OŚWIADCZENIE LML-a

OŚWIADCZENIA
* SANRIXIAN – https://theambercompendium.wordpress.com/2019/05/27/oswiadczenie-sanrixian/
* LML – https://theambercompendium.wordpress.com/2019/05/27/oswiadczenie-lml-a/

 

(po angielsku: https://twitter.com/thedragonLML/status/1132499250166681600 )

TŁUMACZENIE

***

Zmagałem się z napisaniem tego przez cały dzień. Ciężko mi na sercu.

1.

Jak niektórzy z was wiedzą, zostałem publicznie oskarżony o kilka rzeczy przez Mallory ……… [nazwisko pominięto w tłumaczeniu, przyp. tłum.], znaną również jako Sanrixian. Przez pewien czas byliśmy przyjaciółmi, pracowaliśmy razem nad wieloma livestreamami, jak wiecie, stąd jestem bardzo smutny i rozczarowany tym, jak sprawy pomiędzy nami się posypały. Nie chcę dalej dokładać do tego sporu i fandomu negatywnej energii, lecz ponieważ Mallory upubliczniła swoje oskarżenie, czuję, że nie mam zbyt wielkiego wyboru. Muszę odpowiedzieć, choćby tylko po to, by bronić się przed czymś, co stanowi bardzo poważne oskarżenia. Z powodu tych oskarżeń odniosłem już poważne straty finansowe, wiele zaś osób doszło do wniosków usłyszawszy wersję zdarzeń tylko jednej ze stron. Nie popełnijcie błędu – ten podcast i kanał na YouTube to źródło moich środków utrzymania, i została podjęta zorganizowana akcja mająca na celu pozbawienie mnie tego na podstawie oskarżeń, które ukazują mnie jako jakiegoś potwora. Jestem jednak tą samą osobą, którą zawsze znaliście, i mam do opowiedzenia stronę tej historii. Zdaję sobie sprawę z tego, że Mallory ma prawo, by postrzegać sprawy w taki sposób, mam nadzieję, że także i ja mam takie samo prawo.

W liście Mallory znajdowało się wiele charakterystyki, lecz tylko kilka konkretnych oskarżeń, i to na nie będę odpowiadał. Jestem oskarżony o:

– niewynagradzanie Mallory sprawiedliwe

– spowodowanie, że chciała opuścić konwent, poprzez „przypieranie jej do muru” i zastraszanie w niedzielę na konwencie

– oczernianie jej i podjęcie próby przejęcia kontroli nad narracją, nastawianie jej przyjaciół przeciwko niej

Ponieważ sam jestem artystą, traktuję sprawę wynagradzania bardzo poważnie. W samym sercu tego sporu wydaje się leżeć przychód z superchatu z 3 (nie 5) livestreamów na moim kanale, podczas których Mallory wnosiła swój wkład tworząc na żywo sztuk, po czym obiecałem dzielić się z nią zyskiem z superchatu podczas takich streamów. Prawda jest taka, że w czasie konwentu zalegałem z wypłacaniem części przypadającej Mallory za te streamy ($142) jakieś dwa tygodnie od czasu, gdy YouTube wypłaciło za te streamy. Wtedy (jak się później dowiedziałem) zaczęła oskarżać mnie, że jej nie zapłaciłem. Nigdy nie miałem zamiaru jej nie płacić i do chwili obecnej zadośćuczyniłem za ten problem. Choć zaleganie było moją winą, ona nigdy nie poruszyła ze mną tego problemu, dopóki nie zaczęła mówić o tym innym ludziom na konwencie w niedzielną noc. Jak przyznaje w swoim liście, pozwoliłem jej zatrzymywać 100% zysków, które przyniosła jej sprzedaż koszulek mojej Mitycznej Astronomii, z wzorem który ja stworzyłem. Ponadto, Mallory często oferowała, że zrobi więcej, nieodpłatnie, i musiałem jej odmawiać (tego typu rozmowy miejsce miały nawet miejsce podczas livestreamów). Nawet w poniedziałek po konwencie, prosiła mnie, bym pozwolił jej robić więcej i bardziej na niej polegać, co wydaje się stać w sprzeczności do jej wersji wydarzeń, według której czuła się w tamtym czasie niedoceniana i niewynagradzana odpowiednio. Przez cały czas trwania naszej relacji, kontaktowałem się z nią i prosiłem, by powiedziała mi, gdyby kiedykolwiek nie czuła się stosownie wynagradzana lub doceniana. Słyszałem również jak mówiła, że inni twórcy nie doceniali jej i nie wynagradzali jej uczciwie. Po miesiącach udziału w livestreamach, po raz pierwszy słyszę, by czuła się niezadowolona. To prawda, że zalegałem z tymi 142 dolarami z przychodu z superchatu, ale bardzo silnie sprzeciwiam się opisowi, że w inny sposób nie wynagradzałem jej.

Drugie oskarżenie dotyczy rozmowy, która miała miejsce w niedzielę podczas konwentu. Rozmowa dotyczyła sprawy prywatnej, co do której Mallory podjęła decyzję, że nie będzie jej omawiać w swoim liście, i także ja nie będę jej tu opisywał. Mam bardzo różne wersje wydarzeń przebiegu tej rozmowy,

2.

z mojej strony było tam kilku światków, którzy potwierdzą moją wersję. Mallory powiedziała w swoim liście, że w rezultacie tej rozmowy w niedzielę, była tak wstrząśnięta, że rozważała opuszczenie konwentu – jednakże, wysłała pewnej osobie wiadomość tekstową (która została przechowana i w razie potrzeby można ją przedstawić) w nocy w sobotę, mówiąc, że była tak wstrząśnięta, że chciała „opuścić konwent i na dobre rzucić to wszystko”. Było to skutkiem spraw prywatnych, których wolimy nie omawiać, i miało miejsce przed niedzielną rozmową, o której napisała. Napisanie, że to nasza rozmowa doprowadziła do tego, że chciała opuścić konwent, nie jest poprawne. W istocie, moim zdaniem to właśnie te prywatne sprawy, które tak wstrząsnęły Mallory, stanowią sedno całej tego wszystkiego. Celem niedzielnej rozmowy było poproszenie jej, żeby nie opuszczała konwentu i nie „rzucała tego wszystkiego”, a także próba zrozumienia, co nią tak wstrząsnęło. Poza tą wiadomością tekstową opublikowała ona w sobotnią noc i w niedzielę rano również inne tweety, które zdawały się pokazywać, że była bardzo przygnębiona, i zanim w niedzielę poszedłem porozmawiać z Mallory, pewna osoba obecna na konwencie podeszła do mnie ze zrzutami ekranu tweetów, która ona wstawiła i później usunęła, pytając, czy wszystko z nią w porządku i czy ktoś pójdzie sprawdzić co z nią. To wtedy poszedłem z nią porozmawiać – Mallory i ja byliśmy dobrymi przyjaciółmi, było oczywistym, że była wstrząśnięta, i ludzie się o nią martwili.

Zostałem oskarżony o „przyparcie Mallory to muru” [cornering], lecz tym co zrobiłem było siądniecie obok niej przy jej stoliku, tak jak przez cały weekend robili wszyscy z naszej grupy. Nie podniosłem głosu. Ona mówiła o „potrzebie przestrzeni, żeby przetworzyć emocje” dotyczące tej prywatnej sprawy, co do której zadecydowaliśmy, że nie będziemy o niej opowiadać, ale nie odczytałem tego jako prośby, żebym odszedł od stolika. Gdyby to było jasne, natychmiast bym odszedł. Poszedłem tam by wesprzeć przyjaciółkę i wesprzeć, by nie „opuszczała konwentu” i „nie rzuciła na dobre tego wszystkiego”, jak mówiła poprzedniej nocy.

Prawdą jest również to, że w pewnym momencie tej rozmowy delikatnie położyłem rękę na udzie Mallory, co miało być gestem uspokajającym, że troszczę się o stan jej stan psychiczny. Nie można tego powiedzieć w żaden inny sposób – a ten czyn jest przedstawiany w świetle, które ja uważam za niesprawiedliwe i wprowadzające w błąd. Z całą pewnością nie było to agresywne lub siłowe (są świadkowie tego zdarzenia, którzy widzieli naszą interakcję i potwierdzą to). Podtrzymuję, że podszedłem do Mallory ze współczucia, jako przyjaciel.

Nie wywierałem na nią presji, by pojawiła się na żadnym z livesreamów, na których pojawiła się razem ze mną tamtej niedzieli, i gdybym wiedział, jak wstrząśnięta była po naszej rozmowie, natychmiast przeprosiłbym za moje zachowanie. Po naszej rozmowie musiałem poprowadzić panel, ale zanim zaczął się livestream, ona i kilka osób z naszej grupy się pogodzili i wszystko było dobrze. Nie przypominam sobie, żeby Mallory wspomniała, że sprawiłem, że poczuła się niekomfortowo, ale gdyby coś powiedziała, przeprosiłbym tak jak teraz przepraszam, choć miałem najlepsze intencje zaczynając tę rozmowę. Gdy w poniedziałek napisałem w grupie na Slacku, że pomiędzy mną i Sanrixian jest zgoda, to było szczere stwierdzenie oparte na moich rozmowach z nią i z jej odpowiedzi na Slacku wydawało się, że zgadzała się z tym.

Co do ostatniego oskarżenia, twierdzę, że było wręcz na odwrót. Mallory jako pierwsza podniosła przeciwko mnie oskarżenia w naszej grupie Mitycznej Astronomii na Slacku, i to tam po raz pierwszy broniłem się przed jej zarzutami. Jednak nawet zanim zacząłem się bronić w naszej grupie na Slacku, Mallory już pisała do innych twórców, czyniąc przeciwko mnie zarzuty i prosząc ludzi, by ze mną nie współpracowali. Jednakże, ja nie poprosiłem nikogo ani publicznie ani prywatnie, by zaprzestał współpracy z Mallory.

3.

Gdy dowiedziałem się, że pisała do innych twórców, broniłem się przed zaledwie kilkoma osobami, które uważam za moich bliskich przyjaciół. Dziś Mallory zaogniła sytuację, publicznie podnosząc swoję oskarżenia na Twitterze, ale ja nigdy nie wydałem żadnych publicznych oświadczeń na temat Mallory, powiedziałem jedynie moich sponsorom na Patreonie, że nie będę już z nią współpracował (ale nie czyniłem żadnego rodzaju oskarżeń, nie wchodziłem również w szczegóły, nie streściłem nawet tego, co się stało). Trudno zrozumieć, dlaczego to ja jestem przedstawiony jako osoba oczerniająca kogoś innego.

Mallory oskarżyła mnie o to, że nastawiłem jej przyjaciół przeciwko niej, ale jeśli spojrzycie dzisiaj na Twittera i przeczytacie komentarze i retweety, co widzicie? Podniosła się przeciwko mnie agresywna mentalność tłumu, mało kto zatrzymał się, by pomyśleć, jaka jest druga strona tej historii. Niepokojąca liczba twórców i patronów, którzy ze mną współpracowali lub mnie wspierali, obraca się przeciwko mnie, na podstawie oskarżeń, które Mallery przedstawiła im, najpierw prywatnie, a teraz publicznie. Kilku tworców i członków fandomu napisało do mnie, by powiedzieć, że mnie wspierają, ale bardzo boją się powiedzieć coś w mojej obronie z powodu grupowej mentalności, która jest widoczna dla wszystkich. Inni napisali do mnie, że chcieliby trzymać się z dala od tego wszystkiego, ale czują silną presję, by dołączyć się do bojkotu. Rozumiem, dlaczego ludzie sympatyzują z Mallory, ale trudno zrozumieć, dlaczego nie chcą usłyszeć mojej wersji. Widziałem jak w pewnym wątku jedna osoba powiedziała, że powinniśmy najpierw poczekać, co ja mam do powiedzenia, ale pewien znaczący twórca powiedział jej, żeby się „pier***iła”. Proszę, zadajcie sobie pytanie, czy to się wam podoba.

Na koniec, proszę was, żebyście rozważyli co zrobiłem dla społeczności i kim byłem. Tak, czasem bywałem nadmiernie kłótliwy. Nie jestem ślepy co do moich wad. Jednocześnie, spójrzcie na to, co zrobiłem z moim kanałem na YouTube i podcastem. Spójrzcie z iloma osobami podzieliłem się mikrofonem. Spójrzcie, ile innych kanałów YouTube pojawiło się dzięki wsparciu i nagłośnieniu na kanale LML TV. Byłem znany z tego, że tworzyłem społeczność, i to był dla mnie zawsze priorytet. Czy to wszystko znika w mgnieniu oka? Zapytajcie się – gdzie po raz pierwszy usłyszeliście o Sanrixian? Dla wielu z was, odpowiedź będzie brzmiała, że na moim kanale YT. Zawsze wydawało mi się, że dobrze funkcjonująca współpraca z Mallory była korzystna dla obojga z nas: podniosła swój status, sprzedała wiele koszulek i kalendarzy, i była ważnym gościem naszych niedzielnych livestreamów, podczas gdy mi bardzo podobała się jej twórczość i atmosfera, którą wnosiła do streamów, jak również jej doskonałe moderowanie czatu na żywo. Zorganizowała produkcję koszulek Mitycznej Astronomii i sprawiła, że stało się to możliwe. Wyraziłem moją wdzięczność pozwalając jej zachować wszystkie pieniądze – byłem po prostu szczęśliwy, że te koszulki gdzieś tam są.

Oto kim byłem. Jestem niezwykle rozdarty tym, co się dzieje, jak możecie sobie wyobrazić, przez cały dzień zmagałem się z napisaniem tej odpowiedzi. Otrzymałem na moich kanale YT i Twitterze hejt, w tym również groźby użycia przemocy. Niemniej jednak, muszę temu stawić czoła. Nie proszę nikogo, by przestał współpracować z Mallery, lub by zakończył z nią przyjaźń. Proszę o to, byście zastanowili się nad nie dołączaniem do ostracyzmu wobec mnie. To moja wersja tej historii i dziękuję za to, że ją przeczytaliście i przemyśleli. Dziękuję wszystkim, którzy napisali do mnie ze wsparciem.

LML

***

OŚWIADCZENIE SANRIXIAN: https://theambercompendium.wordpress.com/2019/05/27/oswiadczenie-sanrixian/

OŚWIADCZENIE SANRIXIAN

OŚWIADCZENIA
* SANRIXIAN – https://theambercompendium.wordpress.com/2019/05/27/oswiadczenie-sanrixian/
* LML – https://theambercompendium.wordpress.com/2019/05/27/oswiadczenie-lml-a/

(po angielsku:
* strony 1 i 2 – https://twitter.com/sanrixian/status/1132325155223552000
* strony 3 i 4 – https://twitter.com/sanrixian/status/1132325158209765376
* strony 5 i 6 – https://twitter.com/sanrixian/status/1132325469557338113 )

TŁUMACZENIE

***

Nadszedł czas, żebym opowiedziała o mojej zauważonej przez wielu nieobecności, dlaczego tak ciężko było mi o tym mówić i dlaczego to, bym to zrobiła jest tak ważne.

1.

