Ostatni Bohater i Król Ziarna, część I: Wstęp

LML (Lucifer Means Lightbringer) przedstawia

Mityczną Astronomię Lodu i Ognia

Trylogię Święty Zakon Zielonych Zombie

(Ostatni Bohater i Król Ziarna – The Last Hero and the King of Corn, Król Zimy, Władca Śmierci – King of Winter, Lord of Death, Straż Długiej Nocy – The Long Night’s Watch)

You can read the original text here.

Ostatni Bohater i Król Ziarna

Część I: Wstęp

w przekładzie Bluetigera


sezoon3

artwork by LML/praca LMLa

***


Cześć wszystkim!

Dzisiaj porozmawiamy sobie o jednej z najbardziej zagadkowych rzeczy w Pieśni Lodu i Ognia – a mam tu na myśli zombie. Omówimy wiele tematów – takich jak sprawa zielonych ludzi, Ostatni Bohater, Zimnoręki i Jon Snow – ale każdy z nich będzie związany właśnie z zombie. Wskrzeszonymi ludźmi. Chodzącymi… no wiecie. W Pieśni aż się roi od różnych umarlaków i jestem całkiem pewien tego, że wiem czemu. To właśnie cel tego odcinka – wyjaśnienie dlaczego George nie potrafi tak po prostu pozwolić swoim truposzom tak po prostu leżeć i spać. To zagadnienie jest nie tylko ciekawe samo w sobie, ale jest także kluczowe to rozwiązania problemu tego, jak pokonać Innych i poradzić sobie z Długą Nocą. Ten esej będzie nieco inny od reszty, ponieważ, żeby zrozumieć to o czym dzisiaj będziemy dyskutować, nie potrzebujecie znać poprzednich odcinków Mitycznej Astronomii. Może od czasu do czasu wspomnę jakiś pomysł albo teorię, którą omawialiśmy gdzie indziej, ale w większości, ten tekst nie opiera się na moim poprzednich pracach. Jak to zwykle u mnie bywa, ten odcinek ‘spoileruje wszystkie książki’, ale nie będzie w nim nic z rozdziałów-zapowiedzi Wichrów Zimy, ani czegoś co dzieje się w serialu HBO po piątym sezonie (bo wtedy telewizja wyprzedziła książki w większości wątków).


***

A zatem… zombie. W naszej opowieści jest wiele przemienionych istot, w których zaciera się granica między tym co żywe i tym co martwe, życiem i śmiercią, ale tym o czym będziemy rozmawiać dzisiaj są zombie. Martwi, których przywrócono do życia. Ludzie, których wydarto śmierci. W PLIO mamy ich trzy rodzaje: lodowi nieumarli, ogniści nieumrali i jakkolwiek nazywa się to, co Qyburn zrobił z ciałem Ser Gregora.

Pierwszą kategorią są upiory (ang. wights), wskrzeszone przez Innych, których będziemy nazywać zimnymi upiorami albo lodowymi nieumarłymi. Gdy wstają z martwych, ich oczy są niczym zimne, płonące niebieskie gwiazdy i są osnuci zimnem, w każdym znaczeniu tego słowa. Ich ciała są zamarznięte, a także sprawiają, że powietrze w ich pobliżu staje się zimne, tak samo jak Inni. Wydaje się, że mają jedynie mętne szczątki pamięci – i nie wygląda na to by mieli jakąkolwiek wolną wolę. Są zombie, w klasycznym sensie tego określenia – reprezentują trupy reanimowane przez jakiegoś rodzaju nekromancję. Myślę, że możemy śmiało powiedzieć, że tym co przywróciło ich do ‘życia’ jest to co nazwalibyśmy ‘magią lodu’ – choć to dość luźne określenie, którego używam z konieczności, bo tak naprawdę nie wiemy gdzie leżą granice pomiędzy tym co wydaje się być różnymi rodzajami magii.

Zimnoręki to dość nietypowy przypadek – i za chwilę podam moje wyjaśnienie dlaczego jest w takim stanie w jakim jest – ale możemy jego również wrzucić do szufladki ‘lodowi nieumarli’. Pomiędzy nim a zimnymi upiorami jest kilka istotnych różnic (zdolność do mówienia, przynajmniej pozorna wolna wola i brak ‘błękitnych oczów jak gwiazdy’) – ale pod kątem fizjologii, wydaje się, że jest podobny do upiorów – też jest martwym i zamarzniętym ciałem, bez procesów witalnych. O Zimnorękim porozmawiamy za chwilę.

