworzył oczy. To nie ja go wskrzesiłem, pani. Pan to uczynił. R’hlor ma jeszcze dla niego jakieś zadanie. Życie jest ciepłem, ciepło jest ogniem, a ogień jest u Boga i tylko u Boga.

Nawałnica mieczy, Arya VII, tom I, Stal i śnieg

Znowu, z całą pewnością tajemnicą jest to, dlaczego nagle ten ostatni pocałunek był w stanie przywrócić do życia zmarłego mężczyznę i kobietę, ale myślę, że to, że tym co tutaj działa jest bezspornie przede wszystkim to co nazwalibyśmy magią ognia. Dwoma głównymi kandydatami, którzy mogą wyjaśnić tą nową siłę pocałunku, są narodziny smoków (które, jak się wydaje, sprawił, że magia każdego rodzaju stała się silnejsza, na całym świecie) – albo coś związanego z magią czardrzew-netu. W Dorzeczu jest trochę czardrzew i ich pieńków (np, na Wysokim Sercu i w jaskini Berica, która tak właściwie może znajdować się pod Wysokim Sercem), jednak Thoros nie jest zielonowidzem, a podczas wielu wskrzeszeń Berica w pobliżu nie ma żadnych zielonowidzów, więc możemy jedynie spekulować na temat jakiegoś efektu występującego w całym tym regionie, na przykład czegoś podobnego do tego, że Mur to ‘zawias świata’, co sprawia, że w jego pobliżu magia staje się silniejsza.

Ostatnia spekulacja, którą do tego dorzucę: a co jeśli pierwotnym celem ‘ostatniego pocałunku’ – który daje się zmarłej osobie tuż po wydaniu ostatniego tchnienia – było wskrzeszanie ludzi? Podobnie, ‘rytuał’ RKO u Żelaznych Ludzi może mieć swoje korzenie w rzeczywistym wskrzeszeniu magią wody. Tak samo mogło być z R’hlorrystami. Jak wspomniałem wcześniej, wydaje się, że R’hlorryści mają obsesję stania się ‘ludźmi z ognia’ – noszą szaty, które w zamyśle mają wyglądać jak tańczące płomienie i tatuują sobie płomienie na twarzach. Nietrudno wyobrazić sobie starożytnych wyznawców R’hlorra tworzących ognistych nieumarłych, takich jak Beric.

Tym na czym chciałbym się teraz skupić jest jakość życia Berica i jego stan. Ma się znacznie lepiej od lodowych upiorów, wręcz całkiem na odwrót, bo posiada wolną wolę i zdolność do świadomego myślenia, podczas gdy upiory wydają się zniewolone, a ze swojej pierwotnej świadomości i pamięci nie zachowują prawie niczego. Beric ma nawet oznaki funkcji witlanych – jego czarna krew nadal płynie i może jeść, pić – a zatem przypuszczalnie również trawić. Jednocześnie, Beric stracił dość sporą część swojej oryginalnej osoby – w Nawałnicy mieczy mówi Thorosowi:

– Jak mogę się gryźć czymś, co ledwie pamiętam. Miałem kiedyś zamek na Pograniczu, Była też kobieta, którą poprzysiągłem poślubić. Dzisiaj nie potrafiłbym już znaleźć drogi do tego zamku ani powiedzieć ci, jakiego koloru miała włosy. Kto mnie pasował na rycerza, stary przyjacielu? Jakie były moje ulubione potrawy? Czasami wydaje mi się, że urodziłem się na tej cholernej¹ trawie w jesionowym gaju, z ustami wypełnionymi smakiem ognia i dziurą w piersi. Czy jesteś moją matką Thorosie?

Nawałnica mieczy, Arya VII, tom I, Stal i śnieg

¹ – ‘bloody’ znaczy i ‘zakrwawiony’ i ‘cholerny’, ale w tym kontekście znacznie lepiej pasuje ‘zakrwawiony’

“Can I dwell on what I scarce remember? I held a castle on the Marches once, and there was a woman I was pledged to marry, but I could not find that castle today, nor tell you the color of that woman’s hair. Who knighted me, old friend? What were my favorite foods? It all fades. Sometimes I think I was born on the bloody grass in that grove of ash, with the taste of fire in my mouth and a hole in my chest. Are you my mother, Thoros?” 

Wydaje się, że za Beric traci coś z siebie, za każdym razem gdy wraca. Później w Nawałnicy dostajemy następujący cytat, z rozmowy Berica i Thorosa – tuż po tym jak Thoros przyznaje, że zapalanie turniejowych mieczy, to nie najlepszy sposób traktowania ostrza. Beric pojawia się niespodzianie za jego plecami i do reszty psuje nastrój, mówiąc:

Ogień pochłania. – Lord Beric stał za nimi. W jego głosie było coś, co kazało Thorosowi natychmiast zamilknąć. – Pochłania, a kiedy się dopali, nie zostaje nic. Absolutnie nic.

– Bericu. Mój słodki przyjacielu. – Kapłan dotknął przedramieniem lorda błyskawicy. – Co chciałeś mi powiedzieć?

– Nic, czego nie mówiłbym już przedtem. Sześć razy, Thorosie? To za dużo.

Odwrócił się gwałtownie.

Nawałnica mieczy, Arya VIII, tom I, Stal i śnieg

Pani Kamienne Serce ma jeszcze gorzej od Berica – nim ją wskreszono, była martwa przez trzy dni. Jej ciało zaczęło się rozkładać – i wydaje się, że jej umysł również. Podczas gdy Beric jeździ tu i tam, planuje strategie, zajmuje się logistyką, karmieniem ludzi i tak dalej, Kamienne Serce po prostu wpatruje się z nienawiścią i skazuje ludzi na śmierć – jej inne imiona to ‘Matka Bez Litości’ i ‘Kobieta z Szubienicy’. Może mówić, ale jej głos jest zduszony, więc jakaś cząsteczka Catelyn w niej została… ale wydaje się, że jest znacznie bardziej rozłożona od Berica, pod każdym względem. Tak właściwie, Thoros nie chciał dawać jej pocałunku, bo była martwa przez tak długi czas, ale z jakiegoś powodu Beric postanowił oddać jej swoje brzemię i przekazał płomień życia Lady Catelyn, która stała się Panią Kamienne Serce.

Gdybym miał scharakteryzować stan istnienia Berica i Kamiennego Serca, porównałbym ich do tego, w jaki sposób popkultura i mit przedstawiają duchy. Najczęściej spotykanym wierzeniem o duchach jest to, że zwlekają z opuszczeniem ziemskiego padołu, bo czegoś lub kogoś się trzymają – jakiegoś żalu, tragedii, wyrzutów sumeinia lub jakiegoś innego niezakończonego powiązania z dawnym życiem. To prawie zawsze wiąże się z ostatnią rzeczą jaką robili za życia, albo z tym co czuli w chwili śmierci. Pomoc duchowi w ostatecznym odejściu zwykle dotyczy rozwikłania tej sprawy na punkcie której duch ma obsesję.

Ostatnią rzeczą, którą zajmował się Beric przed śmiercią było wymierzenie sprawiedliwośći Gregorowi Clegane i obrona Dorzecza – a po wskrzeszeniu, to właśnie te rzeczy stanowią jego jedyną motywację do dalszego życia. Pozostaje wierny misji z którą posłał go Ned w imię króla Roberta, nawet po tym jak i Robert i Ned nie żyją. W podobny sposób, Kamienne Serce całkowicie pochłania obsesja pomszczenia Krwawych Godów – a to klasyczny motyw duchów. Zbrodnia tak ohydna i niesprawiedliwa, że cień ofiary nie może znaleźć spokoju. Kamienne Serce jest widmem, które nawiedza Dorzecze, mści się na Freyach i innych osobach związanych z Godami.

Myślę, że to wszystko sugeruje, że Beric i Kamienne Serce to tylko pozostałości ich dawnych osobowości, a nie kompletne dusze, które wróciły do ciał. Są bardziej jal duchy, które zamieszkują własne, reanimowane trupy. Nie jesteśmy w stanie jasno stwierdzić czym się różni dusza od cienia, ale w każdym razie, ważne jest tutaj to, że Beric i Cat są dość poważnie podupadli, na ciele i umyśle…

… a nie chcemy, by to samo było prawdziwe co do Jona Snow. Tak naprawdę to oto tutaj chodzi – Jon Snow jest martwy, ale nie chcemy by był jak Beric albo Kamienne Serce gdy wróci. Przez to pragnienie wielu ludzi tworzyło teorie, usiłujące wyjaśnić, że Jon tak naprawdę nie umarł tam na śniegu, bo po prostu nie są w stanie zaakceptować tego, że Martin zamieni ulubieńca fanów, Jona, w Berica. Zatem, jestem niemal całkowicie pewny, że Jon nie żyje – w końcu miał krwotok z okolic szyi, tak gwałtowny, że stracił przytomnoś po upływie mniej niż minuty – ale głowa do góry. Nie sądzę, że stanie się Berikiem, pozostałością i cieniem, który niejasno pamięta swoje dawne życie i gdzie jest jego zamek. Nie sądzę, by wskrzeszony Jon miał obsesję na punkcie pomszczenia swojej śmierci na konspiratorach – a jeśli będzie kontynuował ostatnią rzecz jaką robił przed śmiercią – planowania ataku na Ramsaya w Winterfell – spodziewałbym się, że to nie będzie koniec dla Jona. Wręcz przeciwnie, uważam, że jest bardzo dobry powód, by przewidywać, że Jon okaże się ‘optymalnym’ rodzajem zombie, takim który może ocalić nas przed Długą Nocą.

Chodzi o to, że Jon jest zmiennoskórym.

***

Jon od Umarłych.

Ten rozdział przedstawiam Wam dzięki wsparciu udzielonemu za pośrednictwem Patreona przez miłośniczkę Mitycznej Astronomii, najnowszą głowę jednego z Dwunastu Domów Niebios, Wyrlane Dervish, leśną wiedźmę z Wilczego Lasu, ziemską reprezentantkę Gwieździstej Konstelacji Skorpiona.


Swymi ostatnimi słowami Jon woła Ducha – a z prologu Varamyra w Tańcu ze smokami wiemy, że gdy ludzkie ciało zmiennoskórego zostaje zabite, jego duch wchodzi w zwierzę, gdzie pozostaje przez bliżej nieokreśloną ilość czasu, by w końcu rozmyć się w duchu danego stworzenia- to właśnie nazywane jest ‘drugim życiem’ zmiennoskórego. To samo słyszymy od Bloodravena, gdy on i Bran rozmawiają, tuż po tym jak chłopiec podjął pierwszą udaną próbę przemienienia się w kruka (również z Tańca):

– W kruku był ktoś jeszcze – oznajmił lordowi Bryndenowi po powrocie do własnej skóry. – Jakaś dziewczyna. Poczułem ją.

– Kobieta tych, którzy śpiewają pieśń Ziemi – wyjaśnił jego nauczyciel. – Dawno już nie żyje, ale jej fragment pozostał na świecie, tak samo jak część ciebie przetrwałaby w Lecie, gdyby twoje chłopięce ciało jutro umarło. Cień rzucony na duszę. Nie zrobi ci krzywdy.

Taniec ze smokami, tom I, Bran III, str. 589

Choć jej dusza nie stanowi dla Brana zagrożenia, coś z pierwotnej zmiennoskórej pozostaje w zwierzęciu i jest w stanie odziaływać na każdego nowego zmiennoskórego, który zawładnie tym stworzeniem. Gdy zmiennoskóry Dzikich, Orell, ginie z ręki Jona Snow, jego duch żyje nadal w jego orle, pałając nienawiścią do Jona. Trochę później Varamyr Sześć Skór opanowuje orła Orella i mówi:

– Gdy koń zostanie ujeżdżony, wszyscy mogą go dosiadać – oznajmił cichym głosem, – A gdy zwierzę raz połączy się z człowiekiem, każdy zmiennoskóry może się wślizgnąć do jego wnętrza, żeby je opanować. Orel usychał już pod piórami, wziąłem więc jego orła dla siebie. Połączenie działa jednak w dwie stron, wargu. Orell żyje teraz we mnie i szepcze mi, jak bardzo cię nienawidzi.

Nawałnica mieczy, tom II, Jon X, str. 411

Najwięcej informacji o tym procesie dostaliśmy w prologu Tańca, z punktu widzenia Varamyra, który tak właściwie wygląda na coś, co jest napisane by służyć jako taki ‘kurs podstaw zmieniania skór’ dla czytelnika:

‘Powiadają, że człowiek zapomina’ – mówił mu Haggon kilka tygodni przed śmiercią. ‘Że po śmierci ciała jego duch żyje w zwierzęciu, ale pamięć zanika z każdym dniem i bestia coraz mniej przypomina warga, a coraz bardziej wilka. W końcu człowiek znika całkowicie i zostaje tylko zwierz’.

Varamyr wiedział, że to prawda. Kiedy zawładnął orłem, który przedtem należał do Orella, czuł wściekłość drugiego zmiennoskórego wywołaną jego obecnością. Orell zginął z rąk wrony-renegata, Jona Snow. Czuł do swego zabójcy nienawiść tak silną, że udzieliła się ona również Varamyrowi. 

Taniec ze smokami, tom I, Prolog

W zasadzie, to połączenie zmiennoskórego z jego zwierzęciem może mieć miejsce nawet, gdy nie dojdzie do śmierci człowieka, ponieważ Jojen ostrzega Brana następującymi słowami w Nawałnicy mieczy, kiedy Bran spędza zbyt dużo czasu w ciele Lata:

– Bran to chłopiec, a Lato to wilk. Jest was dwóch, prawda?

– Dwóch – przyznał z westchnieniem. – A zarazem jeden.

Nie znosił Jojena, kiedy ten robił się taki głupi. W Winterfell chciał, żebym śnił wilcze sny, a teraz, kiedy się tego nauczyłem, ciągle przywołuje mnie z powrotem.

– Pamiętaj o tym, Bran. Nie zapomnij, kim jesteś, bo inaczej wilk cię pochłonie. Kiedy się ze sobą łączycie, nie wystarczy, jak będziesz biegał, wył i polował w skórze Laty.

Nawałnica mieczy, tom I: Stal i śnieg, Bran I, str. 131

Stwierdzenie Jojena potwierdza to, jak ‘wilczo’ zachowuje się Bran, gdy znajduje się w Lecie – niemal zawsze myśli i działa jak wilk. Reed prosi go, by znakował drzewa gdy jest wewnątrz wilkora – ma to być sposób na to, by zmusić Brana do myślenia jak człowiek, a nie jak zwierzę. Jednak, chłopcu się to nie udaje. To pokazuje nam, że obecność bestii jest bardzo silna i zawsze usiłuje zwyciężyć ludzką świadomość. Nic dziwnego, że już wkrótce po rozpoczęciu ‘drugiego życia’ zmiennoskóry zaczyna stawać się coraz bardziej i bardziej podobny do dzikiego zwierzęcia.

Zatem, wracając do ciała Jona Snow, leżącego na zakrwawionym śniegu… Jon jest martwy, a jego duch prawie na pewno przeszedł na Ducha. Możemy być niemal całkowicie pewni, że zostanie z powrotem umieszczony w trupie Jona, bo w przeciwnym razie przez resztę serii mielibyśmy rozdziały Snowa tylko w punktu widzenia wilka, a wiemy, że na coś takiego raczej nie ma czasu. Prawdopodobnie o to chodzi w wizji Melisandre w Tańcu ze smokami, gdzie widzi Jona otoczonego płomieniami:

Ogień zaszumiał cicho, a w jego głosie usłyszała wyszeptane nazwisko. Jon Snow. Jego pociągła twarz unosiła się przed nią, otoczona czerwonymi i pomarańczowymi językami, to się pojawiała, to znikała, jak cień ledwie widoczny za łopoczącą na wietrze kurtyną. Najpierw był człowiekiem, potem wilkiem, a później znowu człowiekiem. Ale czaszki również tam były, otaczały go ze wszystkich stron. Melisandre już przedtem widziała grożące mu niebezpieczeństwo i próbowała go ostrzec. Wrogowie wszędzie wokoło niego, sztylety w ciemności. Nie chciał jej słuchać.

Niedowiarkowie nigdy nie słuchali, dopóki nie było za późno.

Taniec ze smokami, tom I, Melisandre, str. 534

Najpierw człowiek, potem wilk, a potem znów człowiek – ta przepowiednia wydaje się dość prosta. Niemal każdy uważa, że oznacza ona mniej więcej tyle, że duch Jona ‘wejdzie’ w Ducha, na jakiś czas, by ostatecznie wrócić to jego ciała – czyli: człowiek, wilk, znów człowiek. W tej wersji zdarzeń Duch w zasadzie stanowi ‘dzban na ducha’ Jona, naczynie, by ochronić go przed rozpadem, do czasu gdy będzie możliwe umieszczenie go w nowym ciele… albo w starym ciele, tylko że wskrzeszonym. To dość często spotykany motyw w opowieściach fantasy – stary czarodziej, który zawsze powraca, bez względu na to ile razy się go zabije, ponieważ ma gdzieś schowany słoik ze swoją duszą, czy coś w tym rodzaju. Gdy umrze, wraca do tej kryjówki, a jego akolici przynoszą mu nowe ciało, by mógł się odrodzić.

Chociaż wątpię, by Martin miał na myśli coś aż tak baśniowego, Duch rzeczywiście pełni rolę ochronnego naczynia dla duszy Jona – i zapewne to dlatego Martin zdecydował się nadać temu wilkorowi imię ‘Duch’. To główny powód dla którego Jon nie będzie taki jak Beric albo Kamienne Serce – po śmierci jego duch nie zacznie się rozkładać. Gdy zwyczajna osoba, jak Beric, jest przywołana z powrotem do świata żywych, choćby tuż po zgonie, widzimy, że spora część ich osobowości zdążyła już zaniknąć. Jednak, ze wszystkiego co wiemy o zmiennoskórych i drugim życiu, możemy wywnioskować, że po śmierci kogoś takiego, jego ludzka dusza wnika w zwierzę – i myślę, że i tutaj chodzi o coś podobnego. Jon zacznie łączyć się z Duchem, stawać się bardziej wilczy i dziki, ale jeśli założymy, że ktoś zdąży zadziałać na czas, myślę, że jest szansa na to, że dostaniemy wskrzeszonego Jona, który będzie pamiętał gdzie jest jego zamek, jak smakuje pieczony chleb zanurzony w smalcu z boczku i jak razem z Tormundem żartować o ****. A to pierwszy przykład tego, że zmiennoskórzy stanowią najlepsze zombie – ponieważ ich zwierzęta przez jakiś czas mogą stanowić pojemniki na ich dusze.

Brzmi świetnie… ale są trzy poważne problemy.

Po pierwsze, jego martwe ciało trzeba będzie wskrzesić albo reanimować. W sumie, to najmniejsza przeszkoda, bo istnieje wiele sposobów w jaki może to nastąpić. Jon jest na Północy, więc można tego dokonać przy pomocy magii lodu, w pobliżu jest Melisandre, więc jest też dostęp do magii ognia. Dość prawdopodobne jest również to, że da się ożywiać ludzi używając magii zielonowidzów – opieram się tu przede wszystkim na tym zdaniu z Tańca, które pojawia się po tym jak Bran budzi się po swojej pierwszej turze wizji jako zielonowidz (gdzie spoglądał oczami drzewa serca w Winterfell) – i opowiada o tym, co widział:

Chłopiec miał straszliwą suchość w gardle. Przełknął ślinę. 

– Winterfell. Byłem w Winterfell. Widziałem ojca. On nie zginął, nie zginął. Widziałem go. Żyje i wrócił do Winterfell.

– Nie – zaprzeczyła Liść. – On nie żyje, chłopcze. Nie próbuj przywołać go z martwych.

Taniec ze smokami, tom I, Bran III. str. 598

To dość dziwna odpowiedź, ponieważ Bran nie mówi ani słowa o próbie użycia jakiejś magii do wskrzeszania, czy czegoś w tym stylu… a jednak, Liść wtrąca, że zielonowidz nie powinien usiłować ożywiać zmarłych. Jest tylko jeden powód, by przed tym ostrzegać – to, że zielonowidze rzeczywiście są zdolni do wskrzeszania ludzi – a dzieci zakładają, że to miałoby straszliwe konsekwencje. Skłaniam się ku temu, że zielonowidze naprawdę posiadają takie zdolności i że już wcześniej parali się ożywianiem umarłych, ale o tym za chwilę. Na razie chcę podkreślić, że jest wiele sposóbów na wskrzeszenie ciała Jona – a wśród nich: magia lodu, ognia i – teoretycznie – jakiś proces z udziałem zielonowidzów (zapewne Brana i/lub Bloodravena).

Trup Jona zostanie zachowany od rozkładu przez ekstermalne zimno – pewnie w jednej z lodowych cel – więc to metoda użyta do wskrzeszenia zadecyduje o stanie fizycznego ciała Jona, gdy wróci do życia. Wydaje się, że wskrzeszenie przez ogień daje szansę na przywrócenie przynajmniej niektórych procesów życiowych – jak przepływ krwi czy zdolnośc do jedzenia i picia – więc wolałbym tę opcję od magii lodu, ale kto wie, może Jon nie musi jeść ani pić, by być ciekawym POV-em. W swojej wizji podczas śpiączki Bran widzi Jona ‘śpiącego samotnie w zimnym łóżku, jego skóra stawała się coraz bledsza i twardsza, w miarę jak zapominał o wszelkim cieple’, co z całą pewnością może być zapowiedzią tego, jak martwe ciało Jona zblednie i stanie się twarde, jak lodowego upiora albo Zimnorękiego.

Z drugiej strony, jeśli ciało Jona zostanie wskrzeszone przez magię lodu, będzie to oznaczało, że stanie się upiorem, a to stwarza dodatkowy problem – konieczność wypędzenia ducha upiora z tego trupa, by Jon znów mógł je posiąść – a to z całą pewnością byłoby bardzo ciekawe. Być może właśnie tak stało się z Zimnorękim, zimnym upiorem, którego nie opętała magia Innych, przejawiąjąca się w błękitnych jak gwiazdy oczach… może tak przydarzy się i Jonowi.

Stara Niania opowiadała im, że tam w dole mieszkały pająki i szczury wielkie jak psy. Robb uśmiechnął się, kiedy Sana wspomniała o tym, ”Tutaj są gorsze rzeczy od pająków i szczurów – powiedział wtedy. – Tutaj chodzą zmarli”. I wtedy właśnie usłyszeli ten odgłos, niski, głuchy, przyprawiający o dreszcz. Mały Bran ścisnął mocniej dłoń Aryi.
Kiedy z otwartego grobowca wyłonił się duch, biały i domagający się jękiem krwi, Sansa z wrzaskiem popędziła w górę schodów, a Bran, płacząc, uczepił się nogi Robba. Arya została na swoim miejscu i wymierzyła duchowi cios. Był nim Jon cały obsypany mąką.
”Głupi – rzekła wtedy do niego. – Przestraszyłeś malucha”.

Gra o tron, Arya IV, str. 520

To jedna z najszerzej znanych zapowiedzi śmierci Jona i jego zmartwychwstania – cios Aryi imituje pchnięcie sztyletem w brzuch przez Bowena Marsha, które również jest opisywane jako ‘cios’ (ang. punch). Jon to blady, biały duch, który wydaje przyprawiający o dreszcz jęk, co może sugerować, że Jona trzeba zinterpretować jako zimną, wskrzeszoną istotę, ale nie sądzę by to było roztrzygające. W końcu, duch Jona mógłby być blady i biały, ale z czerwonymi oczami, tak jak jego wilkor Duch.

Weźmy pod uwagę także i to, że jeśli Jon ma władać płonącym czerwonym mieczem, bycie lodowym upiorem może stanowić pewien problem – Zimnoręki zawsze trzyma się z dala od ognia, sugerując nam, że jest wrażliwy na ogień, tak jak inne lodowe upiory. Bardzo podoba mi się pomysł, że czerwone oczy Ducha to zapowiedź tego, jak będzie wyglądął duch Jona – blady i biały, ale o czerwonych oczach, niczym dwa słońca. Drugie słońce, że tak powiem.

Do licha, może ciało Jona wskrzesi lodowa magia Innych, a duszę wprowadzi do środka Melisandre, przy pomocy magii ognia. Staram się utrzymać te nasze spekulacje w ramach tego, co o magii mówią nam książki, ale jednocześnie, tak naprawdę nie wiemy jakie są ograniczenia magii, więc przedstawiam również teorie wychodzące o krok dalej niż to co do tej pory widzieliśmy. Zwykły ogień pokonuje zaklęcie ciążące nad upiorami, niszcząc je, więc kto wie…. niewykluczone, że magia ognia może zostać użyta by po prostu przełamać władzę Innych nad ciałem, tak, że potem może do niego wrócić oryginalny duch zmiennoskórego.

Nie mamy zielonego pojęcia jak może wyglądać hipotetyczne wskrzeszenie przez zielonowidza, więc ta opcja jest szeroko otwarta. Przypuszczalnie, może okazać się, że ten sposób jest najlepszy, bo zdaje się, że zarówno ogień jak i lód mają pewne ograniczenia. Wskrzeszenie przez zielonowidza może dać nam zmartwychwstałego Jona w całości. Kogoś kto a nuż, będzie w stanie spłodzić dziecko z pewną uważaną za niepłodną (ale w sumie, kto wie) Srebrną Smoczą Królową.

Drugim problemem w osiągnięciu naszego celu – czyli wskrzeszeniu zmiennoskórego Jona – jest to, że nie wiemy w jakim czasie musimy wyciągnąc duszę Jona z Ducha, nim jego wspomnienia zaczną zanikać i zacznie się łączyć z wilkorem. Jeśli Jon będzie w wilku przez jeden albo trzy dni, może będzie się dało odzielić ludzką duszę od duszy zwierzęcia i przenieść ją z powrotem do ciała. To prowadzi to trzeciej przeszkody, którą jest ‘jak wkłada się duszę zmiennoskórego do jego wskrzeszonego ciała, jeśli już zaczął swoje drugie życie?’ – ale jeśli założymy, że to możliwe, to byłby najłatwiejszy sposób na wskrzeszenie Snowa, a przynjmniej najprostszy, który jesteśmy w stanie sobie wyborazić mając te informacje, które aktualnie posiadamy. Duch przechowuje duszę Jona przez zaledwie kilka dni, potem wraca do ciała, (mniej więcej) nienaruszona.

Ale jeśli będzie tam dłużej… może okazać się, że jego duch połączy się z Duchem na tyle, iż nie będzie dało się ich rozdzielić. W takim wypadku, jedynym sposobem na przeniesienia Jona z powrotem do jego ciała będzie przeniesienie również wilczego ducha i włożenie połączonej duszy człowieka/wilkora do ludzkiego trupa. To dałoby coś w stylu niesamowitego wilkołaka-zombie, a z łatwością można sobie wyobrazić jak taki gość spuszcza tęgi łomot Innym i komukolwiek kto stanie mu na drodze… to by było całkiem niezłe. Jednak, negatywnym aspektem takiego scenariusza jest to, że ciało wilkora musiałoby umrzeć, ponieważ jeśli połączony duch człowieka/wilkora wróci do ciała Jona, dla wilka nie zostanie nic.

A to z kolei pasowałoby bardzo dobrze do reszty podobieństw pomiędzy Jonem i Mitrą – ponieważ jak wiemy, w jego historii występuje biały byk, który jest przyjacielem Mitry, a nawet ego częścią (w pewnym sensie), który musi zostać złożony w ofierze, by Mitra się odrodził. W innych odcinkach widzieliśmy, że Duch ma kilka scen, które zapowiadają ofiarę i wskazują na związek z bykami, więc sądzę, że może przydarzyć mu się coś podobnego co owemu bykowi. W takim razie to, że połączony duch człowieka i wilkora przywróciłby Jona do życia jest pewnego rodzaju pocieszeniem, bo Duch nie byłby tak naprawdę martwy – tylko jego wilcze ciało. Duch żyłby nadal w Jonie… razem duchem Jona.

Trzecim problemem, który już wspomniałem jest to, jak wydostaniemy duszę Jona (albo połączone dusze Ducha i Jona) z wilka i przeniesiemy w człowieka. Zmiennoskóry nie jest w stanie sam tego dokonać – gdy rozpocznie swoje drugie życie, nie może zmieniać się w inne zwierzęta albo nowe ludzkie ciało. Ktoś będzie musiał pomóc – i sądzę, że w Tańcu ze smokami jest tego zapowiedź, gdy Varamyr zostaje wyrzucony ze swojego orła:

W jednej chwili unosił się nad Murem, śledząc oczami orła poczynania ludzi na dole. W następnej jego serce zamieniło się w poczerniały węgielek, a duch umknął z wrzaskiem do swego właściwego ciała. Na krótką chwilę Varamyra ogarnął obłęd. Samo wspomnienie wystarczyło, by drżał.

Taniec ze smokami, Prolog

Zapewne z Jonem nie będzie dokładnie tak samo, ponieważ Varamyr nie był martwy, a jedynie kontrolował orła, w chwili gdy orzeł zginął – ale jeśli spojrzymy na to jak na pewnego rodzaju literacki zwiastun, tym co tu widzimy jest Melisandre, która używa ognia, by wypędzić ducha zmiennoskórego z jego zwierzęcia. Być może Duch zostanie spalony, a to spowoduje, że połączony duch wilkołaka wróci z powrotem do reanimowanego ciała Snowa.

Inną potencjalną zapowiedzią zmartwychwstania Jona jest próba ocalania życia Droga przez Mirri Maz Duur. Zwróćcie uwagę na jej słowa, gdy składa w ofierze rumaka:

– Niech moc tego rumaka przejdzie na jeźdźca – zaintonowała Mirri, kiedy strumień końskiej krwi zawirował w wannie. – Mocy zwierzęcia, przejdź w człowieka.

Gra o tron, Daenerys VIII, str. 683

Gdyby Drogo był zmiennoskóym, ta ceremonia mogłaby zadziałać. Ciało khala nie było jeszcze martwe, ale zaczynało zapadać w śpiączkę, a jego duch mógł już zaczynać odzielać się od ciała – nie wiemy jak dokładnia działa magia w tym fikcyjnym świecie – ale ważne jest to: gdyby Drogo był zmiennoskórym ten cały rytuał miałby sporo sensu. W chwili jego śmierci, duch zapewne przeszedł by na tego konia, a zatem zabicie rumaka tak, że ‘jego moc przejdzie na jeźdźca’ byłby tożsame z przeniesieniem ducha Droga z jego ciała z powrotem do jego ciała. A nóż z brązu, w kształcie liścia, wygrawerowany runami, należący do Mirri przypomina nam o rytuale ofiary krwi wśród Pierwszych Ludzi.