Nie będę już brała udziału w Mitycznej Astronomii, Between Two Weirwoods, czy jakimkolwiek innym projekcie z Lucifer Means Lightbringerem. David/LML chciałby ukryć w niejasności to, co się stało – nie dlatego, że chce dobra dla mnie, swoich fanów lub płacących sponsorów, lecz by odwrócić uwagę od swoich własnych złych czynów. Nie pozwolę na to. Nie mogę na to pozwolić. Ważne jest to, żebyście wszyscy mogli dowiedzieć się do czego doszło pomiędzy nami i żebyście, gdy zobaczycie to, co ja zobaczyłam, poznali jakiego rodzaju człowiekiem David/LML jest naprawdę. Wycofuję również zgodę, by David używał moich prac. Stworzyłam te prace bez wynagrodzenia, ponieważ wspierałam Davida, jednak teraz nie mogę wyrażać już na to zgody, by ktoś nie odniósł wrażenia, że wspieram go lub wyrażam dla niego aprobatę. Nie pozwolę równeż, by ktokolwiek używał mojej twórczości, by wspierać go, proszę również, by każdy uszanował moje życzenie.

Trochę kontekstu: Mniej więcej roku temu, po Con of Thrones 2018, LML zaproponował mi wzięcie udziału w livestreamie razem z nim. Byłam podekscytowana – tym, że będę żartować, zabawiać i rysować dla mojego przyjaciela i jego youtube’owych widzów. W tym czasie myślałam o Davidzie jak o przyjacielu i dobrze nam się współpracowało – on był prowadzącym i autorem, ja moderatorką chatu, osobą obsługującą superchat, a także artystką zapewniającą rozrywkę w postaci ilustracji.

Zgłosiłam się, by dobrowolnie (pro bono) zrobić dla kanału LML-a na YouTube to wszystko, co zrobiłam dla swojego. Wiele osób nie ma tej świadomości, ale na początku, planowałam prowadzić jednoosobowy, organizowany co dwa tygodnie livestream w stylu wywiadu, podczas którego zapraszałabym gości i malowałabym/rysowałabym, jednocześnie dobrze się bawiąc dyskusją na temat PLIO [Pieśni Lodu i Ognia, przyp. tłum.]. David był jednym z dwóch gości, którzy wystąpili w tym programie, zanim zaczęłam poświęcać więcej czasu by moderować jego streamy. Fanart PLIO i tworzenie to moje pasje i kochałam tworzenie sztuki, którą cieszyło się całe środowisko [fanów PLIO].

Myślałam, że wszystko idzie bardzo dobrze, ale sytuacja zmieniła się na gorsze. Gdy on poprosił mnie, bym brała udział w cotygodniowych livestreamach byłam zbita z tropu po moim pierwszym livestreamie z nim. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to była rozmowa kwalifikacyjna. On był znany z tego, że wykluczał osoby, które nie spełniały jego standardów, i nie zapraszał ponownie ludzi, którzy nie spełnili jego oczekiwań. Z kolei 27 stycznia 2019 roku, zapomniał zaprosić mnie do swojego video pod tytułem „Sacred Order of Green Zombies 5” [Święty Zakon Zielonych Zombie 5], pomijając mnie w grupie zajmującej się planowaniem i rozpoczynając transmisję [na żywo] beze mnie. Czat to zauważył i wybaczyłam LML-owi, który wytłumaczył to tym, że był zajęty i pewnie nie myślał jasno. Natychmiast przeprosił mnie i osoby z czatu.

Ale później znów o mnie zapomniał – tym razem chodziło o panel na Con of Thrones 2019, po tym, jak poirytował się tym, że poprosiłam, by być z nim na licznych panelach. Następnie LML „sarkastycznie” powiedział mi w swojej grupie na Slacku, żebym się uspokoiła – to było bardzo przykre. Później, przestałam prosić go, by mnie włączył i zostałam pominięta przy wszystkich panelach oprócz jednego – tego transmitowanego na żywo, gdzie mogłam „spisać się najlepiej”, rysując dla niego w czasie gdy mówił.

2.

Pokrótce opiszę zdarzenia mające miejsce przed niedawnym dorocznym konwentem PLIO. Najpierw, David zaczął umniejszać moją rolę partnera w jego podcaście. Moja rola Ręki Smoka nigdy nie była rolą partnerską. To pomniejsza rola, z upływem czasu, on podkreślał, że jest dla niego coraz mniej ważna. Potem przestał bezpośrednio ze mną rozmawiać – czasem na całe tygodnie – by po upływie kilku tygodni znów wrócić w prywatnej rozmowie, i opowiadać mi, „co następnie namalować” lub powiedzieć mi, że „tworzymy dobry zespół”. Nasze rozmowy przestały być normalnymi konwersacjami, jakie mają przyjaciele, zamieniły się raczej w cotygodniową rutynę otrzymywania linku do hangoutów i mówienia mu po wszystkim, że zrobił dobrą robotę. W tym czasie również komplementował mnie, wzmacniając moją pewność siebie, po tym jak namalowałam na żywo [podczas livestreamu] dla niego jakąś ilustrację. Sugerował również co mam namalować za tydzień. To wtedy zaczęłam pytać go, co chce, żebym malowała, ponieważ jego zdaniem, rysowanie oryginalnych, zabawnych gryzmołów „rozpraszało czat”.

Gdy to wszystko się działo, z racji tego, że byłam Ręką Smoka, podjęłam pewne dodatkowe obowiązki, by w „społeczności” [fanów] LML-a panował ład – a konkretnie, zajmowałam się pokłosiem jego agresywnych postów na Twitterze, jego ciągłego „smoczego ognia” i ożywionych dyskusji z różnymi członkami tego środowiska, tak jak na Twitterze, jak i na YouTube. Zdrowy dyskurs jest dobry, ale przychodzi taki moment w byciu upartym i pozbawionym szacunku wobec kogoś, kto nie zgadza się z twoim pomysłem, że stajesz się okrutny. Ciągle kontaktowałam się z takimi osobami, lub to one same do mnie docierały, i robiłam dokładnie to, czego spodziewalibyście się po MNIE; pocieszałam ich i próbowałam usprawiedliwić jego zachowanie. Ten emocjonalny wysiłek dobrowolnie podejmowałam dla społeczności, i dla naszej przyjaźni. Obawiałam się, że jego zachowanie odstrasza ludzi, więc zrobiłam co w mojej mocy, by ugasić te metaforyczne pożary.

Zatem, by podsumować, LML wykorzystywał mnie i moich artystycznych zdolności, by przyciągać widzów na swoje show, bagatelizował moje partnerstwo na jego streamach z Mitycznej Astronomii i publicznie mnie umniejszał. Te wydarzenia sprawiły, że czułam się okropnie, ale zachowałam milczenie. David był moim przyjacielem. W sercu jest dobrym człowiekiem – powtarzałam sobie. Zawsze mnie przepraszał, gdy zrozumiał, że popełnił błąd. Później zawsze wydawało się, że nasze stosunki się polepszały, gdy postawił na swoim lub zrobił cokolwiek uważał za słuszne.  W jego osobowości nastąpiła wyraźna zmiana, którą zauważyło wielu członków społeczności. Na niedawnym dorocznym konwencie PLIO, wspomniałam mu, że niektórzy z nas zwrócili uwagę na to, że w przez ostatni rok zachowywał się dziwnie. Wspomniałam również, że martwiliśmy się o niego i chcielibyśmy wiedzieć jak możemy mu pomóc.

W końcu, za zgodą Davida i by wypełnić zaległe zobowiązania na Patreonie, zaczęłam drukować i sprzedawać na mojej stronie koszulki z Mitycznej Astronomii. Sprzedałam około 75 koszulek, za przybliżoną sumę 500 dolarów. Zaproponowałam, by przeznaczyć wszystkie pieniądze zarobione z tych koszulek na opłacenie naszego (mojego i jego) pokoju oraz podróży na wspomniany wcześniej konwent PLIO. Jeśli do tej pory nie było to jasne, pozwólcie, że wyłożę to prosto – nie działam w tym fandomie dla pieniędzy.

3.

Mniej więcej miesiąc przed tym konwentem, podczas jednego z odcinków jego podcastu Mityczna Astronomia, Old Crones Myth Head Roundtable (Sacred Order of Green Zombies 8), który został wyemitowany 17 marca 2019 roku, LML obiecał ludziom, że będę otrzymywać połowę pieniędzy przelanych podczas każdego streamu w którym będę brała udział. Byłam szczęśliwa, i prawdę mówiąc, choć nie jestem w tym dla pieniędzy, potrzebowałam tego by pokryć koszty produktów na nadchodzący konwent.

Ale nigdy mi nie zapłacono.

Za żadne z pięciu wystąpień w kolejnych livestreamach Davida.

Nadal zachowałam pozytywne podejście, myślałam, że zapłaci mi, gdy będzie w stanie. Ale na konwencie, wszystko się załamało. Nie będę opisywała ze szczegółami zdarzeń, które miały miejsce. Jeśli macie pytania lub chcecie, bym wyjaśniła jakieś plotki, proszę zapytajcie mnie w prywatnej wiadomości. To oświadczenie jest o tym, jaki wpływ na mnie miały działania Davida, te wcześniejsze i te na konwencie – to nie ma być drobiazgowe streszczenie tego weekendu, ani publiczne rozgłaszanie naszych prywatnych spraw.

Podczas konwentu David i ja mieliśmy osobiste nieporozumienie przy stoliku, gdzie sprzedawałam. Jego natura była prywatna i dotyczyła czegoś, czego tutaj nie opiszę. Powiem tylko, że zdarzenie, które doprowadziło do tego co się pomiędzy nami stało dotyczy innych osób oprócz Davida i mnie – osób, które nie zrobiły nic złego. Podzielę się tym, że David przyparł mnie do muru przy stoliku, gdzie prowadziłam sprzedaż, zmuszając mnie do publicznej rozmowy o naszym prywatnym konflikcie w czasie, gdy próbowałam obsłużyć klientów.

Przed tym zdarzeniem, podczas konwentu wcale nie spałam ani nie jadłam. Przez większą część dnia musiałam zajmować się moim stolikiem, miałam też panel, którym musiałam się martwić, i byłam niesamowicie zestresowana. Lecz mój świat runął, gdy David agresywnie przyparł mnie do muru [nie udało się ustalić, czy to metafora, w oryginalne David cornered me at my vendor booth]. Zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, że David którego widzieliśmy online, ten David, który był moim przyjacielem i kimś kogo podziwiałam, nie był osobą za jaką go miałam.

Po tym zdarzeniu z Davidem, byłam gotowa by spakować moje rzeczy i wrócić do domu. Niedawny konwent PLIO to jedyne fizycznie miejsce, gdzie sprzedaję moją sztukę, to dla mnie ważne i poświęcam mnóstwo czasu, pieniędzy i wysiłku, by się tam dostać i to sprzedać. Byłam jedyną osobą obsługującą mój stolik, i tego dnia musiałam go wcześnie opuścić. Potrzebowałam trochę czasu, by się uspokoić, i robiłam co mogłam, by ignorować Davida tak uprzejmie jak tylko się dało w kameralnej lokalizacji z około 200-300 członkami społeczności, przez resztę konwentu.

Koniec końców, David nachodzący mnie i agresywnie naruszający moją przestrzeń kosztował mnie spadek sprzedaży, ale byłam tak zawstydzona i wstrząśnięta, że potrzebowałam oddalić się od mojego stolika dla mojego zdrowia psychicznego.

4.

W tym momencie wiedziałam, że nic nie będzie jak dawniej. Żadna liczba słów nie mogła zmienić tego co czułam. Byłam skrzywdzona, czułam się wykorzystana i zmanipulowana. Zaczęłam kwestionować wszystko co dotyczyło naszej przyjaźni i wszystkich naszych wcześniejszych interakcji.

Dlatego nie mogę milczeć. Znajdowałam się w zbyt wielu sytuacjach, gdzie byłam kontrolowana, przymuszona lub powiedziano mi co mam czuć i zrobić w sytuacji której doświadczałam. Zawsze obawiałam się tego, że stracę możliwość bycia na streamach z Davidem, jeśli go rozgniewam, zrobię mu przykrość albo nie zrobię tego, o co prosi. Nie twierdzę, że obawiałam się zemsty w postaci fizycznej przemocy – fizyczność to tylko jeden z aspektów manipulacji i wykorzystywania. Lęk przed tym, że zostanie mi odebrana moja pozycja wystarczył, by on dostawał to czego ode mnie chciał.

Po zamknięciu mojego stoiska miałam 15 minut, by zdecydować co zrobić z pregame NOWIE, livestreamem poświęconym serialowi telewizyjnemu Gra o tron, który David prowadził na swoim kanale. Przez wzgląd na społeczność, przebrnęłam przez to i zrobiłam co w mojej mocy, by trzymać się dobrze. Czułam ze strony jego i kilku innych osób presję, by ubrać odważną twarz i iść dalej. Zdusiłam moje osobiste zmartwienie i próbowałam po cichu opuścić konwent, choć wiedziałam, że po tym weekendzie, już nigdy nie będę w streamie LML-a, to była ostatnia rzecz jakiej bym chciała. Biorąc udział w tamtym livestreamie, nie chciałam nikogo wprowadzić w błąd, pokazując się z nim. Zamiast tego, tym co zobaczyliście była próba publicznego nacisku ze strony LML-a, żebym udawała, że wszystko jest dobrze.

Niedzielnej nocy spałam może przez godzinę, dzień przed 12 godzinnym prowadzeniem, którego się obawiałam, bo wiedziałam, że znów będę z nim zamknięta na małej przestrzeni, jako że musiałam odstawić go na lotnisko. Nie chciałam tego robić, to było bardzo trudne i musiałam zdystansować się od tej sytuacji i zdarzeń, które miały miejsce. Zrobiłam co w mojej mocy, by być dla niego tak miłą jak to możliwe – wiedziałam, że przechodził przez osobiste problemy, i nie był to odpowiedni czas na początek dyskusji o naszym „partnerstwie”, jego show i wreszcie z naszą przyjaźnią. Potrzebowałam czasu, by wszystko przetrawić, co do tego czasu powiedziałam mu wielokrotnie – on nadal o tym ze mną rozmawiał, nie patrząc na moje życzenie. Czułam się bezsilna, niezdolna by zrobić cokolwiek poza wróceniem do domu. Byłam w trybie przetrwania [survival mode].

Ale czuję, że David obrócił moją uprzejmość i potrzebę przemyślenia wszystkiego przeciwko mnie. Powiedział naszym wspólnym przyjaciołom w jego grupie na Slacku, że nadal byliśmy przyjaciółmi, i że ta przyjaźń była „silniejsza niż kiedykolwiek”, choć ja nadal czułam się głęboko zraniona. „To może poczekać, nie jestem tak ważna jak on, powinnam być dobrą przyjaciółką i trzymać język za zębami, te sprawy później się uporządkują” – ta myśl nieustannie przebiegała przez mogą głowę, żebym mogła z tym sobie poradzić. Byłam wściekła [mad], ale usiłowałam ustalić ile na tym etapie da się uratować. Nie chciałam tworzyć pomiędzy nami więcej kłótni czy napięcia. Miałam nadzieję, że jeśli dostanę czas i przestrzeń, o którą prosiłam, będziemy mogli się rozejść z naszą przyjaźnią w nienaruszonym stanie, wzajemnym szacunkiem i zrozumieniem.