Drugą kategorią byliby, z braku lepszego określenia, ogniści umarli, tacy jak Lord Beric Dondarrion i Pani Kamienne Serce, niegdyś znana jako Catelyn Stark. Ich niezaprzeczalnie martwe ciała zostały wskrzeszone przez ‘ognisty pocałunek’, tradycję R’hlorrystów, która do niedawna nie była znana z tego, że może reanimować trupy. Thoros – czerwony kapłan – wskrzesił Berica aż sześć razy, a gdy Beric przekazał taki sam ognisty pocałunek Cately, ‘płomień życia przeszedł od niego do niej‘ (jak wyjaśnia Thoros w Uczcie dla wron). Beric ma czarną krew, cechę charakterystyczną osób przemienionych przez magię krwi (stali czytelnicy i słuchacze Mitycznej Astronomii będą wiedzieli o czym tutaj mówię), a jego własna krew jest w stanie sprawić, że jego miecz zapłonie. Zatem, myślę, że można bez przeszkód stwierdzić, że to magia, którą kojarzymy z ogniem i R’hlorrem wskrzesiła Berica i Catelyn. Możemy spekulować, czy to, że ten rytuał zaczął nagle ożywiać umarłych ma coś wspólnego z czardrzewami, które rosną w Dorzeczu, niemniej jednak, to magia ognia i ‘czarodziej’ ognia tworzy tych konkretnych nieumarłych. A to oznacza, że jak na razie mamy zombie i po stronie ognia i po stronie lodu. To by pasowało, co nie?

Co do Melisandre, jest kolejnym szczególnym przypadkiem. Myślę, że różne wskazówki sugerują, że przechodzi ona jakiś proces przemiany, transformacji (jak już kiedyś powiedziałem), a nie proces wiążący się ze śmiercią i zmartwychwstaniem – ale nie wiemy na pewno i są tacy, którzy uważą, że Mel umarła i została wskrzeszona. Gdyby ta opcja okazała się prawdziwa, myślę, że dokonałoby się to dzięki magii ognia. O Melisandre również pomówimy później.

Trzecim rodzajem ‘zombie’ byłby Franken-Gregor albo un-Gregor, jak czasem jest nazywany. O tego typu nieumarłych wiemy najmniej – ale wydaje się, że Qyburn to dość oczywista parallela Dr. Victora Frankensteina, ktoś kto używa jakiegoś rodzaju ‘pseudo-nauki’ z pogranicza fantasy, by ożywiać martwych, czerpiąc ze swoich doświadczeń zdobytych podczas wiwisekcji innych mrocznych badań… ale to dość niejasne. W pracy Qyburna nie widać żadnych śladów magii czerpanej z sił natury, z jego laboratorium nie wylatują lodowate opary, odór siarki, czy coś w tym stylu. Sam un-Gregor też nie daje nam zbyt wielu wskazówek co do swojej natury, oprócz tego, że wydaje się być jeszcze silniejszy niż przedtem. Być może nie jest w stanie mówić – tak właściwie, to może nawet nie mieć swojej głowy. Nasz główny trop bierze początek z rozmowy Qyburna z Cersei, gdzie były maester powiedział, że ‘magia krwi to najpotężniejszy rodzaj czarnoksięstwa’ – a to niejako sugeruje, że używa krwi ludzi, których przynoszą do jego lochów, by zrobić coś związanego z magią krwi – ale nie jsteśmy powiedzieć na ten temat nic więcej. W każdym razie, Gregor to nie zombie tego rodzaju, który nas interesuje, więc i tak nie ma potrzeby dłużej się nad nim rozwodzić.

Na samym końcu wyliczanki został nam jescze jeden osobnik, Plama. Wydaje się, że biedak kiedyś utonął, ale więcej nie wiemy. Jeśli został poddany procesowi ‘śmierci i wskreszenia’, co wydaje się dość prawdopodobne, mielibyśmy tutaj przykład jakiejś dziwnej magii wody. Tak właściwie, taki magiczny porces mógłby wyjaśniać pochodzenie rytuału Żelaznych Ludzi – topienia ludzi, a potem reanimowania ich przy pomocy RKO. Tak jak Gregor, Plama nie jest takim zombie o jakie nam chodzi, więc wspomnę o nim tylko mimochodem.