Wspomnę tylko, że jest taka świetna teoria, mówiąca, że wieź Dotharków z ich końmi – pozwalają innym dzielić swoje żony, ale nie ich konie, a ich rumaki są zarzynane gdy jeździec umiera – to pozostałość po czasie, gdy Dothrakowie rzeczywiście byli zmiennoskórymi koni. To tylko spekulacja, ale całkiem prawdopodobna, ponieważ w Świecie Lodu i Ognia dowiadujemy się o Wędrowcach Lasów, Ifequevron, którzy są całkiem podobni do Dzieci Lasu – a zamieszkują puszcze na północ od Morza Dothraków, czyli całkiem blisko – a Dothrakowie czują przed nimi respekt. Są też opowieści o centaurach, które rzekomo żyły w tej samej okolicy za dawnych czasów – a mogą to być zniekształcone wspomnienia o zmiennoskórych władających końmi. W takim razie, Mirri mogła użyć ceremonii wskrzeszenia zmiennoskórego celowo, wiedząc, że nie zadziała na Drogu i zamieni go w katatonika. Zatem, bez względu na to czy mam tu rację czy nie, myślę, że nieudane wskrzeszenie przy udziale konia i Droga może stanowić pewnego rodzaju paralelę zmartwychwstania Jona.

George dał nam tutaj także odniesienie do wskrzeszenia z Biblii, ponieważ Mirri pochodzi z krainy zwanej Lhazar, a do zdaje się formą imienia ‘Lazaurs’, czyli Łazarz, którego ożywił Jezus.

Wracając do Qyburna i unGregora, możliwe, że Qyburn w jakiś sposób używał magii krwi by przenieść siłę i moc życia różnych ofiar swoich tortur w ciało Gregora i je reanimować, tak jak Mirri usiłowała sprawić, by moc konia przeszła na jeźdźca.

Sprawa robi się jeszcze ciekawsza, gdy weźmie się pod uwagę, że zarówno Qyburn jak i Mirri parają się czymś co nazwalibyśmy magią krwi – a obydwoje studiowali magię w Asshai. Jednak, choć magia krwi Qyburna odbywa się bez udziału ognia i lodu, rytuał odprawiony przez Mirri na Drogu daje nam każdego po trochu – i tu właśnie znajdujemy kolejne podobieństwo pomiędzy tą ceremonią i potencjalnym wskrzeszeniem Jona Snow. Oto wewnętrzny monolog Dany z Gry o tron:

Cienie w namiocie wciąż krążyły wokół ognia i wanny pełnej krwi; ciemne na tle jedwabnych ścian, nie wszystkie przypominały ludzkie postacie. Przez chwilę widziała cień ogromnego wilka, a inny, jakaś ludzka postać, wił się w płomieniach.

Gra o tron, Daenerys VIII, str. 687

Jon Snow, będąc synem Rhaegara i Lyanny, smokiem i wilkorem jest z całą pewnością repreznetacją zjednoczenia ognia i lodu. Czasem lubię go nazywać ‘Azorem Ahai odrodzonym w lodowej pochwie’ – przypomnijcie sobie jego sen w Tańcu, gdzie stoi sam na Murze, odziany w zbroję z czarnego lodu, z mieczem płonącym na czerwono w dłoni. Zatem, gdy spojrzymy na człowieka otoczonego wieńcem płomieni i wielkiego wilka w namiocie Mirri, widzimy wyobrażenie Jona Snow. Płonący człowiek reprezentuje jego targaryeńskie pochodzenie – smoki to wcielony ogień, Dany nazywa siebie wcielonym ogniem, gdy budzi smoki, a Azor Ahai odrodzony to ‘wojownik ognia’. Z drgueij strony, wielki wilk to oczywiste odniesienie do wilkora Rodu Starków.

A niby dlaczego miałyby być jakieś paralele do wskrzeszenia Jona, tutaj, na nieudanym zmartwychwstaniu Droga? Po pierwsze, to podobieństwo może służyć po prostu pokazaniu (w sprytny sposób), że podczas wskrzeszania Jona dojdzie do złożenia w ofierze zwierzęcia. Po drugie, zestawienie Jona z Drogiem, mężem Dany, może służyć jako zapowiedź przyszłego związku tej dwójki, a po trzecie – ponieważ i Jon i Drogo odgrywają tą samą rolę – archetyp ‘solarnego króla’, część postaci Azora Ahai. Stali słuchacze i czytelnicy Mitycznej Astronomii więdzą o co mi tutaj chodzi, a jeśli jesteście ciekawi, po prostu zerknijcie na pierwszy odcinek Krwawnikowego Kompendium, czyli nasz pierwszy podcast. W każdym razie, chodzi o to, że śmierć solarnego króla to pierwszy etap procesu odrodzenia Azora Ahai. W przypadku Dany, solarny król Drogo umiera w tym samym czasie gdy Daenerys staje się Azorem Ahai Odrodzonym, nowym solarnym  królem. Przejmuje jego funkcję, jako khaleesi i zaczyna nosić lwie futro, by pokazać wszystkim, że ma teraz ‘siłę Droga w sobie’. W przypadku Jona, jest on i umierającym solarnym królem i odrodzonym Azorem Ahai. Dany ma symboliczne odrodzenie na stosie, a Jon będzie miał bardziej dosłowne zmartwychwstanie, stając się Azorem Ahai Odrodzonym, zombie, a właśnie o tym tutaj rozmawiamy.

Zatem, wrócmy do naszej głownej sprawy, czyli tego jak przenieść ducha Jona (względnie połączoną duszę Jona i Ducha) do wskrzeszonego ciała Snowa. Jak na razie, perspektywy wilkora na przeżycie nie są najlepsze – ale jeszcze nie skończyliśmy. Mamy też inne przykłady tego, jak zmiennoskóry zostaje wyparty ze zwierzęcia – z powodu bólu. Przydarza się to Branowi w Starciu, gdy próbuje wspiąć się na drzewo w ciele Lata, w czasie inwazji Żelaznych Ludzi – Lato spada i ból przepędza Brana z wilkora. Tak samo dzieje się u Jona i Ducha, na Wyjącej Przełęczy, również w Starciu królów – Jon jest zmuszony do opuszczenia Ducha, gdy wilka okrutnie atakuje orzeł Orella. A w Nawałnicy mieczy, wilkor Brana Lato zostaje ranny, gdy ratuje życie Jona przed oddziałem dzikich. Późnej, gdy Bran stara się sięgnąć ku Lecie, czytamy, że:

Bran raz za razem próbował sięgnąć ku Lacie, lecz ból, który w nim wyczuwał, zmuszał go do odwrotu. To było tak, jakby spróbował dotknąć ręką rozżarzonego do czerwoności kociołka.

Nawałnica mieczy, tom II, Krew i złoto, Bran IV, str. 155

Okazuje się, że ból to całkiem niezawodny sposób na wyciągnięcie zmiennoskórego ze zwierzęcia, a w tym konkretnym przypadku ból jest nawet porównany do rozżarzonego do czerwoności kotła – potencjalnie, jest to kolejna aluzja do koncpecji spalenia Ducha.

Podchodząc do problemu z drugiej strony, w jaki sposób sprawimy, że dusza Jona wróci z powrotem do jego ciała? No więc, mamy innym przykład tego, jak można tego dokonać – i z radością informuję, że w takim przypadku Duch ma szansę na przeżycie! A czy to nie byłoby świetne? Z prologu Varamyra w Tańcu:

Ale żadne z nich nie dorównywało Varamyrowi Sześć Skór, nawet Haggon, wysoki, ponury mężczyzna o dłoniach twardych jak kamień. Łowca zginął, płacząc gdy Varamyr zabrał mu Szaroskórego, wygnał go, by zagarnąć zwierzę dla siebie. Dla ciebie nie będzie drugiego życia, starcze.

Taniec ze smokami, Prolog, str. 22

Znów, ważną różnicą pomiędzy tą sytuacją i wskrzeszeniem Jona jest to, że Haggon zostął jedynie wygnany ze swojego wilka, w swoje nadal żyjące ciało. To co trzeba zrobić z Jonem będzie trudniejsze, ponieważ trzeba sprawić, by dusza wróciła do wskreszonego ciała i ponieważ duch Jona mógł się w jakimś stopniu połączyć z Duchem. Jednakże, to jeden z zaledwie dwóch precedensów dla wyparcia duszy zmiennoskórego ze zwierzęcia jaki mamy, więc warto go rozważyć.

Oczywistymi kandydatami na zmiennoskórych, którzy są dość potężni, by czegoś takiego dokonać, są z całą pewnością Bloodraven i Bran. W tym momencie chciałbym pozdrowić Radio Westeros, którego odcinek Jon Snow: Tylko Zimno sugeruje udział Brana we wskrzeszeniu Jona, być może przez Gaj Dziewięciu Czardrzew, gdzie bracia z Nocnej Straży wypowiadają słowa swej przysięgi przed drzewami-sercami. Sugerują również, że powstanie połączony Jon-Duch, czyli bardziej wilczy i dziki Jon – a to uważam za fantastyczny pomysł, mający dużą szansę na okazanie się poprawnym.

No dobrze, przedstawiliśmy liczne sposoby umożliwiające wskrzeszenie Jona i dwie różne możliwości tego jak wyrwać go z Ducha i przenieść do jego własnego ciała. Powiedzmy, że jakaś kombinacja tych opcji zadziałała i hura, wskrzesiliśmy Jona! Mamy nadzieję, że dzięki temu, że Snow to zmiennoskóry, jego dusza jest lepiej zachowana niż u innych zombie, które do tej pory widzieliśmy. Może jest wilko-człowiekiem, może mniej więcej tym samym starym, dobrym Jonem, ale w każdym razie, jest zmiennoskórym zombie, najlepszym zombie jakie spotkaliśmy. W końcu, musi być dość przystojny, by zalacać się do Daenerys.

Zatem, po co było zabijać Jona, a potem przywracać go do życia – inny niż napisanie dramatycznej chwili trzymającej w napięciu, cliffhangeragdzie przez pięć (ekhem) lat wszyscy myślą, że Jon nie żyje, podczas gdy George pisze kolejną książkę? Gdzie indziej przedstawiłem moje zdanie na ten temat, ale pobieżnie – a ten temat naprawdę zasługuje na uwagę, swój moment w świetle reflektorów. To dlatego napisałem cały ten osobny odcinek o zombie. To podstawowy cel nie tylko zmartwychwstania Jona, ale i całej tej zwiększonej aktywności zombie w Pieśni Lodu i Ognia, która – co prawda – dla wielu czytelników wydaje się nie na miejscu albo zwyczajnie dziwna.

Zatem, o co chodzi z tymi całymi zombie?

O ostatniego bohatera. Starego ostatniego bohatera nowego ostatniego bohatera.

Chodzi o sworzenie idealnej osoby do podróży przez zimne, martwe krainy i zmierzenia się z Innymi. Nie wiemy czy chodzi tu o walkę z Innymi, czy coś bardziej skomplikowanego, jak jakiegoś rodzaju negocjacje, handel albo ofiara – ale najważniejsze jest to, że wiemy, że ostatni bohater wyprawił się w te ‘zimne, martwe krainy’ i stanął naprzeciw Innym, a co według legend doprowadziło do zakończenia Długiej Nocy. Porozmawiamy o tym wszystkim później, ale na razie pomyślcie przez chwilę o zestawie zdolności jakie posiada w pełni samoświadoma wskrzeszona osoba.

– Za dużo już było tego omijania – upierała się dziewczyna. – I zbyt wiele tajemnic. To mi się nie podoba. Nie lubię go. I nie ufam mu. Te jego ręce wyglądają podejrzanie. A do tego ukrywa twarz i nie chce zdradzić, jak ma na imię. Kim jest? Czym jest? Każdy może przywdziąć czarny płascz. Każdy człowiek i każdy stwór. Nigdy nie je ani nie pije, wygląda też na to, że nie czuje zimna.

To prawda. Bran też zauważył to wszystko, ale bał się o tym wspominać. Gdy tylko zatrzymywali się na noc, on, Hodor i rodzeństwo zbijali się w grupkę, żeby się ogrzać, Zimnoręki trzymał się na dystans. Czasami zamykał oczy, ale chłopiec nie sądził, by spał.

Taniec ze smokami, tom I, Bran I, str. 89

Nie musi jeść.

Nie musi spać.

Nie musi szukać schronienia ani się ogrzewać.

Jak powiedziałem, to niemal idealny zestaw umiejętności potrzbenych, by przeżyć za Murem, prawda? Te rzeczy stanowią tam największy problem: jedzenie, schronienia, ciepło – a wszystkie znikają w przypadku zombie. Dokładnie tak dzieje się u Zimnorękiego, który wędrował bo zamarzniętych martwych ziemiach za Murem przez Bóg wie jak długo. Nie mówię, że Zimnoręki to oryginalny ostatni bohater – chociaż jest to możliwe – ale proponuje coś takiego: Zimnoręki i ostatni bohater mają coś wspólnego z Jonem Snow, który jest (a raczej będzie) wskrzeszonym zmiennoskórym albo zielonowidzem. Proponuje zatem, że tylko zmartwychwstały zmiennoskóry może zmierzyć się z Innymi i ich lodowatymi wichrami – i że Jon stanie się wskrzeszonym zmiennoskórym właśnie dlatego, że to on będzie tym, który stanie przeciw Innym, nowym Ostatnim Bohaterem na nową Długą Noc, która z całą pewnością nadchodzi.

Mamy sporo do omówienia, jeśli chodzi o Ostatniego Bohatera więc zaczniemy od niego, a potem przejdziemy do Zimnorękiego, jednej z największych zagadek Pieśni Lodu i Ognia… Od zawsze czekałem na to, by o nim porozmawiać – i choć brzmi to dziwnie – Zimnoręki może być moją ulubioną postacią. Oczywiście, w to wszystko wpleciony będzie temat Jona, a od czasu do czasu zobaczymy pewne małe Zielone Ludziki.

***

Ostatni Bohater był zombie.

Ten rozdział przedstawiam Wam dzięki wsparciu udzielonemu za pośrednictwem Patreona przez Lady Jayne z Rodu Celtigarów, zwaną Szmaragdem Wieczoru która niedawno została opiekunką jednego z dwunastu domów niebios, kapitan budzącego grozę okrętu ‘Wicher Zaćmienia’, ziemską reprezentantkę Gwieździstej Konstelacji Raka.


Oto cała teoria, w dużym skrócie – Ostatni Bohater był zmiennoskórym albo zielonowidzem, który stał się zombie, by pokonać Innych. Ponownie przypomnę, że nie wiemy jak dokładnie tego dokonał – annały Nocnej Straży mówią o tym, jak ów Bohater zabijał Innych przy pomocy ostrza ze smoczej stali, więc prawdopodobnie miało to coś wspólnego z walką… ale w opowieści takiej jak Pieśń Lodu i Ognia  wydaje się wielce nieprawdopodobnym to, że ocalenie świata sprowadzi się do wyłącznie wymachiwania mieczem.  W każdym razie, tak naprawdę nie ma to znaczenia dla sprawy, którą tu omawiamy – w jakikolwiek sposób zmierzył się z Innymi, to właśnie bycie zmiennoskórym zombie umożliwiło mu ten czyn, przynajmniej moim zdaniem. Jon zostanie powołany do tego samego, a wkrótce i on stanie się zombie zmiennoskórego.

W zasadzie to jeden z najlepszych dowodów umacniających tą teorię – Jon NAPRAWDĘ będzie zmartwychwstałym zmiennoskórym, a nam pozostaje zastanawiać się dlaczego. Uważam, że nasza teoria daje ku temu przekonujący powód – i nie jestem w stanie wymyśleć innej przyczyny, by zamienić go w nieumarłego, prócz tego, iż ‘to w wyjątkowy sposób przygotowuje go do wyprawy w martwe, zimne krainy’. Wędrówki w którą niegdyś wyruszył Ostatni Bohater, a obecnie – Zimnoręki.

W porządku, spójrzmy na Ostatniego Bohatera. W Grze o tron, z ust samej Starej Niani, słyszymy:

I tak, kiedy zimno i śmierć ziemię, ostatni z herosów postanowił odszukać dzieci w nadziei, że ich pradawna magia dokona tego, czego nie potrafiły dokonać ludzkie armie. A zatem wyruszył w martwe krainy, z mieczem, koniem, psem i dwunastoma towarzyszami. Szukał latami, tak długo, że zwątpił, czy kiedykolwiek znajdzie Dzieci Lasu, w ich tajemnych siedzibach. Jego przyjaciele umierali jeden po drugim, padł mu też koń, a potem i pies, nawet miecz w pochwie zamarzł. Inni wyczuli gorącą krew w jego żyłach i przyszli jego śladem, otoczyły go trupioblade pająki wielkości ogarów…

Gra o tron, Bran IV, str. 233

Wyobrażenie, iż Ostatni Bohater mógł być Starkiem, połączone ze wzmianką o psie w powyższej legendzie, przez wielu czytelników zostało uznane za wskazówkę sugerującą, że Bohater był zmiennoskórym. Na ogół kojarzymy Pierwszych Ludzi ze zmiennoskórymi, a Starków z byciem wargami, więc taki pomysł tak po prostu wydaje się poprawny. Tradycja wykonywania kamiennych podobizn Królów Zimy z wilkami u boku, której korzenie sięgają osiem (a może i więcej) tysiącleci w przeszłość, mówi nam o rodzinie, w której od zawsze byli wargowie. Gdy weźmiemy pod uwagę, że zarówno Bran, jak i Jon – postaci, które stanowią najściślejsze paralele Ostatniego Bohatera – są zmiennoskórymi, taka hipoteza zaczyna wydawać się jeszcze bardziej prawdopodobna.

W każdym razie, wszyscy znamy podstawy: dwunastu towarzyszy, którzy polegli, pies i koń, którzy też umarli, miecz pęknięty z powodu zimna, Inni ze swoimi lodowymi pająkami… a potem dziura w opowieści, gdy Martin przerywa Starej Niani innymi wydarzeniami tego rozdziału. Ale później, na samym końcu, Bran i reszta dowiadują się od Yorena, że Benjen Stark nie był widziany od pewnego czasu… i wówczas dostajemy wskazówkę co do zakończenia historii Ostatniego Bohatera:

Bran przypomniał sobie opowieść Starej Niani o Innych i ostatnim herosie, którego ścigali w białych lasach martwi ludzie i pająki wielkie jak psy. Poczuł ukłucie strachu, lecz zaraz przypomniał sobie zakończenie opowieści.

– Dzieci mu pomogą – wymamrotał. – Dzieci lasu!

Theon Greyjoy uśmiechnął się, a maester Luwin powiedział:

– Bran, dzieci lasu wymarły tysiące lat temu. Pozostały po nich tylko twarze na drzewach.

– Tutaj może i tak jest – odparł Yoren, – Lecz tam, za Murem, kto wie? Czasem trudno powiedzieć, co tam jest żywe, a co martwe.

Gra o tron, Bran IV, str. 240

Chyba nigdy nie wypowiedziano prawdziwyszych słów – na północ od Muru, trudno powiedzieć, co jest martwe a co żywe. W tym akapicie jest sporo zapowiedzi przyszłych wydarzeń – to dlatego zacytowałem trochę więcej tekstu niż potrzeba. Oczywiście, dla nas najważniejsza jest opowieść o Bohaterze – w jakimś momencie, już po śmierci dwunastu towarzyszy, konia i psa, Heros otrzymuje jakąś nieokreśloną pomoc od Dzieci Lasu. To ona pozwala mu zwyciężyć

Pole to spekulacji jest tu bardzo szerokie – nie mamy pojęcia jakiego rodzaju wsparcie otrzymał i w jaki sposób pomogło mu ono wygrać. Bez namysłu możemy stwierdzić, że Dzieci dały mu schronienie przed Innymi, ponieważ widzieliśmy jak ukryły Brana w wydrążonym wzgórzu Bloodravena, które jest magicznie bronione przez zaklęcia, których upiory nie umieją przełamać… (Te same czary nie pozwalają wejść do środka Zimnorękiemu, w zasadzie potwierdzając, że ma taką samą naturę jak lodowe upiory, z tą różnicą, że nie zawładnęli nim Inni.)
Ale samo udzielenie Ostatniemu Bohaterowi schronienia przed Innymi nie sparawia, że Inni zostają pokonani, a Wojna Po Świt wygrana. Zatem ta układanka musi mieć jeszcze inne elementy.

Jedyna inna wskazówka dotycząca Bohatera pochodzi z Uczty dla wron, gdzie Sam przedstawia Jonowi informacje znalezione w annałach Nocnej Straży. To krótki fragment, więc po prostu go przytoczę:

– Znalazłem też jedną opowieść o Długiej Nocy mówiącą, że ostatni bohater zabijał Innych mieczem ze smoczej stali. Ponoć nie mogli jej się oprzeć.

Uczta dla wron, tom I, Cienie śmierci, Samwell I, str. 118

W jakiś sposób, ktoś zmarznięty i ścigany przez Innych staje się herosem władającym tajemniczym mieczem ze smoczej stali, której Inni ‘nie mogą się oprzeć’. Tylko tyle wiemy o Ostatnim Bohaterze, przez co nasuwa się  wiele pytań. Za dawnych dni Dzieci zaopatrywały Nocną Straż w broń ze smoczego szkła, więc jeśli ‘smocza stal’ to po prostu duży kawał obsydianu rozmiarów miecza, może Dzieci Lasu zwyczajnie dały Bohaterowi taki ‘miecz’… i to by było na tyle. Ale jeśli smocza stal to coś więcej, jakiegoś rodzaju metal, trudniej zrozumieć w jaki sposób Dzieci mogły go dostarczyć.

Aziz z History of Westeros zasugerował w naszym niedawnym wspólnym odcinku o Wielkim Cesarstwie Świtu, że pogłoski o tym, iż Dzieci handlowały w Erze Świtu z podróżującymi morzem  kupcami na Bitewnej Wyspie mogą wyjaśniać w jaki sposób Dzieci weszłyby w posiadanie zaawansowanej technicznie broni ze stali, którą potem mogłyby podarować Ostatniemu Bohaterowi. To jedna możliwość, lecz w przeciwnym wypadku trudno pojąć jak Dzieci – nigdy nie kojarzone z zaawansowaną metalurgią – były w stanie dać Herosowi taki miecz.

Jest jednak inna opcja… nie dały żadnego miecza, tylko ofiarowały mu innego rodzaju pomoc, kluczową w pokonaniu Innych.

Być może wskrzesiły Ostatniego Bohatera z martwych.

Jeśli Ostatni Bohater był nieumarłym zmiennoskórym, tak jak sugeruję, przecież ktoś musiałby go ożywić. Oczywiście, to mógłby być każdy, na przykład ktoś nie pojawiający się w samej Pieśni, ale to Dzieci wydają się oczywistymi kandydatami.

Nie próbuj przywołać go z martwych.

A więc, mówisz, że da się coś takiego zrobić? Ha ha…

Starciu królów jest inna wskazówka co do tego, iż Dzieci były w stanie komunikować się z umarlymi – gdy Lord Dowódca Mormont prowadzi odział Straży w głąb Nawiedzanego Lasu, gdzie odnajdują wioskę zwaną Białedrzewo, a w nim potoworne czardrzewo. Mormont rozmyśla, trzymając ludzką czaszkę znalezioną w paszczy czardrzewa, niczym jakiś Hamlet-barbarzyńca:

 – Gdyby tylko kości umiały mówić – utyskiwał Stary Niedźwiedź. – Ten człowiek mógłby nam wiele wyjaśnić. W jaki sposób umarł. Kto go spalił i dlaczego. Gdzie odeszli dzicy. – Westchnął. – Podobno dzieci lasu potrafiły rozmawiać z umarłymi. Ja nie opanowałem tej sztuki.

Starcie królów, Jon II, str. 189

Nie wiem czy ma to jakieś znaczenie, ale wspomnę, że Martin stworzył postać o imieniu ‘Yorick Yronwood‘ – ostatniego króla z Rodu Yronwoodów w Dorne, który jak się wydaje, niegdyś dołączył do Nocnej Straży (został wysłany na Mur przez Nymerię), więc istnieje prawdopodobieństwo, że ta scena to humorystyczne nawiązanie do Hamleta.

* (W utworze Szekspira czaszka, do której tytułowy książe wygłasza swój monolog należy do zmarłego błazna dworskiego imieniem Yorick).

W każdym razie, koncepcja, iż Dzieci mogły rozmawiać z umarłymi może być przeinaczonym wspomieniem tego, że zielonowidze ‘rozmawiali z umarłymi‘ – w tym sensie, że mogli usłyszeć słowa wypowiedziane w przeszłości, przez ludzi, którzy obecnie są już martwi. Ale opierając się na tym co do tej pory widzieliśmy, wydaje się, że jedyne co mogą zrobić zielonowidze to trochę poszeleścić liśćmi w przeszłości albo szepnąć słowko na wietrze w teraźniejszości – tak jak Bran, który sprawia, że drzewo-serce w Winterfell szepce imię Theona. Jednak, to tak naprawdę nie ‘rozmawianie z umarłymi’… więc być może te słowa Mormonta to wskazówka, że Dzieci naprawdę były zdolne do porozumiewania się z duszami nieboszczyków – i może… przywoływania ich z powrotem.

Drobną wariacją takiego pomysłu byłoby to, iż Ostatni Bohater został zabity przez Innych i przemieniony w upiora, a Dzieci pomogły mu przez wypędzenie magii Innych, zamieniając go w samoświadomego lodowego upiora. Jak wspomniałem, być może, w ten sposób powstał Zimnoręki… i może przydarzyć się to Jonowi. Jeśli Ostatni Bohater był zmiennoskórym, ta sama logika, która dotyczyła Jona, może być zastosowana i u niego – jego dusza mogła być przechowana w zwierzęciu, aż jego ciało zostało wyzwolne spod kontroli Innych – a czegoś takiego dokonałyby najprawdopodobniej Dzieci Lasu.

Znów, warto przypomnieć sobie, że Jon naprawdę BĘDZIE nieumarłym zmiennoskórym, więc jego podobieństwa do Ostatniego Bohatera – które za niedługo omówimy bardziej szczegółowo – wręcz domagają się od nas tego, byśmy rozważyli możliwość, że Bohater też był nieumarłym zmiennoskórym. To jak dokładnie został wskrzeszony nie jest tutaj aż takie ważne. Jeśli spojrzymy na opowieść o Ostatnim Bohaterze jak na bajkę, możemy zauważyć, że to, iż ‘wyruszył w martwe krainy’ symbolicznie oznacza, że wybrał się w podróż do krain śmierci, do grobu… ale szukając sposobu na to by to wszystko przezwyciężyć. Metaforycznie chodzi tutaj o pokonanie śmierci – a zatem, zmartwychwstanie – i być może także dosłownie.

Jon stanowi paralelę Ostatniego Bohatera, ale jest również odpowiednikiem Azora Ahai, czyli postaci, w której historii – że tak się składa – w grunie rzeczy chodzi o bycie odrodzonym. W końcu, nie nazywają go ‘Azor Ahai Odrodzony’ bez powodu, co nie? Jon za niedługo stanie się Azorem Ahai narodzonym na nowo jako zombie, więc znów, musimy rozważyć, czy to możliwe by pierwszy Azor Ahai też był zombie.

Jeśli choć trochę znacie Mityczną Astronomię Lodu i Ognia, wiecie, że moim zdaniem koncept ‘Azora Ahai Odrodzonego’ nie odnosi się tylko do jednej osoby, ale jest raczej czymś na kształt archetypicznej roli, którą może odgrywać wiele postaci. Jon Snow i Daenerys Targaryen to dwie najbardziej oczywiste i ważne manifestacje tego archetypu, ale inni bohaterowie również wydają się stanowić paralele Azora Ahai – na przykład Beric Dondarrion i Stannis Baratheon, czyli dwie postaci z PLIO dzierżące płonące miecze. To nie znaczy, że każda postać, w której widzimy echo jakiegoś kawałka symbolizmu Azora Ahai odegra ważną rolę w zakończeniu Długiej Nocy, taką jaką będą mieli Jon czy Dany (a przynajmniej tak przypuszczamy). Dla przykładu: Beric jest już martwy – ‘martwy’ jak w ‘pernamentnie martwy’ – więc wiemy, że u niego echa Azora Ahai prawdopodobnie mają być jedynie symboliczne. Stannis to w zasadzie po prostu przebierany Azor Ahai, z fałszywym Światłonoścą – a jego również postrzegam jako symboliczne echo, które ma nas informować o naturze Azora Ahai.

Pamiętając o tym krótkim wyjaśnieniu archetypów i tego jak są używane, przyjrzyjmy się Berikowi i Stannisowi, naszym dwóm ognistym szermierzom, ponieważ obydwaj dają nam wskazówki na temat Azora Ahai będącego nieumarłym zmiennoskórym lub zielonowidzem. Stannis posiada oczywiste podobieństwo do Azora Ahai, z racji tego, iż jest nazywany ‘Azorem Ahai narodzonym na nowo’ i włada płonącym mieczem nazywanym Światłonoścą – ale te analogie siegają głębiej. Stannis udaje się na Północ, na Mur i skupia się głównie na zmierzeniu się z zagrożeniem ze strony Innych, tak jak Ostatni Bohater. I nie zgadniecie… Stannis jest często opisywany jako ‘w połowie trup’. Najwyraźniej, tworzenie dzieci-cieni z Melisandre sprawiło, że stał się wyczerpany – jak zauważa Davos, w Starciu królów:

Odkąd osiągnął pełnię władzy, paniątka krążyły wokół niego niczym muchy wokół trupa. Wygląda też prawie jak trup. Od chwili, gdy odpłynąłem ze Smoczej Skały, postarzał się o wiele lat.

Starcie królów, Davos II, str. 584

* w oryginale Davos myśli, że Stannis wygląda w połowie na trupa/jest na wpół trupem itp. ‘He looks half a corpse too, years older than when I left Dragonstone’

Innymi słowy: Azor Ahai, w połowie trup. Na dodatek ma u boku użytkowniczkę magii ognia i nawet sam para się tą magią, od czasu do czasu widząc wizję w płomieniach na własną rękę.

Jeśli chodzi o wskazówki dotyczące zmiennoskórych lub zielonego wzroku, musimy spojrzeć na jego ród. Stannis jest jednym z Baratheonów, których godłem jest jeleń (osobisty herb Stannisa to płonący jeleń, wewnątrz płonącego serca)… a Baratheonowie zwykli nosić hełmy z porożem. Starożytni Królowie Burzy z Durrandonów również wdziewali ‘jelenie korony’, co daje nam więcej tego samego symbolizmu. To oczywiście przypomina nam zielonych ludzi na Wyspie Twarzy, o których mówi się, że albo mają na swoich głowach poroże, albo noszą rogate nakrycia głowy – i którzy prawdopodobnie są pewnego rodzaju zielonowidzami. Zatem, Stannis to w połowie trup i człowiek-jeleń, który nosi Światłonoścę. Przepraszam za wspomnienie tak na poczekaniu o czymś tak ciekawym jak Zieloni Ludzie – ale dodam, że sporo pomówimy o nich już za chwilę.