5.

W końcu i ogólnie, nauczyłam się wielu lekcji i poznałam kim jest LML, w samej głębi. Przedstawia się jako sojusznika, obrońcę zdrowa psychicznego, ocalałych oraz ofiar wykorzystywania i manipulacji, ale tak naprawdę nimi nie jest. Klasycznym manewrem manipulatorów jest ukrywanie ich prawdziwej natury poprzez publiczne podnoszenie protestu przeciwko tym zachowaniem i okazywanie wsparcia ofiarom tylko po to, by ukryć, że oni sami są winni tego samego zachowania.

Zostałam zmanipulowana by czuć się jak podwładna a nie partner w Mitycznej Astronomii. Wykorzystano moje artystyczne zdolności i nie pozwolono bym dostrzegła jakie naprawdę stworzyłam dla siebie miejsce w tej społeczności.

Nie jestem osobą konfliktową, ale zdaję sobie sprawę z tego, że z LML-em są problemy, inne niż te które tu wymieniłam. Widziałam negatywne komentarze, słyszałam o dramacie, jestem świadoma plotek. Nie chciałam wierzyć, że David jest tak naprawdę manipulatorem o narcystycznych skłonnościach, ale on sam udowodnił, że tak jest, przede mną i innymi osobami, publicznie na konwencie.

A teraz spodziewa się, że nie poniesie za swoje zachowanie żadnej kary.

Na początku, nie chciałam publikować żadnego oświadczenia. Jednakże, w miarę jak upływa czas, boję się, że jeśli się teraz nie wypowiem, nie tylko ja, lecz każdy kogo on skrzywdził będzie zmuszony do milczenia i wszystko zamiecie się pod dywan.

Nie będę uciszoną kobietą.

Muszę mówić o jego niedopuszczalnym zachowaniu, nie tylko dla siebie, lecz przede wszystkim w celu chronienia całego środowiska.

Nie proszę nikogo o nic, poza przecyztaniem tego oświadczenia i poszanowanie mojej prósby, by nie używać mojej sztuki, by wspierać, wyrażać aprobatę lub promować go.

Nie będę jednak popychadłem.

Ci, którzy zajmują stanowiska władzy i mają duży zasięg, mają obowiązek, którym jest bronić tych, którzy sami nie mogą się obronić, być silnym, gdy inni nie są w stanie i opowiadać się po stronie tego, co właściwe.

Oto ja, stawająca czoła komuś, kto wyrzadził mi krzywdę.

6.

Doceniam każdego i wszystkich, którzy poświęcili czas, by to przeczytać. Decyzja by to napisać i opublikować nie została podjęta lekko, nie chcę też, byście czuli, że musicie opowiedzieć się po którejś ze stron. Nie ma żadnych stron. David sam sobie pościelił łóżko i teraz musi w nim spać [idiom]. Musi zmierzyć się z konsekwencjami swoich działań.

Nie czujcie presji, by się ze mną skontaktować, lecz zróbcie to, jeśli zechcecie. Teraz, gdy miałam czas i przestrzeń [potrzebną by to przemyśleć], zdołałam zrozumieć jak i dlaczego czuję się w ten sposób i przedyskutować to z moją terapeutką – jestem gotowa, by o tym mówić.

Nie opuszczam internetu, nie usuwam się, nie uciekam. Dalej będę tworzyć sztukę i mam plany by zacząć coś nowego, nadal będę pojawiała się na livestreamach z innymi twórcami. Wierzę, że ta społeczność zrobi to co właściwe, w sposób jaki wybierze.

Rysowanie dla was było moją przyjemnościa i zaszczytem, miłośnicy symboliki. Jeszcze większą radościa jest oglądanie waszych reakcji na czasie, rozmawianie z wami na twitterze i sprawianie, że się uśmiechacie. Jednakże, w naszej społeczności stało się coś okropnego i musi zostać jasno podkreślone, że takiego zachowania nie można akceptować, naszych głosów nie można kontrolować, i nie będziemy stały szeroko uśmiechnięte i znosiły to by ocalić twarz.

To była wiadomość od Sanrixian, wypisująca się jako Ręka Smoka i witająca was jako Dobra Królowa. Dziękuję za wasz czas.

Sanrixian

***

OŚWIADCZENIE LML-a: https://theambercompendium.wordpress.com/2019/05/27/oswiadczenie-lml-a/

Bran Stark: Endgame (SPOILERS?)

Bran Stark: Endgame

some thoughts from Bluetiger

***

I’m sorry for this post being so messy and chaotic. I simply don’t have the time to gather my thoughts in the proper essay format. There will be spoilers for Game of Thrones Season 8 (including the latest episode, S803: The Long Night). There might be spoilers for the upcoming episodes, and who knows, maybe even for the books.

To read this short theory scroll down past the three random images below:


IMG_Dallas_20180503_155658_processed.jpg

enhanced photo by BT

***SPOILERS BELOW***


IMG_Mononoke_20180503_155759_processed.jpg

photo by BT

***SPOILERS BELOW***


IMG_20170922_201612_processed

photo by BT

***SPOILERS BELOW***

(this time for real)


The Night King is dead. Long live the Night King.

In the next episode, Daenerys, Jony & Co, will leave Winterfell and march south towards White Harbor, where they’ll board the remaining ships of the Targaryen armada and sail to King’s Landing to battle Cersei, Euron & the Golden Company.

Bran will stay in Winterfell. There must always be a Stark in Winterfell. The castle & the winter-town will be undergoing some serious repairs after last episode’s battle. With all his friends and family gone, Bran will feel more alienated than ever. Having realised that no human can understand him now that he’s fully turned into the Three Eyed Crow, Bran will seek solace in the trees.

He’ll go deeper than ever before. Bloodraven has warned him before. Don’t stay too long in the green sea or you’ll drown. But now there’s no Bloodraven to guide him. Or, Bran will feel some “disturbance in the Force”, some weird presence in the weirwood tree.

Bran will go even deeper into the trees. And there, the Night King will be waiting.

Perhaps he’s never truly been in that physical icy body. Perhaps the physical NK was always a puppet controlled by this powerful greenseer from afar. Or, NK’s spirit went into the Winterfell heart tree in that instant between Arya stabbing him and his icy body shattering into myriad particles. Who knows. But the NK will be there.

Perhaps in his human form. Perhaps still icy. But he and Bran will meet, and maybe talk… and battle.

Bran will wrestle with the NK on the astral plane. And he’ll find a way to destroy him (or free him) once and for all. But that’ll lead to the weirnet being destroyed. Bran will mentally duel with the NK, just like Finrod Felagund who battled Sauron with songs of power, and Sauron answered with spells and chant of his own. Just like Luthien who also dueled Sauron at Tol-in-Gaurhoth.

In the end, Bran will sacrifice his greenseer powers, and most likely his life as well. He’ll save the world. The Others will never rise again. But just like Frodo, who has saved Shire and Middle-earth, but not for himself, Bran won’t live happily after in Westeros. He won’t see all those new springs, summers, autumns and winters. He’ll pass away.

And no one will know how that “broken boy”, whom they all considered to be little more than a “weird kid”, saved all Westeros and all Essos and all the Known World.

They’ll be busy with their game of thrones. They won’t thank him. They won’t remember. They most likely won’t even notice. The Starks will mourn their little brother. But for the rest of Westeros, there will be more “important” things. Squabbles over lands, matters of inheritance, politics, petty games and rivalries. That will be the end of the Greenseers in history and in song.

The ultimate bitter-sweet ending…

“Courage is found in unlikely places…” [LOTR]

What do you think?

Thanks for reading & cheers!

– Bluetiger

***


The “weird/psychic” character with special powers who’s misunderstood & alienated by the society yet saves everybody in the end is, from what I understand, a motiff that has already appeared in GRRM’s writing, vide Haviland Tuf and Thomas Tudbury, The Great and Powerful Turtle.

 

Bibliography

Bibliography

In English/Po angielsku


by J.R.R. Tolkien:

The Hobbit or There and Back Again
The Lord of the Rings
– The Fellowship of the Ring
– The Two Towers
– The Return of the King
– The Appendices
The Silmarillion, edited by Christopher Tolkien
The Unfinished Tales, edited by Christopher Tolkien
The History of Middle-earth, edited by Christopher Tolkien
– Volume II, The Book of Lost Tales Part Two
– Volume IV, The Shaping of Middle-earth
– Volume V, The Lost Road and Other Writings
– Volume IX, Sauron Defeated (especially Part Two: The Notion Club Papers)
– Volume X, Morgoth’s Ring
– Volume XI, The War of the Jewels (notably Quendi and Eldar & Cuivienyarna)
– Volume XII, The Peoples of Middle-earth

The Letters of J.R.R. Tolkien, edited by Humphrey Carpenter and Christopher Tolkien

J.R.R. Tolkien: A Biography, by Humphrey Carpenter

by George R.R. Martin:

A Song of Ice and Fire
– A Game of Thrones
– A Clash of Kings
– A Storm of Swords
– A Feast for Crows
– A Dance with Dragons

– The Winds of Winter (preview chapters)

The Knight of the Seven Kingdoms
– The Hedge Knight
– The Sworn Sword
– The Mystery Knight

The Princess and the Queen
The Rogue Prince
The Sons of the Dragon

Fire and Blood, Volume I

* Aegon’s Conquest
* The Reign of the Dragon – The Wars of Aegon I
* Three Heads had the Dragon – Governance Under Aegon I (also known as The Peace of the Dragon)
* The Sons of the Dragon
* Prince into King – the Ascension of Jaehaerys I
* The Year of the Three Brides – 49 AC
* A Surfeit of Rulers
* A Time of Testing – The Realm Remade
* Birth, Death, and Betrayal Under King Jaehaerys I
* Jaehaerys and Alysanne – Their Triumphs and Tragedies
* The Long Reign – Jaehaerys and Alysanne: Policy, Progeny, and Pain
* Heirs of the Dragon – A Question of Succession
* The Dying of the Dragons – The Blacks and the Greens
* The Dying of the Dragons – A Son for a Son
* The Dying of the Dragons – The Red Dragon and the Gold
* The Dying of the Dragons – Rhaenyra Triumphant
* The Dying of the Dragons – Rhaenyra Overthrown
* The Dying of the Dragons – The Short, Sad Reign of Aegon II
* Aftermath – The Hour of the Wolf
* Under the Regents – The Hooded Hand
* Under the Regents – War and Peace and Cattle Shows
* Under the Regents – The Voyages of Alyn Oakenfist
* The Lysene Spring and the End of Regency

The World of Ice and Fire, with Elio Garcia and Linda Antonsson

GRRM: A RRetrospective (Dreamsongs)

Interviews and articles:

George R.R. Martin: The Rolling Stone Interview
George R.R. Martin on J.R.R. Tolkien, Birthing Dragons, The Grateful Dead, Hollywood and More
George R. R. Martin on the One Game of Thrones Change He ‘Argued Against’ (TIME interview)
George R.R. Martin asks: “What was Aragorn’s tax policy?” (The Tolkien Society)
George R.R. Martin: My ending will reflect The Lord of the Rings (The Tolkien Society)
George R.R. Martin: “I revere The Lord of the Rings” (The Tolkien Society)
George R.R. Martin explains where Tolkien got it wrong
George R.R. Martin on J.R.R. Tolkien and Complex Fantasy


The Golden Bough by Sir James George Frazer

The Bible
– The Book of Isaiah
– The Book of Revelation
– The Books of Kings
– The Gospel According to Mark
– The Gospel According to Luke
– The Epistle to the Romans

The Aeneid by Publius Vergilius Maro

The Chronicles of Narnia by C.S. Lewis
– Prince Caspian
– The Voyage of the Dawn Treader
– The Silver Chair
– The Magician’s Nephew

Bibliografia

Po polsku/In Polish


powieści i opowiadania autorstwa George’a R.R. Martina: 

Pieśń Lodu i Ognia (tłum. Michał Jakuszewski):
Gra o tron
– Starcie królów
– Nawałnica mieczy, cześć I: Stal i śnieg
– Nawałnica mieczy, część II: Krew i złoto
– Uczta dla wron, część I: Cienie śmierci
– Uczta dla wron, część II: Sieć spisków
– Taniec ze smokami, część I
– Taniec ze smokami, część II

Rycerz Siedmiu Królestw:
– Wędrowny rycerz
– Zaprzysiężony miecz
– Tajemniczy rycerz

Księżniczka i królowa (w zbiorze Niebezpiecznie kobiety)
Książę Łotrzyk (w zbiorze Łotrzyki)
Synowie Smoka (w zbiorze Księga mieczy)

Ogień i krew, tom I, część I
Ogień i krew, tom I, część II

Świat Lodu i Ognia (wspólnie z Elio Garcią i Lindą Antonsson)

Ślady Palców Świtu: Dzieci Imperium (część 1)

Poniższy artykuł został opublikowany 25 lutego 2019 roku przez FSGK.PL jako Mityczna Astronomia: Ślady Palców Świtu (Dzieci Imperium – część 1)

Tekst Bluetigera powstał na podstawie odcinków Mitycznej Astronomii Lodu i Ognia LMLa: Great Empire of the Dawn: Flight of the BonesAstronomy of Planetos: Fingerprints of the DawnThe Great Empire of the Dawn (wspólny odcinek History of Westeros i Mitycznej Astronomii)


W poprzednim odcinku omówiliśmy teorię LML-a, według której miasto znane obecnie jako Asshai przy Cieniu było niegdyś stolicą Wielkiego Cesarstwa Świtu. Tym razem przyjrzymy się różnym ludom Essos (i nie tylko) w poszukiwaniu potencjalnych śladów tego potężnego imperium. Choć stojąca na wysokim poziomie rozwoju pradawna cywilizacja Świata Lodu i Ognia bezpowrotnie zaginęła, upadłszy podczas Długiej Nocy, wśród jej spadkobierców postaramy się odnaleźć rozproszone elementy prawdy o tym czym była, i jaką kluczową rolę odegrała w zamierzchłej przeszłości, w Erze Świtu, tysiące lat przed wydarzeniami Pieśni Lodu i Ognia. Oczywiście, pomówimy o Yi Ti i Leng, jej najbardziej oczywistych następcach, jednak jak się okaże, niektóre z Dzieci Świtu odnajdziemy w bardzo odległych i niespodziewanych miejscach.

Jak zdradza nam maester Yandel, wieloetniczne państwo jakim było Wielkie Cesarstwo rozpadło się i tworzące je nacje już nigdy się nie zjednoczyły:

Wielkie Cesarstwo Świtu nie narodziło się jednak na nowo, odzyskany świat był bowiem pęknięty. Każde z ludzkich plemion poszło swoją drogą, bojąc się pozostałych, a wojna, nieczystość i morderstwo przetrwały aż do dzisiejszych czasów. W to przynajmniej wierzą ludzie Dalekiego Wschodu.