Mamy też inne magiczne istoty, które przedłużyły czas swojego życia i stały się czymś więcej niż ludźmi, takie jak Nieśmiertelni z Qarthu, którzy stali się w dużej mierze cieniami – albo Innych, którzy są Bóg jeden wie jak starzy i tylko nieco podobni do ludzi, z lodowymi kośćmi i krwią. Myślę, że to do tej kategorii należy Melisandre – magiczne przemienionych ludzi – a te istoty są czymś innym niż wskrzeszonymi ludzkimi ciałami. Z tego powodu, i one nie są tym czego szukamy. Będziemy omawiać tylko ludzi, którzy umierają, a potem są wskreszeni. A tak naprawdę obchodzą nas tylko ogniste upiory, lodowe upiory i Zimnoręki.

Jako, że są pewne wątpliwości co do tego, co dokładnie wskrzesiło Berica i Kamienne Serce, pozwólcie, że przedstawię pewien cytat z Nawałnicy mieczy. Mówi Thoros:

– Nie władam magią, dziecko. Tylko się modlę. Za pierwszym razem jego lordowska mość miał dziurę w piersi i usta pełne krwi. Wiedziałem, że nie ma nadziei. Dlatego, gdy jego biedna, rozdarta pierś przestała się poruszać, dałem mu na pożegnanie pocałunek dobrego boga. Wypełniłem jego usta ogniem i wdmuchnąłem płomienie do jego płuc, serca i duszy. To się nazywa ostatni pocałunek. Wiele razy widziałem, jak starzy kapłani udzielali go zmarłym sługom Pana, a nawet sam to robiłem raz czy dwa, gdy należy to do kapłańskich obowiązków. Nigdy jednak nie widziałem, by zmarły zadrżał nagle, gdy wypełnił go ogień, a potem otworzył oczy. To nie ja go wskrzesiłem, pani. Pan to uczynił. R’hlor ma jeszcze dla niego jakieś zadanie. Życie jest ciepłem, ciepło jest ogniem, a ogień jest u Boga i tylko u Boga.

Nawałnica mieczy, Arya VII, tom I, Stal i śnieg

I have no magic child.  Only prayers.  That first time, his lordship had a hole right through him and blood in his mouth, I knew there was no hope. So when his poor torn chest stopped moving, I gave him the good god’s own kiss to send him on his way.  I filled my mouth with fire and breathed the flames down into him, down his throat to lungs and heart and soul.  The last kiss, it is called, and many a time I saw the old priests bestow it upon the lord’s servants as they died.  I had given it a time or two myself, as all priests must.  But never before had I felt a man shudder as the fire filled him, nor seen his eyes come open.  It was not me who raised him, my lady.  It was the Lord.  R’hllor is not done with him yet.  Life is warmth, and warmth is fire, and fire is God’s and God’s alone.

Znowu, z całą pewnością tajemnicą jest to, dlaczego nagle ten ostatni pocałunek był w stanie przywrócić do życia zmarłego mężczyznę i kobietę, ale myślę, że to, że tym co tutaj działa jest bezspornie przede wszystkim to co nazwalibyśmy magią ognia. Dwoma głównymi kandydatami, którzy mogą wyjaśnić tą nową siłę pocałunku, są narodziny smoków (które, jak się wydaje, sprawił, że magia każdego rodzaju stała się silnejsza, na całym świecie) – albo coś związanego z magią czardrzew-netu. W Dorzeczu jest trochę czardrzew i ich pieńków (np, na Wysokim Sercu i w jaskini Berica, która tak właściwie może znajdować się pod Wysokim Sercem), jednak Thoros nie jest zielonowidzem, a podczas wielu wskrzeszeń Berica w pobliżu nie ma żadnych zielonowidzów, więc możemy jedynie spekulować na temat jakiegoś efektu występującego w całym tym regionie, na przykład czegoś podobnego do tego, że Mur to ‘zawias świata’, co sprawia, że w jego pobliżu magia staje się silniejsza.