Potem mamy Berika, być może właściciela największego zapasu znaczącego symbolizmu w całej PLIO. Ma płonący miecz, jest wskrzeszonym trupem i jest silnie związany z magią ognia, więc tak jak Stannis, sugeruje nam, iż Azor Ahai był ognistym na wpół trupem. Beric ma słabsze podobieństwa do Ostatniego Bohatera, które biorą się stąd, że bohatersko staje na czele szlachetnego bractwa, walczącego na przekór wszystkim przeciwnościom – i nosi czarny płaszcz, choć należy przyznać, że czarny płaszcz Berika jest upstrzony gwiazdami, a to z całą pewnością łamie zasady ubioru Nocnej Straży.

Beric nie jest ‘człowiekiem-jeleniem’, ale jest do jednego przysięgły – do króla Roberta, w którego imieniu kontynuuje walkę w Dorzeczu. Beric ma również kilka oczywistych podobieństw do Bloodravena – które z pewnością większość z Was zna. Te paralele mówią nam, że Beric to ‘dubler’ zielonowidza. Gdy po raz pierwszy widzimy wskrzeszonego Berica, jest w grocie poprzecinanej korzeniami czardrzew, tak jak jaskinia Bloodravena, i zasiada w gąszczu ich plątaniny, bardzo podobnie do Bloodravena i innych zielonowidzów, którzy siedzą na tronach z czardrzew. Dondarrionowi wyłupiono jedno oko, tak jak Bloodravenowi, Beric jest nazywany ‘rycerzem-strachem na wrony’ (a scarecrow knight), podczas gdy Brynden Rivers jest ‘Trójoką Wroną’, a niegdyś był wroną z Nocnej Straży. Berica zwą również ‘Władcą/Lordem Trupów’. podczas gdy Bloodraven jest opisywany jako ‘trupi lord’ w rozdziale Brana w Tańcu ze smokami. Ser Beric jest nazywany ‘błędnym ognikiem’, a ognik (wisp) znaczy ‘duch’, podczas gdy Bloodraven to w zasadzie duch zamieniający się w drzewo.

Beric jest nazywany ‘wisp o’the wood’ – co nawiązuje do Will o’the wisp z angielskiego folkloru (Will-o’-the-wisp). W podaniach Słowian odpowiadają im błędne ogniki. Podobne zjawisko obserwowali Frodo, Sam i Gollum na Martwych Bagnach (w pobliżu Dagorlad) we Władcy Pierścieni.

A przez to wszystko chcę powiedzieć, że Beric pokazuje nam symbolizm wskrzeszonego zielonowidza lub zmiennoskórego, który włada Światłonoścą, tak jak Stannis i tak jak Jon. I być może – tak jak Ostatni Bohater.

Na dodatek, Jon i Stannis mają w swoich żyłach krew smoka, podczas gdy Beric jest paralelą kogoś kto ma, czyli Bloodravena. Pomysł, że Ostatni Bohater to wskrzeszony zmiennoskóry posiadający smoczą krew dobrze pasuje do teorii, że Ostatni Bohater jest związany z Azorem Ahai, który prawie na pewno miał właśnie smoczą krew. I znów, wydaje się, że Jon to kulminacja tego wszystkiego – łączy krew zielonowidzów i krew smoków, włada płonącym czerwonym mieczem (jak na razie tylko w swoich snach, ale możecie się spodziewać, że podobnie stanie się w prawdziwym świecie), staje się wskrzeszoną osobą, przewodzi walce przeciw Innym… Jeśli jesteście ciekawi i chcielibyście usłyszeć część innych dowodów na to, że Azor Ahai był zielonowidzem, spójrzcie proszę na mój odcinek zatytułowany Szary Król i Morski Smok, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. To moja obecna hipoteza na temat Azora Ahai – że był zielonowidzem, i to bez względu na to czy był Ostatnim Bohaterem, czy nie (ale oczywiście sądzę, że jest pomiędzy nimi jakieś bliskie powiązanie).

Warto również zauważyć, że to magia ognia była kluczowa w procesie przemiany tak Stannisa jak i Berika. Beric został wskrzeszony przy pomocy magii ognia, a Stannis stał się wycieńczony i ‘na wpół trupem’ przez to, że używał magii ognia Melisandre. To może być kolejna wskazówka, że wskrzeszenie Jona dokona się dzięki magii ognia i/lub wskazówka, że w taki właśnie sposób ożywiono Ostatniego Bohatera – jednak, wolę pozostać otwartym na inne możliwości. Nadal mam nadzieję na wskrzeszenie przez zielonowidza, choćby dlatego, że jestem ciekaw co by się wtedy stało.

No dobrze, myślę, że nasza teoria ma sens. Zombie zmiennoskóry jest idealnie przystosowany do zmierzenia się z ‘martwymi, zimnymi krainami’ – a właśnie tego dokonał Ostatni Bohater. Jon będzie zmiennoskórym zombie i prawdopodobnie jest mu pisane wybrać się w podróż przez niektóre z tych ‘zimnych i martwych ziem’. Kilka ważnych postaci, które posiadają podobieństwa do odrodzonego Azora Ahai, do pewno stopnie sugeruje nam, że są wskrzeszonymi zmiennoskórymi albo zielonowidzami. Ale Jon jeszcze nie zmartwychwstał, a mimo to, być może już widzieliśmy wskrzeszonego zmiennoskórego… a zatem, porozmawiajmy o Zimnorękim.

 ***

Bo od pradawnych dłoni zawsze chłodem wionie.

Ten rozdział przedstawiam Wam dzięki wsparciu udzielonemu za pośrednictwem Patreona przez Lorda Brandona Brewera z Zamku Blackrune, Piwowara przysięgłego Rodowi Starków, Wielkiego MistrzaGildii Zythomantów, Starszego nad Hałasem, głowę jednego z dwunastu domów niebios i ziemskiego reprezentanta Gwieździstej Konstelacji Strzelca.


– Bracie! – Krzyk przeszył noc, zagłuszając wrzaski tysiąca kruków. Pod drzewami ujrzeli opatulonego od stóp do głów w plamisty, czarno-szary strój mężczyznę, który dosiadał łosia. – Tutaj – zawołał jeździec. Twarz skrywał mu kaptur.

Jest odziany w czerń. Sam poprowadził Goździk w jego stronę. Łoś był olbrzymi, miał w kłębie dziesięć stóp wysokości, a rozpiętość jego łopat była niemal równie wielka. Stworzenia opadło na kolana, by pozwolić im się dosiąść.

– Chodź – rzucił jeździec, wyciągają urękawiczoną dłoń, by pomóc Goździk wdrapać się na grzbiet. Potem przyszła kolej na Sama.

– Dziękuję – wydyszał chłopak. Dopiero gdy chwycił wyciągniętą dłoń, zdął sobie sprawę, że jeździec nie nosi rękawicy. Rękę miał czarną i zimną, a palce twarde jak kamień.

Nawałnica mieczy, tom II, Krew i złoto, Samwell III, str. 49

I z tą pamiętną sceną Nawałnicy mieczy, Zimnoręki wjeżdża do naszej wyobraźni, dając początek tysiącu fanowskich teorii i jednej. Przede wszystkim, muszę powiedzieć, że nie sądzę, iż Zimnorękiego kontroluje Bloodraven, a tak właśnie twierdzi jedna z tych popularnych teorii.  Myślę, że staje się to oczywiste, gdy spojrzy się na to jak Zimnoręki zachowuje się i mówi – tak jak to zrobimy w naszej analizie tutaj. Owszem, uważam, że Zimnoręki jest panem samego siebie – a raczej martwego siebie. Postuluję, że mamy tu nieumarłego zmiennoskórego albo zielonowidza. Ale to nie wszystko – wydaje się, że nadal dysponuje swoją magią zielonowidzów, a to jest dobrą wskazówką co do tego, że wskrzeszony Jon też będzie w stanie władać magią. Gdy się nad tym zastanowić, pewnie nie mogłoby być inaczej – odbieranie Jonowi jego magii tak blisko kulminacji książek nie ma za wiele sensu. Jeśli już, spodziewam się, że zmartwychwstały Jon potencjalnie będzie miał dostęp do większej ‘ilości magii’, nie mniejszej. Zatem zacznijmy od tego dlaczego uważam, iż Zimnoręki to zmiennoskóry albo zielonowidz – i dlaczego moim zdaniem nadal ma dostęp do magii.

Pierwszą wskazówką jest to, że wielki łoś na którym jeździ Zimnoręki wcale się go nie boi – a wiemy, że zwierzęta zwykle lękają się trupiego zapachu upirów, który Zimnoręki z całą pewnością posiada. Koncepcja tego, że zwierzęta nie lubią zapachu upiorów jest nam przedstawiona po raz pierwszy w Grze o tron, gdy Jon i Nocna Straż znajdują ciała Jafera Flowersa i Othora w Nawiedzanym Lesie. Żaden z psów nie chce zbliżyć się do trupów, nawet gdy są kopane i szarpane przez tego wrednego Chetta. Nawet gdy ciała owinięto w płaszcze, sprawiały, że konie szalały, gdy bracia chcieli włożyć trupy na ich grzbiety. Rumaki kopały i rżały tak bardzo, że czarni bracia byli zmuszeni do sklecenia sań i wleczenia trupów z powrotem do Czarnego Zamku o własnych siłach.

A jednak, wilkory wcale nie boją się zimnych upiorów – przypomnijcie sobie, że to właśnie Duch znalazł te ciała i wyrwał jednemu ramię, by pokazać Jonowi. Ale nadal potrafią wyczuć osobliwą woń lodowych upiorów i niezbyt im się ona podoba. To fragment pierwszego rozdziału Brana w Tańcu ze smokami, gdy drużyna zaczyna podróż na północ razem z Zimnorękim:

Łoś zatrzymał się nagle i zwiadowca zeskoczył lekko z jego grzbietu, lądując w sięgającym kolan śniegu. Lato warknął na niego, strosząć sierść. Wilkor nie lubił zapachu Zimnorękiego. Martwe mięso, zakrzepła krew, lekki powiew zgnilizny. I zimno. Ono przede wszystkim.

Taniec ze smokami, tom I, Bran I, str. 88

Zwróćcie uwagę na to, że jest to tylko ‘lekki powiew zgnilizny’ – wydaje się, że zimno albo magia związana z zimnem chroni ciała zamienione w upiory przed rozkładem. Podobnie było w przypadku Othora i Jafera Flowersa, odnalezionych przez Jona i towarzyszy – nie pachnieli jak rozkładające się trupy. Zatem, zapach tych lodowych nieumarłych jest inny od zapachu martwych ciał (i przypuszczalnie nie aż tak okropny, w końcu nie ma gorszego smrodu od rozkładającego się trupa). Pomimo tego, normalne zwierzęta panicznie się ich boją, nawet wilkory niespecjalnie za nimi przepadają. Coś w ich zapachu jest tak po prostu złe, a jeśli pomyślimy nad motywem nieumarłych, zobaczymy, iż ma to sens, ponieważ upiory to w gruncie rzeczy abominacje, istniejące wbrew naturalnemu porządkowi.

A jednak, wielki łoś nie okazuje żadnych oznak tego, że niepokoi go ‘zły’ zapach Zimnorękiego, pozwala mu jeździć na swoim  grzbecie, jak gdyby był koniem albo mułem. Jedynym wyjaśnieniem jest jakiegoś rodzaju magia.

4523627842_2cc6c5d204_z

Zwróćcie uwagę na drobnych ludzi z tyłu.

Nawet pomijając problem trupiego zapachu, jazda na wielkim łosiu to po prostu cud. Jak wielu z Was tak właściwie wie co to jest ‘wielki łoś’? (ang. ‘great elk’ czyli jeleń olbrzymi, w polskim przekładzie PLIO ‘łoś’) To rzeczywiście istniejące zwierzę, naprawdę zatrważające. Wyświadczie sobie przysługę, jeśli możecie i wyszukajcie ‘szkielet jelenia irlandzkiego’ (irish elk skeleton) i ‘szkielet monocerosa (monoceros skeleton) i przyjrzyjcie się tym bestiom. Dziesięć stóp wzrostu w kłębie to nie przesada, podobnie jak stwierdzenie, że jego poroże ma podobną rozpiętość.

* George R.R. Martin pisząc o wierzchowcu Zimnorękiego prawdopodobnie miał na myśli wymarłe zwierzę z rodziny jeleniowatych (cervidae) – Megaloceros giganteus

LML zapewne pomylił łacińskie nazyw, ponieważ monoceros to po prostu ‘jednorożec, gwiazdozbiór jednorożca’.

Megaloceros po polsku znany jako jeleń olbrzymi i łoś irlandzki, a po angielsku jako irish elk, great deer irish giant deer to obecnie wymarły ssak, który występował w północnej Europie i Azji we wczesnym holocenie. Najmłodsze szątki odnaleziono na Syberii (ich wiek datuje się je na około 7 700 lat), ale najwięcej pozostałości odkryto w Irlandii. Pojawia się na rysunkach naskalnych.

(Wikipedia PL: Jeleń olbrzymi) (Wikipedia ENG: Irish elk)

Warto podkreślić, że GRRM czerpał inspirację z wielu wymarłych zwierząt kojarzonych z ‘epoką lodowcową’ i ‘prehistorią’ – mamutów, wilkorów Canis dirus (ang. direwolf) itd.

Why does this elk have dragon wings instead of antlers?

Dlaczego ten jeleń ma smocze skrzydła zamiast poroża?

A powiedzenie ‘poroże’ tak naprawdę nie oddaje jego ogromu – wygląda jak dwa długie na pięć stóp smocze skrzydła zrobione z kości, do których przyczepiono miecze. Spójrzcie i powiedzcie czy macie lepszy opis, bo jak dla mnie właśnie tak wyglądają. Mięśnie, które były w stanie podnieść głowę mającą te kości o wielu odnogach na kształt prętów (na które można by nadziać człowieka) musiały być ogromne – to musiało być niezwykle potężne, naprawdę przerażające zwierzę, zwłaszcza w gniewie. Zwykłe jelenie to symbole dzikiej męskiej płodności, najbardziej nieujarzmione stworzenia… a tutaj mamy coś jakby jelenia z jakiegoś demonicznego innego świata. Mówię Wam, smocze skrzydła z których wystają miecze, a wszystko zrobione z kości. Z pewnością nie chcielibyście go rozzłościć.

All your nightmares have come true.

Wszystkie koszmary stały się rzeczywistością.

Już dość długo ekscytuję się tym całym ‘irlandzkim łosiem’ i na razie wystarczy, ale w każdym razie, chodzi o to, że to dzika bestia, nie muł. Jedyny sposób w jaki ktoś mógłby na tym jeździć to przy pomocy magii zielonowidzów. Na dodatek, Zimnoręki to nie zwykły ‘ktoś’, tylko lodowy nieumarły, z tym całym nienaturalnym zapachem, którego bardzo nie lubią zwierzęta. Zatem Zimnoręki nie tylko jest w stanie ujarzmić przerażającą dziką bestię – w jakiś sposób potrafi również przezwyciężyć strach przed zamienionymi w upiory ciałami, który (jak się zdaje) mają wszystkie zwierzęta. To zagadka domagająca się odpowiedzi.

Jest coś co być może jeszcze trudniej wytłumaczyć – wydaje się, że łoś słucha rozkazów Zimnorękiego nawet gdy jeździec odłącza się drużyny, by wytropić wiarołomców i buntowników z Nocnej Straży. Łoś zabiera dzieci do z góry wyznaczonego miejsca (a przynajmniej bardzo blisko tego punktu), którym jest opuszczona wioska dzikich na brzegu jeziora. Podczas podróży Bran myśli o tym, że w tym całkowicie pokrytym śniegiem krajobrazie, nie jest w stanie stwierdzić gdzie zaczyna się jezioro, a gdzie się kończy, ale łoś i tak zdaje się znać drogę. I rzeczywiście, znał. Mamy tu przykład bardzo inteligentnego, uzgodnionego działania, współpracy pomiędzy łosiem i Zimnorękim – a tak naprawdę takie coś nie ma sensu, o ile nie wyjaśni się tego magią zielonowidzów. Z drugiej strony, magia zielonowidzów doskonale wyjaśnia wszystko co tutaj widzimy – problemem jest tylko to, że Zimnoręki jest martwy. Czy może z niej korzystać?

Dochodzimy tutaj do problemu z teorią, że to Bloodraven przemienia się w Zimnorękiego, wchodzi w jego skórę – jeśli to on zamieszkuje ciało Zimnorękiego, to kto kontroluje łosia? Wydaje się mało prawdopodobnym, że to Bloodraven robi to wszystko na raz – nigdy nie widzieliśmy zmiennoskórego, który potrafi podzieliś swoją świadomość i zamieszkiwać w dwóch istotach jednocześnie – a już na pewno nie takiego, który umie jednocześnie przebywać w czymś martwym i czymś żywym. Więcej sensu ma uznanie, że relacja pomiędzy łosiem i Zimnorękim to po prostu typowa więź pomiędzy zmiennoskórym i jego zwierzęciem, dokładnie to czym się wydaje.

Zmiennoskórzy nie muszą dosłownie mieszkać w zwierzęciu by je kontrolować. Na przykład: Varamyr Sześć Skór jest w stanie jeździć na swoim śnieżnym niedźwiedziu bez zmieniania się w niego – samo to, że kiedyś utworzył więź z tym niedźwiedziem wystarczy, by miał nad nim władzę. Powiedziano nam, że niedźwiedź nienawidził tego jak Varamyr tworzył tą więź, więc wiemy, że gdy zmiennoskóry na nim jeździ, tak naprawdę używa swojej magii, by panować nad dziką bestią, ale nie musi naprawdę zamieszkiwać w jej świadomości dokładnie w tym samym momencie. W przeciwnym razie, po prostu nieustannie leżałby na grzbecie niedźwiedzia w stanie podobnym do snu… i dość szybko by zleciał. A nie o to mu raczej chodzi, co nie?

Możemy również szukać przykładów wśród Starków i ich wilków – wilkory to przerażające dzikie zwierzęta, a jednak nigdy nie zrobiły dzieciom krzywdy – a żeby tak się działo Stark wcale nie musi rzeczywiście zamieniać się skórą z wilkorem w danym momencie. Opierając się na tym wszystkim możemy stwierdzić, że jeśli Zimnoręki ma dostęp do magii zmiennoskórych, sprawa z łosiem jest bardzo dobrze wyjaśniona.

Inną ważną możliwością jest to, że wśród Dzieci Lasu które Bran widzi w jaskini Bloodravena są zielonowidze. Wydaje się, że wszyscy z nich już dawno odeszli, ale kto wie… może są w stanie sprawić, by łoś targał na grzbecie trupa wbrew swojej woli. Jak dla mnie głównym kontrargumentem przeciw tej teorii jest to, że są oznaki osobistej relacji pomiędzy Zimnorękim i wielkim łosiem, które przypominają typową ludzko-zwierzęcą więź albo więź zmiennoskórego z jego zwierzęciem. Wspominam o tej opcji bo tak nakazuje poprawna metoda naukowa, ale moim zdaniem jest mało prawdopodobna, jak sami zobaczycie.

Kolejną oznaką tego, że Zimnoręki używa magii zmiennoskórych, którą musimy omówić, jest jego zdolność do komunikacji z krukami. Chociaż na ogół kojarzymy pomysł wykorzystania kruków do przenoszenia wiadomości z maestrami, ten zwyczaj pochodzi od zmiennoskórych, jak dowiadujemy się od Lorda Bryndena Riversa, znanego jako Trójoka Wrona, w Tańcu ze smokami:

– Czy we wszystkich ptakach są śpiewacy?

– We wszystkich – potwierdził lord Brynden. – To śpiewacy nauczyli Pierwszych Ludzi używać kruków do wysyłania wiadomości… ale w tamtych czasach ptaki same mówiły słowa. Drzewa pamiętają, ale ludzie zapominają. Dlatego piszą teraz listy na papierze i przywiązuję je do nóg ptaków, z którymi nigdy nie dzielili skóry.

Taniec ze smokami, tom I, Bran III, str. 589

Ostatnie zdanie sprawia, że to jak oryginalnie wyglądała ta praktyka staje się oczywiste: dzielenie skór z ptakami było używane do komunikacji. Nie chodziło o po prostu nauczenie kruka mówienia, albo nawet o zrozumienie mowy kruków (chociaż powiadają, że Dzieci potrafiły zrozumieć mowę zwierząt). Mamy tutaj Bloodravena, który specjalnie podkreśla, że w starożytności ludzcy zmiennoskórzy używali kruków do porozumiewania się między sobą przez dzielenie ich skór. Tuż przytoczonym przeze mnie fragmencie, Bran myśli o tym jak Stara Niania opowiadała mu podobne opowieści, a w Świecie Lodu i Ognia maester również odnosi się do pomysłu, że Dzieci Lasu ‘potrafiły rozmawiać z krukami i sprawiać by powtarzały ich słowa’ i że nauczyły Pierwszych Ludzi tej ‘wyższej tajemnicy‘ (jak określa to Cytadela), by też mogli używać kruków do komunikacji. Innymi słowy, ten wątek przez cały czas przewija się w PLIO, ale dopiero Bloodraven jest osobą naprawdę dobrze zorientowaną w temacie i od niego dowiadujemy się jak to było – pierwotnie to zmiennoskórzy, najpierw ci spośród Dzieci, a potem ludzie – używali magii by porozumiewać się przez kruki.

A zatem, w pierwszym rozdziale Brana w Tańcu ze smokami widzimy jak Zimnoręki… lepiej po prostu to przeczytajcie:

Na pobliskim dębie zakrakał kruk. Bran usłyszał łopot skrzydeł drugiego czarnego ptaszyska, które wylądowało obok towarzysza. Za dnia towarzyszyło im tylko kilka kruków. Przelatywały z drzewa na drzewo albo siadały na porożu łosia. Reszta stada leciała przodem albo zostawała z tyłu. Gdy jednak słońce wisiało nisko nad horyzontem, ptaki wracały, opadają z nieba na czarnych jak noc skrzydłach, aż w reszcie promieniu wielu jardów wszystkie gałęzie wszystkich drzew uginały się od nich. Niektóre podlatywały do zwiadowcy, kracząc i skrzecząc. Bran odnosił wrażenie, że rozumie ich głosy. Są jego oczami i uszami. Badają dla niego okolicę i szepczą mu o niezbezpieczeństwach czających się z przodu albo podążających za nami.

Taniec ze smokami, tom I, Bran I, str. 88

Gdyby Bloodraven zamieszkiwał skórę Zimnorękiego, nie byłoby potrzeby, aby Zimnoręki używał kruków do rozglądania się po okolicy, ponieważ Rivers i tak może zobaczyć cokolwiek zechce przez czardrzew-net. Ale jeśli spojrzymy na Zimnorękiego jak na zielonowidza albo zmiennoskórego, ta scena nabiera sporo sensu – zwiadowca komunikuje się z krukami, zupełnie tak jak robiłby to starożytny zmiennoskóry Pierwszych Ludzi. Gdyby nie to, że jest martwy, z łatwością rozpoznalibyśmy w nim zielonowidza lub zmiennoskórego.

Tak właściwie, możemy w nim rozpoznać Zielonego Człowieka, członka Świętego Zakonu Zielonych Ludzi, którzy czuwają nad Wyspą Twarzy. Gdy Samwell wygramolił się ze studni w Nocnym Forcie, zadziwiając Brana i drużynę w Nawałnicy mieczy, zaczął opowiadać dzieciom o Zimnorękim:

– On tak mówił? – Jojen zmarszczył brwi. – Ten… Zimnoręki?

– To nie jest jego prawdziwe imię – wyjaśniła Goździk, kołysząc się w przód i w tył. – Nazwaliśmy go tak z Samem. Ręce miał zimne jak lód, ale uratował nas przed umarłymi, on i jego kruki, a potem przywiózł nas tu na łosiu.

– Na łosiu? – zapytał oszołomiony Bran.

– Na łosiu? – powtórzyła zdumiona Meera.

– Kruki? – zdziwił się Jojen.

– Hodor? – rzekł Hodor.

– Czy był zielony? – zainteresował się Bran. – Czy miał poroże?

– Łoś? – zapytał zbity z tropu grubas.

– Zimnoręki – wyjaśnił zniecierpliwiony Bran. – Stara Niania opowiadała, że zieloni ludzie jeżdżą na łosiach. Czasem mają też poroża.

Nawałnica mieczy, tom II, Krew i złoto, Bran IV, str. 168

Tak naprawdę nie wiemy kim są ‘zieloni ludzie’ – ludźmi, elfami, czy czymś pomiędzy… ale warto zauważyć, że Zimnoręki zdaje się ich naśladować, jeżdżąc na łosiu i czuwając w głębi lasów… z tą różnicą, że jest martwym człowiekiem w czerni, a nie żyjącym w zieleni. Czymkolwiek są Zieloni Ludzie, z całą pewnością są związani z zielonym wzrokiem i Dziećmi Lasu, bo powiadają o nich, że ‘pełnią cichą straż’ na Wyspie Twarzy, jednym z niewielu miejsc na południu, gdzie nie wycięto czardrzew. Według legendy, w Erze Świtu Dzieci Lasu i Pierwsi Ludzie zebrali się na Wyspie Twarzy by zawrzeć Pakt. Tą opowieśc kontunuuje w Grze o tron maester Luwin:

Aby bogowie mogli zaświadczyć o prawdziwości paktu, każdemu z drzew dano twarz, a utworzony zakon zielonych ludzi miał odstąd strzec Wyspy Twarzy.

Gra o tron, Bran VII, str. 709

Jeśli o mnie chodzi, sądzę, że ludzie odcięci od świata na Wyspie Twarzy gdzie nie ma nic oprócz drzew z twarzami mogliby… no wiecie, na przykład używać drzew z twarzami. W Nawałnicy Bran myśli, że ‘wszystkie opowieści zgadzały się co do tego, że zieloni ludzie mieli dziwne magiczne moce’, a jaką magię najprawdopodobniej należy powiązać z zielonymi ludźmi na wyspie pełnej czardrzew? Magię zielonowidzów albo zmiennoskórych. Uważam, że z całą pewnością możemy odbierać związek pomiędzy Zimnorękim i Zielonymi Ludźmi jako kolejną wskazówkę przynajmniej co do tego, że Zimnoręki ma coś wspólnego z zielonowidzami i ich magią. Jednakże, znajdziemy więcej podobieństw do Zielonych Ludzi, więc możlwie, że chodzi tu dokładnie o nich, a nie o ogólną ‘zieloną magię’.

Wracając do omawiania dowodów na to, że Zimnoręki aktualnie używa magii zmiennoskórych dostrzegamy, że wydaje się, że ma dostęp do sporej ilości informacji zebranych na odległość – najprawdopodobniej dzięki używaniu kruków jako zwiadowców, jak już widzieliśmy – ale to nie wyklucza że ma bardziej bezpośrednie powiązanie z czardzrew-netem i/lub Bloodravenem. To, że nie sądzę by Bloodraven zamieniał się w Zimnorękiego wcale nie oznacza, że nie istnieje jakaś metoda komunikacji pomiędzy tą dwójką. Być może Bloodraven mówi do Zimnorękiego przez kruki, a może od czasu do czasu zsyła mu wizje, tak jak Branowi.

Maluje się przed nami obraz zwiadowcy Zimnorękiego, który wie o wszystkim w całym Nawiedzanym Lesie. Nie tylko potrafi wykryć buntowników z Nocnej Straży w Twierdzy Crastera i wrócić by ich wybić – jak się zdaje, bardzo okrutnie – wie również, że Bran i drużyna czekają na Sama przy szycie tunelu studni w Nocnym Forcie. Jak mówi nam Sam w Nawałnicy mieczy:

– Mówił, że będą tu ludzie – wysapał. – To znaczy w zamku. Ale nie wiedziałem, że będziecie tuż przy wejściu.

Nawałnica mieczy, tom II, Krew i złoto, Bran IV, str. 167

Wydaje się, że Zimnoręki wie nawet o tym co dzieje się na południe od Muru. I znów, albo jego kruki przeleciały nad Murem do Nocnego Fortu i zdały mu sprawozdanie, albo ma połączenie z Bloodravenem… a może, co byłby najbardziej ambitnym stwierdzeniem co do mocy Zimnorękiego, sam jest w stanie bezpośrednio łączyć się czardrzew-netem.

I nie zapominajcie, że kurki nie tylko mówią do zwiadowcy i służą jako jego oczy i uszy. Atakują w sposób skoordynowany z Zimnorękim, gdy ten ratuje Sama i Goździk przed upiorami. To bardzo dramatyczna scena – opadają na nieumarłych w ‘gniewnych chumrach’, rozrywając je na strzępy i zapełniając całe niebo tak że Sam nie jest w stanie dostrzec ksieżyca. Potem jeden z kruków mówi Tarly’emu idź, idź, idź, pojawia sie Zimnoręki i szybko zabiera ze sobą. Ten przykład jest mniej rozstrzygający od tego gdy Zimnoręki rozmawiał z ptakami, ponieważ kruki z całą pewnością wydają się dość inteligentne, by samemu zaatakować upiory… a może to Bloodraven im rozkazuje. Jednakże, to wydarzenie pasuje do wszystkich innych scen Zimnorękiego, w których działa wspólnie z krukami i łosiem w wysoce skoordynowany sposób. To wszystko można doskonale wyjaśnić biorąc pod uwagę możliwość iż Zimnoręki jest zielonowidzem albo zmiennoskórym. Tylko że jest martwy.

Ostatnia wskazówka co do tego, że Zimnoręki ma dostęp do magii bierze się stąd, że wydaje się, iż jest w stanie wykrywać obecność upiorów. Na początku rozdziału, gdzie Bran, Zimnoręki, Jojen, Meera i Hodor przedzierają się do wzgórza, by wejść do jaskini Bloodravena, Zimnoręki dociera to podnóża pagórka i po prostu oznajmia ‘oni są tutaj’. To niemal tak, jak gdyby umiał ich poczuć… ale Zimnoręki nie ma płynącej krwi ani apetytu – zatem najprawdopodobniej nie ma działającego układu węchowego. Na dodatek, nie mamy tutaj żadnego kruka, który mówiłby coś do Zimnorękiego, więc nie mógł zostać ostrzeżony przez ptaki. Myślę, że jedynym wyjaśnieniem jest to, że Zimnoręki może używać magii.

Uważam, że jedną z głównych narracyjnych funkcji Zimnorękiego jest mówienie nam rzeczy dotyczących Jona, a zatem również Ostatniego Bohatera. Oczywiście, mogę być całkowicie w błędzie – może jednak jest tylko kostiumem z mięsa w który wchodzi Bloodraven. Może to Dzieci kontrolują łosia, a Zimnoręki to tylko trup, bez żadnej magii. Ale nie sądzę by naprawdę tak było, z tych powodów które już podałem powyżej i z tych kolejnych, które dopiero przedstawię. W szczególności, znów odwołuję się do argumentu, że wskrzeszenie Jona Snow, ale odebranie mu jego magii nie ma żadnego sensu. Jeśli Jon zachowa swoją magię, albo jeszcze lepiej, posiądzie nową, znaczyłoby to, że wskrzeszeni ludzie mogą używać magii. Beric całkiem dobrze tego dowodzi, gdy przy pomocy swojej krwi sprawia, że jego miecz staje w płomieniach. To dość słaba magia, ale jednak magia. Zatem, teoria, że Zimnoręki ma dostęp do magii jest nie tylko rozsądna – ma już precedens. A Beric nawet nie był zmiennoskórym!