Niektóre z tych ludów nadal zajmują obszar, który stanowił serce Wielkiego Cesarstwa, inne wyruszyły w długą i niebezpieczną drogę, nim znalazły dogodne dla siebie miejsce. W dzisiejszym tekście poświęcimy czas tak jednym, jak i drugim. Czeka nas podróż godna Lomasa Obieżyświata, Elissy Farman lub samego Corlysa Velaryona – a zatem, do dzieła!

***

Pochodzący ze Świata Lodu i Ognia opis Wielkiego Cesarstwa zdradza nam, że było ono zamieszkane przez wiele “ludzkich plemion”. Taka sytuacja jest bardzo logiczna, w końcu imperia znane z historii naszego świata niemal zawsze składały się z wielu ludów. Dobrym przykładem jest tutaj oczywiście samo Imperium Rzymskie, ale również Imperium Mongolskie czy perskie Imperium Achemenidów. Kolejną cechą charakterystyczną większości imperiów, zwłaszcza kolonialnych, lub tych, które kontrolują ogromny obszar, jest istnienie hierarchii, w której jeden lud, który podporządkował sobie pozostałe, stoi najwyżej, tworząc elitę, której poddane są pozostałe grupy etniczne. Można spekulować, że podobnie było w przypadku Wielkiego Cesarstwa. Jeśli starożytni mieszkańcy Asshai’i (których nie należy utożsamiać z przybyszami, którzy obecnie zamieszkują Miasto przy Cieniu) stworzyli Wielkie Cesarstwo, to zapewne właśnie oni stanowili klasę rządzącą, szczególnie jeśli – jak sugerowałem w części pierwszej – byli pierwszymi smoczymi lordami w historii Planetos.

Nie wiemy na jakich zasadach i w jakich okolicznościach pozostałe ludy zostały włączone do Imperium – na drodze podboju, dzięki traktatom, z własnej woli dla osiągnięcia korzyści ekonomiczno-politycznych, czy w jeszcze inny sposób. Nie wiemy również czy wszystkie z tych plemion cieszyły się takimi samymi prawami. Przykład innych imperiów, tak z naszej historii, jak i z przeszłości Planetos, pozwala się domyślać, że było inaczej – twórcy Cesarstwa (prawdopodobnie Asshai’i) trzymali w swoich rękach władzę, w dobrej sytuacji znajdowali się ich najwcześniejsi sojusznicy/poddani (np. Yi Ti’i lub Lengijczycy), zaś inne “barbarzyńskie” ludy, dopiero niedawno włączone do Imperium, były znacznie gorzej traktowane. Pisząc o tym chcę zaznaczyć, że jak w każdym wielonarodowościowym państwie, w Wielkim Cesarstwie mogły znajdować się grupy niezadowolone z jego istnienia, które – gdyby tylko mogły – chętnie znalazłyby się poza jego granicami, lecz również ludy, którym pod rządami Boskich Cesarzy wiodło się nie najgorzej, i które rzeczywiście mogłyby wspominać Imperium Asshai jako “złoty wiek ludzkości”, śniąc o jego powrocie.

Wyobraźmy sobie, że w pewnym momencie do władzy dochodzi okrutny tyran, który uciska swoich poddanych jeszcze bardziej, uzurpator, który łamie tabu zabójstwa krewnych i wprowadza całkowicie nową, w dodatku mroczną, religię. To, że wielu poddanych Nie-Boskiego Cesarza nie marzy o niczym innym jak tylko o tym, by znaleźć się od niego jak najdalej jest dość zrozumiałe. Załóżmy więc, że niedługo po tych wydarzeniach ma miejsce katastrofa, w wyniku której despota traci znaczną część swojej władzy, lub nawet ginie. Całe państwo upada, nie działają urzędy, żołnierze, którzy strzegli granic lub trzymali podbite ludy w ryzach nagle przypominają sobie, że mają ważne sprawy gdzie indziej, lub zaczynają plądrować co im się nasunie pod rękę, kapłanów już nie ma… jednym słowem, znikają wszystkie autorytety i groźba użycia siły, która do tej pory spajała nasze imperium. Czego można się spodziewać? Tego, że uciemiężeni poddani Imperatora zostaną w swoich miasteczkach i wsiach? Tego, że będą spokojnie siedzieć i przyglądać się czemuś, co z ich punktu widzenia wydaje się końcem świata? Wręcz przeciwnie, należy się spodziewać, że ludy takiego państwa rozejdą się na wszystkie strony w wielkim exodusie, szczególnie wówczas, jeśli skutki wspomnianej wielkiej katastrofy nadal im zagrażają.

Właśnie tak było z upadkiem Wielkiego Cesarstwa Świtu:

Gdy córka Opalowego Cesarza zasiadła po nim na tronie jako Ametystowa Cesarzowa, zawistny młodszy brat obalił ją i zabił, a potem ogłosił się Krwawnikowym Cesarzem i rozpoczął rządy terroru. Krwawnikowy Cesarz praktykował mroczne sztuki, tortury i nekromancję, uczynił ze swego ludu niewolników, wziął sobie za żonę kobietę-tygrysicę, jadł ludzkie mięso i odrzucił prawdziwych bogów, oddając cześć czarnemu kamieniowi, który spadł z nieba. (…)

Według annałów Dalekiego Wschodu to właśnie Krwawa Zdrada, jak nazwano tę uzurpację, dała początek epoce ciemności znanej jako Długa Noc. Zrozpaczona złem, które zapanowało na świecie, Panna Zrobiona ze Światła odwróciła się do niego plecami, a Lew Nocy uwolnił całą moc swego gniewu, by ukarać ludzką niegodziwość. (…)

Wielkie Cesarstwo Świtu nie narodziło się jednak na nowo, odzyskany świat był powiem pęknięty.

Można podejrzewać, że niektóre z ludów zamieszkujących Wielkie Cesarstwo podjęły próbę opuszczenia jego granic jeszcze przed zapadnięciem Długiej Nocy. Krótko mówiąc, w Essos zaczęłaby się masowa migracja. Z chwilą upadku imperium rozpoczęłaby się istna wędrówka ludów. Niestety, nie posiadamy żadnych informacji o ziemiach położonych dalej na wschód niż Góry Jutrzenki i Krainy Cienia, i z tego powodu możemy spekulować jedynie na temat plemion, które udały się na zachód. Przypuszczam, że stanowiły one większość (o ile nie całość) tych narodów – wygląda na to, że to właśnie Asshai i Krainy Cienia stanowią epicentrum tajemniczego kataklizmu, który zniszczył Cesarstwo.

Jak już wspomniałem, niektóre z ludów podporządkowanych Imperium Asshai nadal zamieszkują region, który niegdyś ono zajmowało (z pominięciem samego Asshai i Krain Cienia, które prawdopodobnie były wówczas jeszcze bardziej skażone i niegościnne niż obecnie) – są nimi Yi Tijczycy i Lengijczycy. Inne skierowały się na wschód. Dokąd dotarły? Czy na kartach Pieśni Lodu i Ognia już się z nimi zetknęliśmy? W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania musimy udać się ponad gór omglony szczyt… na drugą stronę Kości.

NA WSCHÓD OD VAES DOTHRAK i Matki Gór stepy przechodzą w pagórkowate równiny i lasy, a ziemia pod stopami wędrowca robi się twarda, kamienista i zaczyna się piąć ku górze, coraz stromiej. Wzgórza stają się coraz wyższe i dziksze, a wkrótce w oddali pojawiają się góry. Ich wyniosłe szczyty zdają się unosić na tle nieba na wschodzie. Te niebieskoszare olbrzymy są tak ogromne, wyszczerbione i groźne, że nawet Lomas Obieżyświat, ten nieustraszony podróżnik (jeśli wierzyć jego opowieściom), utracił na ich widok odwagę, przekonany, że dotarł do końca świata.

Przodkowie Dothraków oraz innych konnych koczowników ze stepów wiedzieli jednak lepiej, niektórzy z nich pamiętali bowiem, że sami przekroczyli ongiś te góry, wędrując ze wschodu. Czy przybyli na zachód w nadziei, że odnajdą tam żyźniejsze ziemie oraz dostatek, czy też pragnęli podbojów, a może uciekali przed jakimś straszliwym wrogiem? Ich opowieści nie zgadzają się ze sobą, niewykluczone więc, że nigdy się tego nie dowiemy; możemy być jednak pewni, że ich droga była trudna, zostawili bowiem za sobą ślad z kości. Kości ludzi i koni, olbrzymów, wielbłądów i wołów, najrozmaitszych zwierząt, ptaków oraz potworów – wszystkie je można odnaleźć wśród owych straszliwych szczytów.

To im góry zawdzięczają swą nazwę: Kości. Ten najwyższy łańcuch górski w całym znanym świecie, od morza zachodzącego słońca aż po Asshai przy Cieniu, biegnie od Morza Dreszczy po Morze Nefrytowe, tworząc mur z powykręcanych skał i ostrych kamieni, ciągnący się ponad tysiąc pięćset mil z północy na południe i około trzystu ze wschodu na wschód.

Świat Lodu i Ognia: Kości i ziemie położone za nimi

Himalaje świata lodu i ognia, Kości, stanowią niemal nieprzebytą naturalną przeszkodę dla wszystkich podróżujących ze wschodu na zachód (lub w przeciwnym kierunku), zwłaszcza dla dużych grup, takich jak całe plemiona czy ludy. Pomimo tych trudności, tysiące ludzi zdecydowały się w odległej przeszłości na podjęcie próby przekroczenia tego łańcucha górskiego, za co wielu z nich zapłaciło życiem. Co mogło ich do tego skłonić? Maester Yandel sugeruje, że chodziło im o znalezienie bardziej żyznych terenów, podboje lub ucieczkę przed “straszliwym wrogiem”. Każde z tych wyjaśnień wydaje się równie prawdopodobne, przynajmniej dopóki nie przypomnimy sobie, że w górach można odnaleźć szkielety nie tylko ludzi, lecz również zwierząt. Obecność niektórych z nich łatwo wyjaśnić – koni, wołów, wielbłądów i innych udomowionych zwierząt… ale co z innymi “najrozmaitszymi zwierzętami, ptakami oraz potworami”? Jakie plemię usiłujące dostać się na drugą stronę gór zadawałoby sobie trud przeprowadzenia również zwierząt, z których nie mieli żadnego pożytku, lub takich, które stanowiły zagrożenie?

Nie, takie działania nie miałyby najmniejszego sensu. Ta masowa migracja nie tylko ludzi i ich inwentarza, lecz również dzikich zwierząt przypomina raczej ucieczkę wszystkiego co żyje przed jakąś ogromną katastrofą naturalną – wybuchem wulkanu, pożarami lasów, suszą, powodzią. Tak się składa, że w Asshai i Krainach Cienia musiała mieć miejsce jakaś katastrofa na wielką skalę. Sugeruję, że ludzie i wszystkie inne stworzenia, które w panice uciekały za Kości próbowały znaleźć się jak najdalej od epicentrum właśnie tego kataklizmu. Możliwe również, że niektóre ludy przekroczył Kości jeszcze przed Długą Nocą, ratując się przed tyranicznym władcą Wielkiego Cesarstwa Świtu, Krwawnikowym Cesarzem, ale sądzę, że przytłaczająca większość była w stanie uciec dopiero po jego upadku, już w trakcie Długiej Nocy.

Warto wspomnieć, że w PLIO byliśmy już świadkami podobnej nagłej masowej migracji. Mam tu na myśli marsz Wolnych Ludzi prowadzonych przez Mance’a Raydera na Mur, za którym mieli nadzieję schronić się przed nadprzyrodzonym zagrożeniem, przed Innymi. Jorah Mormont wspomina, że zwiadowcy Nocnej Straży zaobserwowali również masowe przemieszczanie się stad jeleni, łosi i mamutów na południe. Sytuacja z jaką mamy do czynienia w Wielkim Cesarstwie jest bardzo podobna – wszyscy ludzie i zwierzęta podejmują rozpaczliwą próbę ucieczki przed parającym się mroczną magią Imperatorem i kataklizmem, który wywołał. Możliwe, że George R.R. Martin celowo zawarł tu symboliczną paralelę – “wszystkie istoty o ciepłej krwi” chcą znaleźć się po drugiej stronie Muru, by nie wpaść w ręce Innych i przetrwać nową Długą Noc, podczas gdy ludzie i zwierzęta zamieszkujące Wielkie Cesarstwo w dramatycznych okolicznościach próbują przeprawić się przez “mur powykręcanych skał i ostrych kamieni” czyli łańcuch Kości. Warto podkreślić, że w obu przypadkach wspomniane są również olbrzymy.

Plemiona przekraczające Kości musiałyby skorzystać z jednej z trzech starożytnych dróg przecinających góry ze wschodu na zachód:

Mędrcy od Qarthu aż po Qohor mawiają: “Do Kości prowadzi tysiąc dróg, ale wychodzą z nich tylko trzy”. Choć z oddali góry wydają się nieprzebyte, istnieją setki szlaków, ścieżek wydeptanych przez kozy bądź dziką zwierzynę, koryt potoków oraz zboczy, pozwalających wędrowcom, kupcom i poszukiwaczom przygód wniknąć do serca Kości. W niektórych miejscach można odnaleźć starożytne stopnie wykute w skale, ukryte tunele i korytarze. Wiele tych ścieżek jest jednak zdradzieckich, inne zaś kończą się ślepo albo są pułapkami na nieostrożnych.

Małe grupki, dobrze uzbrojone i zaopatrzone, mogą się przedostać przez Kości, korzystając z usług znających ów region przewodników, jednakże armie, karawany i samotni wędrowcy powinni raczej trzymać się głównych szlaków, trzech dróg prowadzących przez góry oddzielające wschód od zachodu, zwanych Stalowym, Kamiennym i Piaskowym Szlakiem.

Stalowy Szlak, nazwany tak z powodu licznych bitew, które widział, zaczyna się w Vaes Dothrak, podobnie jak Kamienny Szlak. Ten pierwszy biegnie niemal prosto na wschód, drugi zaś zakręca na południowy wschód, by połączyć się ze starym Jedwabnym Szlakiem przy ruinach Yinishar (przezwanych przez władców koni Vaes Jini), by potem piąć się w górę. Daleko na południe od nich wije się Piaskowy Szlak, biegnący przez Południowe Kości (zwane niekiedy Suchymi Kośćmi, trudno tam bowiem o wodę) oraz otaczające je pustynie. Łączy on wielkie portowe miasto Qarth z targowym miastem Tiqui, bramą wschodu.

Nawet jeśli wędruje się tymi uczęszczanymi szlakami, podróż przez Kości jest żmudna i ryzykowna, a względne bezpieczeństwo słono kosztuje, albowiem po drugiej stronie gór wznoszą się trzy potężne miasta forteczne, ostatnie pozostałości potężnego ongiś Patriarchatu Hyrkoonu. Bayasabhad, Miasto Węży, strzeże wschodniego końca Piaskowego Szlaku i pobiera myto od wszystkich, którzy chcą tamtędy przejechać. Kamienny Szlak, z głębokimi jarami i niezliczonymi, płytkimi serpentynami, przebiega pod murami Samyriany, miasta z szarego kamienia, wykutego w skale gór, których broni. Na północy odziani w futra wojownicy podążają Stalowym Szlakiem przez kołyszące się mosty i podziemne przejścia, eskortując karawany zmierzające do Kayakayanai o murach z czarnego bazaltu, czarnej blachy stalowej i żółtej kości.