Ostatnia spekulacja, którą do tego dorzucę: a co jeśli pierwotnym celem ‘ostatniego pocałunku’ – który daje się zmarłej osobie tuż po wydaniu ostatniego tchnienia – było wskrzeszanie ludzi? Podobnie, ‘rytuał’ RKO u Żelaznych Ludzi może mieć swoje korzenie w rzeczywistym wskrzeszeniu magią wody. Tak samo mogło być z R’hlorrystami. Jak wspomniałem wcześniej, wydaje się, że R’hlorryści mają obsesję stania się ‘ludźmi z ognia’ – noszą szaty, które w zamyśle mają wyglądać jak tańczące płomienie i tatuują sobie płomienie na twarzach. Nietrudno wyobrazić sobie starożytnych wyznawców R’hlorra tworzących ognistych nieumarłych, takich jak Beric.

Tym na czym chciałbym się teraz skupić jest jakość życia Berica i jego stan. Ma się znacznie lepiej od lodowych upiorów, wręcz całkiem na odwrót, bo posiada wolną wolę i zdolność do świadomego myślenia, podczas gdy upiory wydają się zniewolone, a ze swojej pierwotnej świadomości i pamięci nie zachowują prawie niczego. Beric ma nawet oznaki funkcji witlanych – jego czarna krew nadal płynie i może jeść, pić – a zatem przypuszczalnie również trawić. Jednocześnie, Beric stracił dość sporą część swojej oryginalnej osoby – w Nawałnicy mieczy mówi Thorosowi:

– Jak mogę się gryźć czymś, co ledwie pamiętam. Miałem kiedyś zamek na Pograniczu, Była też kobieta, którą poprzysiągłem poślubić. Dzisiaj nie potrafiłbym już znaleźć drogi do tego zamku ani powiedzieć ci, jakiego koloru miała włosy. Kto mnie pasował na rycerza, stary przyjacielu? Jakie były moje ulubione potrawy? Czasami wydaje mi się, że urodziłem się na tej cholernej¹ trawie w jesionowym gaju, z ustami wypełnionymi smakiem ognia i dziurą w piersi. Czy jesteś moją matką Thorosie?

Nawałnica mieczy, Arya VII, tom I, Stal i śnieg

¹ – ‘bloody’ znaczy i ‘zakrwawiony’ i ‘cholerny’, ale w tym kontekście znacznie lepiej pasuje ‘zakrwawiony’

“Can I dwell on what I scarce remember? I held a castle on the Marches once, and there was a woman I was pledged to marry, but I could not find that castle today, nor tell you the color of that woman’s hair. Who knighted me, old friend? What were my favorite foods? It all fades. Sometimes I think I was born on the bloody grass in that grove of ash, with the taste of fire in my mouth and a hole in my chest. Are you my mother, Thoros?” 

Wydaje się, że za Beric traci coś z siebie, za każdym razem gdy wraca. Później w Nawałnicy dostajemy następujący cytat, z rozmowy Berica i Thorosa – tuż po tym jak Thoros przyznaje, że zapalanie turniejowych mieczy, to nie najlepszy sposób traktowania ostrza. Beric pojawia się niespodzianie za jego plecami i do reszty psuje nastrój, mówiąc:

Ogień pochłania. – Lord Beric stał za nimi. W jego głosie było coś, co kazało Thorosowi natychmiast zamilknąć. – Pochłania, a kiedy się dopali, nie zostaje nic. Absolutnie nic.

– Bericu. Mój słodki przyjacielu. – Kapłan dotknął przedramieniem lorda błyskawicy. – Co chciałeś mi powiedzieć?

– Nic, czego nie mówiłbym już przedtem. Sześć razy, Thorosie? To za dużo.

Odwrócił się gwałtownie.

Nawałnica mieczy, Arya VIII, tom I, Stal i śnieg

Fire consumes.”  Lord Beric stood behind them, and there was something in his voice that silenced Thoros at once. “It consumes, and when it is done there is nothing left. Nothing.”

“Beric. Sweet friend.”  The priest touched the lightning lord on his forearm.  “What are you saying?”

“Nothing I have not said before.  Six times, Thoros?  Six times is too many.”  He turned away abruptly. 

Pani Kamienne Serce ma jeszcze gorzej od Berica – nim ją wskreszono, była martwa przez trzy dni. Jej ciało zaczęło się rozkładać – i wydaje się, że jej umysł również. Podczas gdy Beric jeździ tu i tam, planuje strategie, zajmuje się logistyką, karmieniem ludzi i tak dalej, Kamienne Serce po prostu wpatruje się z nienawiścią i skazuje ludzi na śmierć – jej inne imiona to ‘Matka Bez Litości’ i ‘Kobieta z Szubienicy’. Może mówić, ale jej głos jest zduszony, więc jakaś cząsteczka Catelyn w niej została… ale wydaje się, że jest znacznie bardziej rozłożona od Berica, pod każdym względem. Tak właściwie, Thoros nie chciał dawać jej pocałunku, bo była martwa przez tak długi czas, ale z jakiegoś powodu Beric postanowił oddać jej swoje brzemię i przekazał płomień życia Lady Catelyn, która stała się Panią Kamienne Serce.