Oto co myślę: tak jak prolog Varamyra istnieje w dużej mierze po to, by powiedzieć nam co się stanie z Jonem gdy umrze, Zimnoręki jest po to, żeby pokazać nam co się stanie gdy zostanie wskrzeszony. Zimnoręki pojawia się w książkach przede wszystkim dlatego, żeby oznajmić nam, że zmiennoskóry może być wskrzeszony i nadal zachować swoją magię – a gdy się tak dzieje, powstaje nieśmiertelny zombie, odporny na zimno, głód, zmęczenie i wszystkie inne ludzkie wady, ktoś kto jest w stanie spuścić Innym tęgie baty, czy to w dzień, czy w nocy.

Czy właśnie powiedziałem ‘nieśmiertelny’? Zatem, kilka zastrzeżeń. Po pierwsze, zakładam, że Zimnoręki może być zabity (chyba można powiedzieć ‘znów zabity’), tak jak każdy inny upiór. Jak wspominałem, zawsze trzyma się z dala od ognia. Ale któż wie jak długo żyje zombie, jeśli pozostawi się go w spokoju?

W końcu… co jest martwe nie może już umrzeć

… a jeśli dusza zmiennoskórego jest zachowana w zwierzęciu, a przez to bardziej nienaruszona od innych dusz, które wkłada się znów do ich ciał, kto jest w stanie powiedzieć jak długo wskrzeszona osoba może ‘żyć’?

Słynne zdanie o wieku Zimnorękiego pochodzi od Liść, która mówi ‘zabili go dawno temu’. Wygląda na to, że ma na myśli to, iż to upiory i Inny pozbawiły go życia ‘dawno temu’. Można przypuszczać, że dla Dzieci Lasu, które żyją wiele wieków, ‘dawno temu’ znaczy naprawdę dawno. Jest inna wskazówka co do tego, że Zimnoręki jest bardzo, bardzo stary, która pojawia się gdy zwiadowca jest zmuszony do zarżnięcia łosia, po tym jak zwierzę pada po raz ostatni:

Minęło dwanaście dni, odkąd łoś padł na ziemię po raz trzeci i ostatni. Zimnoręki uklęknął w zaspie obok zwierzęcia, wyszeptał błogosławieństwo w jakimś niezwykłym języku i poderżnął mu gardło.

Taniec ze smokami, tom I, Bran II, str. 227

Ten ‘jakiś niezwykły język’ to prawdopodobnie Stara Mowa. Niektórzy żyjący na północ od Muru dzicy, w szczególności Thennowie, mówią w Starej Mowie. Ale nie często spotyka się członka Nocnej Straży, który posługuje się tym językiem…. przynajmniej od tysięcy lat. Nawet jeśli to coś innego od Starej Mowy – o jaki język może tu chodzić. Teraz każdy w Westeros mówi we Wspólnej Mowie, więc bez względu na to po jakiemu Zimnoręki tutaj mówi, jest to wskazówka, że posiada wiedzę, która nie należy do współczesnego Westeros.

Note the startled expression of this drawing of a human.

Zimnoręki i jego łoś

Warto zauważyć, że to zachowanie Zimnorękiego nie pokazuje, że w jego skórze siedzi Bloodraven, a raczej, że ma swój własny zespół przekonań i wierzeń. W opisie tego jak Zimnoręki klęka w śniegu by wyszeptać modlitwę błogosławieństwa do swojego wiernego wierzchowca, gdy okazuje mu litość przez dobicie, jest jakieś wytworne, smutne piękno. Wydaje się, że to czynność rytualna, co jest spójne ze starymi wierzeniami myśliwych, którzy szanują las i zwierzęta od których coś zabierają. Takie przekonania widzimy w społeczeństwach zbieracko-łowieckich z całego świata. A to pasowałoby do pomysłu, że Zimnoręki to Zielony Człowiek – albo po prostu Pierwszy Człowiek żyjący w zgodzie z lasem i sposobem myślenia Zielonych Ludzi. Sugeruje również istnienie więzi pomiędzy Zimnorękim i łosiem.

Zbierając to wszystko w całość, myślę, że zaiste, zabili go dawno temu. Zielonowidz lub zmiennoskóry, który mówi w Starej Mowie, jeździ na wielkim łosiu, któremu towarzyszą stada kruków, z którymi się porozumiewa, który w jakimś momencie dołączył do Nocnej Straży – Zimnoręki to ktoś jak żywcem wyjęty z zamierzchłej przeszłości. Właściwie, sądzę, że stwierdzenie, że Zimnoręki może mieć – dosłownie – osiem tysięcy lat nie jest wyolbrzymieniem.

Pomyślcie o tym: nawet jeśli był zwiadowcą-zombie jedynie przez osiemset lat, albo nawet osiemdziesiąt – pojawia się sugestia, że zombie same z siebie się nie wyczerpują, nie niszczeją, a przynajmniej nie szybko, gdy są na zamarzniętej Północy. Starzenie się jest związane z rozwojem i śmiercią komórek… ale Zimnoręki już jest martwy. Nie ma tego co mogłoby się znurzyć, zniszczeć, zużyć… Najwyraźniej zimna magia zachowuje jego ciało od rozkładu, a jego duch nie zanika, jak duch Berica, ponieważ jest wskrzeszonym zmiennoskórym… potencjalnie, nie ma limitu co do jego wieku.

Warto zwrócić uwagę na to, że Zimnoręki wydaje się również znacznie zwinniejszy i spawniejszy od innych zimnych upiorów – w pierwszym cytacie o Zimnorękim, który tu przytoczyliśmy, było napisane, że ‘zeskoczył lekko’ z grzbietu wysokiego na dziesięć stóp (w kłebie) łosia. To stoi w dużym kontraście wobec upiorów, które według obserwacji sama są dość niezgrabnymi istotami (chociaż są silne i nieustępliwe). Z drugiej strony, Zimnoręki jest zwinny i gibki, zdaje się również, iż jest dobrym wojownikiem – z łatwością poradził sobie ze zbuntowanymi braćmi z Nocnej Straży, chociaż zapewne pomagały mu kruki. A jeśli regularnie walczył z Innymi i upiorami i ‘przeżył’ by o tym opowiadać… to dobry znak co do potencjalnych fizycznych zdolności wskrzeszonego Jona Snow. Sugerowałbym, że to coś związanego z byciem zmiennoskórym wyjaśnia niepodobne do zombie fizyczne i mentalne możliwości Zimnorękiego – i jego zdolność to przetrwania tak długo.

Pomyślcie o tym, że istnieje możliwość iż do ciała Jona powróci połączona dusza Jona/Ducha – czy wskrzeszony Snow odziedziczy szybki refleks i wilczy instynkt Ducha? Być może powstały w ten sposób zmartwychwstały zmiennoskóry – z połączoną ludzko-zwierzęco duszą – jest tak naprawdę silniejszy od zwykłego człowieka? Faktycznie, upiory są bardzo silne… być może Zimnoręki ma w sobie jakiegoś rodzaju zwierzęcego ducha, który daje mu siłę albo zdolności. W końcu, w ‘zimnych, martwych krainach’ trzeba wykorzystywać każdy atut, każdą pomoc.

***

Król Ziarna i Zielony Potwór.

Powstanie tego rozdziału było możliwie dzięki wsparciu udzielonemu na Patreonie przez miłośniczkę Mitycznej Astronomii i niedawno mianowaną kapłankę Kościoła Gwieździstej Mądrości – Ennovy, Władczynię Cieni ze Wschodnich Gór i Jezior.


Meera zacisnęła urękawiczoną dłoń na rękojeścu trójzębu.

– Kto cię przysłał? Kim jest ta trójoka wrona?

– To przyjaciel. Śniący, czarodziej, zwijcie go jak zechcecie. Ostatni zielony jasnowidz.

Drewniane drzwi otworzyły się nagle. Na dworze zawodził nocny wicher, złowrogi i posępny. Na drzewach siedziało mnóstwo wrzeszczących kruków. Zimnoręki nie ruszał się z miejsca.

– Jesteś potworem – oskarżył go Bran.

Zwiadowca popatrzył na chłopca, jakby reszta grupy nie istniała.

– Twoim potworem, Brandonie Stark.

Twoim – powtórzył echem kruk siedzący na jego ramieniu. Siedzące na drzewach ptaszyska podjęły ten okrzyk, aż wreszcie nocny las wypełniły echa pieśni stada. – Twoim, twoim, twoim.

– Jojenie, czy śniłeś o tym? – zapytała brata Meera. – Kim on jest? Czym jest? Co mamy teraz zrobić?

– Pójdziemy ze zwiadowcą – odparł chłopak. – Zawędrowaliśmy za daleko, żeby zawrócić Meero. Nie mielibyśmy szans dotrzeć do Muru. Musimy iść za potworem Brana albo zginiemy.

Taniec ze smokami, tom I, Bran I, str. 99

Oto pierwszy rozdział Brana z Tańca, gdzie bardzo dobrze możemy dostrzec miłość George’a R.R. Martina do pisania horroru – wicher rozwiera drzwi na oścież, na drzewie przysiadło stado wrzeszczących kruków, a Zimnoręki patrzy się nieugięcie swymi czarnymi oczyma, podczas gdy oni zdają sobie sprawę z tego, że jest umarłym… Tak, to właśnie to. W każdym razie, tym na czym chcę się tutaj skupić jest Zimnoręki jako potwór Brandona Starka. Z powodu sformułowania tego zdania, na początku nie jest jasne kogo¹ Bran nazywa potworem – Zimnorękiego, czy ostatniego zielonowidza – ale Jojen daje nam wyjaśnienie, gdy mówi ‘idziemy z potworem Brana’ (ang. We go with Bran’s monster) w odpowiedzi na pytanie o to czy powinni iść z Zimnorękim. W pewnym sensie, Zimnoręki należy do Brana.

¹ W oryginale jest napisane:

“Who sent you? Who is this three-eyed crow?” (…)

“A friend. Dreamer, wizard, call him what you will. The last greenseer. (…)

A monster,” Bran said.

Można to odczytać dwojako – albo Bran mówi ‘potwór’ w reakcji na słowa Zimnorękiego o ostatnim zielonowidzu (śniący, czarodziej itd.) albo ma na myśli samego Zimnorękiego

Niektórzy spekulowali, że przyczyną tego jest jakaś pętla czasowa – w jakimś momencie Bran wrócił do przeszłości i pomógł stworzyć Zimnorękiego – czy coś w tym stylu. Teoria zielonowidza tworzącego zombie to oczywiście coś co uważam za interesującą i dość realną możliwość, ale na ogół waham się przed używaniem podróży w czasie do wyjaśniania tajemnic w książkach. Uważam, że Martin może wprowadzić trochę czegoś takiego, ale mam silne przeczucie, że ściśle ograniczy ilość wynikających z przemieszczania się w czasie paradoksów, które powszechniej spotyka się w science fiction. Zasadniczo, to coś czego nie możemy całkowicie wykluczyć, ale również bezdenna puszka Pandory, która bardzo szybko może zamienić się w szalone szukanie teorii spiskowych i stworzyć atmosferę czapek z folii aluminiowej¹, gdzie przypisuje się wszystko co kiedykolwiek się zdarzyło podróżującemu w czasie Branowi. Moim podejściem jest szukanie najpierw bardziej logicznych odpowiedzi, które nie wymagają przemieszczania się w czasie, a jedynie jeśli/gdy Martin pokaże nam, że Bran wpływa na przeszłość albo zamienia się w Brana Budowniczego, wyciągania wniosków, gdy będziemy już znali ograniczenia/możliwości podróży w czasie w PLIO.

(ang. tinfoil hat – w pewnych środowiskach miłośników spiskowych teorii dziejów powszechne jest przekonanie, że noszenie nakrycia głowy z folii chroni przed próbami prania mózgu, kontroli umysłu, telepatii, czytania w myślach itd. Używane jako określenie osoby, która żyje w ciągłej paranoii, wierzy w pseudonaukowe teorie itp.)

Zatem, odładając na bok interpretację ‘Zimnorękiego jako potwora Brana’ opartą na teorii o podróży w czasie, co to może znaczyć? Myślę, że najbardziej logiczną odpowiedzią jest to, że Zimnoręki jest w jakiś sposób związany z linią rodową Starków, a może w szczególności z Branem, jeśli chłopiec jest kimś ‘niezwykłym’ albo ‘Wybrańcem’. Większość osób uważa, że w jakimś sensie, Ostatni Bohater był Starkiem – a zapewne również Nocny Król. Więc jeśli Zimnoręki pochodzi z czasów założenia Nocnej Straży i Długiej Nocy, całkiem prawdopodobne jest to, że stworzył go Stark, albo powierzono mu misję oczekiwania aż przyjdzie ‘obiecany’ Stark. Jeśli cokolwiek w tym stylu okaże się prawdą, Zimnoręki miałby coś koło 8000 lat, co… sprawia, że tak trochę nam go żal.

Gdy patrzę na Zimnorękiego, tym co widzę jest ktoś, kto ma jakiś wieczny obowiązek, ktoś kto jest w pewnym sensie skazany na dosłowne wędrowanie przez zamarznięte krainy przez setki albo nawet tysiące lat, czekając aż zjawi się Bran Stark – i być może, od czasu do czasu służąc za przewodnika sporadycznym kandydatom na nowego ‘zielonowidza północy’, podczas ich podróży do jaskini Bloodravena, gdzie mają objąć to stanowisko. Przypomnijcie sobie, ze Bloodraven był Lordem Dowódcą gdy rzekomo zaginął podczas wyprawy zwiadowczej – być może Zimnoręki miał w tym jakiś udział.

Pomyślcie o tym jakby to było być Zimnorękim – do bani, co nie? No, na początku jeżdżenie na łosiu jest świetne, ale naprawdę, na północ od Muru nie ma zbyt wiele ciekawych rzeczy do robienia. Z tego co wiemy, żadni dzicy nie widzieli Zimnorękiego, więc raczej unika rozgłosu. Zatem, co robi? W sensie… ‘zabili go dawno temu’… i nawet jeśli to ‘dawno’ to tylko 80 lat temu… to 80 lat wędrowania po tundrze i patrzenia tylko na śnieg. I nie zapominajcie, że jesteście martwi. Rozkosze jedzenia, seksu, śmiechu i towarzystwa – wszystko stracone. (przyp. tłum. przywodzi to na myśl mickiewiczowskie ‘Na świecie jeszcze, leczu już nie dla świata’ [Upiór]) Myślę, że gdyby chciał, Zimnoręki mógłby zakończyć swoją niedolę w dowolnym momencie, przez po prostu wejście w ogień. A jednak, nie robi tego. Zimnoręki nie ustępuje, wierny jak zawsze, oddany jedynie swej misji.

Jak dla mnie, to mówi albo o ofierze ze strony Zimnorękiego, albo o karze. Albo jest skazany na tą nuuuuuuuudną misję jako sposób na odpokutowanie jakiegoś wielkego grzechu, albo jest najbardziej poświęcającym się gościem który kiedykolwiek żył. Skoro mowa o pokucie, może jest Nocnym Królem, skarconym i poniżonym, w którym obudziło sie poczucie winy albo coś innego – i teraz pełni tą samotną wartę jako wynagrodzenie za swoje zbrodnie. Moja główna teoria o Azorze Ahai stwierdza, że był ‘złoczyńcą’ – według legendy doprowadził do pęknięcia księżyca, gdy wykuł Światłonoścę – uważam więc, że był odpowiedzialny za meteoryty, które wywołały Długą Noc. Być może to właśnie nim jest Zimnoręki. Azorem Ahai upadłym, pokutującym zombie. Spekulowałem, że Azor Ahai mógł stać się samym Nocnym Królem – nie jestem całkowicie co do tego przekonany, ale w pewnym obszarach ich symbolizm się pokrywa, a wydaje się, że Stannis wciela się w obydwu jednocześnie, co może być wskazówką, że Azor Ahai stał się Nocnym Królem… i może oto kim jest Zimnoręki.

Trudno powiedzieć jak to było na pewno bez większej ilości informacji, ale obecna misja Zimnorękiego jest spójna z kimś, kto został sprowadzony na ziemię i zmuszony do odpokutowania ze swe złe czyny, a w tykim przypadku dwoma prawdopodobymi podejrzanimi co do tożsamości tego ‘kogoś’ byliby Nocny Król oraz Azor Ahai. Ten motyw odpokutowania pasuje do szerszgo motywu samej Nocnej Straży – w rzeczy samej, to jest MOTYW Nocnej Straży, jako że jej członkami są wygnani przestępcy, którzy próbują zadośćuczynić za swoje grzechy chronią ‘krainy człowieka’. Zimnoręki podniósł ten obowiązek na nowe wyżyny.

Inną możliwością, którą tutaj mamy jest poświęcenie – i to właśnie na tym chcę się skupić. Zasadniczo, jeśli Zimnoręki nie podjął się tej zimnej misji do **** z powodu jakiegoś zła, które on sam popełnił, całkowicie się poświęcia. Wyrzekł się niemal wszystkiego co ludzkie, by podjąć się tej wiecznej, samotnej warty. W tym wypadku, może okazać się, że jest związany z Ostatnim Bohaterem – samym Ostatnim Bohaterem albo jednym z jego drużyny pierwszych braci Nocnej Straży – ponieważ są wskazówki co do tego, że Ostatni Bohater był w pewnym sensie ofiarą – i ponieważ poświęcenie samego siebie tto prawdopodobnie największa bohaterska cnota. Dwie postacie, które są najściślej podobne do Ostatniego Bohatera to Jon i Bran, a oni – oczywiście – poświęcili wiele. I zapene to nie koniec ich ofiary.

To, że Zimnoręki nosi szal zasłaniający jego usta i mówi chrapliwym, szorstkim głosem wskazuje na to, że ma jakiegoś rodzaju ranę szyi lub gardła, co pasuje to ofiary. Warto zauważył, że również Jon jest raniony w szyję. To klasyczny sposób na zabijanie ofiarnych zwierząt, a nawet ludzi, jak widzimy w wizji Brana w czardrzew-necie, gdzie w Winterfell ma miejsce ofiara z człowieka.

Okazuje się, że George stworzył całkiem bezpośrednią aluzję do Jona Snow jako ‘króla zbóż/ziarna’ (ang. corn king). Ten termin jest często używany, by opisać bardzo powszechny mitologiczny archetyp składanego w ofierze boga lub króla płci męskiej, którego śmierć przynosi zmianę pór roku – zazwyczaj są uśmiercani jesienią, naśladując śmierć liści i zieleni, a z wiosną zmartwychwstają, przynosząc z sobą powrót płodności i urodzaju. Koncept króla zbóż jest bardzo ważny jeśli zchcemy zrozumieć co się dzieje z zombie i wskrzeszeniami, z Jonem, Ostatnim Bohaterem i (całkiem prawdopodobnie) Zimnorękim. To dlatego George  daje nam bezpośrednie odniesienie do tego motywu, jedno z najjaśniejszych w całej Pieśni Lodu i Ognia nawiązań do zewnętrznej mitologii. Pochodzi z Tańca ze smokami, z dzioba kruka Mormonta.

Wstał i ubrał się pociemku.

Kruk Mormonta latał po pokoju.

– Ziarno – wołał ptak. – Król. Snow, Jon Snow, Jon Snow.

To było dziwne. Jon nie pamiętał, by ptak kiedykolwiek przedtem wołał go z imienia i nazwiska.

Taniec ze smokami, tom II, Jon XII, str. 416

Status Jona Snow jako króla ziarna jest całkiem oczywisty – Jon jest królem ziarna, którego śmierć i zmartwychwstanie (miejmy nadzieję) sprawi, że zmieni się pora roku, a Długa Noc – która jak się wydaje niedługo zapadnie – zakończy się. Jego śmierć ma miejsce tuż po przybyciu zimy – i oczywiście, liczymy na to, że jego wskrzeszenie przyniesie sen o wiośnie. Nim podążymy dalej za tą nicią symbolizmu, chcę podkreślić jak silną zapowiedź (foreshadowing) tu mamy: George sygnalizuje nam, że Jon zostanie wskrzeszony, a jego smierć pomoże przynieść wiosnę. To raczej nic szokującego – większość czytelników uważa, że Jon to bohater, jedyny i niepowtarzalny Płatek Śniegu (Snowflake) – ale jako król ziarna, jest specyficznym typem herosa, którego definuje cykl śmierci i odradzania.

Innym zadaniem króla ziarna jest krzewienie urodzajności ziemi – jego śmierć jest ofiarą, która dosłownie sprawia, że ziemia staje się płodna, tak że może wykarmić ludzi. Mniej więcej taką rolę odgrywa Jon w Tańcu ze smokami wobec dzikich, gdy pozwala im przejść przez Mur, by znaleźli pokarm i schronienie – ten cytat, gdzie kruk powtarza ‘król ziarna Jon Snow’ (corn king Jon Snow) to tak naprawdę początek dokładnie tego rozdziału. Nakarmienie dzikich to czyn za który zostaje zamordowany, więc naprawdę poświęca się, by nakarmić tysiące ludzi. Wcześniej w Tańcu, w rozdziale gdzie Jon przedstawia swoje plany przepuszczenia dzikich, kruk również mówi ‘Ziarno. Król.’ – chociaż wtedy jeszcze nie dodaje do tego imienia Jona. Innymi słowy, to nie przypadek, że dwa odniesienia do ‘króla ziarna’ są nam podane w połączeniu z nakarmieniem dzikich przez Jona… a tym samym, ostatecznie, jego ofiarowaniem samego siebie.

Jak widzicie, Ostatni Bohater mógł z łatowością być postacią króla ziarna, ponieważ doporowadził do zmiany pory roku, po tym jak cykl ‘zaciął się’ na dość długo – zwłaszcza jeśli czyniąc to sam umarł, jak proponuję. Właściwie, jest ogromna, czerwona, płonąca na czerwono wskazówka zachęcająca nas, by powiązać pozycję Jona jako ‘króla ziarna’ z Ostatnim Bohaterem i Azorem Ahai – i tak naprawdę dlatego poruszyłem ten temat. Rozdział, gdzie Jon pozwala dzikim na przejście przez Mur, ten gdzie kruk mówi ‘król ziarna Jon Snow’… tak naprawdę zaczyna się snem Jona o byciu Azorem Ahai. Tym, gdzie Jon samotnie broni Muru przeciw siłom z północny, wśród których są martwi ludzie. wspimający się po lodzie jak pająki. Jest odziany w czarny lód, a ostrze z valyriańskiej stali w jego dłoni płonie czerwienią.

Ten sen jest godny uwagi, ponieważ zapowiada nieuchronnie nadchodzącą rolę Jona jako pewnego rodzaju postaci ‘Azora Ahai Odrodzonego’ – ma płonący miecz, a później w tym samym śnie, zabija swoją ukochaną, Ygritte – tak jak Azor Ahai zgładził Nissę Nissę. Ale jest godny uwagi także dlatego, że łączy role Azora Ahai i Ostatniego Bohatera – Jon jest Lordem Dowódcą Nocnej Straży, opuszczonym i samotnym, który walczy z ‘siłami północy’, co stanowi paralelę pomysłu, iż towarzysze Ostatniego Bohatera, a także jego pies i koń, zginęli podczas gdy poszukiwał sposobu na pokonanie Innych, w martwych zimnych krainach.

Potencjalna implikacja jest jasna – Azor Ahai i Ostatni Bohater mogli być tą samą osobą, albo dwiema, mającymi pomiędzy sobą jakiś ścisły związek. Wiemy przynajmniej tyle, że ich legendy są paralelnymi opowieściami, o bohaterze, który walczył z ciemnością Długiej Nocy przy pomocy magicznego miecza. Zatem, tym co tutaj mamy jest Jon, śniący o byciu jakąś kombinacją Azora Ahai i Ostatniego Bohatera, a później budzący się, by zostać nazwanym ‘Królem Ziarna’ przez kruka i czyniący dokładnie to co powinen robić Król Ziarna – karmiący ludzi i doprowadzający do własnej śmierci. Co najważniejsze, wskrzeszenie Króla Ziarna przynosi wiosnę – a to samo podobno zrobili Azor Ahai i Ostatni Bohater w zamierzchłej przeszłosci. Spodziewamy się, że Jon i Dany również tego dokonają.

To właśnie dlatego mówię, że zrozumienie przynajmniej podstaw ‘Króla Ziarna’ jest kluczowe – ponieważ George oparł swoje postaci ‘wybawców’ z Długiej Nocy przynajmniej po części na przeróżnych postaciach-Królach Ziarna z mitologii całego świata. Jako przerywnik po prostu powiem Wam, że istnieje wiele, bardzo wiele mitów i legend opartych na zmianach pór roku, a jako, że George zdecydował się postawić cykl pór roku w centrum swojego ‘tworzenia świata’ (worldbuilding) i fabuły, rzeczywiście włącza (inkorporuje) do swojej opowieści elementy wielu z tych mitów – a motywy związane z Królem Ziarna to tylko jeden z nich. Inną wspaniałą inspiracją jest opowieść o porwanej księżycowej dziewicy Persefonie – a wszystko na jej temat możecie przeczytać na blogu mojej przyjaciółki Sweetsunray – Mythological Weave of Ice and Fire (Mitologiczny Splot Lodu i Ognia, esej Persefona z krypt Winterfell).

Cała ta gadanina o Królu Ziarna może wydawać się odejściem od naszego tematu, czyli zombie – ale tak naprawdę jest wręcz przeciwnie – jest głębszym kontekstem, w którym musimy myśleć o wskrzeszonych ludziach w PLIO, zwłaszcza Jonie i mojej teorii o zombie Ostatnim Bohaterze. Zazwyczaj postać ‘Króla Ziarna’ jest narodzona na nowo na wiosnę, jedak zamiast tego, George dał nam dosłownie wskrzeszonego Króla Ziarna. Użycie zombie w miejscu zmartwychwstałego Króla Ziarna do pewnego rodzaju mroczny zwrot akcji wobec fabuły klasycznej opowieści… ale w końcu, to George R.R. Martin. Zamiast szukać bohatera, który ocali nas przed apokalipsą zombie, tak naprawdę musimy zacząć rozglądać się za zombie bohaterem, który uratuje nas przed zagładą. Potrzebujemy Ducha-Jona, Króla Ziarna.

Cernunnos by Shaneesja (DeviantArt)

Cerunnos, autor: Shaneesja (DeviantArt)

Tak więc, Król Ziarna jest związany z zombie, Jonem Snow i Ostatnim Bohaterem, ale czy również z Zimnorękim, potworem Brandona Starka? Uważam, że tak, bez względu na to czy był Ostatnim Bohaterem albo jednym z jego towarzyszy, czy nie. Wspomnieliśmy możliwość, że Zimnoręki jest Zielonym Człowiekiem – oczywiście, umarłym – istniejącą dzięki powiązaniu pomiędzy jeżdżeniem na łosiu i ogólnie pojętym ‘byciem obrońcą lasu’. A zatem… Zieloni Ludzie są oparci na szczególnym rodzaju Króla Ziarna, archetypie znanym jako ‘rogaty bóg’ (horned god). Wśród jego przykładów są: celtycki Cerrunos, angielski Herne Łowca (Herne the Hunter), wszechobecny Zielony Człowiek (Green Man) (który czasem ma na głowie gałęzie w miejsce rogów), grecki Pan i wielu innych. Odnajdujemy go nawet w tak dalekich miejscach jak Indie – w Rygwedzie jego imieniem jest Pashupati – co stanowi testament, świadectwo proto-indoeuropejskich korzeni motywu rogatego boga przyrody. Wszystkie z tych postaci mają rogi albo poroże  (a czasem gałęzie lub gałązki) na swoich głowach, niektóre mają zieloną skórę lub jakiegoś rodzaju liściaste ozdoby. Wszystkie mają coś wspólnego z duchem męskiej żywotności i płodności, często są również uznawane za ‘solarne’ bóstwa. Wszystkie przynoszą urodzajność ziemi i działają jako obrońcy i strażnicy lasu i natury. Wiele może rozmawiać ze zwierzętami… A przede wszystkim są zabijane i wskzeszane by nadeszła zmiana pór roku – ponieważ tym właśnie (w większym lub mniejszym stopniu) są – personifikacjami cykli natury.

The Gundestrup Cauldron, ca. 300 BCE

Kocioł z Gundestrup, pochodzący z około 300 r.p.n.e. Cerrunos widnieje pośrodku.

W gruncie rzeczy, człowiek-jeleń (stag-man) to skupiająca się na lesie wersja Króla Ziarna. Są inni zamieszkujący w borach i związani z płodnością Królowie Ziarna, którzy odpowiadają niemal wszystkiemu co tutaj wymieniłem, ale nie mają rogów, między innymi Jack w Zieleni (Jack in the Green), John Barleycorn, zielonoskóry egipski bóg śmierci i zmartwychwstania Ozyrys (Osiris), który jest również bogiem ziarna i zbóż i grecki Dionizos (Dionysus) (za którym podążają satyrowie, którzy zawsze są przedstawiani jako pewnego rodzaju kozo-ludzie z rogami).

Zielony człowiek z the Green Man Festival, Crickhowell, Walia, UK

Jak widzicie, spora część tej mitologii jest spójna z tym co wiemy o Świętym Zakonie Zielonych Ludzi (chociaż trzeba przyznać, że nie wiemy o nim zbyt wiele) – którego członkowie mają ponoć poroże na swych głowach, zieloną skórę lub zielone szaty i o których powiedziano, że ‘pełnią swoją odwieczną straż na Wyspie Twarzy’. Mam przez to na myśli to, że zielony człowiek jest dość powszechnie znany – jego zieloną, liściasta twarz można odnaleźć na zdobieniach wielu katedr i innych starych budynków w całej Europie, więc nazywanie tych gości ‘Zielonymi Ludźmi’ tak naprawdę wcale nie jest szczególnie subtelne. Dzieci Lasu noszą pnącza i liście wplecione w swoje włosy, a one z całą pewnością zdają się mieć silną więź z Zielonymi Ludźmi z Wyspy Twarzy.

Tak jak reszta tradycji otaczającej postać Króla Ziarna, motywy rogatego boga również są spójne z koncepcją Ostatniego Bohatera, który jest wskrzeszany by zakończyć Długą Noc i przynieść wiosnę. Mówiąc to w inny sposób: wydaje się, że zarówno Ostatni Bohater jak i Zieloni Ludzie czerpią z powiązanych mitologii – a to powinno sprawić, że zaczniemy się zastanawiać nad tym związkiem pomiędzy Ostatnim Bohaterem i Zielonymi Ludźmi. Sugerowałbym, że Zimnoręki może być punktem zbieżnym tych motywów. Uważam, że jest przynajmniej ‘prototypem’, ‘pierwowzorem’ tego jak ‘zrobić’ Ostatniego Bohatera, Zimennoskórego Zombie – a Zimnoręki w pewien sposób przypomina Branowi – i nam – Zielonych Ludzi. Zimnoręki jeździ na swoim łosiu i pełni wieczną straż nad zamarzniętą północą, trochę tak jak gdyby był jakimś zielonym człowiekiem wygnanym do mroźnych, martwych krain.