Kto zbudował trzy drogi biegnące przez Kości i w jakim celu? Wydaje się, że szlaki są równie stare lub starsze od samego Patriarchatu Hyrkoonu, ponieważ jego władcy wznieśli Bayasabhad, Samyrianę i Kayakayanayę jako forty graniczne, które z czasem rozrosły się w miasta. Pogórza Kości były jedynie zachodnią marchią Hyrkoonu – jego sercem Hyrkoonu był żyzny niegdyś obszar pełen rzek i jezior, który obecnie wysechł zupełnie i zmienił się w pustynię zwaną Wielkim Morzem Piasku. Czy te gwałtowne zmiany klimatyczne mają związek z Długą Nocą i kataklizmem, który zniszczył Krainy Cienia i Asshai? Być może. Jedno jest pewne – Hyrkoon musiał być wprost niewiarygodnie stary. Pewna legenda obrazuje jak bardzo, gdy w opisie wywołanej przez Krwawnikowego Cesarza Długiej Nocy i upadku Wielkiego Cesarstwa Świtu padają słowa:

Dopiero gdy pojawił się wielki wojownik – znany pod rozmaitymi imionami, takimi jak Hyrkoon Bohater, Azor Ahai, Yin Tar, Neferion lub Eldric Pogromca Cieni – który dał ludzkości odwagę i poprowadził cnotliwych do boju, dzierżąc gorejący miecz zwany Światłonoścą, udało się rozbić ciemność i na świat wróciły jasność oraz miłość.

Imiona pod którymi znany jest ów bohater łatwo można w większości dopasować do odpowiadających im kultur. Azor Ahai to imię pod jakim heros jest znany w Asshai, a które rozpowszechniło się po całym Essos dzięki wysiłkom czerwonych kapłanów R’hllora – możliwe, że ich religia powstała właśnie w Asshai, lub wyrosła z Kultu Gwiezdnej Mądrości, który został zapoczątkowany w Wielkim Cesarstwie. Yin Tar to niemal na pewno imię pochodzące z cywilizacji Yi Ti – Yin jest głównym portem Złotego Cesarstwa i stolicą niektórych władających nim dynastii. Możliwe, że Yin Tar ma coś wspólnego z bliźniaczym miastem Samyriany, położonym po przeciwnej stronie gór Yinisharem. Imię Neferion bezpośrednio nawiązuje do miasta Nefer, stolicy owianego złą sławą Królestwa N’ghai. Hyrkoon Bohater to imię pod jakim władający Światłonoścą heros był znany w Patriarchacie Hyrkoonu przed jego upadkiem. Pochodzenie imienia Eldric Pogromca Cieni jest niejasne, samo słowo brzmi nieco westerosko i to właśnie tam odnajdujemy postaci o podobnych imionach (np. Eldric Arryn, Edric Dayne, Elric Stark). Być może Eldric to imię pod jakim Azor Ahai był znany wśród żyjących wówczas w Essos Andalów, lub bohater Pierwszych Ludzi, który również miał jakiś związek z zakończeniem Długiej Nocy.

Pomijając imię Eldric o niejasnym pochodzeniu, wszystkie imiona pod jakimi znany jest dzierżący gorejący miecz bohater można dopasować do cywilizacji lub kultur położonych na obszarze zajmowanym przez Wielkie Cesarstwo Świtu (lub, jak w przypadku Asshai i Neferu, w miejscach, które podejrzewamy o to, że wchodziły w jego skład).

Jeśli Hyrkoon Bohater to legendarny założyciel Hyrkoonu, oznacza to, że Patriarchat powstał wkrótce po Długiej Nocy oraz to, że Hyrkoończycy byli jednym z ludów zamieszkujących Wielkie Cesarstwo. Czy trzy graniczne forty – Samyriana, Bayasabhad oraz Kayakayanaya – rzeczywiście zostały zbudowane przez Hyrkoon? Czy może raczej są dziełem Wielkiego Cesarstwa, podobnie jak położone na wschodzie Pięć Fortów? Czy sam Hyrkoon był po prostu prowincją Imperium, która uniezależniła się po jego upadku? Być może. Pewnym jest, że Wielkie Cesarstwo Świtu sięgało aż po Kości, możliwe zatem, że to właśnie ono odpowiada za budowę trzech górskich szlaków. Czy trzy graniczne forty znajdowały się wówczas w rękach żołnierzy wiernych Krwawnikowemu Cesarzowi, którzy uniemożliwali podporządkowanym mu ludom przejście na drugą stronę Kości? (Warto wspomnieć, że posiadanie i kontrolowanie trzech szlaków byłoby dla Imperium Asshai bardzo korzystne, stwarzając możliwość handlu i kontaktu z cywilizacjami rozwijającymi się na zachodzie – np. państwem Królowych Rybaczek). Czy dopiero upadek Cesarstwa i rozpoczęcie Długiej Nocy otworzyło te drogi? Niestety, na te pytania nie mamy odpowiedzi. Wiemy jednak, że Patriarchat Hyrkoonu może być pierwszym z zaginionych “ludzkich plemion” zamieszkujących Wielkie Cesarstwo.

Kolejne z nich odnajdziemy już po drugiej stronie gór.

Warto zwrócić uwagę na to dokąd prowadzą trzy drogi. Piaskowy Szlak zaczynający się w Bayasabhadzie dociera do Qarthu, który – jak możecie pamiętać z części pierwszej – może być kolejną cywilizacją, która wyrosła z Wielkiego Cesarstwa. Qarth, umożliwiający panowanie nad Nefrytowymi Bramy, cieśninami łącząca Morze Letnie z Morzem Nefrytowym, był u zarania dziejów równie strategicznym miejscem jak obecnie. Czy właśnie dlatego Wielkie Cesarstwo wzniosło portowe miasto właśnie w tym miejscu? Czy nazwa potężnej gildii kupieckiej z Qarthu, Turmalinowego Bractwa, nawiązuje do legendarnego władcy Wielkiego Cesarstwa, Turmalinowego Cesarza? Czy tradycyjna qaartheńska suknia odsłaniająca jedną pierś jest nawiązaniem do legendy o Azorze Ahai i Nissie Nissie? Czy Nieśmiertelni wywodzą się od czarodziejów z Wielkiego Cesarstwa? A może są jedynie ich imitacją, magikami, którzy po upadku Imperium dostali w swoje ręce pradawne teksty? To właśnie w tym mieście Daenerys spotyka czarowników, którzy podają się za jej przodków z Wielkiego Cesarstwa, “duchy ubrane w wyblakłe królewskie szaty. W dłoniach trzymały miecze z bladego ognia. Włosy ze srebra, włosy ze złota i platyny, oczy z opali, ametystów, turmalinu i nefrytu”. Qarth jest niezwykle interesującym miejscem, lecz to nie on jest tematem dzisiejszego odcinka. Do “najwspanialszego miasta jakie było, jakie jest i jakie będzie” wrócimy innym razem.

Piaskowy Szlak kończy się na ziemiach zamieszkanych przez Qaathijczyków, z których miast najazdy Dothraków przetrwał jedynie Qarth. Pozostałe drogi, Stalowy i Kamienny Szlak, docierają do tego samego miejsca – Vaes Dothrak. Czy to przypadek, że to właśnie Dothrakowie pamiętają, że ich przodkowie przemierzyli niegdyś Kości?

Moim zdaniem to właśnie Dothrakowie wywodzą się od plemion, które niegdyś uciekły z Wielkiego Cesarstwa za Kości. Dopóki istniały takie potęgi jak Valyria, władcy koni byli jednym z nic nieznaczących plemion koczowników. Oto opis stepów wschodniego Essos:

Wędrowcy zwą tę krainę Nawiedzanymi Ziemiami, z uwagi na liczne ruiny miast, albo Wielkim Pustkowiem, w dzisiejszych czasach jest jednak bardziej znana jako Morze Dothraków. To stosunkowo nowe określenie, Dothrakowie są bowiem młodą rasą i dopiero po Zagładzie Valyrii ich khalasary zdominowały owe ziemie, kiedy przybyły ze wschodu z ogniem i stalą, by zniszczyć starożytne miasta, które ongiś tam kwitły, i porywać ich mieszkańców w niewolę.

Po ucieczce z Wielkiego Cesarstwa Dothrakowie przeprawili się przez góry korzystając z Kamiennego lub Stalowego Szlaku i osiedli się w tej części świata, gdzie aż do Zagłady Valyrii zamieszkiwali jedynie stepy w pobliżu Matki Gór, u wschodniego podnóża Kości.

W wierzeniach i zwyczajach Dothraków odnajdujemy pozostałości po związkach z Wielkim Cesarstwem. W religii pradawnego imperium główną rolę odgrywały niebiosa i astronomia. Według legend jego pierwszy władca, Bóg na Ziemi, był synem Panny Zrobionej ze Światła (bogini słońca i światła) oraz Lwa Nocy (bóstwa związanego z ciemnością). Po tysiącach lat monarcha “odszedł między gwiazdy, dołączając do swych przodków”. Również religia Krwawnikowego Cesarza, który czcił czarny kamień, który spadł z nieba jest oparta na obserwacji zjawisk astronomicznych, podobnie jak założony przez niego Kult Gwiezdnej Mądrości, którego wyznawcy gromadzą się w miastach portowych i śpiewają nocą ku gwiazdom. Wydaje się, że religią państwową cesarstwa był kult Panny Zrobionej ze Światła, od której pochodzili boscy cesarze (być może GRRM nawiązuje tutaj to japońskiej bogini słońca Amaterasu). Nie wiemy jaką rolę odgrywał Lew Nocy, który z jednej strony miał być ojcem pierwszego cesarza, ale jednocześnie, pojawiają się wzmianki o Perłowym Cesarzu, który wzniósł Pięć Fortów, by uniemożliwić prowadzonej przez niego armii demonów wstęp w granice Cesarstwa.

Religia Dothraków również jest oparta na astronomii (nigdy nie wspomina się o bóstwach związanych np. z roślinnością lub zwierzętami). Jak oznajmia nam Irri w Grze o tron:

– Księżyc to nie jajo. Księżyc to bogini, żona słońca. Wszyscy to wiedzą.

Khal Drogo jest przez Daenerys nazywany “słońcem i gwiazdami”, podczas gdy ona sama jest “księżycem jego życia”. Być może te określenia odzwierciedlają oczywiste dla Dothraków powiązywanie khala ze słońcem (podobnie ma się sprawa z królami, których korony symbolizują promienie słońca), zaś jego małżonki z księżycem.

Ponadto, Dothrakowie wierzą, że gwiazdy są ognistymi rumakami, wielkim stadem które przemierza nocne niebo. To przekonanie odgrywa w ich kulturze tak wielką rolę, że słyszał o tym nawet Theon Greyjoy, który wspomina, że według władców koni gwiazdy są duszami poległych. Gdy Drogo składa przysięgę, że poprowadzi swój khalasar przeciwko królowi Robertowi z Westeros, khal wzywa na świadków Matkę Gór i gwiazdy, czyli dusze swoich przodków.

Podobne wierzenia odnajdujemy w mitach Wielkiego Cesarstwa Świtu:

Przez dziesięć tysięcy lat Wielkie Cesarstwo Świtu cieszyło się pokojem i dobrobytem pod władzą Boga na Ziemi, aż wreszcie odszedł on między gwiazdy, dołączając do swych przodków.

Czy to przypadek, że Dothrakowie, którzy przed przybyciem na stepy zamieszkiwali po drugiej stronie Kości, na obszarze Wielkiego Cesarstwa, zachowali u siebie identyczną tradycję?

Kiedy umiera władca koni, zabija się też jego wierzchowca, aby jego pan mógł pojechać dumny do krainy nocy. Ich ciała zostają spalone pod gołym niebem. Wtedy khal mknie na swoim ognistym rumaku, aby zająć miejsce pośród gwiazd. Im jaśniej człowiek płonął za życia, tym mocniej jego gwiazda świeci w ciemności.
Pierwszy zauważył ją Jhogo.
– Tam – powiedział ściszonym głosem. Dany odwróciła głowę i ujrzała gwiazdę nisko na wschodzie. Pierwsza gwiazda była kometą. Czerwona jak krew, jak ogień, ogon smoka. Nie mogłaby oczekiwać wyraźniejszego znaku.

Warto również zwrócić uwagę na to, że oczy khala Drogo zostały opisane jako “onyksowe” (po raz pierwszy w scenie, gdzie Viserys opowiada, że khal jest Aegonem Smoczym Lodem narodzonym na nowo). Onyksowy Cesarz był jednym z władców Wielkiego Cesarstwa. Oczywiście, gdy GRRM pisał Grę o tron taka postać najprawdopodobniej nie istniała. Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym, że tworząc opis Wielkiego Cesarstwa w Świecie Lodu i Ognia George celowo wybrał dla jednego z jego władców właśnie ten kamień szlachetny, by dać nam wskazówkę, że Dothrakowie są w jakiś sposób z nim związani.

Więcej dowodów na to, że Dothrakowie pochodzą z Wielkiego Cesarstwa uzyskamy, gdy przyjrzymy się innemu plemieniu jeźdźców, które do tej pory mieszka po przeciwnej stronie Kości, w granicach dawnego imperium. Mam tu na myśli jeźdźców zorsów, Jogos Nhai.

***

Świat Lodu i Ognia nigdy nie mówi wprost, że Jogos Nhai wchodzili w skład Wielkiego Cesarstwa, wydaje się to jednak niemal całkowicie pewne – według Yandela “Na początku, jak piszą kapłani-skrybowie z Yin, cały obszar między Kośćmi a lodowatą pustynią zwaną Szarym Pustkowiem, między Morzem Dreszczy a Morzem Nefrytowym (wliczając nawet wielką i świętą wyspę Leng), tworzył jedno państwo” – Równiny Jogos Nhai znajdują się właśnie na tym terenie.

Co ciekawe, wierzchowce Jogos Nhai nie są zebrami, lecz zebroidami, hybrydami zebr i koni. W naszym świecie zorsy są bezpłodnymi krzyżówkami ogierów zebr i końskich klaczy. Wygląda na to, że w świecie Martina zorsy są jednak płodne, w przeciwnym razie Jogos Nhai nie mogliby ich hodować i rozmnażać.

Na dodatek “zebry” od których pochodzą zorsy z równin Jogos Nhai zamieszkują dżungle Yi Ti i Leng.