Gdybym miał scharakteryzować stan istnienia Berica i Kamiennego Serca, porównałbym ich do tego, w jaki sposób popkultura i mit przedstawiają duchy. Najczęściej spotykanym wierzeniem o duchach jest to, że zwlekają z opuszczeniem ziemskiego padołu, bo czegoś lub kogoś się trzymają – jakiegoś żalu, tragedii, wyrzutów sumeinia lub jakiegoś innego niezakończonego powiązania z dawnym życiem. To prawie zawsze wiąże się z ostatnią rzeczą jaką robili za życia, albo z tym co czuli w chwili śmierci. Pomoc duchowi w ostatecznym odejściu zwykle dotyczy rozwikłania tej sprawy na punkcie której duch ma obsesję.

Ostatnią rzeczą, którą zajmował się Beric przed śmiercią było wymierzenie sprawiedliwośći Gregorowi Clegane i obrona Dorzecza – a po wskrzeszeniu, to właśnie te rzeczy stanowią jego jedyną motywację do dalszego życia. Pozostaje wierny misji z którą posłał go Ned w imię króla Roberta, nawet po tym jak i Robert i Ned nie żyją. W podobny sposób, Kamienne Serce całkowicie pochłania obsesja pomszczenia Krwawych Godów – a to klasyczny motyw duchów. Zbrodnia tak ohydna i niesprawiedliwa, że cień ofiary nie może znaleźć spokoju. Kamienne Serce jest widmem, które nawiedza Dorzecze, mści się na Freyach i innych osobach związanych z Godami.

Myślę, że to wszystko sugeruje, że Beric i Kamienne Serce to tylko pozostałości ich dawnych osobowości, a nie kompletne dusze, które wróciły do ciał. Są bardziej jal duchy, które zamieszkują własne, reanimowane trupy. Nie jesteśmy w stanie jasno stwierdzić czym się różni dusza od cienia, ale w każdym razie, ważne jest tutaj to, że Beric i Cat są dość poważnie podupadli, na ciele i umyśle…

… a nie chcemy, by to samo było prawdziwe co do Jona Snow. Tak naprawdę to oto tutaj chodzi – Jon Snow jest martwy, ale nie chcemy by był jak Beric albo Kamienne Serce gdy wróci. Przez to pragnienie wielu ludzi tworzyło teorie, usiłujące wyjaśnić, że Jon tak naprawdę nie umarł tam na śniegu, bo po prostu nie są w stanie zaakceptować tego, że Martin zamieni ulubieńca fanów, Jona, w Berica. Zatem, jestem niemal całkowicie pewny, że Jon nie żyje – w końcu miał krwotok z okolic szyi, tak gwałtowny, że stracił przytomnoś po upływie mniej niż minuty – ale głowa do góry. Nie sądzę, że stanie się Berikiem, pozostałością i cieniem, który niejasno pamięta swoje dawne życie i gdzie jest jego zamek. Nie sądzę, by wskrzeszony Jon miał obsesję na punkcie pomszczenia swojej śmierci na konspiratorach – a jeśli będzie kontynuował ostatnią rzecz jaką robił przed śmiercią – planowania ataku na Ramsaya w Winterfell – spodziewałbym się, że to nie będzie koniec dla Jona. Wręcz przeciwnie, uważam, że jest bardzo dobry powód, by przewidywać, że Jon okaże się ‘optymalnym’ rodzajem zombie, takim który może ocalić nas przed Długą Nocą.

Chodzi o to, że Jon jest zmiennoskórym.

***


Pozostałe odcinki tłumaczenia eseju The Last Hero and the King of Corn LMLa możecie znaleźć tutaj.

Advertisements

2 thoughts on “Ostatni Bohater i Król Ziarna, część I: Wstęp

  1. Pingback: Ostatni Bohater i Król Ziarna – 2 | The Amber Compendium of Myth

  2. Pingback: Ostatni Bohater i Król Ziarna – w odcinkach | The Amber Compendium of Myth

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s