Ta cała sprawa jest niczym poprzekręcana wersja opowieści o bóstwie płodności wędrującym przez urodzajne ziemie – Zimnoręki jest jak trupia wersja boga płodności przemierzająca zimne i niemal całkowicie martwe krainy. Jednak, nadal ochrania lasów, które się tam ostały i, oczywiście, pozostaje w przyjaźni ze zwierzętami, które umieją tam przetrwać. Jest oddanych walce z Innymi, więc wiemy, że gdzieś w głebi serca nadal jest w ‘drużynie zieleni’. A to jest całkiem podobne do angielskiego ludowego podania o Herne Łowcy, który jest jak będąca duchem wersja rogatego bóstwa, które jeździ na koniu i w jako widmo broni lasu. Jeśli Martin rzeczywiście miał zamiar wplecenia pomysłów dotyczących zielonego człowieka/rogatego bóstwa w postać Zimnorękiego (jak proponuję), to właśnie Herne Łowca jest mitologiczną postacią na którą powinniśmy spojrzeć – w sposób oczywisty jest nieumarłą wersją rogatego bóstwa.

Oprócz bycia umarłym, Herne jest powiązywany z północą i zimą, co dobrze pasuje do Zimnorękiego. Jeśli misja Zimnorękiego to pokuta, jak niedawno spekulowaliśmy, ten wątek byłby spójny z historią Herne’a, który według podania popełnił jakiś wielki grzech, a potem powiesił się na dębie z lęku przed wstydem i hańbą, tylko po to, by po śmierci zostać widmowym strażnikiem lasów. Wspomniałem wcześniej, że Zimnoręki może mieć jakąś ranę szyi lub gardła, opierając się na tym, że nosi szal i na jego głosie – dokładny opis to ‘ochrypły głos płynął z gardła, brzydki i cienki jak jego właściciel’. Zimnoręki jest martwy, więc to, że jego głos terkocze/grzechocze (rattle), jak w ‘agonalne rżężenie‘ (death rattle), ma sens. A byłaby to kolejna rzecz pasująca to Herne’a i jego uduszenia na dębie. Wreszcie, wiemy, że Martin myśli o Herne Łowcy, ponieważ Herne dostaje jasne nawiązanie, w formie westeroskiej legendy o dwóch braciach zwanych Harlonem Łowcą Herdonem od Rogu, którzy wzięli leśną wiedźmę za żonę i zbudowali zamek Horn Hill (Wzgórze Rogu) w Reach. To dlatego ich potomkowie, Ród Tarlych ma na swoim herbie kroczącego myśliwego, czerwonego na zieleni. I oczywiście, pierwszą osobą która spotyka Zimnorękiego, naszego imitatora Herne’a Łowcy, jest Samwell Tarly – to prawie tak jakby spotykał swojego starożytnego przodka. A pierwsze słowa jakie Zimnoręki wypowiada do Sama to przecież ‘bracie!‘.

Herne the Hunter

Herne Łowca

przyp. tłum.

Herne Łowca to postać przewijająca się w angielskim folklorze, zwłaszcza tym z okolic Lasu Windsorskiego. Wspomina o nim m.in. William Shakespeare w Wesołych kumoszkach z Windsoru. Jest duchem/widmem/zjawą kojarzoną z obroną puszczy. Według legendy Herne pierwotnie był człowiekiem, łowczym na dworze króla Ryszarda II. Podczas jednego z polowań króla zaatakował biały jeleń i nieomal zabił, ale w porę uratował go właśnie Herne.

Według jednej wersji Herne zginął z ręki innych łowczych i leśników zazdrosnych o łaskę króla jaką od czasu owego wydarzenia cieszył się nasz bohater. Według innej zmarł od odniesionych podczas walki z jeleniem ran. Do życia przywrócił go czarownik, który przywiązał mu do głowy poroże. Herne oszalał i powiesił się na dębie zwanym Dębem Herne’a.

Według podania, Herne po dziś dzień nawiedza swoje bory, nadal nosząc rogi, galopując na koniu i dzwoniąc łańuchami. Pojawia się w zimę o północy, zwłaszcza w dniach blisko przesilenia.

Herne bywa również opisywany jako członek Dzikiego Gonu(Dzikiego Gonu).

Zdaniem niektórych badaczy postać Herne’a z fokloru ma swoje korzenie w mitologii cieltyckiej (Cerrunos) albo greckiej (Pan). Istnieją również teorie utrzymujące, że wywodzi się od bóstwa lasu i łowów z religii ludów proto-indoeuropejskich.

(zobacz: Wikipedia PL – HernWikipedia ENG – Herne the Hunter).

Łatwo zauważyć, że Zimnoreki pasuje bardzo dobrze do powyższego opisu – rolę czarownika odegrałby tu Bloodraven albo jeden z poprzednich Zielonowidzów. Warto przypomnieć sobie, że zwiadowca nazywa Bryndena Riversa ‘Czarodziejem’.

 ***

Baw się dalej, Garth… Baw się dalej, Bobby B.

Ten rozdział możecie przeczytać dzięki wsparciu nowego kapłana Kościoła Gwieździstej Mądrości, Czarnego Maestra Azizala, Lorda Prawdopodobieństwa i Strażnika Kronik, którego laska, maska i pierścień pachną kawą.


Tak naprawdę, oprócz Zielonych Ludzi, w Pieśni jest jeszcze pewna ważniejsza aluzja do Cerrunosa i jego rogatych kuzynów – a i ona jest celowo powiązana z motywem składania rogatego bóstwa w ofierze, by zmieniła się pora roku, przez co może mieć coś wspólnego z Ostatnim Bohaterem i Długą Nocą. Mam tu na myśli Gartha Zielonego, legendarnego ojca założyicela wielu starożytnych rodów z Reach (a według pewnych opowieści, być może również Starków). Jest znany także jako Garth Zielonoręki, Garth Zielonowłosy oraz Zielony Bóg. Jest całkiem podobny do Zielonyc Ludzi, jako że w niektórych podaniach ma na głowie jelenie rogi, a jego skóra jest zielona. Prawdę mówiąc, Garth to idealna inkarnacja archetypu rogatego bóstwa, ponieważ sprawia, że panny i ziemia stają się płodne (i to niemal aż zbyt płodne) – powiadają, że po dotknięciu przez Gartha nawet niepłodne kobiety i staruszki mogły mieć dzieci.

Monarchowie z królewskiej linii wywodzącej się od Gartha nosili korony z winorośli oraz kwiatów i zasiadali na tronie zwanym Dębowym Siedziskiem (Oakenseat), które miało ponoć wyrosnąć z dębu, który Garth Zielony własnoręcznie posadził. Jak dla mnie to brzmi podejrzanie podobnie to działań jakiegoś zielonowidza. Siedzisko zostało zniszczone w zamierzchłej przeszłości, więc nie mamy sposobu, by się przekonać jak to naprawdę było, ale ogólna koncepcja ‘żyjącego drewnianego tronu’ z całą pewnością zasługuje na naszą uwagę. Garth miał również posiadzić trzy splecione ze sobą czardrzewa w bożym gaju Wysogrodu, znane jako ‘Trzej Śpiewacy’, co stanowi wskazówkę łączącą Gartha z zielonowidzami i ich magią. W niektórych legendach Gartha nazywa się bogiem, a w Świecie Lodu i Ognia czytamy że:

Kilka bardzo starych historii o Garthcie Zielonorękim opowiada o zdecydowanie mroczniejszym bóstwie, które domagało się od czcicieli ofiar z ludzi, mających zapewnić dobre żniwa. W niektórych opowieściach zielony bóg umiera każdej jesieni, gdy trzewa tracą liście, by odrodzić się z nadejściem wiosny. O tej wersji Gartha zapomniano niemal całkowicie.

Świat Lodu i Ognia, Reach: Garth Zielonoręki, str. 207

Ta wersja Gartha jest w dużej mierze zgodna z archetypem rogatego bóstwa. To właśnie nim jest Zielonoręki. Ma wszelkie oznaki Króla Ziarna, udowadniając ponad wszelką wątpliwość, że mitologia związana z rogatym bóstwem i królem ziarna jest wpleciona niczym nić w arras Pieśni. Nie da się nie zauważyć, że Garth jest niemal nie do odróżnienia od Zielonych Ludzi… a może Garth był Zielonym Człowiekiem? A może Zieloni Ludzie pochodzą od niego? Zarówno podania o Garthcie Zielonorękim, jak i legendy o Świętym Zakonie Zielonych Ludzi są datowane wstecz do czasów przed Długą Nocą, więc to, że są związane jest dość prawdopodobne.

Motyw (zaczerpnięty od Króla Ziarna) składania w ofierze i wskrzeszania Gartha, by doprowadzić do zmiany pory roku, który jest nam tu wprost pokazany, sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, czy Garth i Zieloni Ludzie mogą mieć jakiś związek z Ostatnim Bohaterem. Historia o ofierze i zmartwychwstaniu Gartha może opowiadać nam o tym, że rogaci ludzie mają coś wspólnego z zakończeniem Długiej Nocy – a zwłaszcza o tym, że być może rogaci ludzie zostali złożeni w ofierze, by pomóc zakończyć Noc.

Mój pomysł o zmiennoskórych zombie bardzo dobrze tu pasuje, wyjaśniając w jaki sposób ofiara z ludzi może prowadzić do zdolności umożliwiających pokonanie Innych. Zamiast składania ludzi w ofierze, by czerpać z ich magii (jak widzieliśmy gdzie indziej), tu może chodzić o coś dobrowolnego – zielonych ludzi, którzy zgłaszają się jako ochotnicy, by zostać zmiennoskórymi zombie. A może ktoś wskrzesił z martwych zielonych ludzi poległych w walce z Innymi. Jeśli Zimnoręki okaże się jednym z nich, być może jego historia brzmi podobnie.

Tak właściwie… dopiero co rozmawialiśmy o przodkach Sama Tarly’ego, Herndonie od Rogu i Harlonie Łowcy, jako jasnym odniesieniu do postaci Herne’a Łowcy… ale nie wspomniałem o tym, że Herndon i Harlon byli wśród ‘dwunastu sławnych dzieci’ Gartha Zielonego. Zgadza się… motywy dotyczące Herne’a Łowcy, które tak dobrze pasują do Zimnorękiego są jednocześnie bezpośrednio powiązane z byciem potomkiem Gartha, rogatego bóstwa składanego ofierze, by zmieniły się pory roku. Herne Łowca był również kojarzony z pewnym konkretnym dębem, zwanym ‘Dębem Herne’a’ – tak jak Garth jest kojarzony z pewnym dębem, Dębowym Siedziskiem. O mój… Wreszcie odnajdujemy coś całkiem zabawnego – okazuje się, że największym w historii Reach królem z dynastii Gardenerów jest ktoś nazywany Garthem Złotorękim. Jeśli pamiętacie, w Pieśni często jest mowa o tym, że ‘od złotych dłoni zawsze chłodem wionie’ (hands of gold are always cold) – więc być może George żartuje sobie tutaj z gry słów Złotoręki-Zimnoręki (hands of gold – hands of cold), oczywiście jeśli Zimnoręki naprawdę jest potomkiem Gartha albo Zielonych Ludzi. Innymi słowy, Złotoręki pochodzi od Gartha, więc być może również Zimnoręki.

Możliwe, że istnieje wskazówka sugerująca powiązanie pomiędzy Zielonymi Ludźmi i Ostatnim Bohaterem. Znajdujemy ją w opowieści o Branie Budowniczym według której prawdopodobnie jest potomkiem Gartha Zielonorękiego. Jednym ze wspomnianych wcześniej dwunastu sławnych dzieci Gartha Zielonego jest ktoś nazywany Brandonem od Zakrawionego Miecza (Brandon of the Bloody Blade), który według niektorych legend z Reach mógł być przodkiem Brandona Budowniczego. Oczywiście, wszystkie te historie to bardzo stare ludowe podania i legendy, ale jednak, istnieje sugestia, że Ród Starków i Garth Zielony, który mógł być Zielonym Człowiekiem, są ze sobą powiązani. Jeśli Ostatni Bohater był Starkiem, i on mógł być potomkiem Zielonych Ludzi. Więcej na ten temat powiemy w części drugiej tego zombie-widowiska, gdzie przyjrzmy się bliżej mitowi Królów Zimy.

W istocie, wiele Rodów z Reach, a nawet Lannisterowie, są uznawani za potomków Gartha – a zatem potencjalnie również Zielonych Ludzi. Gdybyśmy tylko wiedzieli kim tak właściwe są ci Zieloni Ludzie! Czy są bardziej podobni do ludzi, czy do Dzieci Lasu, a może czymś całkowicie odmiennym? Czy naprawdę mają na głowach rogi niczym satyrowie albo ludzie-jelenie, czy to po prostu bardzo pomysłowe czapki? A może są zmiennoskórymi, którzy jeżdżą na łosach jak Zimnoręki? Czy mogą być potomkami pierwszych z Pierwszych Ludzi, których Dzieci nauczyły swojej magii?

Gdybym miał nieco zawęzić pole do spekulacji, powiedziałbym, że raczej nie są Dziećmi, bo w przeciwnym razie nie używto by słowa ‘Ludzie’ by ich opisać. Ale gdyby byli kuzynami Dzieci, inną rasą ‘elfów’, być może wyższą… Naprawdę, chcę wierzyć, że są jakimiś super-istotami podobnymi do Cerrunosa, ale bardziej zachowawczą i sceptyczną opinią byłoby uznanie, że Zieloni Ludzie to ludzcy zmiennoskórzy albo zielonowidzowie. Jednak, to że żyją od 8 000 lat całkowicie odizolowani i samowystarczalni miałoby więcej sensu, jeśli są jakąś długowieczną rasą – tak jak Dzieci, które rozmnażają się bardzo rzadko i nigdy nie jest ich dużo.

Jeszcze jedno: wspomienia o człowieku-jeleniu można odnaleźć porozrzucane po całym Westeros, nawet w miejscach położonych daleko na północ, za Murem. Gdy Jon pozwala dzikim przejść przez Mur, zachowując się jak Król Ziarna, widzi budzących grozę ludzi z Lodowego Brzegu, którzy jeżdżą rydwanami z kości, które ciągną ogary wielkie jak wilkory – to prawdziwe dzikusy, mówi Tormund – po czym dostajemy następujące zdania:

Jedni mężczyźni mieli na kapeluszach poroża, a inny kły morsów. Jon szybko się zorientował, że te dwie grupy nie lubią się nawzajem.

Taniec ze smokami, tom II, Jon XII, str. 426

Być może to nic ważnego… a może robią to na pamiętkę rogatych zielonych ludzi. Na dodatek, jeden z dzikich, żyjący za dawnych dni Król Za Murem, był nazywany ‘Rogatym Lordem’ (the Horned Lord). Poprowadził atak na Westeros, ponoć używając czarnoksięskich sztuk, by przedostać się na drugą stronę Muru. To właśnie jemu zawdzięczamy słynny w Pieśni Lodu i Ognia truizm ‘Magia jest jak miecz bez rękojeści. Nie ma bezpiecznego sposobu by nią władać’ – zatem, wydaje się, że ów Rogaty Lord był kojarzony z czarnoksięstwem i magią, co pasuje do wyobrażenia, że Zieloni Ludzie dysponują jakąś magią. Dzicy nazwali na jego część gwiazdozbiór, Rogatego Lorda (który w Westeros zwie się Ogierem), więc musiał być kimś bardzo ważnym… a może, to motyw rogatych lordów był ważny, a król jedynie wykorzystywał potężną ideę (symbol), która istniała już wcześniej.

Dzicy żyją Za Murem, wewnątrz czegoś, co można by nazwać kulturową kapsułą czasu – więc wszelkie wierzenia i aspekty kultury, które mają wspólne z resztą Westeros, zapewne pochodzą z czasów przed wybudowaniem Muru. Motyw rogatych lordów pasuje do tego wzoru – odnajdujemy go również w najstarszych legendach z Reach, a zatem pomimo tego, że Reach jest bardzo, bardzo daleko od Lodowego Brzegu, może być jednym z elementów kultury Pierwszych Ludzi przeniesionych do kultury dzikich, pochodzącym z czasów zanim Mur odciął ich od reszty Westeros. A to okres kiedy (w przybliżeniu) powstał Święty Zakon Zielonych Ludzi i podobno żył Garth…

Przy okazji, Rogaty Lord to nazwa, której używają wyznawcy Wicca jako określenie swojego rogatego bóstwa – pełny tytuł to ‘Rogaty Lord Śmierci i Zmartwychwstania’ – więc możemy spostrzec, że George ukrywa w różnych miejscach nawiązania do różnych rogatych bóstw i królów ziarna… a będzie ich jeszcze więcej!

przyp. tłum. Warto wspomnieć, że założycielem tego ruchu jest Gerald Gardner – zatem, być może Ród Gardenerów jest nawiązaniem do tej postaci.

Jeśli Zimnoręki albo Ostatni Bohater są związani z Zielonymi Ludźmi, znaczyłoby to, że Zieloni Ludzie naprawdę przybili na północ i wywarli bezpośrednie wrażenie na mieszkających tam ludzi. Osha, jedna z dzikich, mówi, że za Murem nadal żyją Dzieci Lasu, Olbrzymy i ‘inne stare rasy, a wiemy, że co co Dzieci i Olbrzymów miała całkowitą rację. Inne stare rasy? Czy zaliczają się do nich Zieloni Ludzie?

Oczywiście, od samego początku Pieśni rogaci ludzie byli w samym centrum uwagi – a przynajmniej, ludzie posiadający silne wspomnienie o rogatych ludziach. Mam przez to na myśli to, że ktoś noszący na głowie poroże musiał wywrzeć ogromne wrażenie na Królach Burzy z Rodu Durrandonów, którzy nosili hełmy i korony przyozdobione porożem przes tysiące lat. Lordowie Burzy z Rodu Baratheonów podjęli ten zwyczaj, gdy Orys Baratheon pokonał ostatniego z Królów Burzy, Argilaca Durrandona i wziął jego za żonę jego córkę, a przez odziedziczył całą symbolikę Królów Burzy. To dlatego widzimy jako Robert i Renly galopują po okolicy w hełmach z porożem, a Stannis ma na swoim herbie czarnego jelenia. Renly posuwa się o krok dalej – gdy po raz pierwszy widzimy tę postać w Grze o tron, jest nazwany ‘zielonym rycerzem’.

Ser Duncan the Tall vs. Lyonel Baratheon, by Chase Stone

Ser Duncan Wysoki kontra Lyonel Baratheon, autorstwa Chase’a Stone’a.

Skąd zaczerpnęli taki wizerunek?

W folklorze ludzi z Krain Burzy nie ma żadnych odniesień do Gartha Zielonego, ale jak się wydaje, jeśli chodzi o nakrycia głowy, mają podobne gusta. I z całą pewnością są ulepieni z tej samej mitologicznej gliny: w Grze o tron, Martin daje nam aluzję wiążącą Roberta z mitologią związaną z rogatym bóstwem – w scenie gdzie Ned leży w lochach Królewskiej Przystani i majaczy w gorączce:

Zorientował się, że coraz więcej myśli o Robercie. Widział go w kwiecie wieku, kiedy Król był wysoki i przystojny, siedział na ogromnym rumaku w hełmie z ogromnyimi rogami, niczym bóg. Słyszał w ciemności jego śmiech, widział jego oczy, niebieskie i czyste jak górskie jezioro.

Gra o tron, Eddard XV, str. 602

He found himself thinking of Robert more and more.  He saw the King as he had been in the flower of his youth, tall and handsome, his great antlered helm on his head, his warhammer in hand, sitting his horse like a horned god.  He heard his laughter in his eyes, blue and clear as mountain lakes.

W oryginalnym tekście użyta jest fraza horned god – rogaty bóg.

Motyw składania rogatego bóstwa w ofierze pod koniec lata odnajdujemy także u Baratheonów – zarówno Robert jak i Renly są powiązywani z byciem ‘królami lata’, którzy giną gdy zima jest blisko. Panowanie Roberta składa się z długiego lata, a król przybywa do Winterfell mówiąc o bogactwie urodzaju południa, zaczynając od gadania o jedzeniu oraz winie i kończąc na kobietach. Tę scenę analizuje Sweetsunrayjej esejach o cyklu chthonicznym (związanym z bóstwami podziemi). Robert naśladuje także aspekt Gartha związany z płodnością i rogatym bogiem, rozsiewając swoje królewskie nasienie gdzie tylko się da. Jednocześnie, wojownicy Renly’ego są dosłownie nazwani ‘rycerzami lata’ przez Catelyn, a jego zbroja jest opisywana w następujących słowach, tuż przed tym jak król zostaje zamordowany: ‘miała ciemnozieloną barwę liści letniego lasu, tak ciemną, że zdawała się wypijać blask świec’. To dobry sposób na nawiązanie do lata, ale również zapowiedź mroczniejszego czasu. Ten opis tworzy powiązanie pomiędzy Renlym (zielonym rycerzem) i lasem… czyli miejscem do którego przynależy Zielony Człowiek.

Oczywiście, śmierci Roberta i Renly’ego są pełne odpowiedniego symbolizmu. Na chwilę przed tym jak Robert jest śmiertelnie raniony przez dzika, król poluje na białego jelenia w Królewskim Lesie. Motyw polowania na godło własnego rodu symbolizuje samozniszczenie Roberta – do którego doprowadził przez upicie się tak bardzo, że nie był w stanie przeżyć potyczki z dzikiem i przede wszystkim, przez ignorowanie problemów królestwa i nieodpowiedzialne zaniedbanie swojego obowiązku rządzenia. Po opuszczeniu komnaty, gdzie umiera Robert Ned komantuje całą tą sytuację, mówiąc:

– Nawet najlepszy rycerz nie może strzec króla wbrew jego woli.

Gra o tron, Eddard XIII, str. 487

(Dosłownie: Nawet najwierniejszy rycerz nie jest w stanie obronić króla przed nim samym)

Innymi słowy, Robert ma zamiar ‘złożenia jelenia w ofierze’, ale sam staje się złożonym w ofierze jeleniem. Po jego śmierci lato dobiega końca, podobnie jak dobry czas dostatku, a wszyscy zaczynają ginąć, spalać się i umierać z głodu. Na dodatek, Robert nosił zielony strój – swoje ubranie do polowań – gdy został zraniony i miał go na sobie aż do śmierci.

Śmierć Renly’ego pasuje jeszcze lepiej do rogatego bóstwa, ponieważ jego gardło zostaje poderżnięte, dokładnie w chwili gdy ubiera swoją zieloną zbroję i ozdobiony porożem hełm, jak gdyby był składany w ofierze. Wszystkie światła gasną, a ostatnie słowo Renly’ego to ‘zimno..’ – to powinno przywodzić nam na myśl koniec lata i początek Długiej Nocy, odpowiedni czas na ofiarę z rogatego bóstwa. Podobnie, chociaż Robert umiera w bardzo ciepłym pokoju, mówi ‘Bogowie, dlaczego tu tak zimno?’– no i oczywiście, Król Ziarna Jon ‘nigdy nie poczuł czwartego noża, tylko zimno’ – a zatem, ta sceny wyglądają jak przedstawienie początku zimny w chwili śmierci rogatego boga lub Króla Ziarna, tak jak domaga się tego legenda.

Dodając do tej symboliki, krótko po śmierci Renly’ego Catelyn myśli, że ‘Śmierć weszła do namiotu i zdmuchnęła jego życie równie niezawodnie, jak wiatr zdmucnął świecie’ (“Death came in that door and blew the life out of him as swift as the wind snuffed out his candles,”) – co w ciekawy sposób łączy śmierć Renly’ego z zapadnięciem złowrogich ciemności. W końcu został zamordowany przez istotę wyglądającą jak cień, przy pomocy ‘miecza zrobionego z cienia’. Przypomnijcie sobie, że zbroja króla była opisywana jako ‘tak ciemna, że zdawała się wypijać blask świec’ – wszystko co dotyczy jego śmierci jest powiązywane z gaszeniem światła i przynoszeniem ciemności. Przypomnijcie sobie również, że człowiek-jeleń zwykle jest solarną postacią – zwróćcie uwagę na to, że Renly jest ubrany w zieleń i złoto – a zatem, zabicie słońca jest tutaj zasugerowane jako zabicie człowieka-jelenia. A zabijanie słońca to oczywiście główny motyw Długiej Nocy.

To jedna z moich ulubionych scen, pomimo tego, że jest tak mroczna, ponieważ to jak Martin zdołał tutaj wpleść złożenie w ofierze rogatego boga w swoją prozę jest całkowicie zdumiewające. To scena którą zrozumieliby ludzie żyjący na ziemi cztery tysiące lat temu, intynktownie i wewnętrznie – i to wcale nie wyolbrzymienie.

Jak na razie, okazuje się, że Baratheonowie świetnie nadają się na rogatych bogów – zatem, nie sądźcie, że George pominął fragment historii o wskrzeszeniu – och nie, to byłoby jak strzał kulą w płot. Widzicie… powiedziałem Wam, że ten cały temat zielonych ludzi/rogatych bóstw ma coś wspólnego z zombie! Oto scena śmierci Roberta, z Gry o tron:

– Już powinien nie żyć. Nie widziałem jeszcze, żeby ktoś tak mocno uczepił się życia.
– Mój brat zawsze był silny – rzekł lord Renly. – Może niezbyt mądry, ale silny. – Jego czoło lśniło od potu. Mógłby być duchem Roberta, kiedy stał tak, młody, ciemnowłosy, przystojny.

Gra o tron, Eddard XIII, str. 487

To prawie tak jak gdyby Renly był duchem Roberta, który opuszcza jego umierające ciało i stoi nad swoim własnym trupem. A w Starciu królów, już po tym jak Robert został złożony w grobie, dostajemy ten opis króla Renly’ego autorstwa Catelyn, która widzi go, gdy organizuje turniej na drodze do Królewskiej Przystani:

Pośrodku, roześmiany i wpatrzony w walczących, siedział duch w złotej koronie ze swą młodą królową u boku.
Nic dziwnego, że lordowie gromadzą się wokół niego z takim zapałem – pomyślała. Wygląda jak Robert narodzony po raz wtóry.

Starcie królów, Catelyn II, str. 312

A zatem, dwukrotnie widzieliśmy, jak Renly nazywany jest duchem Roberta-Rogatego Bóstwa, a w powyżzym cytacie, szczególnie z Robertem narodzonym na nowo. Jest widmowym. wskrzeszonym rogatym bóstwem, dokładnie kimś kogo szukamy. Na dodatek, zawiera sprzymierza się z Wysogrodem, czyli dawną siedzibą królewskiej dynastii Gardenerów, wywodzącej się od Gartha, obecnie znajdującej się we władaniu Rodu Tyrellów – a do jego jeleniej korony dodane zostały motywy symbolizujące jego małżeństwo z Margaery Tyrell – złote róże i barwy Wysogrodu. Innymi słowy, wskrzeszony, widmowy, zielony Renly-rogate bóstwo jest w szczególności powiązywany z Garthem, poprzez swój sojusz z Wysogrodem…

… a najlepsze jest to, że po tym jak Renly umiera w swoim ‘szmaragdowym zamku’, sam jest ‘wskrzeszony’, że się tak wyrażę. Przypomnijce sobie, że podczas Bitwy na Czarnym Nurcie Garlan Tyrell zakłada zieloną, przyozdobioną porożem zbroję Renly’ego i dzięki maskaradzie ratuje sytuację – przebiera się za Ducha Renly’ego. W Nawałnicy mieczy Davos słyszy opowieść o zakończeniu bitwy:

Lannisterowie uderzyli na niego z flanki, a chwiejni chorążowie opuścili go całymi setkami w godzinie największej potrzeby.
– Widziano też cień króla Renly’ego – mówił kapitan – który kładł ludzi trupem na lewo i prawo, wiodąc przednią straż lwiego lorda. Powiadają, że jego zielona zbroja lśniła w widmowym blasku dzikiego ognia, a na porożu tańczyły złote płomienie.

Nawałnica mieczy, tom I, Stal i śnieg, Davos II, str. 139

W porządku, wszystko świetnie, teraz naprawdę jest zmartwychwstałym zielonym rogatym bóstwem. Weźcie pod uwagę kto tak naprawdę siedzi w tej zbroi: Garlan, Tyrell, którego imię pochodzi od ‘Garth’ (Garlan, Garth). To wzmacnia symbolizm rogatego boga i ponownie wiąże wskrzeszonego Renly’ego z Garthem Zielonym. Sugeruje również użycie ‘zmieniania skóry’ do przejęcia ciała, tak jak Bran robi z Hodorem, ponieważ mamy tu jedną osobę noszącą ‘skórę’ innej i udającą ją. Z tego może być jakiś kłopot. Ale o co chodzi z tym ognistym złotym porożem? Czy znowu się okaże, że to coś o Azorze Ahai?

***

Garth Vader.

Powstanie tego rozdziału było możliwe dzięki wsparciu udzielonym na Patreonie przez niedawno mianowaną kapłankę Kościoła Gwieździstej Mądrości z Kristin House – Lady Dowódcę Daenyrę Flint z Nocnego Fortu, mścicielkę Dzielnego Danny’ego.


Oto Ser Dontos, przekazujący opowieść o zmartwychwstałym Renlym Sansie, w Starciu królów:

– Przebili się przes wojska Stannisa jak kopia przez dynię, a każdy z nich wył niczym zakuty w stal demon. Czy wiesz, kto prowadził straż przednią? Czy wiesz? Czy wiesz? Czy wiesz?

– Robb?

To by było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe, ale…

– To był lord Renly! Lord Renly w zielonej zbroi ze złotym porożem lśniącym w blasku ognia! Lord Renly ze swą długą włócznią w ręku! Powiadają, że własnoręcznie zabił ser Guyarda Morrigena i tuzin innych wielkich rycerzy. To był Renly, to był Renly, to był Renly! Och, chorągwie, kochana Sanso! Och, znowu być rycerzem!

Starcie królów, Sansa VII, str. 741

‘Ognisty wojownik wiodący armię demonów’ dobrze pasuje do naszej interpretacji Azora Ahai jako ‘tego złego’, który spowodował Długą Noc. Co najważniejsze, ten wskrzeszony płonący człowiek-jeleń, którym stał się Renly to prostu imitacja związanego z płonącym jeleniem symbolizmu Stannisa, który oczywiście gra rolę Azora Ahai. Tak naprawdę, w herbie Stannisa jest zawarta sprytna gra słów – ponieważ jelenia (stag) można również nazwać hart (samiec jelenia, byk) – a zatem, ten herb tak naprawdę pokazuje na dwa różne sposoby tą samą rzecz – płonącego jelenia (fiery hart) i płonące serce (fiery heart). Oczywiście, to bardzo pomysłowy kalambur,  ale daje nam również bardzo, bardzo ważne przesłanie – płonący człowiek-jeleń (stag man), ognisty jeleń, fiery hart jest nierozłącznie związany z fiery heart, ognistym sercem R’hlorra, symbolem magii ognia i Azora Ahai.