Wierzchowce Jogos Nhai są mniejsze od ognistych dothrackich rumaków; równiny położone na wschód od Kości są bardziej suche i mniej żyzne od Morza Dothraków, trawa rośnie tam rzadsza i trudniej wykarmić konia. Dlatego ci wschodni koczownicy jeżdżą na zorsach, wytrzymałych stworzeniach wyhodowanych przez krzyżowanie koni z egzotycznymi, podobnymi do nich zwierzętami, żyjącymi w południowych częściach Yi Ti i na wyspie Leng. Zorsy Jogos Nhai to wredne zwierzaki o skórze w czarno-białe pasy, słyną jednak z wytrzymałości i ponoć potrafią przeżyć wiele cykli księżyca tylko na chwastach i diabelskiej trawie oraz pokonywać długie dystanse bez wody i paszy.

Możliwe, że to kolejna wskazówka, że te trzy ludy zamieszkiwały kiedyś wspólne Wielkie Cesarstwo – dzisiejszy Leng jest skrajnie izolacjonistyczny, zaś Yi Ti toczy z Jogos Nhai nieustanne wojny. Z tych powodów dwa cesarstwa Dalekiego Wschodu raczej nie prowadzą handlu z jeźdźcami zorsów, co sugeruje, że przodkowie Jogos Nhai weszli w posiadanie zebr z Lengu i Yi Ti wcześniej, być może w chaosie, którym nastąpił po Długiej Nocy, lub jeszcze za czasów Wielkiego Cesarstwa Świtu.

Kultura Jogos Nhai jest pod wieloma względami podobna do dothrackiej. Istnieje jednak kilka istotnych różnic. Jeśli przodkowie Dothraków i Jogos Nhai tworzyli jedną kulturę jeźdźców, powinniśmy się spodziewać, że to kultura tych drugich jest bliższa tej pierwotnej. Wygląda na to, że przodkowie Dothraków, którzy przekroczyli Kości zrobili użytek ze swoich zdolności jazdy na zorsach, by oswoić większe konie, które napotkali na stepach po drugiej stronie gór.

W przeciwieństwie do Dothraków, którzy przemierzają morze traw w ogromnych hordach zwanych khalasarami, Jogos Nhai podróżują w małych rodzinnych grupach. Na czele każdej z takich grup stoi jhat (wódz wojenny) oraz księżycowa śpiewaczka, która jest jednocześnie kapłanką, uzdrowicielką i sędzią. Jak wyjaśnia maester Yandel, jhat dowodzi podczas wojen i wypraw łupieżczych, zaś księżycowa śpiewaczka decyduje o wszystkich innych sprawach. Khale Dothraków nieustannie toczą pomiędzy sobą wojny, zwyczaje zabraniają jedynie rozlewania krwi w obrębie świętego miasta Vaes Dothrak. Tymczasem religia Jogos Nhai zabrania im rozlewania krwi współplemieńców.

Pomimo wspomnianych różnic, zwyczaje Dothraków i Jogos Nhai są niezwykle podobne, na dodatek łatwo można dostrzec, że różnice w ich kulturach wynikają ze zmian wynikających z tego, że dwa ludy przez wieki żyły w różnych środowiskach.

U Dothraków konieczność walki o ograniczone zasoby niewielkiego obszaru, który władcy koni zamieszkiwali przed upadkiem Valyrii i Sarnoru spowodowała zanik tabu wobec zabijania innych przedstawicieli ich narodu, lecz pewne pozostałości można odnaleźć w zakazie rozlewania krwi w Vaes Dothrak.

Niektórzy fani spekulują, że choć Dothrakowie tworzą hordy znacznie większe od rodzinnych grup Jogos Nhai, ich zwyczaj związany z “adopcją” nowych członków khalasaru przez zawarcie braterstwa krwi jest pozostałością czasów gdy wiele małych rodzinnych grup Dothraków zostało zdziesiątkowanych w trakcie wędrówki przed Kości. Owe małe grupki musiały się połączyć z innymi, zawierając właśnie braterstwo krwi, by przetrwać w nowym, trudnym środowisku.

Oba plemiona nomadów nie uznają czegoś takiego jak dziedziczenie praw do władzy. Khalem Dothraków zostaje najsilniejszy jeździec khalasaru, nie syn poprzedniego wodza. Podobnie jest u Jogos Nhai, którzy w czasie wojny wybierają jhattara, czyli jhata jhattów, na drodze głosowania. W ten właśnie sposób tysiąc klanów wybrało Zheę Zorsową Gębę, która jako jhattar poprowadziła połączone armie Jogos Nhai przeciwko wojskom czterdziestego drugiego szkarłatnego cesarza Lo Bu z Yi Ti.

Możliwe, że nacisk jaki Jogos Nhai kładą na więzy rodzinne i podróżowanie w małych grupach był mechanizmem obronnym, który umożliwił ich ludowi przetrwanie trudnych czasów Długiej Nocy i chaosu jaki po niej nastąpił.

Podczas gdy skóra Dothraków ma barwę brązu, Jogos Nhai mają żółtą cerę. Są również znacznie niżsi od jeźdźców koni zza Kości. Niestety, nie wiemy, czy Dothrakowie już w Erze Świtu byli wyższymi “kuzynami” Jogos Nhai, czy raczej swój wysoki wzrost zawdzięczają kontaktom z Sarnorczykami, ludem wywodzącym się ze stepów na które przybyli Dothrakowie. Sarnorczycy, którzy mówili o sobie Taegaz Fen, Wysocy Ludzie, ustępowali wzrostem jedynie Lengijczykom.

Kapłanki Jogos Nhai nazywane są księżycowymi śpiewaczkami, a ich religia jest z całą pewnością lunarna – Świątynia Księżycowych Śpiewaczek w Braavos ma okna z mlecznego szkła, na których przedstawione są fazy księżyca. Podobnie ma się sprawa z religią Dothraków, dla których księżyc jest boginią. Cześć jaką władcy koni oddają jezioru zwanemu Macicą Świata i Matce Gór również wydaje się być związana z kultem księżyca. Choć khale Dothraków są zawsze mężczyznami, w ich kulturze odnajdujemy echa szacunku jaką u Jogos Nhai cieszą się księżycowe śpiewaczki – mam tu na myśli poważanie jakim cieszą się członkinie Dosh Khaleen, wdowy po khalach. Być może tradycja Dosh Khaleen jest po prostu wynikiem przebiegającej przez tysiące lat ewolucji zwyczajów i na samym początku khaleesi odgrywały identyczną rolę jak księżycowe śpiewaczki. Możliwe, że stopniowy zanik władzy Dosh Khaleen (dothrackich księżycowych śpiewaczek) jest przejawem motywu odchodzenia cywilizacji od matriarchatu, jaki panował przed Długą Nocą, reprezentowanego m.in. przez Królowe Rybaczki i Ametystową Cesarzową, do patriarchatu (Hyrkoon, Krwawnikowy Cesarz, skupienie pełni władzy w rękach khalów).

Nazwa Dosh Khaleen przypuszczalnie nawiązuje do imienia Doshi, matki pierwszego khala, który zjednoczył wszystkie khalasary, Menga. Według Yandela Doshi “była ponoć królową czarownic”. Być może w rzeczywistości była po prostu księżycową śpiewaczką.

Księżycowe śpiewaczki Jogos Nhai są również przykładem motywu pieśni, tak powszechnego w serii zatytułowanej Pieśń Lodu i Ognia. W Grze o tron Mirri Maz Duur w rozmowie z Daenerys wspomina, że gdy była w Asshai księżycowa śpiewaczka ludu Jogos Nhai nauczyła jej magicznych pieśni, które ułatwiają poród. To ciekawe, że wszystkie kulty związane z Asshai i Wielkim Cesarstwem śpiewają do ciał niebieskich – wyznawcy R’hllora śpiewają ku niebu o wschodzie i zachodzie słońcu, członkowie Kultu Gwiezdnej Mądrości śpiewają do gwiazd ze szczytów wież, księżycowe śpiewaczki śpiewają, jak sama nazwa wskazuje, do księżyca… Te pieśni są przejawem kultu ciał niebieskich, który widzieliśmy również w Wielkim Cesarstwie. Jogos Nhai szczególną czcią otaczają księżyc. Czy podobnie jak mieszkańcy Qarthu, których legenda opowiada o zniszczeniu drugiego księżyca, i mieszkańcy Asshai, których mit mówi o pęknięciu księżyca, w chwili gdy Azor Ahai zabił Nissę Nissę, Jogos Nhai pamiętają o astronomicznych wydarzeniach poprzedzających Długą Noc? Czy ich pieśni są wyrazem wdzięczności, że przynajmniej jeden księżyc ocalał? Lamentem po księżycu, który zniknął? A może radosnym hymnem, wspomnieniem pierwszej chwili, gdy po Długiej Nocy ciemności się rozproszyły i na niebie pojawił się srebrny glob?

Kończąc temat Jogos Nhai, wspomnę, że imię jednego z Dothraków, Jhoga, jest bardzo podobne do pierwszego członu nazwy plemienia jeźdźców zorsów. Czy jest to spowodowane tym, że język Dothraków i język Jogos Nhai wywodzą się z tego samego pnia?

Odcinek zaczyna się robić długi, a nie omówiliśmy jeszcze Valyrian, Sarnorczyków, mieszkańców Qarthu, Yi Tijczyków i Lengijczyków…. sądze, że nadszedł czas by postawić kropkę, lecz tylko na razie. Poszukiwanie kolejnych Dzieci Świtu będziemy kontynuować w drugiej części drugiego odcinka cyklu Ślady Palców Świtu – skoro pierwszy tom Ognia i krwi może mieć dwie części, Mityczna Astronomia też może 😉

Dziękuję za uwagę i do zobaczenia!


 

Ślady Palców Świtu: Asshai przy Cieniu

Poniższy artykuł został opublikowany 18 lutego 2019 roku przez FSGK.PL jako Mityczna Astronomia: Ślady Palców Świtu (Asshai przy Cieniu)

Tekst Bluetigera powstał na podstawie odcinków Mitycznej Astronomii Lodu i Ognia LMLa: Great Empire of the Dawn: Flight of the BonesAstronomy of Planetos: Fingerprints of the DawnThe Great Empire of the Dawn (wspólny odcinek History of Westeros i Mitycznej Astronomii)


Ślady Palców Świtu: Asshai przy Cieniu

Autor Mitycznej Astronomii, LML, przyznał kiedyś, że jego zdaniem historia Wielkiego Cesarstwa Świtu jest najważniejszą informacją zawartą w Świecie Lodu i Ognia. Czytając różnego rodzaju teorie powstałe od 2014 roku, to jest od czasu ukazania się tego kompendium Martinowskiego uniwersum, można istotnie odnieść wrażenie, że do podobnych wniosków doszło bardzo wielu fanów. Zdaniem niektórych Wielkie Cesarstwo to miejsce, gdzie po raz pierwszy oswojono smoki, inni idą o krok dalej, sugerując, że ten gatunek został stworzony właśnie przez jego mieszkańców. Za potomków Wielkiego Cesarstwa uznawani są, w zależności od tego, kogo się zapyta, Dayne’owie, Valyrianie, Dothrakowie, Ghiskarczycy, Lengijczycy, Pierwsi Ludzie, Andalowie, Sarnorczycy, mieszkańcy Qarthu, Yi Ti czy Neferu. W Wielkim Cesarstwie fani doszukują się korzeni Zakonu Maesterów, Nocnej Straży, Wiary Siedmiu, Kościoła Gwieździstej Mądrości, i innych organizacji i bractw. Można czasem odnieść wrażenie, że znaczna część fandomu Pieśni Lodu i Ognia oszalała na punkcie tego państwa, Wielkie Cesarstwo Świtu stało się odpowiedzią na niemal każde pytanie. Sceptycy żartują, że Cesarstwo zamieniło się w “szarą taśmę” dobrą na wszystko, zwłaszcza zalepianie dziur w mniej prawdopodobnych teoriach.

Powątpiewanie w to, czy Wielkie Cesarstwo rzeczywiście ma tak wielkie znaczenie dla opowieści GRRMa jest czymś logicznym. W końcu, czy można się spodziewać, że kluczem do rozwikłania tak wielu zagadek PLIO jest jakieś mityczne państwo, o którym na kartach samej sagi nie ma ani słowa, a jedyne wszystkie informacje pochodzą z dosłownie ostatnich stron pobocznej publikacji? Takie wątpliwości można z łatwością zrozumieć… ale można również przedstawić pewne fakty, które są w stanie pokazać, że obawy są niepotrzebne. Pozwolę sobie postawić na wstępie kilka odważnych tez, które wielu z Was z pewnością uzna za przesadzone i nierealne. Mam jednak nadzieję, że zaprezentowane w tym eseju przemyślenia sprawią, że stwierdzenie, iż Wielkie Cesarstwo rzeczywiście jest czymś ważnym, wręcz kluczowym, nie będzie brzmiało tak nieprawdopodobnie.

Po pierwsze, moim zadaniem jest przekonać Was, że Wielkie Cesarstwo Świtu nie zostało wymyślone przez George’a na potrzeby ŚLIO, lecz istniało już w czasie pisania pierwszego tomu. Już wówczas GRRM wiedział, że w stworzonym przez niego uniwersum istniała starożytna cywilizacja, podobna pod pewnymi względami do Atlantydy i Numenoru, która poprzedzała nawet Starą Valyrię, przerastając ją pod względem poziomu nauki, techniki i magii. To właśnie mieszkańcy tego państwa jako pierwsi posiedli zdolność kontrolowania smoków, którą następnie w jakiś sposób przekazali Valyrianom. Co, gdybym Wam powiedział, że właśnie to niemal wprost mówi nam GRRM już w Grze o tron, choć wyrażenie “Wielkie Cesarstwo Świtu” słyszymy dopiero w Świecie Lodu i Ognia? Powiem więcej: już w pierwszym tomie widzimy przedstawicieli tej nacji, zaś w Starciu królów znów się nam ukazują. Świat Lodu i Ognia podał nam jedynie jakim terminem mamy tę cywilizację określać, lecz niemal wszystko co o niej wiemy, pochodzi z samej sagi. Już w drugim rozdziale Daenerys słyszymy nazwę stolicy tego państwa, a z Gry dowiadujemy się o niej więcej niż o samej Valyrii. Można nawet odnieść wrażenie, że na samym początku George chciał, by to właśnie owo miasto odgrywało ważniejszą rolę niż metropolia smoczych lordów. Czy wiecie już, do czego zmierzam?

Oto najważniejsza teza tej teorii: Wielkie Cesarstwo Świtu jest niczym innym jak nazwą pradawnej cywilizacji, która upadła podczas Długiej Nocy, pozostawiając jednak pewne dowody swego istnienia, swoiste ślady palców odciśnięte na Essos i Westeros. Jej głównym ośrodkiem, a zapewne również stolicą, była metropolia znana obecnie jako Asshai, miasto przy Cieniu.

Jak to możliwe?

***

Prawdę o przeszłości Asshai nietrudno ukryć. Złowrogie miasto czarnoksiężników i kapłanów mrocznych bóstw nie przypomina już wspaniałego miasta jakim było w zenicie swojej świetności. Najprawdopodobniej na początku nie było zbudowane z tajemniczego czarnego kamienia, który pochłania światło, nie było również skryte w wiecznym mroku. Asshai przyćmiewa swym ogromem wszystkie miasta znanego świata, jego mury otaczają obszar, w którym bez przeszkód jednocześnie zmieściłyby się: Volantis, Qarth, Królewska Przystań i Stare Miasto. Pomimo tego, liczba jego mieszkańców nie przewyższa populacji przeciętnego miasteczka targowego. Oznacza to, że miasto większe od Rzymu w czasach największej świetności Imperium, metropolia mogąca bez problemu pomieścić przynajmniej milion ludzi, jest zamieszkana przez nie więcej niż kilka tysięcy osób. Asshai to miasto pustych domów, ulic i placów, po którym można spacerować przez kilka godzin, nie napotkawszy żywego ducha.

Wszystkie te cechy usilnie sugerują, że powinniśmy uwierzyć na słowo obecnym mieszkańcom Asshai, którzy przyznają, że nie mają pojęcia kto i kiedy zbudował ich miasto:

Starożytny port Asshai, wysunięty najdalej na wschód i na południe ze wszystkich wielkich miast znanego świata, jest położony na końcu długiego klina lądu, na przylądku, przy którym Morze Nefrytowe spotyka się z Cieśninami Szafranowymi. Jego początki zaginęły w pomroce dziejów. Nawet sami Asshai’i nie twierdzą, że wiedzą, kto zbudował ich miasto. Mówią tylko, że stoi tu ono od początku świata i będzie stało aż do jego końca.

Świat Lodu i Ognia, Kości i ziemie położone za nimi: Asshai przy Cieniu

Wszystko wskazuje na to, że pierwotni budowniczowie Asshai byli przedstawicielami jakiejś potężnej cywilizacji, która z niewyjaśnionych przyczyn upadła. Przemawiają za tym następujące fakty:

Asshai jest wręcz niewyobrażalnie ogromne – gdyby od zawsze panowały w nim takie warunki jak obecnie, żadne plemię nie miałoby powodów, by się w tym miejscu osiedlać. Nawet gdyby Asshai było miejscem gdzie magia jest szczególnie silna, można by spodziewać się, że nawet jeśli grupa magów zbuduje w tej okolicy swoją osadę, nigdy nie rozrośnie się ona to tak absurdalnych rozmiarów. Jednym słowem, zbudowanie największego miasta świata w miejscu, które zupełnie nie nadaje się do zamieszkania byłoby wręcz niewyobrażalnie głupie. Możemy stąd wywnioskować, że to co obecnie znamy jako Asshai to zaledwie pozostałość zniszczonego przez jakiś kataklizm dawnego Asshai, a cały region znany jako Krainy Cienia był pierwotnie żyzny i nieskażony. Z kolei kataklizm wyjaśnia dlaczego obecni mieszkańcy Asshai nie znają historii powstania tego miasta – pierwotni Asshai’i wymarli lub przenieśli się gdzie indziej, a po wielu stuleciach lub tysiącleciach ruiny ich stolicy zasiedlili magowie, którzy z jakichś przyczyn uznali tę lokalizację za odpowiednią do swoich celów.

Asshai jest również niezwykle stare – zbudowanie tak ogromnego miasta przez kulturę zbieracko-łowiecką lub koczowników nie wchodzi w grę, a przecież na takim właśnie poziomie Pierwsi Ludzie i Andalowie pozostawali jeszcze przez wiele tysięcy lat od czasu wzniesienia metropolii. Asshai nie zostało również zbudowane przez essoskie cywilizacje, które zazwyczaj uznaje się za starożytne – Valyrię, Ghis czy Sarnor. Gdy Valyria dopiero powstawała, Ghis istniało już od tysiącleci, lecz Asshai już wtedy było tak stare, że jego początki ginęły we mgle stuleci. Cywilizacja, która była w stanie zbudować metropolię takich rozmiarów musiała rozwinąć się tysiące lat przed Valyrią i istnieć przed wystarczająco długi okres czasu. Jak mówi przysłowie: “Nie od razu Rzym zbudowano”. Podobnie, Asshai musiało powstawać stopniowo przez niezliczone wieki. Na dodatek, taka nacja musiała stać na wysokim poziomie technologicznym i kulturowym. Asshai musiało być dziełem potężnego ludu, który dysponował ogromnymi zasobami. Rzym potrzebował rozległego Imperium, by zaspokoić swoje potrzeby. Tak samo musiało być z Asshai. Miasto musiało dać początek wielkiemu państwu, kontrolującemu wszystkie okolicznie krainy. Tak się składa, że w mniej więcej tym samym czasie i tym samym miejscu istniało właśnie takie imperium, Wielkie Cesarstwo Świtu. O ile wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu dwie potężne cywilizacje nie zajmowały tej samej lokalizacji w tym samym okresie, można przyjąć, że to właśnie Wielkie Cesarstwo jest owym cesarstwem stworzonym przez Asshai’i.

Na początku, jak piszą kapłani-skrybowie z Yin, cały obszar między Kośćmi a lodowatą pustynią zwaną Szarym Pustkowiem, między Morzem Dreszczy a Morzem Nefrytowym (wliczając nawet wielką i świętą wyspę Leng), tworzył jedno państwo, którym władał Bóg na Ziemi, jednorodzony syn Lwa Nocy i Panny Zrobionej ze Światła, podróżujący po swych domenach w lektyce wyrzeźbionej z pojedynczej perły i noszonej przez sto królowych, jego żon. Przez dziesięć tysięcy lat Wielkie Cesarstwo Świtu cieszyło się pokojem i dobrobytem pod władzą Boga na Ziemi, aż wreszcie odszedł on między gwiazdy, dołączając do swych przodków.

Świat Lodu i Ognia, Yi Ti

Powyższa mapa pokazuje, że Asshai leży niezwykle blisko Wielkiego Cesarstwa i po prostu nie ma tam miejsca na jeszcze jedno wielkie imperium.

W rozdziale o powstaniu Valyrii maester Yandel wspomina, że septon Barth, pracując nad Historią nienaturalną, gromadził i badał różne legendy i zapiski o pochodzeniu smoków. Valyrianie utrzymywali, że smoki pojawiły się po raz pierwszy w Czternastu Płomieniach, wulkanach w samym sercu Starej Włości. Opowieści z Qarthu twierdzą, że smoki przybyły z drugiego księżyca Planetos, który zawędrował zbyt blisko słońca i pękł z powodu gorąca.

W Asshai znają wiele sprzecznych opowieści; pewne teksty – wszystkie niewiarygodnie starożytne – utrzymują jednak, że smoki wyłoniły się z Cienia, miejsca, w którym cała nasza wiedza zawodzi. Według owych spisanych przez Asshai’i historii smoki udomowił w Cieniu lud tak starożytny, że aż nienazwany, który następnie sprowadził je do Valyrii, nauczył tubylców swojej sztuki i zniknął z kart kronik.

Jeśli jednak smoki udomowili najpierw mieszkańcy Cienia, dlaczego nie zostali zdobywcami, jak Valyrianie?

Odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama – maester po prostu nie połączył dwóch ważnych informacji. Starożytni mieszkańcy Cienia rzeczywiście zostali zdobywcami, tworząc największe imperium Znanego Świata, Wielkie Cesarstwo Świtu. Asshai znajduje się na samej granicy terenów, co do których wiemy, że stanowiły część tego państwa, a zakładając, że przed Długą Nocą “Krainy Cienia” nie były skażoną ziemią niezdatną do zamieszkania, można stwierdzić, że to właśnie ono stanowiło ważny ośrodek Cesarstwa, a najprawdopodobniej jego stolicę. Warto pamiętać, że obecni Asshai całą pewnością nie są potomkami budowniczych miasta – nie wiedzą skąd wzięło się ono miasto i jaki starożytny lud jako pierwszy zamieszkiwał Cień. Nie podają się również za spadkobierców tej cywilizacji, w przeciwieństwie do Yi Tijczyków, którzy mówią o sobie, że są dziedzicami Wielkiego Cesarstwa. Jednak, czy gdyby Yi Ti było tożsame z Wielkim Cesarstwem, a w jego bezpośrednim sąsiedztwie istniałby naród zdolny wznieść metropolię rozmiarów Asshai i na dodatek posiadający smoki, czyż Cesarstwo mogłoby podbić tak wielkie terytoria, i kontrolować je przez wieki? Valyria nie była w stanie tolerować rywala w postaci Ghis, Rzym zniszczył Kartaginę. Podobnie, można by się spodziewać, że poszerzające się “Wielkie Cesarstwo Świtu” stworzone przez Yi Ti dość szybko musiałoby popaść w konflikt z sąsiednim Imperium Asshai. Tak się jednak nie stało, co pozwala sądzić, że Yi Ti i Asshai były niegdyś częścią tego samego tworu.

Sugeruję zatem, że nieznane z nazwy plemię zamieszkujące krainę obecnie zwaną “Cieniem”, lecz w Erze Świtu bardzo żyzną, rzeczywiście jako pierwsze oswoiło lub stworzyło smoki, dzięki czemu stało się potęgą zdolną ujarzmić i podbić wszystkich sąsiadów i wznieść Asshai, największe miasto świata. Jego upadek spowodowała Długa Noc, zaś “Krainy Cienia” znalazły się w epicentrum jakiegoś kataklizmu, którego skutki utrzymują się w tym regionie po dziś dzień. To właśnie ta katastrofa sprawiła, że pierwotni Asshai, pierwsi smoczy lordowie, naród, który stworzył Wielkie Cesarstwo, wymarł (choć możliwe jest, że jego część ocalała i przeniosła się w inne miejsce). W każdym razie, przez pierwsze wieki po Długiej Nocy wypalone Asshai w sercu skażonej krainy całkowicie nie nadawało się do zamieszkania. Niemal cała jego kultura, wiedza, technika i magia bezpowrotnie zaginęła. Dopiero później z jakiegoś powodu miasto zostało ponownie zasiedlone przez różnego rodzaju uciekinierów, magów i kapłanów z innych części świata. Maester Yandel wspomina nawet, że każdy z ludów zamieszkujących Wielkie Cesarstwo poszedł po jego upadku w inną stronę, a mitycznie imperium Ery Świtu nigdy nie zostało odbudowane:

Wielkie Cesarstwo Świtu nie narodziło się jednak na nowo, odzyskany świat był bowiem pęknięty. Każde z ludzkich plemion poszło swoją drogą, bojąc się pozostałych, a wojna, nieczystość i morderstwo przetrwały aż do dzisiejszych czasów. W to przynajmniej wierzą ludzie Dalekiego Wschodu.

Mieszkańcy Yi Ti twierdzą, że ich Złote Cesarstwo jest następcą Wielkie Cesarstwa, lecz prawda zapewne wygląda inaczej. Nie można zaprzeczyć, że Yi Tijczycy byli kiedyś częścią Wielkiego Cesarstwa, ale podobnie było z wieloma innymi narodami. Imperium zamieszkiwały liczne plemiona, jak informuje nas Świat Lodu i Ognia. Możliwe, że to właśnie w Yi Ti przetrwało najwięcej z wiedzy i kultury Cesarstwa, ponieważ znajdowało się ono w takiej odległości, że katastrofa, która zamieniła Asshai i Krainy Cienia w mroczne pustkowie, nie dotknęła go bezpośrednio. Jednak nie oznacza to w żadnym wypadku, że to Yi Tijczycy stworzyli Wielkie Cesarstwo. Boscy Cesarze Yi Ti po prostu nawiązywali do tradycji tego potężnego państwa, europejscy monarchowie nawiązywali do tradycji Rzymu, tytułując się cesarzami, imperatorami, carami i augustami. Złote Cesarstwo Yi Ti jest dla Wielkiego Cesarstwa tym, czym dla Imperium Rzymskiego było Święte Cesarstwo Rzymskie.

Czy możemy w jakikolwiek sposób dowiedzieć się czegoś więcej o twórcach pierwszego imperium Planetos? Kim byli, jak wyglądali, co się z nimi stało, czy rzeczywiście nie pozostał po nich ślad?

Tutaj dochodzimy do kolejnej śmiałej tezy: Lud, który jako pierwszy oswoił smoki, wzniósł Asshai i dał początek Wielkiemu Cesarstwu Świtu nie zniknął z powierzchni ziemi całkowicie. Część ocalałych smoczych lordów Ery Świtu przeniosła się na zachód, gdzie dała początek Valyrii, jak sugeruje septon Barth.

Motyw smoków pochodzących z Asshai nie jest czymś nowym, pojawia się już w początkowych rozdziałach Gry o tron:

– Widziałyście kiedyś smoka? – zapytała Dany służące, gdy Irri szorowała jej plecy, a Jhiqui wypłukiwała piasek z włosów. Dany słyszała, że pierwsze smoki przybyły ze wschodu, z Krainy Cienia za Asshai i wysp na Morzu Nefrytowym, być może trochę ich jeszcze żyło w tych niezwykłych, dzikich królestwach.

Podobny pomysł jest zawarty w wizji pogrążonego w śpiączce Brana:

Podniósł oczy i z łatwością popatrzył ponad wodami wąskiego morza na Wolne Miasta, na zielone morze Dothraków, a potem sięgnął wzrokiem jeszcze dalej do Vaes Dothrak, do baśniowych krain Morza Nefrytowego, do Asshai w Cieniu, gdzie smoki zaczynały się poruszać w promieniach słońca.

Obraz ten nie oznacza oczywiście, że w czasie, gdy rozgrywa się akcja sagi w Asshai rzeczywiście żyją smoki, choć nie można tego wykluczyć. Bez wątpienia ważny jest tutaj symboliczny przekaz – Asshai to miejsce w jakiś sposób związane ze smokami. Magister Illyrio twierdzi, że smocze jaja podarowane Daenerys pochodzą z “Krainy Cienia za Asshai”. Całkiem prawdopodobne jest to, że Mopatis kłamie, zaś jaja pochodzą z innego źródła, ale i tak dowiadujemy się dzięki tej wzmiance czegoś ważnego – dla ludzi żyjących w Westeros i Essos stwierdzenie, że smocze jaja mogą pochodzić z Asshai lub Cienia nie jest czymś niewiarygodnym, są w stanie uwierzyć, że słowa Illyria mogą być prawdziwe.

Warto dodać, że w Grze o tron słowo “Valyria” pojawia się tylko 9 razy, zaś przymiotnik “valyriański” 22 razy, lecz głównie w kontekście valyriańskiej stali lub valyriańskiego języka. Z pierwszego tomu Pieśni Lodu i Ognia dowiadujemy się o Valyrii stosunkowo niewiele, nie odgrywa ona też szczególnej roli w fabule. Z kolei o Asshai mówi się całkiem sporo: Illyrio utrzymuje, że sprowadził z niego smocze jaja, Bran widzi smoki budzące się o wschodzie słońca w Asshai, Jorah opowiada Dany o rosnących w Krainach Cienia przy Asshai zjawotrawach o źdźbłach bladych jak mleczne szkło, Dany wspomina również, że słyszała opowieści według których z Asshai przybyły pierwsze smoki. Dowiadujemy się również, że wraz ze Zgubą Valyrii magia zniknęła na zachodzie, ale możliwe, że przetrwała na wschodzie – na wyspach Morza Nefrytowego ponoć żyją mantykory, w dżunglach Yi Ti można napotkać bazyliszki, zaś w Asshai czarnoksiężnicy i kapłani odprawiają mroczne rytuały. W Vaes Dothrak Dany widzi posągi bóstw i potworów zrabowanych przez Dothraków w Krainach Cieni za Asshai. Na Wschodnim Targu stolicy jeźdźców Dany spotyka kupców z Yi Ti, Asshai i Krain Cienia. O Asshai wspomina również Mirri Maz Duur, która miała tam ponoć studiować, poznając zaklęcia księżycowych śpiewaczek Jogos Nhai i nauki maestera Marwyna. Jorah wielokrotnie proponuje Dany, że zabierze ją do Asshai po śmierci khala Drogo.