A fiery hart and a fiery heart.

Ognisty jeleń i płomienne serce. A fiery hart and a fiery heart.

Zarówno Renly, jak i Stannis pokazują nam wizerunek wersji Azora Ahai, ognistego rogatego lorda, ale takiego, który jest w pewnym sensie trupem. I znów, twierdzę, że jeśli spojrzymy na to przez pryzmat mitologii, taka symbolika ma całkowicie sens – w opowieściach o Azorze Ahai i Ostatnim Bohaterze chodzi przede wszystkim o naprawienie ‘zepsutego’ cyklu pór roku, a przecież dokładnie o to samo chodzi w mitologii rogatego boga i króla ziarna – o zmianę pór roku. Rogate bóstwo dokonuje tego przez śmierć, a później powstanie z martwych – i dlatego w pobliżu Azora Ahai i Ostatniego Bohatera ciągle widzimy motywy zmartwychwstania i zombie. Teraz, gdy lepiej rozumiemy co oznacza ten obraz ‘człowieka-jelenia’, jesteśmy w stanie spostrzec, że to kolejna wskazówka, że cała ta historia z Garthem i/albo Zielonymi Ludźmi jest związana ze sprawą Azora Ahai/Ostatniego Bohatera i tego, jak zakończyła się Długa Noc.

Uważam, że to dlatego George robi tako szum wokół smoczych rogów, pokazując nam nawet smocze rogi używane jako instrumenty muzyczne, tak jak rogi innych zwierząt. Azor Ahai jest silnie związany ze smokami – z tego powodu uważam, że motyw ‘ognistego rogatego lorda Azora Ahai’ pokrywa się z motywem rogatego smoka, albo ‘człowieka-smoka’ (jak w Aegon Smok).

The 19th century image of a Sabbatic Goat, created by Eliphas Levi.

XIX-wieczne przedstawienie Kozy Szabasowej, autorstwa Eliphasa Levi’ego.

George robi także użytek z faktu, że współczesny chrześcijański obraz Szatana jako diabła z rogami barana albo nogami kozła to w gruncie rzeczy zniekształcona wersja klasycznego motywu rogatego bóstwa – zaczęto go używać, by zszargać reputację pogańskich wierzeń w oczach wyznawców. Baphomet autorstwa Eli Levi’ego, powstały w 1855 roku to kolejny przykład mroczniejszej, bardziej okultystycznej interpretacji archetypu rogatego bóstwa – moim zdaniem George zaczerpnął z tej właśnie mitologii tworząc postać Azora Ahai. Tak naprawdę ‘Baphomet’ nie jest taki straszny jak się wydaje, a w związanych z nim opowieściach jest sporo ciekawych koncepcji związanych z równowagą pomiędzy męskością i kobiecością, wyższą świadomością, wiedzą, nauką itd. To temat który będziemy musieli rozwinąć innym razem, ale przykład tej postaci jest użyteczny, by pokazać, że jest dużo precedensów dla mroczniejszej, a nawet demonicznej wersji rogatego bóstwa – takiej jaką widzimy u Stannisa i wskrzeszonego Renly’ego (mamy nawet sporo sytuacji, gdzie Stannisa nazywają ‘czcicielem demonów’, co uzupełnią taką teorię).

Wracając do sceny Bitwy na Czarnym Nurcie, którą dopiero co cytowaliśmy, mamy tam symbolikę Ostatniego Bohatera! Zastanówmy się nad dokonaniami ognistego zmartwychwstałego Renly’ego – zabił Guyarda Morrigena w pojedynku, a potem dwunastu innych wielkich rycerzy. Guyard prowadzi grupę dwunastu (+ jednego), tak jak Ostatni Bohater miał swoją dwunastkę. A zatem, Guyard byłby Ostatnim Bohaterem – a jego symbolizm do tego pasuje. Jest nazywany Guyardem Zielonym i był członkiem Tęczowej Gwardii Renly’ego, a to oznacza, że jest ‘zielonym rycerzem’, tak jak sam Renly (który został tak nazwany tuż przed swoją śmiercią). Zamkiem rodu Morrigenów jest Wronie Gniadzo (Crow’s Nest), położone w Krainach Burzy, a ich herbem jest czarna wrona lecąca przez ‘burzową zieleń’.

Innymi słowy, Guyard to zielony rycerz i czarna wrona, która prowadzi grupę dwunastu, zupełnie tak jak Ostatni Bohater – taka sytuacja przywodzi nam na myśl zielonego człowieka, który dołącza do Nocnej Straży i staje się ‘wroną-Ostatnim Bohaterem’. Niestety, Ostatni Bohater ginie! O nie! Co robić! Czas zrobić zombie zielonego człowieka.

Teraz pomysł, że Zimnoręki to nieumarły zielony człowiek nie wydaje się taki naciągany, co nie?

Zgrupowanie dwunastu rzeczy, którym przewodzi trzynasta, to coś co lubię nazywać ‘matematyką Ostatniego Bohatera’ – a tutaj, Guyard to ‘wielki rycerz’, godny miejsca w Tęczowej Gwardii Renly’ego, który umiera u boku dwunastu innych ‘wielkich rycerzy’. Jak pokazueje nam Guyard Zielony podczas Bitwy na Czarnym Nurcie, ta matematyka zawsze towarzyszy Ostatniemu Bohaterowi w formie jakiejś metafory. W scenie, gdzie Renly gra rolę zielonego człowieka, który ma zostać złożony w ofierze, widzimy dokładnie to samo – przypomnijcie sobie następujące zdanie z tamtego rozdziału: ‘Śmierć weszła do namiotu i zdmuchnęła jego życie równie niezawodnie, jak wiatr zdmucnął świecie’. Przez ‘jego świece’ Catelyn ma na myśli dwanaście żelaznych mosiężników (piecyków na koks), które zamieniły namiot Renly’ego w ‘magiczny zamkek, jarzący się szmaragodową łuną’. Śmierć Renly’ego jest bezpośrednio powiązywana ze zgaszeniem świecy, a potem porównana do dwunastu innych świec – zatem, mamy tutaj tą samą metaforę – grupę dwunastu, której przywodzi trzynasta, a wszyscy jej członkowie giną. Jako pewnego rodzaju ćwiczenie w czytaniu, możecie poszukać innych zestawień dwunastu rzeczy, którym towarzyszy trzynasta w jakiś sposób wyróżniona. Słowo ‘tuzin’ albo ‘dwanaście’ pojawia się bardzo często, ale to ta trzynasta rzecz dopełnia wzoru.

A zatem, Guyard i Renly grają rolę Zielonego Człowieka-Ostatniego Bohatera, gdy umierają, otoczeni przez dwunastu (pewnego rodzaju towarzyszy. Kto zabija Ostatniego Bohatera? W obydwu scenach to ta sama osoba – ktoś odgrywający rolę demonicznego, nieumarłego Azora Ahai. Przypomnijcie sobie, że gdy Renly był ‘zielonym człowiekiem’ zabił go właśnie cień Stannia, przy pomocy wersji Światłonoścy, ‘miecza z cienia’. Guyard ginie z ręki wskrzeszonego Renly’ego, ognistego rogatego booga prowadzącego zastęp demonów. Kogoś, kto po prostu naśladuje symbolikę płonącego jelenia Stannisa, oczywistego symbolu Azora Ahai.

Co to wszystko nam mówi? Zatem, wydaje się, że Azor Ahai i Ostatni Bohater walczą i zabijają się nawzajem – może również istnieć jakiś cykl, ponieważ widzimy, że Renly gra obydwie role – najpierw składanego w ofierze Ostatniego Bohatera, a później nieumarłego Azora Ahai, który zabija Ostatniego Bohatera. Zaproponowałem, że pomiędzy Azorem Ahai i Ostatnim Bohater mogło być pokrewieństwo ojca i syna albo brata i brata – takiego, gdzie są dla siebie adwersarzami i stają przeciwko sobie. Być może coś takiego mamy tutaj.

W istocie, śmierć Roberta również pasuje do tego wzoru ‘rogatego zielonego człowieka zabijanego przez rogatego Azora Ahai’ – gdy umiera, ma na sobie zielony strój, a śmiertleny cios zadaje ‘czarny diabeł’, bo właśnie tak nazywa Robert dzika, którego jego zdaniem przysłali bogowie, by go ukarać. Azor Ahai dziki dzik? Przypoimna się żart Renly’ego z serialu telewizyjnego, gdzie stwierdza, że ‘dym i sól’ Azora Ahai sprawia, że brzmi trochę jako wędzona szynka. Chichoczcie jeśli chcecie, bo to całkiem niezły żart, ale tak naprawdę kluczowy jest tutaj ‘czarny diabeł wysłany przez bogów’, który zabija zielonego człowieka. Na dodatek, kieł dzika jest podobny do rogu.

Ród Morrigenów, z którego pochodzi Guyard, to świetny przykład tego, jak George wykorzustuje herb i historię każdego Rodu, by wzmocnić ważne metaforu w swojej opowieści. Cała przeszłość Morrigenów jest zbudowana na wzór momentu, gdzie Guyard gra rolę Ostatniego Bohatera w metaforze, jako czarna i zielona wrona prowadząca grupę dwunastu, tylko po to, by zginąć z ręki postaci odgrywającej Azora Ahai. Krótko mówiąc: znamy tylko dwóch historycznych członków Rodu Morrigenów, a obydwu zabiło coś, co symbolizuje Azora Ahai – smok i człowiek, który ‘był krwią smoka’. Dickona Morrigena zabił smok Królowej Rhaenys, Meraxes, podczas bitwy zwanej ‘Ostatnią Burzą’. To właśnie tam Argilac, ostatni z Królów Burzy z Dynastii Durrandonów, spotkał swoje przeznaczenie, co umacnia metaforę umierającego człowieka-jelenia. Samego Argilaca zabiła inna osoba z krwią smoka, targaryeński bękart Orys Baratheon, który potem sam został człowiekiem-jeleniem… chociaż… może byłby raczej smoko-jeleniem.

Następnie dostajemy Morrigena, który porzucił swoje nazwisko, by zostać Ser Damonem Pobożnym z Zakonu Synów Wojownika, tylko po to, by zginąć z podczas próby siedmiu, walcząc przeciwko Maegorowi I Targaryenowi, zwanego Maegorem Okrutnym. Koniec końców mamy trzy martwe wrony z Rodu Morrigenów, zabite przez: demonicznego ognistego jelenia Renly’ego, prawdziwego złotego smoka Meraxesa i najbardziej potwornego z Targaryenów,, Maegora Okrutnego. Cała ta historia służy wzmocnieniu pomysłu, że Ostatniego Bohatera najwidoczniej musi zabić Azor Ahai.

Ale tu dochodzimy do ważnego momentu – Ostatni Bohater jest znany z tego, że wygrał, nie z tego, że przegrał. Wszystkie te sceny gdzie zarzynano zielonego człowieka-Ostatniego Bohatera oznaczały przegraną dla ich strony – nie były bohaterskimi ofiarami, dzięki którym osiągnięto zwycięstwo. Uważam, że wyjaśnienie jest proste: śmierć Ostatniego Bohatera to tylko jeden z pierwszych kroków na drodze do zakończenia Długiej Nocy. Według mojeje teorii, Ostatni Bohater musi umrzeć, by stać się zmiennoskórym zombie, a dopiero wówczas zmierzyć się z Innymi i zwyciężyć Długą Noc. To zmartwychwstanie rogatego bóstwa i króla ziarna przynosi wiosnę.

W zasadzie, to co tutaj widzimy, ci rogaci Azorowie Ahai zabijający zielonego Ostatniego Bohatera, najlepiej opisuje ‘cykl dwóch rogatych bóstw, które zabijają się nawzajem’. To nie przypadek. W niektórych opowieściach rogaty bóg jest przedstawiany jako dwójka braci albo syn i ojciec. Co sześć miesięcy jeden z nich zabija drugiego – najsłynniejszą z tych opowieści jest historia o Królu Dębu (Oak King) i Królu Ostrokrzewu (Holly King). O tych dwóch możnaby napisać cały esej, ale w skrócie, chodzi o to, że są jak dwa aspekty tego samego bóstwa, a jednak, również niczym rywalizujący bracia – Król Ostrokrzewu reprezentuje zimię, a Król Dębu lato. Ich cykl braterskiego bogobójstwa to po prostu jeden ze sposbów na przedstawienie cyklu pór roku¹ przy pomocy umierających bógów.

Ten cykl dobrze widać na przykładzie Stannisa i Renly’ego. Demoniczny Stannis zabija zielonego Renly’ego, a potem ‘zmartwychwstały’ Renly powraca na czele zastępu demonów, by pokonać siły Stannisa podczas Bitwy na Czarnym Nurcie. To działa w obie strony – Robert, Rogaty Bóg zabija człowieka-smoka, Rhaegara, nad Tridentem. Jednak, Robert jest nazywany ‘demonem znad Tridentu’, więc zieloni rogaci ludzie też mogą być demonami. Nad Czarnym Nurtem, dziki ogień wyzwolony przez Tyriona (który jest po tej samej stronie co wskrzeszony Renly) jest nazwany ‘nefrytowym demonem’ (jade demon, który wydawał się mieć ‘ręce i palce z zielonych płomieni’. To ten sam motyw. A to wszystko wskazuje nam, że jest jakiś cykl, gdzie rogaci bogowie obydwu rodzajów giną i zmartwychwstają. W końcu, to Pieśń Lodu i Ognia. Ludzie, wszyscy giną. Ważne jest, że to co martwe, nie może już umrzeć, lecz powstaje mocniejsze i silniejsze.

W przyszłości porozmawiamy więcej o tym motywie rywalizujących rogatych bóstw, ale tym co na razie powinniśmy z niego wynieść jest to, że zarówno Ostatni Bohater jak i Azor Ahai są powiązani z tą biorącej się ze zbiorowej nieświadomości mitologią otaczającą rogatego boga. Wydaje się również, że wydarzenia, które otaczają ich śmierci i zmartwychwstania leżą w samym sercu opowieści o Długiej Nocy i Wojnie Po Świt.

Podsumowując to, co dopiero co się dowiedzieliśmy: możemy dostrzec, że Martin wplata motyw rogatego bóstwa i archetyp króla ziarna w swoją opowieść, na kilka przeplatających się sposobów. Koncepcja uosobienia zmian pór roku jako śmierci i zmartwychwstania bóga płodności doskonale pasuje do świata Martina, w którym zmieniające się pory roku to poważna sprawa. Porównywanie składanego w ofierze bóstwa urodzaju, które jest wskrzeszane na wiosnę z postaciami, które poddają się procesowi śmierci i zmartwychwstania, by doprowadzić do zakończenia Długiej Nocy, takich jak Ostatni Bohater i przypuszczalnie Jon Snow, ma sens. Chociaż nie ma pewności, wydaje się, że Zimnoręki pasuje to tej symboliki – z tego powodu uważam, że mógł być zielonym człowiekiem albo/i jednym z członków drużyny Ostatniego Bohatera, a przynajmniej wskrzeszonym zmiennoskórym albo zielonowidzem, który strzeże Nawiedzanego Lasu.

A co z tymi dwunastoma towarzyszami Ostatniego Bohatera? Co z pierwszymi braćmi z Nocnej Straży? Czy oni także mogli być zombie?

Ależ oczywiście… Ale dzisiaj kończy się nam czas, więc ten temat wstanie z martwych za trzy dni i da życie innemu odcinkowi, pod tytułem ‘Święty Zakon Zielonych Ludzi 2: Król Zimy, Właca Trupów’ zwanego również ‘Nieumarła Nocna Straż’. Jest już napisany i nagrany. Pierwotnie był częścią snenariusza tego odcinka, ale zamiast publikować ponad trzy godzinny podcast, chwyciłem mój zabijający zombie miecz i przeciąłem go w połowie. Część druga będzie krótsza od tej, więc wypatrujcie jej o wschodzie księżyca trzeciego dnia.

Na początku zamierzałem pisać tylko o zmiennoskórych, bez Zielonych Ludzi, ale nieustannie natrafiałem na odniesienia do zielonych ludzi i rogatych bóstw (jak widzieliście), a w kolejnym odcinku będzie ich jeszcze więcej. Próbowałem nawet podzielić ten odcinek na dwa, jeden o zombie i jeden o zielonych ludziach, ale nie dało się ich rozłączyć – ich duchy były wymieszane zbyt długo. Jak mówiłem, uważam, że pomysły dotyczące zmartwychwstałego boga płodności to pryzmat przez który musimy patrzeć na wskrzeszenie Jona i nadchodzące bycie zombie, a zatem kontekst w którym musimy zrozumieć Ostatniego Bohatera i problem zakończenia Długiej Nocy. I to dlatego podzieliłem się z Wami moimi przemyśleniami na temat zombie, Ostatniego Bohatera I Świętego Zakonu Zielonych Ludzi w tym samym czasie. Oni po prostu stanowią jedną całość.

A zatem, do zobaczenia za trzy dni. A jeśli jakaś wrona poprosi Was o ziarno – nie dawajcie jej żadnego.


Jak zwykle, mam ogromny dług wdzięczności wobec tych, którzy wspomagają mnie na Patreonie, to właśnie dzięki nim ogień w piecach Mitycznej Astronomii nadal płonie. Zaczęliśmy robić dyskusje poprzedzające odcinek, gdzie rozmawiamy na tematy, o których będą najbliższe podcasty, więc to jedna z rzeczy której możecie oczekiwać, gdzy decydujecie się na dołączenie do naszej kampanii na Patreonie. Jak zawsze, dzięki dla zespołu Animals as Leaders, za zaopatrywanie naszej serii w muzykę – ich nowy album The Madness of Many niedawno wyszedł, i oczywiście jest świetny, więc proszę, rzućcie na niego okiem. Wielkie dzięki dla Martina Lewisa, który zapewnił wokalne wykonania fragmentów z książek, które cytowałem w tym odcinku. Pomagała mu Ametystowa Koala. Obecnie Martin wykonuje rozdziały z pierwszego tomu, Gry o tron, na swojej stronie na Facebooku o nazwie Echa Lodu i ognia, więc zerknijcie tam. Może poznacie go z naszego wspólnego ocinka z History of Westeros, o Wielkim Cesarstwie Świtu, gdzie również wykonywał wokale.

***

Tłumaczenie wykonał Bluetiger z Bursztynowego Kompendium. Autorem tekstu jest LML z The Mythical Astronomy of Ice and Fire.

Więcej na temat archetypu Króla Ziarna, symboliki Króla Dębu i Króla Ostrokrzewu Czytelnik może się dowiedzieć z książki Złota gałąź Sir Jamesa George’a Frazera oraz Białej Bogini: gramatyczna historia mitu poetyckiego. Wszystkie opublikowane dotychczas tłumaczenia esejów z Mitycznej Astronomii znajdzecie na Bursztynowym Kompendium, a wszystkie odcinki w oryginale na Lucifer Means Lightbringer: The Mythical Astronomy of Ice and Fire.

Chociaż w epilogu LML pisze o tym, że kolejny odcinek pojawi się za trzy dni (i rzeczywiście się tak stało, 2 grudnia 2016 roku), na polski przekład będzecie musieli poczekać dłużej. Proszę o cierpliwość 🙂 King of Winter, Lord of Corpses, czyli Król Zimy, Władca Trupów, ma 12 080 słow, podczas gdy ta część liczyła sobie 23 791 – zatem, kolejne tłumaczenie powinno pojawić się wkrótce.

Zachęcamy do komentowania, poniżej oraz na forum Ogień i Lód.


Autor i tłumacz dziękują również Tobie, za okazane zainteresowanie.

Do zobaczenia!

 

przyp. tłum.

Według znawcy mitologii Roberta Gravesa, Król Ostrokrzewu to personifkacja zimy, a Król Dębu Lata. Monarchowie, często uznawani za braci, toczą pojedynki w przesilenie letnie i zimowe. Za pierwszym razem wygrywa Król Ostrokrzewu, więć dni stają się coraz krótsze, za drugim na odwrót. W innej wersji, Król Dębu jest najpotężniejszy w Dzień Śródlecia (Midsummer), jego moc stopniowo maleje, w Dzień Jesiennej Równonocy jego brat zyskuje przewagę, która trwa do Przesielenia Zimowego. Cykl trwa nieustannie, tworząc tzw. Koło Roku (o którym wspomina Andrzej Sapkowski, opisując kalendarz elfów Aen Seidhe w jednym z tomów Sagi o Wiedźminie).

Robert Graves omawia wiele par mitologicznych postaci, które jego zdaniem są oparte na tym archetypie – Lugha i BaloraSir Balana i Sir Balina z legend arturiańskich, Sir Gawena i Zielonego Rycerza (ten poemat badał i przetłumaczył m.in. J.R.R. Tolkien), Jezusa i Jana Chrzciciela, a także rudzika i strzyżyka (w kontekście PLIO ta para jest szczególnie interesująca).

Ze strzyżykiem (ang. wren) wiąże się tradycja Dnia Strzyżyka, czyli Wren Day. Prawdopodobnie ma związek z wyobrażeniem, że ten ptak symbolizuje stary rok – zatem, w okolicach przesilenia zimowego (obecnie Wren Day obchodzi się 26 grudnia) organizowane jest ‘polowanie’. Według jednej z legend, strzyżyk to uzurpator, ponieważ gdy Bóg zastanawiał się jaki ptak powinien być Królem Ptaków, zorganizował zawody. Orzeł był bliski zwycięstwa, ale w ostatniej chwili na prowadzenie wysunął się strzyżyk. Okazało się, że przebiegły ptak schował się na grzbiecie orła i w ten sposób skradł tron. Warto zauważyć, że wren brzmi dokładnie tak jak ren – możliwie więc, że imię Renly pochodzi od Ren-ly, czyli podobny do strzyżyka.

O podobnym archetypie pisał jeden z ojców antropologii, Sir James George Frazer, w książce Złota gałąź (The Golden Bough) – w rozdziale Bitwa Zimy z Latem, jednak Frazer uznawał, że Królowie Dębu Królowie Zimy to tak naprawdę manifestacje tej samej postaci, którą nazywał Świętym Królem albo Królem Lasu.

 

 

 

 

Przyszłość Mitycznej Astronomii po polsku…


***

 

Dziękuję za poświęcenie czasu na wypełnienie powyższej ankiety!

– Bluetiger

IMG_20170922_190806_processed

Tiger in The Wrocław Zoo, photo by Bluetiger, enhanced in Prisma App.

Ostatni Bohater i Król Ziarna – 2

LML (Lucifer Means Lightbringer) przedstawia

Mityczną Astronomię Lodu i Ognia

Trylogię Święty Zakon Zielonych Zombie

(Ostatni Bohater i Król Ziarna – The Last Hero and the King of Corn, Król Zimy, Władca Śmierci – King of Winter, Lord of Death, Straż Długiej Nocy – The Long Night’s Watch)

You can read the original text here.

Ostatni Bohater i Król Ziarna

Część II: Jon od Umarłych.

(część pierwszą – Wstęp – możecie znaleźć tutaj)

w przekładzie Bluetigera


sezoon3

artwork by LML/praca LMLa

***


Jon od Umarłych.

Ten rozdział przedstawiam Wam dzięki wsparciu udzielonemu za pośrednictwem Patreona przez miłośniczkę Mitycznej Astronomii, najnowszą głowę jednego z Dwunastu Domów Niebios, Wyrlane Dervish, leśną wiedźmę z Wilczego Lasu, ziemską reprezentantkę Gwieździstej Konstelacji Skorpiona.


Swymi ostatnimi słowami Jon woła Ducha – a z prologu Varamyra w Tańcu ze smokami wiemy, że gdy ludzkie ciało zmiennoskórego zostaje zabite, jego duch wchodzi w zwierzę, gdzie pozostaje przez bliżej nieokreśloną ilość czasu, by w końcu rozmyć się w duchu danego stworzenia- to właśnie nazywane jest ‘drugim życiem’ zmiennoskórego. To samo słyszymy od Bloodravena, gdy on i Bran rozmawiają, tuż po tym jak chłopiec podjął pierwszą udaną próbę przemienienia się w kruka (również z Tańca):

– W kruku był ktoś jeszcze – oznajmił lordowi Bryndenowi po powrocie do własnej skóry. – Jakaś dziewczyna. Poczułem ją.

– Kobieta tych, którzy śpiewają pieśń Ziemi – wyjaśnił jego nauczyciel. – Dawno już nie żyje, ale jej fragment pozostał na świecie, tak samo jak część ciebie przetrwałaby w Lecie, gdyby twoje chłopięce ciało jutro umarło. Cień rzucony na duszę. Nie zrobi ci krzywdy.

Taniec ze smokami, tom I, Bran III, str. 589

Choć jej dusza nie stanowi dla Brana zagrożenia, coś z pierwotnej zmiennoskórej pozostaje w zwierzęciu i jest w stanie odziaływać na każdego nowego zmiennoskórego, który zawładnie tym stworzeniem. Gdy zmiennoskóry Dzikich, Orell, ginie z ręki Jona Snow, jego duch żyje nadal w jego orle, pałając nienawiścią do Jona. Trochę później Varamyr Sześć Skór opanowuje orła Orella i mówi:

– Gdy koń zostanie ujeżdżony, wszyscy mogą go dosiadać – oznajmił cichym głosem, – A gdy zwierzę raz połączy się z człowiekiem, każdy zmiennoskóry może się wślizgnąć do jego wnętrza, żeby je opanować. Orel usychał już pod piórami, wziąłem więc jego orła dla siebie. Połączenie działa jednak w dwie stron, wargu. Orell żyje teraz we mnie i szepcze mi, jak bardzo cię nienawidzi.

Nawałnica mieczy, tom II, Jon X, str. 411

Najwięcej informacji o tym procesie dostaliśmy w prologu Tańca, z punktu widzenia Varamyra, który tak właściwie wygląda na coś, co jest napisane by służyć jako taki ‘kurs podstaw zmieniania skór’ dla czytelnika:

‘Powiadają, że człowiek zapomina’ – mówił mu Haggon kilka tygodni przed śmiercią. ‘Że po śmierci ciała jego duch żyje w zwierzęciu, ale pamięć zanika z każdym dniem i bestia coraz mniej przypomina warga, a coraz bardziej wilka. W końcu człowiek znika całkowicie i zostaje tylko zwierz’.

Varamyr wiedział, że to prawda. Kiedy zawładnął orłem, który przedtem należał do Orella, czuł wściekłość drugiego zmiennoskórego wywołaną jego obecnością. Orell zginął z rąk wrony-renegata, Jona Snow. Czuł do swego zabójcy nienawiść tak silną, że udzieliła się ona również Varamyrowi. 

Taniec ze smokami, tom I, Prolog

W zasadzie, to połączenie zmiennoskórego z jego zwierzęciem może mieć miejsce nawet, gdy nie dojdzie do śmierci człowieka, ponieważ Jojen ostrzega Brana następującymi słowami w Nawałnicy mieczy, kiedy Bran spędza zbyt dużo czasu w ciele Lata:

– Bran to chłopiec, a Lato to wilk. Jest was dwóch, prawda?

– Dwóch – przyznał z westchnieniem. – A zarazem jeden.

Nie znosił Jojena, kiedy ten robił się taki głupi. W Winterfell chciał, żebym śnił wilcze sny, a teraz, kiedy się tego nauczyłem, ciągle przywołuje mnie z powrotem.

– Pamiętaj o tym, Bran. Nie zapomnij, kim jesteś, bo inaczej wilk cię pochłonie. Kiedy się ze sobą łączycie, nie wystarczy, jak będziesz biegał, wył i polował w skórze Laty.

Nawałnica mieczy, tom I: Stal i śnieg, Bran I, str. 131

Stwierdzenie Jojena potwierdza to, jak ‘wilczo’ zachowuje się Bran, gdy znajduje się w Lecie – niemal zawsze myśli i działa jak wilk. Reed prosi go, by znakował drzewa gdy jest wewnątrz wilkora – ma to być sposób na to, by zmusić Brana do myślenia jak człowiek, a nie jak zwierzę. Jednak, chłopcu się to nie udaje. To pokazuje nam, że obecność bestii jest bardzo silna i zawsze usiłuje zwyciężyć ludzką świadomość. Nic dziwnego, że już wkrótce po rozpoczęciu ‘drugiego życia’ zmiennoskóry zaczyna stawać się coraz bardziej i bardziej podobny do dzikiego zwierzęcia.

Zatem, wracając do ciała Jona Snow, leżącego na zakrwawionym śniegu… Jon jest martwy, a jego duch prawie na pewno przeszedł na Ducha. Możemy być niemal całkowicie pewni, że zostanie z powrotem umieszczony w trupie Jona, bo w przeciwnym razie przez resztę serii mielibyśmy rozdziały Snowa tylko w punktu widzenia wilka, a wiemy, że na coś takiego raczej nie ma czasu. Prawdopodobnie o to chodzi w wizji Melisandre w Tańcu ze smokami, gdzie widzi Jona otoczonego płomieniami:

Ogień zaszumiał cicho, a w jego głosie usłyszała wyszeptane nazwisko. Jon Snow. Jego pociągła twarz unosiła się przed nią, otoczona czerwonymi i pomarańczowymi językami, to się pojawiała, to znikała, jak cień ledwie widoczny za łopoczącą na wietrze kurtyną. Najpierw był człowiekiem, potem wilkiem, a później znowu człowiekiem. Ale czaszki również tam były, otaczały go ze wszystkich stron. Melisandre już przedtem widziała grożące mu niebezpieczeństwo i próbowała go ostrzec. Wrogowie wszędzie wokoło niego, sztylety w ciemności. Nie chciał jej słuchać.

Niedowiarkowie nigdy nie słuchali, dopóki nie było za późno.

Taniec ze smokami, tom I, Melisandre, str. 534

Najpierw człowiek, potem wilk, a potem znów człowiek – ta przepowiednia wydaje się dość prosta. Niemal każdy uważa, że oznacza ona mniej więcej tyle, że duch Jona ‘wejdzie’ w Ducha, na jakiś czas, by ostatecznie wrócić to jego ciała – czyli: człowiek, wilk, znów człowiek. W tej wersji zdarzeń Duch w zasadzie stanowi ‘dzban na ducha’ Jona, naczynie, by ochronić go przed rozpadem, do czasu gdy będzie możliwe umieszczenie go w nowym ciele… albo w starym ciele, tylko że wskrzeszonym. To dość często spotykany motyw w opowieściach fantasy – stary czarodziej, który zawsze powraca, bez względu na to ile razy się go zabije, ponieważ ma gdzieś schowany słoik ze swoją duszą, czy coś w tym rodzaju. Gdy umrze, wraca do tej kryjówki, a jego akolici przynoszą mu nowe ciało, by mógł się odrodzić.