Można odnieść wrażenie, że na początkowym etapie tworzenia PLIO George zamierzał przyznać Asshai ważną rolę, być może miasto miało mieć większe znaczenie niż sama Valyria. GRRM chciał nawet zabrać Daenerys do Asshai, choć ostatecznie z tego pomysłu zrezygnował. Możliwe, że to właśnie w tych rozdziałach poznalibyśmy historię Wielkiego Cesarstwa. Tak się jednak nie stało, więc ostatecznie te wskazówki umieszczone zostały w Świecie Lodu i Ognia. Podkreślę jednak, że motyw smoków w Asshai pojawia się już na samym początku PLIO i nie został wymyślony na potrzeby dzieła Yandela.

LML sugeruje, że owych tajemniczych przodków Valyrian, pierwszych smoczych lordów, widzimy już w Grze, w jednym ze snów-wizji Daenerys:

Widziała w korytarzu duchy ubrane w wyblakłe królewskie szaty. W dłoniach trzymały miecze z bladego ognia. Włosy ze srebra, włosy ze złota i platyny, oczy z opali, ametystów, turmalinu i nefrytu. – Szybciej – krzyczały – szybciej, szybciej!

Na pierwszy rzut oka postaci z wizji mogą wydawać się Valyrianami – mają charakterystyczne dla tego narodu włosy, zaś jeden z duchów ma ametystowe, czyli fioletowe, oczy. Jednak nigdy nie słyszeliśmy o Valyrianach o oczach barwy turmalinu (ten kamień występuje w wielu odmianach: czerwonej, brązowej, różowej, zielonej, fioletowej, niebieskiej, żółtej lub pomarańczowej), nefrytu (odcienie zieleni) lub opalu (na ogół niebieski). Nie zgadzają się również miecze – valyriańska stal jest ciemna, niemal czarna, na dodatek nigdy nie widzieliśmy, by stała w płomieniach lub świeciła. Opis ten przypomina jedynie Świt, oręż Dayne’ów (o Dayne’ach i ich związkach z Wielkim Cesarstwem porozmawiamy w innym odcinku).

Kim są owe postaci, zachęcające Dany, by obudziła smoki? Nasuwa się jedynie jedna logiczna odpowiedź – duchy nie są Valyrianami, ale przynajmniej niektóre z nich posiadają cechy typowe dla Valyrian, mają również emocjonalny związek z Dany, najprawdopodobniej są jej przodkami. Skoro nie są Valyrianami, mogą jedynie być przedstawicielami owego tajemniczego narodu, który jako pierwszy oswoił smoki, zaś przed swoim równie tajemniczym zniknięciem z kart historii przekazał swoją wiedzę, a być może również geny, prymitywnym pasterzom, przodkom Valyrian. Możliwe, że koczownicze plemię, które zamieszkiwało Krainy Długiego Lata u podnóża Czternastu Płomieni wcale nie posiadało cech tak charakterystycznych dla Valyrian: fioletowych oczu i srebrno-złotych włosów. Cechy te mogą być rezultatem włączenia genów Wielkiego Cesarstwa, genów pierwszych Asshai’i, do puli tych proto-Valyrian. Część smoczych lordów z Asshai mogła uciec na zachód po upadku Wielkiego Cesarstwa i zasymilować się z tubylcami, dając początek Valyrii.

Opal, ametyst, turmalin, nefryt… dokładnie te cztery kolory widzimy również w innym miejscu. Oto opis dziejów Wielkiego Cesarstwa Świtu po odejściu Boga na Ziemi:

Władza nad ludzkością przeszła w ręce jego najstarszego syna, który był znany jako Perłowy Cesarz i władał przez tysiąc lat. Po nim nastąpili kolejno Nefrytowy Cesarz, Turmalinowy Cesarz, Onyksowy Cesarz, Topazowy Cesarz oraz Opalowy Cesarz. Każdy z nich władał przez stulecia… ale rządy każdego trwały krócej niż rządy jego poprzednika i towarzyszyło im więcej niepokojów, albowiem na granice Wielkiego Cesarstwa naciskali dzicy ludzie i złowrogie bestie, pomniejsi królowie rośli w dumę i stawali się buntowniczy, natomiast prości ludzie oddawali się chciwości, zazdrości, nieczystości, morderstwu, kazirodztwu, nieumiarkowaniu w jedzeniu i piciu oraz lenistwu.

Gdy córka Opalowego Cesarza zasiadła po nim na tronie jako Ametystowa Cesarzowa, zawistny młodszy brat obalił ją i zabił, a potem ogłosił się Krwawnikowym Cesarzem i rozpoczął rządy terroru.

Nefryt, turmalin, opal, ametyst… czy to przypadek, że tajemniczy przedstawiciele przed-valyriańskiego ludu, który ma jakiś związek z Valyrianami i smokami mają oczy w kolorach odpowiadającym barwom związanym z czterema z ośmiu władców Wielkiego Cesarstwa? Nie sądzę, by postaci takie jak “Turmalinowy Cesarz” powstały w umyśle George’a już w czasie prac nad pierwszym tomem, było raczej tak: GRRM postanowił, że w jego uniwersum będzie istniała zaginiona cywilizacja przodków Valyrian, której członkowie mieli oczy w kolorach różnych kamieni szlachetnych, zaś valyrianie odziedziczyli tylko geny odpowiadające za fioletowe, liliowe lub ametystowe oczy. Pisząc o Wielkim Cesarstwie w ŚLIO GRRM po prostu wykorzystał opis z Gry o tron, tworząc Nefrytowego, Turmalinowego i Opalowego Cesarza oraz Ametystową Cesarzową, dając nam wskazówkę, że powinniśmy skojarzyć ich z duchami z pierwszego tomu.

Owych smoczych lordów z Asshai, przodków Daenerys i Valyrian, widzimy również w Starciu królów:

Za drzwiami znajdowała się wielka sala, pełna wspaniałych czarodziejów. Niektórzy mieli na sobie wystawne szaty z gronostajowego futra, rubinowego aksamitu i złotogłowiu. Inni woleli zdobne zbroje wysadzane klejnotami albo wysokie, spiczaste kapelusze upstrzone gwiazdami. Były wśród nich również kobiety, przystrojone w nadzwyczaj piękne suknie. Przez okna z barwionego szkła do środka wpadały snopy słonecznego blasku, a powietrze wypełniała najpiękniejsza muzyka, jaką w życiu słyszała.
Mężczyzna o królewskim wyglądzie, odziany w bogate szaty, podniósł się z uśmiechem na jej widok.
– Daenerys z rodu Targaryenów, witaj. Chodź spożyć z nami jadło wieczności. Jesteśmy nieśmiertelnymi z Qarthu.
– Czekaliśmy na ciebie długo – odezwała się siedząca obok niego kobieta, obleczona w różowe i srebrne szaty. Pierś, odsłonięta na qartheńską modłę, była tak nieskazitelna, jak to tylko możliwe.
– Wiedzieliśmy, że do nas przyjdziesz – oznajmił król-czarodziej. – Wiedzieliśmy o tym już przed tysiącem lat i cały ten czas czekaliśmy na ciebie. Wysłalismy kometę, by wskazała ci drogę.
– Mamy wiedzę, którą się z tobą podzielimy – oznajmił wojownik w lśniącej szmaragdowej zbroi. – I magiczną broń, którą ci damy. Przeszłaś wszelkie próby. Usiądź teraz z nami a odpowiemy na wszystkie te pytania.
Postąpiła krok naprzód, lecz nagle Drogon zerwał się z jej ramienia, wylądował na szczycie drzwi z hebanu i czardrewna, przycupnął tam i zaczął gryźć rzeźbioną framugę.
– Samowolna bestia – roześmiał się młody, przystojny mężczyzna. – Czy mamy cię nauczyć sekretnej mowy smoczego rodzaju? Chodź, chodź.

Oczywiście, cała ta scena jest iluzją, Nieśmiertelni zamierzają zwabić Daenerys w pułapkę i w tym celu przybierają wspaniały wygląd i obiecują jej różne cuda. Zatrzymajmy się jednak nad tym obrazem. Kogo właściwie tu widzimy? Dlaczego czarnoksiężnicy, którzy utrzymują, że znają jakąś “sekretną mowę smoków”, której nie znali nawet Valyrianie – jednym słowem, podają się za przedstawicieli cywilizacji, która jako pierwsza ujarzmiła lub nawet stworzyła smoki – wcale nie przypominają Valyrian? Przecież cała ta wizja jest fałszywa, Nieśmiertelni maskują swój prawdziwy, odrażający wygląd. Dlaczego nie przybrali formy Valyrian, przodków Daenerys? Są przecież świadomi tego, że Matka Smoków pochodzi z rodu Targaryenów ze Starej Valyrii. Za kogo podają się czarnoksiężnicy? Powietrze wypełnia “najpiękniejsza muzyka”, która może być nawiązaniem do “muzyki smoków”, która rozbrzmiewa w ostatnim zdaniu Gry o ton, zbroje i szaty wysadzane klejnotami mogą nawiązywać do kamieni szlachetnych w oczach duchów, które zachęcały Dany, by obudziła smoki śpiące w kamieniu. Nieśmiertelni podszywają się pod właśnie te duchy, tajemniczych przodków Daenerys, Targaryenów, Valyrian, za smoczych lordów Wielkiego Cesarstwa Świtu.

Zdanie “Wysłaliśmy kometę, by wskazała ci drogę” może mieć podwójne znaczenie – owszem, na pierwszy rzut oka chodzi tu po prostu o wskazanie drogi do Qarthu, i rzeczywiście może to być poprawna interpretacja, ale równocześnie, Nieśmiertelni mogą nawiązywać do sceny, w której Dany po raz pierwszy ujrzała kometę i uznała ją za znak, impuls, by wejść w ogień stosu pogrzebowego Droga.

Jhogo dostrzegł ją pierwszy. – Tam. – Powiedział cichym głosem. Dany spojrzała i ją dostrzegła. Nisko na wschodzie. Pierwszą gwiazdą była kometa, płonąca czerwienią. Krwawą czerwienią, płomienną czerwienią. Była ogonem smoka. Nie mogła prosić o silniejszy znak.

To właśnie sny Daenerys w tajemniczy sposób sprawiają, że przyszła Matka Smoków wyzbywa się lęku i zachęcają ją, by obudziła smoki. Być może to właśnie te wizje zaszczepiły w jej podświadomości co dokładnie ma uczynić, by sprawić, że smoki wyklują się z jaj. Ostatecznie, to właśnie kometa jest omenem, który przekonuje Daenerys, że powinna podjąć tę próbę. “We sent the comet to show you the way”. Drogę do Qarthu czy sposób obudzenia smoków? A może jedno i drugie?

Nieśmiertelni, chcąc uśpić czujność Daenerys, pokazują jej wspaniałą wizję jej przodków, lecz nie tych z Valyrii, lecz tych z Wielkiego Cesarstwa, pierwszych smoczych jeźdźców w historii Planetos. Iluzja nie jest doskonała, czarnoksiężnicy mogą jedynie przedstawić pewnego rodzaju wspomnienie o rzeczywistym Wielkim Cesarstwie i jego mieszkańcach. Tak naprawdę nie posiadają wiedzy i magii smoczych lordów, ta zaginęła na wschodzie wraz z Długą Nocą, jedynie jej część zachowała się na zachodzie, gdzie ostatni ocalali Asshai’i połączyli się z proto-Valyrianami, dając początek nowemu imperium. To właśnie Valyrianie są prawdziwymi dziedzicami Wielkiego Cesarstwa Świtu.

Lecz nie tylko oni. W Essos i Westeros można odnaleźć inne ślady palców smoczych lordów z Ery Świtu. W kolejnym odcinku przyjrzymy się rodowi Dayne’ów, którego przedstawiciele posiadają typowo valyriańskie cechy, fioletowe oczy i srebrne włosy, choć GRRM zaprzeczył, by byli Valyrianami. Najbardziej tajemniczy z westeroskich rodów liczy sobie ponoć dziesięć tysięcy lat, jego korzenie sięgają właśnie Ery Świtu. Dayne’owie władają ponadto niezwykłym mieczem, tak podobnym do mieczy z bladego ognia, które trzymały duchy ze snu Daenerys. Odwiedzimy również Stare Miasto. Wrócimy do Qarthu, szukając w tym wielkim mieście dziedzictwa Wielkiego Cesarstwa. Spróbujemy również zidentyfikować niektóre z plemion i ludów, które zostały podbite przez Imperium Asshai, zaś po jego upadku rozeszły się na różne strony świata. W ich wierzeniach i kulturze poszukamy pozostałości Wielkiego Cesarstwa. Mam tu na myśli Yi Ti i Leng, dwa państwa Dalekiego Wschodu Essos, które powstały na gruzach dawnego imperium… ale również mniej oczywiste ludy: Jogos Nhai, a także Sarnorczyków i Dothraków, którzy uciekając przed tym, co wydarzyło się w Krainach Cienia, przekroczyli Kości. Dalszy ciąg naszej pogoni za dziedzictwem Wielkiego Cesarstwa nadejdzie w odcinku Ślady Palców Świtu: Dzieci Imperium.

Dziękuję za uwagę i serdecznie zachęcam do przeczytania kolejnej części!

Bluetiger

 

Ślady Palców Świtu: Dzieci Imperium (część 1) – artykuł na FSGK.PL

W poniedziałek (25.02.2019) na FSGK.PL pojawił się kolejny tekst z serii Mityczna Astronomia. Jest nim drugi odcinek poświęconego Wielkiemu Cesarstwu Świtu cyklu, który powstał w oparciu o eseje LML-a (m.in. Great Empire of the Dawn: Flight of the Bones). Serdecznie zachęcam do zapoznania się z tym tekstem, a także z innymi ciekawymi artykułami na temat Pieśni Lodu i Ognia – i nie tylko – zamieszczonymi w serwisie FSGK.

Wspomniany esej mojego autorstwa możecie odnaleźć tutaj: Ślady Palców Świtu (Dzieci Imperium – część 1). Pierwszy odcinek Śladów Palców Świtu również został opublikowany na FSGK: Ślady Palców Świtu (Asshai przy Cieniu).

Listę wszystkich moich artykułów i tłumaczeń opublikowanych dzięki uprzejmości redakcji FSGK.PL możecie przeczytać tutaj: https://fsgk.pl/wordpress/author/bluetiger/.