Chociaż wątpię, by Martin miał na myśli coś aż tak baśniowego, Duch rzeczywiście pełni rolę ochronnego naczynia dla duszy Jona – i zapewne to dlatego Martin zdecydował się nadać temu wilkorowi imię ‘Duch’. To główny powód dla którego Jon nie będzie taki jak Beric albo Kamienne Serce – po śmierci jego duch nie zacznie się rozkładać. Gdy zwyczajna osoba, jak Beric, jest przywołana z powrotem do świata żywych, choćby tuż po zgonie, widzimy, że spora część ich osobowości zdążyła już zaniknąć. Jednak, ze wszystkiego co wiemy o zmiennoskórych i drugim życiu, możemy wywnioskować, że po śmierci kogoś takiego, jego ludzka dusza wnika w zwierzę – i myślę, że i tutaj chodzi o coś podobnego. Jon zacznie łączyć się z Duchem, stawać się bardziej wilczy i dziki, ale jeśli założymy, że ktoś zdąży zadziałać na czas, myślę, że jest szansa na to, że dostaniemy wskrzeszonego Jona, który będzie pamiętał gdzie jest jego zamek, jak smakuje pieczony chleb zanurzony w smalcu z boczku i jak razem z Tormundem żartować o ****. A to pierwszy przykład tego, że zmiennoskórzy stanowią najlepsze zombie – ponieważ ich zwierzęta przez jakiś czas mogą stanowić pojemniki na ich dusze.

Brzmi świetnie… ale są trzy poważne problemy.

Po pierwsze, jego martwe ciało trzeba będzie wskrzesić albo reanimować. W sumie, to najmniejsza przeszkoda, bo istnieje wiele sposobów w jaki może to nastąpić. Jon jest na Północy, więc można tego dokonać przy pomocy magii lodu, w pobliżu jest Melisandre, więc jest też dostęp do magii ognia. Dość prawdopodobne jest również to, że da się ożywiać ludzi używając magii zielonowidzów – opieram się tu przede wszystkim na tym zdaniu z Tańca, które pojawia się po tym jak Bran budzi się po swojej pierwszej turze wizji jako zielonowidz (gdzie spoglądał oczami drzewa serca w Winterfell) – i opowiada o tym, co widział:

Chłopiec miał straszliwą suchość w gardle. Przełknął ślinę. 

– Winterfell. Byłem w Winterfell. Widziałem ojca. On nie zginął, nie zginął. Widziałem go. Żyje i wrócił do Winterfell.

– Nie – zaprzeczyła Liść. – On nie żyje, chłopcze. Nie próbuj przywołać go z martwych.

Taniec ze smokami, tom I, Bran III. str. 598

To dość dziwna odpowiedź, ponieważ Bran nie mówi ani słowa o próbie użycia jakiejś magii do wskrzeszania, czy czegoś w tym stylu… a jednak, Liść wtrąca, że zielonowidz nie powinien usiłować ożywiać zmarłych. Jest tylko jeden powód, by przed tym ostrzegać – to, że zielonowidze rzeczywiście są zdolni do wskrzeszania ludzi – a dzieci zakładają, że to miałoby straszliwe konsekwencje. Skłaniam się ku temu, że zielonowidze naprawdę posiadają takie zdolności i że już wcześniej parali się ożywianiem umarłych, ale o tym za chwilę. Na razie chcę podkreślić, że jest wiele sposóbów na wskrzeszenie ciała Jona – a wśród nich: magia lodu, ognia i – teoretycznie – jakiś proces z udziałem zielonowidzów (zapewne Brana i/lub Bloodravena).

Trup Jona zostanie zachowany od rozkładu przez ekstermalne zimno – pewnie w jednej z lodowych cel – więc to metoda użyta do wskrzeszenia zadecyduje o stanie fizycznego ciała Jona, gdy wróci do życia. Wydaje się, że wskrzeszenie przez ogień daje szansę na przywrócenie przynajmniej niektórych procesów życiowych – jak przepływ krwi czy zdolnośc do jedzenia i picia – więc wolałbym tę opcję od magii lodu, ale kto wie, może Jon nie musi jeść ani pić, by być ciekawym POV-em. W swojej wizji podczas śpiączki Bran widzi Jona ‘śpiącego samotnie w zimnym łóżku, jego skóra stawała się coraz bledsza i twardsza, w miarę jak zapominał o wszelkim cieple’, co z całą pewnością może być zapowiedzią tego, jak martwe ciało Jona zblednie i stanie się twarde, jak lodowego upiora albo Zimnorękiego.

Z drugiej strony, jeśli ciało Jona zostanie wskrzeszone przez magię lodu, będzie to oznaczało, że stanie się upiorem, a to stwarza dodatkowy problem – konieczność wypędzenia ducha upiora z tego trupa, by Jon znów mógł je posiąść – a to z całą pewnością byłoby bardzo ciekawe. Być może właśnie tak stało się z Zimnorękim, zimnym upiorem, którego nie opętała magia Innych, przejawiąjąca się w błękitnych jak gwiazdy oczach… może tak przydarzy się i Jonowi.

Stara Niania opowiadała im, że tam w dole mieszkały pająki i szczury wielkie jak psy. Robb uśmiechnął się, kiedy Sana wspomniała o tym, ”Tutaj są gorsze rzeczy od pająków i szczurów – powiedział wtedy. – Tutaj chodzą zmarli”. I wtedy właśnie usłyszeli ten odgłos, niski, głuchy, przyprawiający o dreszcz. Mały Bran ścisnął mocniej dłoń Aryi.
Kiedy z otwartego grobowca wyłonił się duch, biały i domagający się jękiem krwi, Sansa z wrzaskiem popędziła w górę schodów, a Bran, płacząc, uczepił się nogi Robba. Arya została na swoim miejscu i wymierzyła duchowi cios. Był nim Jon cały obsypany mąką.
”Głupi – rzekła wtedy do niego. – Przestraszyłeś malucha”.

Gra o tron, Arya IV, str. 520

To jedna z najszerzej znanych zapowiedzi śmierci Jona i jego zmartwychwstania – cios Aryi imituje pchnięcie sztyletem w brzuch przez Bowena Marsha, które również jest opisywane jako ‘cios’ (ang. punch). Jon to blady, biały duch, który wydaje przyprawiający o dreszcz jęk, co może sugerować, że Jona trzeba zinterpretować jako zimną, wskrzeszoną istotę, ale nie sądzę by to było roztrzygające. W końcu, duch Jona mógłby być blady i biały, ale z czerwonymi oczami, tak jak jego wilkor Duch.

Weźmy pod uwagę także i to, że jeśli Jon ma władać płonącym czerwonym mieczem, bycie lodowym upiorem może stanowić pewien problem – Zimnoręki zawsze trzyma się z dala od ognia, sugerując nam, że jest wrażliwy na ogień, tak jak inne lodowe upiory. Bardzo podoba mi się pomysł, że czerwone oczy Ducha to zapowiedź tego, jak będzie wyglądął duch Jona – blady i biały, ale o czerwonych oczach, niczym dwa słońca. Drugie słońce, że tak powiem.

Do licha, może ciało Jona wskrzesi lodowa magia Innych, a duszę wprowadzi do środka Melisandre, przy pomocy magii ognia. Staram się utrzymać te nasze spekulacje w ramach tego, co o magii mówią nam książki, ale jednocześnie, tak naprawdę nie wiemy jakie są ograniczenia magii, więc przedstawiam również teorie wychodzące o krok dalej niż to co do tej pory widzieliśmy. Zwykły ogień pokonuje zaklęcie ciążące nad upiorami, niszcząc je, więc kto wie…. niewykluczone, że magia ognia może zostać użyta by po prostu przełamać władzę Innych nad ciałem, tak, że potem może do niego wrócić oryginalny duch zmiennoskórego.

Nie mamy zielonego pojęcia jak może wyglądać hipotetyczne wskrzeszenie przez zielonowidza, więc ta opcja jest szeroko otwarta. Przypuszczalnie, może okazać się, że ten sposób jest najlepszy, bo zdaje się, że zarówno ogień jak i lód mają pewne ograniczenia. Wskrzeszenie przez zielonowidza może dać nam zmartwychwstałego Jona w całości. Kogoś kto a nuż, będzie w stanie spłodzić dziecko z pewną uważaną za niepłodną (ale w sumie, kto wie) Srebrną Smoczą Królową.

Drugim problemem w osiągnięciu naszego celu – czyli wskrzeszeniu zmiennoskórego Jona – jest to, że nie wiemy w jakim czasie musimy wyciągnąc duszę Jona z Ducha, nim jego wspomnienia zaczną zanikać i zacznie się łączyć z wilkorem. Jeśli Jon będzie w wilku przez jeden albo trzy dni, może będzie się dało odzielić ludzką duszę od duszy zwierzęcia i przenieść ją z powrotem do ciała. To prowadzi to trzeciej przeszkody, którą jest ‘jak wkłada się duszę zmiennoskórego do jego wskrzeszonego ciała, jeśli już zaczął swoje drugie życie?’ – ale jeśli założymy, że to możliwe, to byłby najłatwiejszy sposób na wskrzeszenie Snowa, a przynjmniej najprostszy, który jesteśmy w stanie sobie wyborazić mając te informacje, które aktualnie posiadamy. Duch przechowuje duszę Jona przez zaledwie kilka dni, potem wraca do ciała, (mniej więcej) nienaruszona.

Ale jeśli będzie tam dłużej… może okazać się, że jego duch połączy się z Duchem na tyle, iż nie będzie dało się ich rozdzielić. W takim wypadku, jedynym sposobem na przeniesienia Jona z powrotem do jego ciała będzie przeniesienie również wilczego ducha i włożenie połączonej duszy człowieka/wilkora do ludzkiego trupa. To dałoby coś w stylu niesamowitego wilkołaka-zombie, a z łatwością można sobie wyobrazić jak taki gość spuszcza tęgi łomot Innym i komukolwiek kto stanie mu na drodze… to by było całkiem niezłe. Jednak, negatywnym aspektem takiego scenariusza jest to, że ciało wilkora musiałoby umrzeć, ponieważ jeśli połączony duch człowieka/wilkora wróci do ciała Jona, dla wilka nie zostanie nic.

A to z kolei pasowałoby bardzo dobrze do reszty podobieństw pomiędzy Jonem i Mitrą – ponieważ jak wiemy, w jego historii występuje biały byk, który jest przyjacielem Mitry, a nawet ego częścią (w pewnym sensie), który musi zostać złożony w ofierze, by Mitra się odrodził. W innych odcinkach widzieliśmy, że Duch ma kilka scen, które zapowiadają ofiarę i wskazują na związek z bykami, więc sądzę, że może przydarzyć mu się coś podobnego co owemu bykowi. W takim razie to, że połączony duch człowieka i wilkora przywróciłby Jona do życia jest pewnego rodzaju pocieszeniem, bo Duch nie byłby tak naprawdę martwy – tylko jego wilcze ciało. Duch żyłby nadal w Jonie… razem duchem Jona.

Trzecim problemem, który już wspomniałem jest to, jak wydostaniemy duszę Jona (albo połączone dusze Ducha i Jona) z wilka i przeniesiemy w człowieka. Zmiennoskóry nie jest w stanie sam tego dokonać – gdy rozpocznie swoje drugie życie, nie może zmieniać się w inne zwierzęta albo nowe ludzkie ciało. Ktoś będzie musiał pomóc – i sądzę, że w Tańcu ze smokami jest tego zapowiedź, gdy Varamyr zostaje wyrzucony ze swojego orła:

W jednej chwili unosił się nad Murem, śledząc oczami orła poczynania ludzi na dole. W następnej jego serce zamieniło się w poczerniały węgielek, a duch umknął z wrzaskiem do swego właściwego ciała. Na krótką chwilę Varamyra ogarnął obłęd. Samo wspomnienie wystarczyło, by drżał.

Taniec ze smokami, Prolog

Zapewne z Jonem nie będzie dokładnie tak samo, ponieważ Varamyr nie był martwy, a jedynie kontrolował orła, w chwili gdy orzeł zginął – ale jeśli spojrzymy na to jak na pewnego rodzaju literacki zwiastun, tym co tu widzimy jest Melisandre, która używa ognia, by wypędzić ducha zmiennoskórego z jego zwierzęcia. Być może Duch zostanie spalony, a to spowoduje, że połączony duch wilkołaka wróci z powrotem do reanimowanego ciała Snowa.

Inną potencjalną zapowiedzią zmartwychwstania Jona jest próba ocalania życia Droga przez Mirri Maz Duur. Zwróćcie uwagę na jej słowa, gdy składa w ofierze rumaka:

– Niech moc tego rumaka przejdzie na jeźdźca – zaintonowała Mirri, kiedy strumień końskiej krwi zawirował w wannie. – Mocy zwierzęcia, przejdź w człowieka.

Gra o tron, Daenerys VIII, str. 683

Gdyby Drogo był zmiennoskóym, ta ceremonia mogłaby zadziałać. Ciało khala nie było jeszcze martwe, ale zaczynało zapadać w śpiączkę, a jego duch mógł już zaczynać odzielać się od ciała – nie wiemy jak dokładnia działa magia w tym fikcyjnym świecie – ale ważne jest to: gdyby Drogo był zmiennoskórym ten cały rytuał miałby sporo sensu. W chwili jego śmierci, duch zapewne przeszedł by na tego konia, a zatem zabicie rumaka tak, że ‘jego moc przejdzie na jeźdźca’ byłby tożsame z przeniesieniem ducha Droga z jego ciała z powrotem do jego ciała. A nóż z brązu, w kształcie liścia, wygrawerowany runami, należący do Mirri przypomina nam o rytuale ofiary krwi wśród Pierwszych Ludzi.

Wspomnę tylko, że jest taka świetna teoria, mówiąca, że wieź Dotharków z ich końmi – pozwalają innym dzielić swoje żony, ale nie ich konie, a ich rumaki są zarzynane gdy jeździec umiera – to pozostałość po czasie, gdy Dothrakowie rzeczywiście byli zmiennoskórymi koni. To tylko spekulacja, ale całkiem prawdopodobna, ponieważ w Świecie Lodu i Ognia dowiadujemy się o Wędrowcach Lasów, Ifequevron, którzy są całkiem podobni do Dzieci Lasu – a zamieszkują puszcze na północ od Morza Dothraków, czyli całkiem blisko – a Dothrakowie czują przed nimi respekt. Są też opowieści o centaurach, które rzekomo żyły w tej samej okolicy za dawnych czasów – a mogą to być zniekształcone wspomnienia o zmiennoskórych władających końmi. W takim razie, Mirri mogła użyć ceremonii wskrzeszenia zmiennoskórego celowo, wiedząc, że nie zadziała na Drogu i zamieni go w katatonika. Zatem, bez względu na to czy mam tu rację czy nie, myślę, że nieudane wskrzeszenie przy udziale konia i Droga może stanowić pewnego rodzaju paralelę zmartwychwstania Jona.

George dał nam tutaj także odniesienie do wskrzeszenia z Biblii, ponieważ Mirri pochodzi z krainy zwanej Lhazar, a do zdaje się formą imienia ‘Lazaurs’, czyli Łazarz, którego ożywił Jezus.

Wracając do Qyburna i unGregora, możliwe, że Qyburn w jakiś sposób używał magii krwi by przenieść siłę i moc życia różnych ofiar swoich tortur w ciało Gregora i je reanimować, tak jak Mirri usiłowała sprawić, by moc konia przeszła na jeźdźca.

Sprawa robi się jeszcze ciekawsza, gdy weźmie się pod uwagę, że zarówno Qyburn jak i Mirri parają się czymś co nazwalibyśmy magią krwi – a obydwoje studiowali magię w Asshai. Jednak, choć magia krwi Qyburna odbywa się bez udziału ognia i lodu, rytuał odprawiony przez Mirri na Drogu daje nam każdego po trochu – i tu właśnie znajdujemy kolejne podobieństwo pomiędzy tą ceremonią i potencjalnym wskrzeszeniem Jona Snow. Oto wewnętrzny monolog Dany z Gry o tron:

Cienie w namiocie wciąż krążyły wokół ognia i wanny pełnej krwi; ciemne na tle jedwabnych ścian, nie wszystkie przypominały ludzkie postacie. Przez chwilę widziała cień ogromnego wilka, a inny, jakaś ludzka postać, wił się w płomieniach.

Gra o tron, Daenerys VIII, str. 687

Jon Snow, będąc synem Rhaegara i Lyanny, smokiem i wilkorem jest z całą pewnością repreznetacją zjednoczenia ognia i lodu. Czasem lubię go nazywać ‘Azorem Ahai odrodzonym w lodowej pochwie’ – przypomnijcie sobie jego sen w Tańcu, gdzie stoi sam na Murze, odziany w zbroję z czarnego lodu, z mieczem płonącym na czerwono w dłoni. Zatem, gdy spojrzymy na człowieka otoczonego wieńcem płomieni i wielkiego wilka w namiocie Mirri, widzimy wyobrażenie Jona Snow. Płonący człowiek reprezentuje jego targaryeńskie pochodzenie – smoki to wcielony ogień, Dany nazywa siebie wcielonym ogniem, gdy budzi smoki, a Azor Ahai odrodzony to ‘wojownik ognia’. Z drgueij strony, wielki wilk to oczywiste odniesienie do wilkora Rodu Starków.

A niby dlaczego miałyby być jakieś paralele do wskrzeszenia Jona, tutaj, na nieudanym zmartwychwstaniu Droga? Po pierwsze, to podobieństwo może służyć po prostu pokazaniu (w sprytny sposób), że podczas wskrzeszania Jona dojdzie do złożenia w ofierze zwierzęcia. Po drugie, zestawienie Jona z Drogiem, mężem Dany, może służyć jako zapowiedź przyszłego związku tej dwójki, a po trzecie – ponieważ i Jon i Drogo odgrywają tą samą rolę – archetyp ‘solarnego króla’, część postaci Azora Ahai. Stali słuchacze i czytelnicy Mitycznej Astronomii więdzą o co mi tutaj chodzi, a jeśli jesteście ciekawi, po prostu zerknijcie na pierwszy odcinek Krwawnikowego Kompendium, czyli nasz pierwszy podcast. W każdym razie, chodzi o to, że śmierć solarnego króla to pierwszy etap procesu odrodzenia Azora Ahai. W przypadku Dany, solarny król Drogo umiera w tym samym czasie gdy Daenerys staje się Azorem Ahai Odrodzonym, nowym solarnym  królem. Przejmuje jego funkcję, jako khaleesi i zaczyna nosić lwie futro, by pokazać wszystkim, że ma teraz ‘siłę Droga w sobie’. W przypadku Jona, jest on i umierającym solarnym królem i odrodzonym Azorem Ahai. Dany ma symboliczne odrodzenie na stosie, a Jon będzie miał bardziej dosłowne zmartwychwstanie, stając się Azorem Ahai Odrodzonym, zombie, a właśnie o tym tutaj rozmawiamy.

Zatem, wrócmy do naszej głownej sprawy, czyli tego jak przenieść ducha Jona (względnie połączoną duszę Jona i Ducha) do wskrzeszonego ciała Snowa. Jak na razie, perspektywy wilkora na przeżycie nie są najlepsze – ale jeszcze nie skończyliśmy. Mamy też inne przykłady tego, jak zmiennoskóry zostaje wyparty ze zwierzęcia – z powodu bólu. Przydarza się to Branowi w Starciu, gdy próbuje wspiąć się na drzewo w ciele Lata, w czasie inwazji Żelaznych Ludzi – Lato spada i ból przepędza Brana z wilkora. Tak samo dzieje się u Jona i Ducha, na Wyjącej Przełęczy, również w Starciu królów – Jon jest zmuszony do opuszczenia Ducha, gdy wilka okrutnie atakuje orzeł Orella. A w Nawałnicy mieczy, wilkor Brana Lato zostaje ranny, gdy ratuje życie Jona przed oddziałem dzikich. Późnej, gdy Bran stara się sięgnąć ku Lecie, czytamy, że:

Bran raz za razem próbował sięgnąć ku Lacie, lecz ból, który w nim wyczuwał, zmuszał go do odwrotu. To było tak, jakby spróbował dotknąć ręką rozżarzonego do czerwoności kociołka.

Nawałnica mieczy, tom II, Krew i złoto, Bran IV, str. 155

Okazuje się, że ból to całkiem niezawodny sposób na wyciągnięcie zmiennoskórego ze zwierzęcia, a w tym konkretnym przypadku ból jest nawet porównany do rozżarzonego do czerwoności kotła – potencjalnie, jest to kolejna aluzja do koncpecji spalenia Ducha.

Podchodząc do problemu z drugiej strony, w jaki sposób sprawimy, że dusza Jona wróci z powrotem do jego ciała? No więc, mamy innym przykład tego, jak można tego dokonać – i z radością informuję, że w takim przypadku Duch ma szansę na przeżycie! A czy to nie byłoby świetne? Z prologu Varamyra w Tańcu:

Ale żadne z nich nie dorównywało Varamyrowi Sześć Skór, nawet Haggon, wysoki, ponury mężczyzna o dłoniach twardych jak kamień. Łowca zginął, płacząc gdy Varamyr zabrał mu Szaroskórego, wygnał go, by zagarnąć zwierzę dla siebie. Dla ciebie nie będzie drugiego życia, starcze.

Taniec ze smokami, Prolog, str. 22

Znów, ważną różnicą pomiędzy tą sytuacją i wskrzeszeniem Jona jest to, że Haggon zostął jedynie wygnany ze swojego wilka, w swoje nadal żyjące ciało. To co trzeba zrobić z Jonem będzie trudniejsze, ponieważ trzeba sprawić, by dusza wróciła do wskreszonego ciała i ponieważ duch Jona mógł się w jakimś stopniu połączyć z Duchem. Jednakże, to jeden z zaledwie dwóch precedensów dla wyparcia duszy zmiennoskórego ze zwierzęcia jaki mamy, więc warto go rozważyć.

Oczywistymi kandydatami na zmiennoskórych, którzy są dość potężni, by czegoś takiego dokonać, są z całą pewnością Bloodraven i Bran. W tym momencie chciałbym pozdrowić Radio Westeros, którego odcinek Jon Snow: Tylko Zimno sugeruje udział Brana we wskrzeszeniu Jona, być może przez Gaj Dziewięciu Czardrzew, gdzie bracia z Nocnej Straży wypowiadają słowa swej przysięgi przed drzewami-sercami. Sugerują również, że powstanie połączony Jon-Duch, czyli bardziej wilczy i dziki Jon – a to uważam za fantastyczny pomysł, mający dużą szansę na okazanie się poprawnym.

No dobrze, przedstawiliśmy liczne sposoby umożliwiające wskrzeszenie Jona i dwie różne możliwości tego jak wyrwać go z Ducha i przenieść do jego własnego ciała. Powiedzmy, że jakaś kombinacja tych opcji zadziałała i hura, wskrzesiliśmy Jona! Mamy nadzieję, że dzięki temu, że Snow to zmiennoskóry, jego dusza jest lepiej zachowana niż u innych zombie, które do tej pory widzieliśmy. Może jest wilko-człowiekiem, może mniej więcej tym samym starym, dobrym Jonem, ale w każdym razie, jest zmiennoskórym zombie, najlepszym zombie jakie spotkaliśmy. W końcu, musi być dość przystojny, by zalacać się do Daenerys.

Zatem, po co było zabijać Jona, a potem przywracać go do życia – inny niż napisanie dramatycznej chwili trzymającej w napięciu, cliffhangeragdzie przez pięć (ekhem) lat wszyscy myślą, że Jon nie żyje, podczas gdy George pisze kolejną książkę? Gdzie indziej przedstawiłem moje zdanie na ten temat, ale pobieżnie – a ten temat naprawdę zasługuje na uwagę, swój moment w świetle reflektorów. To dlatego napisałem cały ten osobny odcinek o zombie. To podstawowy cel nie tylko zmartwychwstania Jona, ale i całej tej zwiększonej aktywności zombie w Pieśni Lodu i Ognia, która – co prawda – dla wielu czytelników wydaje się nie na miejscu albo zwyczajnie dziwna.

Zatem, o co chodzi z tymi całymi zombie?

O ostatniego bohatera. Starego ostatniego bohatera nowego ostatniego bohatera.

Chodzi o sworzenie idealnej osoby do podróży przez zimne, martwe krainy i zmierzenia się z Innymi. Nie wiemy czy chodzi tu o walkę z Innymi, czy coś bardziej skomplikowanego, jak jakiegoś rodzaju negocjacje, handel albo ofiara – ale najważniejsze jest to, że wiemy, że ostatni bohater wyprawił się w te ‘zimne, martwe krainy’ i stanął naprzeciw Innym, a co według legend doprowadziło do zakończenia Długiej Nocy. Porozmawiamy o tym wszystkim później, ale na razie pomyślcie przez chwilę o zestawie zdolności jakie posiada w pełni samoświadoma wskrzeszona osoba.

– Za dużo już było tego omijania – upierała się dziewczyna. – I zbyt wiele tajemnic. To mi się nie podoba. Nie lubię go. I nie ufam mu. Te jego ręce wyglądają podejrzanie. A do tego ukrywa twarz i nie chce zdradzić, jak ma na imię. Kim jest? Czym jest? Każdy może przywdziąć czarny płascz. Każdy człowiek i każdy stwór. Nigdy nie je ani nie pije, wygląda też na to, że nie czuje zimna.

To prawda. Bran też zauważył to wszystko, ale bał się o tym wspominać. Gdy tylko zatrzymywali się na noc, on, Hodor i rodzeństwo zbijali się w grupkę, żeby się ogrzać, Zimnoręki trzymał się na dystans. Czasami zamykał oczy, ale chłopiec nie sądził, by spał.

Taniec ze smokami, tom I, Bran I, str. 89

Nie musi jeść.

Nie musi spać.

Nie musi szukać schronienia ani się ogrzewać.

Jak powiedziałem, to niemal idealny zestaw umiejętności potrzbenych, by przeżyć za Murem, prawda? Te rzeczy stanowią tam największy problem: jedzenie, schronienia, ciepło – a wszystkie znikają w przypadku zombie. Dokładnie tak dzieje się u Zimnorękiego, który wędrował bo zamarzniętych martwych ziemiach za Murem przez Bóg wie jak długo. Nie mówię, że Zimnoręki to oryginalny ostatni bohater – chociaż jest to możliwe – ale proponuje coś takiego: Zimnoręki i ostatni bohater mają coś wspólnego z Jonem Snow, który jest (a raczej będzie) wskrzeszonym zmiennoskórym albo zielonowidzem. Proponuje zatem, że tylko zmartwychwstały zmiennoskóry może zmierzyć się z Innymi i ich lodowatymi wichrami – i że Jon stanie się wskrzeszonym zmiennoskórym właśnie dlatego, że to on będzie tym, który stanie przeciw Innym, nowym Ostatnim Bohaterem na nową Długą Noc, która z całą pewnością nadchodzi.

Mamy sporo do omówienia, jeśli chodzi o Ostatniego Bohatera więc zaczniemy od niego, a potem przejdziemy do Zimnorękiego, jednej z największych zagadek Pieśni Lodu i Ognia… Od zawsze czekałem na to, by o nim porozmawiać – i choć brzmi to dziwnie – Zimnoręki może być moją ulubioną postacią. Oczywiście, w to wszystko wpleciony będzie temat Jona, a od czasu do czasu zobaczymy pewne małe Zielone Ludziki.

***


Ostatni Bohater i Król Ziarna – Część I

LML (Lucifer Means Lightbringer) przedstawia

Mityczną Astronomię Lodu i Ognia

Trylogię Święty Zakon Zielonych Zombie

(Ostatni Bohater i Król Ziarna – The Last Hero and the King of Corn, Król Zimy, Władca Śmierci – King of Winter, Lord of Death, Straż Długiej Nocy – The Long Night’s Watch)

You can read the original text here.

Ostatni Bohater i Król Ziarna

Część I: Wstęp

w przekładzie Bluetigera


sezoon3

artwork by LML/praca LMLa

***


Cześć wszystkim!

Dzisiaj porozmawiamy sobie o jednej z najbardziej zagadkowych rzeczy w Pieśni Lodu i Ognia – a mam tu na myśli zombie. Omówimy wiele tematów – takich jak sprawa zielonych ludzi, Ostatni Bohater, Zimnoręki i Jon Snow – ale każdy z nich będzie związany właśnie z zombie. Wskrzeszonymi ludźmi. Chodzącymi… no wiecie. W Pieśni aż się roi od różnych umarlaków i jestem całkiem pewien tego, że wiem czemu. To właśnie cel tego odcinka – wyjaśnienie dlaczego George nie potrafi tak po prostu pozwolić swoim truposzom tak po prostu leżeć i spać. To zagadnienie jest nie tylko ciekawe samo w sobie, ale jest także kluczowe to rozwiązania problemu tego, jak pokonać Innych i poradzić sobie z Długą Nocą. Ten esej będzie nieco inny od reszty, ponieważ, żeby zrozumieć to o czym dzisiaj będziemy dyskutować, nie potrzebujecie znać poprzednich odcinków Mitycznej Astronomii. Może od czasu do czasu wspomnę jakiś pomysł albo teorię, którą omawialiśmy gdzie indziej, ale w większości, ten tekst nie opiera się na moim poprzednich pracach. Jak to zwykle u mnie bywa, ten odcinek ‘spoileruje wszystkie książki’, ale nie będzie w nim nic z rozdziałów-zapowiedzi Wichrów Zimy, ani czegoś co dzieje się w serialu HBO po piątym sezonie (bo wtedy telewizja wyprzedziła książki w większości wątków).


***

A zatem… zombie. W naszej opowieści jest wiele przemienionych istot, w których zaciera się granica między tym co żywe i tym co martwe, życiem i śmiercią, ale tym o czym będziemy rozmawiać dzisiaj są zombie. Martwi, których przywrócono do życia. Ludzie, których wydarto śmierci. W PLIO mamy ich trzy rodzaje: lodowi nieumarli, ogniści nieumrali i jakkolwiek nazywa się to, co Qyburn zrobił z ciałem Ser Gregora.

Pierwszą kategorią są upiory (ang. wights), wskrzeszone przez Innych, których będziemy nazywać zimnymi upiorami albo lodowymi nieumarłymi. Gdy wstają z martwych, ich oczy są niczym zimne, płonące niebieskie gwiazdy i są osnuci zimnem, w każdym znaczeniu tego słowa. Ich ciała są zamarznięte, a także sprawiają, że powietrze w ich pobliżu staje się zimne, tak samo jak Inni. Wydaje się, że mają jedynie mętne szczątki pamięci – i nie wygląda na to by mieli jakąkolwiek wolną wolę. Są zombie, w klasycznym sensie tego określenia – reprezentują trupy reanimowane przez jakiegoś rodzaju nekromancję. Myślę, że możemy śmiało powiedzieć, że tym co przywróciło ich do ‘życia’ jest to co nazwalibyśmy ‘magią lodu’ – choć to dość luźne określenie, którego używam z konieczności, bo tak naprawdę nie wiemy gdzie leżą granice pomiędzy tym co wydaje się być różnymi rodzajami magii.

Zimnoręki to dość nietypowy przypadek – i za chwilę podam moje wyjaśnienie dlaczego jest w takim stanie w jakim jest – ale możemy jego również wrzucić do szufladki ‘lodowi nieumarli’. Pomiędzy nim a zimnymi upiorami jest kilka istotnych różnic (zdolność do mówienia, przynajmniej pozorna wolna wola i brak ‘błękitnych oczów jak gwiazdy’) – ale pod kątem fizjologii, wydaje się, że jest podobny do upiorów – też jest martwym i zamarzniętym ciałem, bez procesów witalnych. O Zimnorękim porozmawiamy za chwilę.

Drugą kategorią byliby, z braku lepszego określenia, ogniści umarli, tacy jak Lord Beric Dondarrion i Pani Kamienne Serce, niegdyś znana jako Catelyn Stark. Ich niezaprzeczalnie martwe ciała zostały wskrzeszone przez ‘ognisty pocałunek’, tradycję R’hlorrystów, która do niedawna nie była znana z tego, że może reanimować trupy. Thoros – czerwony kapłan – wskrzesił Berica aż sześć razy, a gdy Beric przekazał taki sam ognisty pocałunek Cately, ‘płomień życia przeszedł od niego do niej‘ (jak wyjaśnia Thoros w Uczcie dla wron). Beric ma czarną krew, cechę charakterystyczną osób przemienionych przez magię krwi (stali czytelnicy i słuchacze Mitycznej Astronomii będą wiedzieli o czym tutaj mówię), a jego własna krew jest w stanie sprawić, że jego miecz zapłonie. Zatem, myślę, że można bez przeszkód stwierdzić, że to magia, którą kojarzymy z ogniem i R’hlorrem wskrzesiła Berica i Catelyn. Możemy spekulować, czy to, że ten rytuał zaczął nagle ożywiać umarłych ma coś wspólnego z czardrzewami, które rosną w Dorzeczu, niemniej jednak, to magia ognia i ‘czarodziej’ ognia tworzy tych konkretnych nieumarłych. A to oznacza, że jak na razie mamy zombie i po stronie ognia i po stronie lodu. To by pasowało, co nie?

Co do Melisandre, jest kolejnym szczególnym przypadkiem. Myślę, że różne wskazówki sugerują, że przechodzi ona jakiś proces przemiany, transformacji (jak już kiedyś powiedziałem), a nie proces wiążący się ze śmiercią i zmartwychwstaniem – ale nie wiemy na pewno i są tacy, którzy uważą, że Mel umarła i została wskrzeszona. Gdyby ta opcja okazała się prawdziwa, myślę, że dokonałoby się to dzięki magii ognia. O Melisandre również pomówimy później.

Trzecim rodzajem ‘zombie’ byłby Franken-Gregor albo un-Gregor, jak czasem jest nazywany. O tego typu nieumarłych wiemy najmniej – ale wydaje się, że Qyburn to dość oczywista parallela Dr. Victora Frankensteina, ktoś kto używa jakiegoś rodzaju ‘pseudo-nauki’ z pogranicza fantasy, by ożywiać martwych, czerpiąc ze swoich doświadczeń zdobytych podczas wiwisekcji innych mrocznych badań… ale to dość niejasne. W pracy Qyburna nie widać żadnych śladów magii czerpanej z sił natury, z jego laboratorium nie wylatują lodowate opary, odór siarki, czy coś w tym stylu. Sam un-Gregor też nie daje nam zbyt wielu wskazówek co do swojej natury, oprócz tego, że wydaje się być jeszcze silniejszy niż przedtem. Być może nie jest w stanie mówić – tak właściwie, to może nawet nie mieć swojej głowy. Nasz główny trop bierze początek z rozmowy Qyburna z Cersei, gdzie były maester powiedział, że ‘magia krwi to najpotężniejszy rodzaj czarnoksięstwa’ – a to niejako sugeruje, że używa krwi ludzi, których przynoszą do jego lochów, by zrobić coś związanego z magią krwi – ale nie jsteśmy powiedzieć na ten temat nic więcej. W każdym razie, Gregor to nie zombie tego rodzaju, który nas interesuje, więc i tak nie ma potrzeby dłużej się nad nim rozwodzić.

Na samym końcu wyliczanki został nam jescze jeden osobnik, Plama. Wydaje się, że biedak kiedyś utonął, ale więcej nie wiemy. Jeśli został poddany procesowi ‘śmierci i wskreszenia’, co wydaje się dość prawdopodobne, mielibyśmy tutaj przykład jakiejś dziwnej magii wody. Tak właściwie, taki magiczny porces mógłby wyjaśniać pochodzenie rytuału Żelaznych Ludzi – topienia ludzi, a potem reanimowania ich przy pomocy RKO. Tak jak Gregor, Plama nie jest takim zombie o jakie nam chodzi, więc wspomnę o nim tylko mimochodem.

Mamy też inne magiczne istoty, które przedłużyły czas swojego życia i stały się czymś więcej niż ludźmi, takie jak Nieśmiertelni z Qarthu, którzy stali się w dużej mierze cieniami – albo Innych, którzy są Bóg jeden wie jak starzy i tylko nieco podobni do ludzi, z lodowymi kośćmi i krwią. Myślę, że to do tej kategorii należy Melisandre – magiczne przemienionych ludzi – a te istoty są czymś innym niż wskrzeszonymi ludzkimi ciałami. Z tego powodu, i one nie są tym czego szukamy. Będziemy omawiać tylko ludzi, którzy umierają, a potem są wskreszeni. A tak naprawdę obchodzą nas tylko ogniste upiory, lodowe upiory i Zimnoręki.

Jako, że są pewne wątpliwości co do tego, co dokładnie wskrzesiło Berica i Kamienne Serce, pozwólcie, że przedstawię pewien cytat z Nawałnicy mieczy. Mówi Thoros:

– Nie władam magią, dziecko. Tylko się modlę. Za pierwszym razem jego lordowska mość miał dziurę w piersi i usta pełne krwi. Wiedziałem, że nie ma nadziei. Dlatego, gdy jego biedna, rozdarta pierś przestała się poruszać, dałem mu na pożegnanie pocałunek dobrego boga. Wypełniłem jego usta ogniem i wdmuchnąłem płomienie do jego płuc, serca i duszy. To się nazywa ostatni pocałunek. Wiele razy widziałem, jak starzy kapłani udzielali go zmarłym sługom Pana, a nawet sam to robiłem raz czy dwa, gdy należy to do kapłańskich obowiązków. Nigdy jednak nie widziałem, by zmarły zadrżał nagle, gdy wypełnił go ogień, a potem otworzył oczy. To nie ja go wskrzesiłem, pani. Pan to uczynił. R’hlor ma jeszcze dla niego jakieś zadanie. Życie jest ciepłem, ciepło jest ogniem, a ogień jest u Boga i tylko u Boga.

Nawałnica mieczy, Arya VII, tom I, Stal i śnieg

I have no magic child.  Only prayers.  That first time, his lordship had a hole right through him and blood in his mouth, I knew there was no hope. So when his poor torn chest stopped moving, I gave him the good god’s own kiss to send him on his way.  I filled my mouth with fire and breathed the flames down into him, down his throat to lungs and heart and soul.  The last kiss, it is called, and many a time I saw the old priests bestow it upon the lord’s servants as they died.  I had given it a time or two myself, as all priests must.  But never before had I felt a man shudder as the fire filled him, nor seen his eyes come open.  It was not me who raised him, my lady.  It was the Lord.  R’hllor is not done with him yet.  Life is warmth, and warmth is fire, and fire is God’s and God’s alone.

Znowu, z całą pewnością tajemnicą jest to, dlaczego nagle ten ostatni pocałunek był w stanie przywrócić do życia zmarłego mężczyznę i kobietę, ale myślę, że to, że tym co tutaj działa jest bezspornie przede wszystkim to co nazwalibyśmy magią ognia. Dwoma głównymi kandydatami, którzy mogą wyjaśnić tą nową siłę pocałunku, są narodziny smoków (które, jak się wydaje, sprawił, że magia każdego rodzaju stała się silnejsza, na całym świecie) – albo coś związanego z magią czardrzew-netu. W Dorzeczu jest trochę czardrzew i ich pieńków (np, na Wysokim Sercu i w jaskini Berica, która tak właściwie może znajdować się pod Wysokim Sercem), jednak Thoros nie jest zielonowidzem, a podczas wielu wskrzeszeń Berica w pobliżu nie ma żadnych zielonowidzów, więc możemy jedynie spekulować na temat jakiegoś efektu występującego w całym tym regionie, na przykład czegoś podobnego do tego, że Mur to ‘zawias świata’, co sprawia, że w jego pobliżu magia staje się silniejsza.

Ostatnia spekulacja, którą do tego dorzucę: a co jeśli pierwotnym celem ‘ostatniego pocałunku’ – który daje się zmarłej osobie tuż po wydaniu ostatniego tchnienia – było wskrzeszanie ludzi? Podobnie, ‘rytuał’ RKO u Żelaznych Ludzi może mieć swoje korzenie w rzeczywistym wskrzeszeniu magią wody. Tak samo mogło być z R’hlorrystami. Jak wspomniałem wcześniej, wydaje się, że R’hlorryści mają obsesję stania się ‘ludźmi z ognia’ – noszą szaty, które w zamyśle mają wyglądać jak tańczące płomienie i tatuują sobie płomienie na twarzach. Nietrudno wyobrazić sobie starożytnych wyznawców R’hlorra tworzących ognistych nieumarłych, takich jak Beric.

Tym na czym chciałbym się teraz skupić jest jakość życia Berica i jego stan. Ma się znacznie lepiej od lodowych upiorów, wręcz całkiem na odwrót, bo posiada wolną wolę i zdolność do świadomego myślenia, podczas gdy upiory wydają się zniewolone, a ze swojej pierwotnej świadomości i pamięci nie zachowują prawie niczego. Beric ma nawet oznaki funkcji witlanych – jego czarna krew nadal płynie i może jeść, pić – a zatem przypuszczalnie również trawić. Jednocześnie, Beric stracił dość sporą część swojej oryginalnej osoby – w Nawałnicy mieczy mówi Thorosowi:

– Jak mogę się gryźć czymś, co ledwie pamiętam. Miałem kiedyś zamek na Pograniczu, Była też kobieta, którą poprzysiągłem poślubić. Dzisiaj nie potrafiłbym już znaleźć drogi do tego zamku ani powiedzieć ci, jakiego koloru miała włosy. Kto mnie pasował na rycerza, stary przyjacielu? Jakie były moje ulubione potrawy? Czasami wydaje mi się, że urodziłem się na tej cholernej¹ trawie w jesionowym gaju, z ustami wypełnionymi smakiem ognia i dziurą w piersi. Czy jesteś moją matką Thorosie?

Nawałnica mieczy, Arya VII, tom I, Stal i śnieg

¹ – ‘bloody’ znaczy i ‘zakrwawiony’ i ‘cholerny’, ale w tym kontekście znacznie lepiej pasuje ‘zakrwawiony’

“Can I dwell on what I scarce remember? I held a castle on the Marches once, and there was a woman I was pledged to marry, but I could not find that castle today, nor tell you the color of that woman’s hair. Who knighted me, old friend? What were my favorite foods? It all fades. Sometimes I think I was born on the bloody grass in that grove of ash, with the taste of fire in my mouth and a hole in my chest. Are you my mother, Thoros?” 

Wydaje się, że za Beric traci coś z siebie, za każdym razem gdy wraca. Później w Nawałnicy dostajemy następujący cytat, z rozmowy Berica i Thorosa – tuż po tym jak Thoros przyznaje, że zapalanie turniejowych mieczy, to nie najlepszy sposób traktowania ostrza. Beric pojawia się niespodzianie za jego plecami i do reszty psuje nastrój, mówiąc:

Ogień pochłania. – Lord Beric stał za nimi. W jego głosie było coś, co kazało Thorosowi natychmiast zamilknąć. – Pochłania, a kiedy się dopali, nie zostaje nic. Absolutnie nic.

– Bericu. Mój słodki przyjacielu. – Kapłan dotknął przedramieniem lorda błyskawicy. – Co chciałeś mi powiedzieć?

– Nic, czego nie mówiłbym już przedtem. Sześć razy, Thorosie? To za dużo.

Odwrócił się gwałtownie.

Nawałnica mieczy, Arya VIII, tom I, Stal i śnieg

Fire consumes.”  Lord Beric stood behind them, and there was something in his voice that silenced Thoros at once. “It consumes, and when it is done there is nothing left. Nothing.”

“Beric. Sweet friend.”  The priest touched the lightning lord on his forearm.  “What are you saying?”

“Nothing I have not said before.  Six times, Thoros?  Six times is too many.”  He turned away abruptly. 

Pani Kamienne Serce ma jeszcze gorzej od Berica – nim ją wskreszono, była martwa przez trzy dni. Jej ciało zaczęło się rozkładać – i wydaje się, że jej umysł również. Podczas gdy Beric jeździ tu i tam, planuje strategie, zajmuje się logistyką, karmieniem ludzi i tak dalej, Kamienne Serce po prostu wpatruje się z nienawiścią i skazuje ludzi na śmierć – jej inne imiona to ‘Matka Bez Litości’ i ‘Kobieta z Szubienicy’. Może mówić, ale jej głos jest zduszony, więc jakaś cząsteczka Catelyn w niej została… ale wydaje się, że jest znacznie bardziej rozłożona od Berica, pod każdym względem. Tak właściwie, Thoros nie chciał dawać jej pocałunku, bo była martwa przez tak długi czas, ale z jakiegoś powodu Beric postanowił oddać jej swoje brzemię i przekazał płomień życia Lady Catelyn, która stała się Panią Kamienne Serce.

Gdybym miał scharakteryzować stan istnienia Berica i Kamiennego Serca, porównałbym ich do tego, w jaki sposób popkultura i mit przedstawiają duchy. Najczęściej spotykanym wierzeniem o duchach jest to, że zwlekają z opuszczeniem ziemskiego padołu, bo czegoś lub kogoś się trzymają – jakiegoś żalu, tragedii, wyrzutów sumeinia lub jakiegoś innego niezakończonego powiązania z dawnym życiem. To prawie zawsze wiąże się z ostatnią rzeczą jaką robili za życia, albo z tym co czuli w chwili śmierci. Pomoc duchowi w ostatecznym odejściu zwykle dotyczy rozwikłania tej sprawy na punkcie której duch ma obsesję.

Ostatnią rzeczą, którą zajmował się Beric przed śmiercią było wymierzenie sprawiedliwośći Gregorowi Clegane i obrona Dorzecza – a po wskrzeszeniu, to właśnie te rzeczy stanowią jego jedyną motywację do dalszego życia. Pozostaje wierny misji z którą posłał go Ned w imię króla Roberta, nawet po tym jak i Robert i Ned nie żyją. W podobny sposób, Kamienne Serce całkowicie pochłania obsesja pomszczenia Krwawych Godów – a to klasyczny motyw duchów. Zbrodnia tak ohydna i niesprawiedliwa, że cień ofiary nie może znaleźć spokoju. Kamienne Serce jest widmem, które nawiedza Dorzecze, mści się na Freyach i innych osobach związanych z Godami.

Myślę, że to wszystko sugeruje, że Beric i Kamienne Serce to tylko pozostałości ich dawnych osobowości, a nie kompletne dusze, które wróciły do ciał. Są bardziej jal duchy, które zamieszkują własne, reanimowane trupy. Nie jesteśmy w stanie jasno stwierdzić czym się różni dusza od cienia, ale w każdym razie, ważne jest tutaj to, że Beric i Cat są dość poważnie podupadli, na ciele i umyśle…

… a nie chcemy, by to samo było prawdziwe co do Jona Snow. Tak naprawdę to oto tutaj chodzi – Jon Snow jest martwy, ale nie chcemy by był jak Beric albo Kamienne Serce gdy wróci. Przez to pragnienie wielu ludzi tworzyło teorie, usiłujące wyjaśnić, że Jon tak naprawdę nie umarł tam na śniegu, bo po prostu nie są w stanie zaakceptować tego, że Martin zamieni ulubieńca fanów, Jona, w Berica. Zatem, jestem niemal całkowicie pewny, że Jon nie żyje – w końcu miał krwotok z okolic szyi, tak gwałtowny, że stracił przytomnoś po upływie mniej niż minuty – ale głowa do góry. Nie sądzę, że stanie się Berikiem, pozostałością i cieniem, który niejasno pamięta swoje dawne życie i gdzie jest jego zamek. Nie sądzę, by wskrzeszony Jon miał obsesję na punkcie pomszczenia swojej śmierci na konspiratorach – a jeśli będzie kontynuował ostatnią rzecz jaką robił przed śmiercią – planowania ataku na Ramsaya w Winterfell – spodziewałbym się, że to nie będzie koniec dla Jona. Wręcz przeciwnie, uważam, że jest bardzo dobry powód, by przewidywać, że Jon okaże się ‘optymalnym’ rodzajem zombie, takim który może ocalić nas przed Długą Nocą.

Chodzi o to, że Jon jest zmiennoskórym.

***


Ciąg dalszy nastąpi? A kiedy?

Wskazówka: spójrz –

Serce ustało, pierś już lodowata,

Ścięły się usta i oczy zawarły;

Na świecie jeszcze, lecz już nie dla świata!

Cóż to za człowiek? — Umarły.

Adam Mickiewicz, Upiór

Questions about Mythical Astronomy.

Some questions to LML, concerning ‘The Mythical Astronomy of Ice and Fire’

***


  1. Do you think that we’ll get some brand new ‘mythical astronomy symbolism’ from George in the upcoming Sons of the Dragons novella (10th October 2017, I believe) and Fire and Blood lorebook?
  2. Is there any (in your opinion) significance of Ser Addam Velaryon’s trip to the Isle of Faces during the Dance of Dragons?

The dragon was Seasmoke, his rider Ser Addam Velaryon, determined to prove that not all bastards need be turncloaks. How better to do that than by retaking Tumbleton from the Two Betrayers, whose treason had stained him? Singers say Ser Addam had flown from King’s Landing to the Gods Eye, where he landed on the sacred Isle of Faces and took counsel with the Green Men. The scholar must confine himself to known fact, and what we know is that Ser Addam flew far and fast, descending on castles great and small whose lords were loyal to the queen, to piece together an army.

And is it important that Addam was accused of being a traitor and had to flee from KL? An echo of original Dayne-Hightower migration?

4. Are Daynes and Hightowers descendants of the same wave of migrants, who might have fled from Bloodstone Emperor’s realm. Maybe Daynes were first, and then Hightowers were sent after them by The BE but rebelled or sth.

5. What’s the deal with the ‘Talking Trees’ of The Summer Isles?

For much of their recorded history, they lived in isolation from the rest of mankind. Their earliest maps, as carved into the famous Talking Trees of Tall Trees Town, show no lands but the isles themselves, surrounded by a vast world-spanning ocean. As islanders, they took to the seas in the dawn of days, first in oared coracles, then in larger, swifter ships with sails of woven hemp, yet few ever ventured beyond the sight of their own shores…and those who sailed beyond the horizons did not always return.

Are they weirwoods? Or are there many trees with similar ‘magical’ properties across Planetos? And what the h*** are those trees from Qarth with black bark and blue leaves? Corrupted weirwoods?

6. Do you think that Nissa Nissa was the same person as Amethyst Empress? (Basically, I’d like to know how many people we have in this group, and who is who: Amethyst Empress, Bloodstone Emperor, Nissa Nissa, Azor Ahai, Monkey-Tail Woman, Tiger Woman.

7. Do you think that GRRM planned to drop this massive amount of clues in The World of Ice and Fire or Fire and Blood from the very beginning, or did the realise that maybe he’d made this symbolism too complex, and only few people found it?

Basically, was TWOIAF a way to ‘guide the readers in the right direction’ and is it still possible to figure this whole ‘Mythical Astronomy’ thing out without TWOIAF? Or maybe, originally GRRM planned to give us those clues in this ‘5 years long gap’ between ‘Feast’ and ‘Dance’?

8. Do you think that by the end of ASOIAF the seasons will be back to normal (if they ever were like ours in the first place)? How would the destruction of the second moon help (if at all)?

9. Did GRRM plan this whole thing from the beginning, or did it just ‘grow’ (as GRRM is a ‘gardener’)?

10. Do you think that we’ll ever be able to determine if ‘Mythical Astronomy’ was right or not?

Well, obviously I’d prefer it to be true, but ever if it’s not, I’ll still be really, really grateful to you, for showing me that such thing is possible. I feel the same about Graham Hancock’s theories… I’d love to see them comfirmed, but at the same time, even if he’s 100% wrong (which I doubt), the books are still fun, and creative, and I’m glad I’ve read them, because they show that even if there was not ‘great advanced civilisation’ we can become it one day, and that things like mythology, archeoastronomy, legends, folklore and symbolism are very important.


Notes about Tolkien, GRRM and the role of myth.

I think that it’s nearly 100% certain that GRRM has read ‘The Golden Bough’, since we get customs very similar to the ‘Sacred King/Corn King’ motif in ASOIAF (namely Pentos). It’s worth to mention that both C.S. Lewis and J.R.R. Tolkien have read Frazer, and discussed it together with several other writers. In fact, Tolkien’s arguments about Frazer’s discoveries helped to convince Lewis to become a theist.

Lewis even wrote:

“Now the story of Christ is simply a true myth: a myth working on us the same way as the others, but with this tremendous difference that it really happened: and one must be content to accept it in the same way, remembering that it is God’s myth where the others are men’s myths: i.e., the Pagan stories are God expressing Himself through the minds of poets, using such images as He found there, while Christianity is God expressing Himself through what we call ‘real things’.”

And Tolkien believed that:

“We have come from God, and inevitably the myths woven by us, though they contain error, will also reflect a splintered fragment of the true light, the eternal truth that is with God. Indeed only by myth-making, only by becoming ‘sub-creator’ and inventing stories, can Man aspire to the state of perfection that he knew before the Fall. Our myths may be misguided, but they steer however shakily towards the true harbour, while materialistic ‘progress’ leads only to a yawning abyss and the Iron Crown of the power of evil.”

And

“After all, I believe that legends and myths are largely made of ‘truth’, and indeed present aspects of it that can only be received in this mode; and long ago certain truths and modes of this kind were discovered and must always reappear.”

 

Bascially, he thought that mythology and ‘pagan’ cultures shouldn’t be dismissed, because there’s much we can learn from them. And he said that mythology was a way to preserve ‘symbolic’ and ‘religious’ thinking in humans, before humanity was ready for the ‘true’ religion.

Lewis agreed:

”Now as myth transcends thought, incarnation transcends myth. The heart of Christianity is a myth which is also a fact. The old myth of the dying God without ceasing to be myth, comes down from the heaven of legend and imagination to the earth of history. It happens – at a particular date, in a particular place, followed by definable historical consequences. We pass from a Balder or an Osiris, dying nobody knows when or where, to a historical person crucified (it is all in order) under Pontius Pilate. By becoming fact it does not cease to be myth: that is the miracle. I suspect that men have sometimes derived more spiritual sustenance from myths they did not believe than from the religion they professed. To be truly Christian we must both assent to the historical fact and also receive the myth (fact though it has become) with the same imaginative embrace which we accord to all myths. The one is hardly more necessary than the other is.”

So, in a nutshell: any kind of symbolic thinking is better than pure materisalism. Because pure materialism leads to things like Tywin using machiavellian logic to justify his war crimes and the Red Wedding. Materialism leads to people like Azor Ahai and Bloodstone Emperor, to Roose, Ramsay and Euron… To ‘The Iron Crown’ as Tolkien would say.

All of Tolkien’s works set on Arda (the planet on which Middle-Earth is one of the continents) were an effort to create a mythology for England:

The following quotes come from JRRT’s letter to Milton Waldman, an editor of the Collins Publishing House, in which Professor Tolkien explains his plans for the future and why The Lord of the Rings and The Silmarillion should be published together, as Saga of the Jewels (because Silamrillion is mainly about Silmarils, gems created by elven smith Fëanor, which contained the ‘light from before the Sun and Moon’, the glowing radiance of the Two Trees of Valinor – and LOTR, as you might already know, is about The Rings of Power).

In this letter (often published as preface to The Silmarillion in newer editions), Tolkien writes:

But an equally (to lingustics and creating languages) basic passion of mine ab initio was for myth (not allegory!) and for fairy-story, and above all for heroic legend on the brink of fairy-tale and history, of which there is far too little in the world (accessible to me) for my appetite. I was an undergraduate before thought and experience revealed to me that these were not divergent interests – opposite poles of science and romance – but integrally related. I am not ‘learned’ * in the matters of myth and fairy-story, however, for in such things (as far as known to me)

I have always been seeking material, things of a certain tone and air, and not simple knowledge. Also – and here I hope I shall not sound absurd – I was from early days grieved by the poverty of my own beloved country: it had no stories of its own (bound up with its tongue and soil), not of the quality that I sought, and found (as an ingredient) in legends of other lands.

There was Greek, and Celtic, and Romance, Germanic, Scandinavian, and Finnish (which greatly affected me); but nothing English, save impoverished chap-book stuff. Of course there was and is all the Arthurian world, but powerful as it is, it is imperfectly naturalized, associated with the soil of Britain but not with English; and does not replace what I felt to be missing. For one thing its ‘faerie’ is too lavish, and fantastical, incoherent and repetitive. For another and more important thing: it is involved in, and explicitly contains the Christian religion. For reasons which I will not elaborate, that seems to me fatal. Myth and fairy-story must, as all art, reflect and contain in solution elements of moral and religious truth (or error), but not explicit, not in the known form of the primary ‘real’ world. (I am speaking, of course, of our present situation, not of ancient pagan, pre-Christian days. And I will not repeat what I tried to say in my essay, which you read.)

Do not laugh!

But once upon a time (my crest has long since fallen) I had a mind to make a body of more or less connected legend, ranging from the large and cosmogonic, to the level of romantic fairy-story-the larger founded on the lesser in contact with the
earth, the lesser drawing splendour from the vast backcloths – which I could dedicate simply to: to England; to my country. It should possess the tone and quality that I desired, somewhat cool and clear, be redolent of our ‘air’ (the clime and soil of the North West, meaning Britain and the hither parts of Europe: not Italy or
the Aegean, still less the East), and, while possessing (if I could achieve it) the fair elusive beauty that some call Celtic (though it is rarely found in genuine ancient Celtic things), it should be ‘high’, purged of the gross, and fit for the more adult mind of a land long now steeped in poetry. I would draw some of the great tales in fullness, and leave many only placed in the scheme, and sketched.
The cycles should be linked to a majestic whole, and yet leave scope for other minds and hands, wielding paint and music and drama. Absurd.

You can read the whole letter here 


Like so many fantasy writers who followed him (for example George R.R. Martin, as LML explains in this essay), Tolkien was creating a mythology (or Legendarium – while H.P. Lovecraft’s universe and works set in it are often called ‘The C’thulhu Mythos’, all works of J.R.R. Tolkien set on Arda are called ‘Tolkien’s Legendarium’, although ‘Tolkien Mythos’ term is becoming popular recently). And while LOTR and The Silmarillion are often refered to as ‘fantasy’, another genere would be more appropriate – Mythopoeia, the art of creating mythology by a single writer/group of writers, in place of an entire culture spanning millenia.

And indeed, in Tolkien’s works we find many familiar archetypes and themes:

Speaking of the love that sub-creator (and creatror that is not The Creator, God) has for his works, Professor writes:

Anyway all this stuff* (his works) is mainly concerned with Fall, Mortality, and the Machine. With Fall inevitably, and that motive occurs in several modes. With Mortality, especially as it affects art and the creative (or as I should say, sub-creative) desire which seems to have no biological function, and to be apart from the satisfactions of plain ordinary biological life, with which, in our world, it is indeed usually at strife.

This desire is at once wedded to a passionate love of the real primary world, and hence filled with the sense of mortality, and yet unsatisfied by it. It has various opportunities of ‘Fall’. It may become possessive, clinging to the things made as ‘its own’, the sub-creator wishes to be the Lord and God of his private creation. He will rebel against the laws of the Creator – especially against mortality. Both of these (alone or together) will lead to the desire for Power, for making the will more quickly effective, – and so to the Machine (or Magic). By the last I intend all use of external plans or devices (apparatus) instead of development of the inherent inner powers or talents — or even the use of these talents with the corrupted motive of dominating: bulldozing the real world, or coercing other wills. The Machine is our more obvious modern form though more closely related to Magic than is usually recognised.

This of course, is the story of Lucifer, Prometheus, and in the world of Middle-Earth, Sauron and his master Morgoth.

About magic and Dark Lords:

I have not used ‘magic’ consistently, and indeed the Elven-queen Galadriel is obliged to remonstrate with the Hobbits on their confused use of the word both for the devices and operations of the Enemy, and for those of the Elves. I have not, because there is not a word for the latter (sinceall human stories have suffered the same confusion). But the Elves are there (in my tales) to demonstrate the difference. Their ‘magic’ is Art, delivered from many of its human limitations: more quick, more complete (product, and vision in unflawed correspondence). And its object is Art not Power, sub-creation not domination and tyrannous reforming of Creation. The ‘Elves’ are ‘immortal’, at least as far as this world goes: and hence are concerned rather with the griefs and burdens of deathlessness in time and change, than with death. 

The Enemy in successive forms is always ‘naturally’ concerned with sheer Domination, and so the Lord of magic and machines; but the problem: that this frightful evil can and does arise from an apparently good root, the desire to benefit the world and others*— speedily and according to the benefactor’s own plans — is a recurrent motive.

Tolkien considered ‘Gods’ necessary element of mythology, but at the same time, how can there be gods in a world that (in Tolkien’s view) was a sub-creation  of the God’s Creation?

And thus The Valar came into existence – angelic beings, with many atributes usually given to gods – like Zeus, Ishatar, Thor, Osiris, Odin.

The cycles begin with a cosmogonical myth: the Music of the Ainur. God and the Valar (or powers: Englished as gods) are revealed. These latter are as we should say angelic powers, whose function is to exercise delegated authority in their spheres (of rule and government, not creation, making or re-making). They are ‘divine’, that is, were originally ‘outside’ and existed ‘before’ the making of the world. Their power and wisdom is derived from their Knowledge of the cosmogonical drama, which they perceived first as a drama (that is as in a fashion we perceive a story composed by some-one else), and later as a ‘reality’. On the side of mere narrative device, this is, of course, meant to provide beings of the same order of beauty, power, and majesty as the ‘gods’ of higher mythology, which can yet be accepted – well, shall we say baldly, by a mind that believes in the Blessed Trinity. 

And they’ll be the topic of my first essay from The Mallron Comepndium series…