Lucifer Means Lightbringer: Part V

Lucifer Znaczy Światłonośca

(Lucifer Means Lightbringer)

Część V: Moralność w Pieśni Lodu i Ognia

Autorem tekstu  jest LML (LuciferMeansLightbringer). Poniższy esej jest fragmentem trzeciego odcinka serii Krwawnikowe Kompendium, która jest częścią Mitycznej Astronomii Ognia i Lodu.

Część pierwszą możecie znaleźć tutaj.

Tłumaczenie wykonał Bluetiger z The Amber Compendium.

You can find the original text here.

***


 

Moralność w Pieśni Lodu i Ognia.

Chciałbym także powiedzieć coś o koncepcji zła i dobra w Pieśni Lodu i Ognia – bo w żadnym razie nie chcę, żebyście mnie źle zrozumieli. Powszechnie wiadomo, że ma zamiłowanie i umiejętność tworzenia moralnie ‘szarych’ postaci, które tak jak prawdziwi ludzie, mają zdolność czynienia dobra albo zła – i często znajdują się w sytuacjach, gdzie trudno jasno odróżnić jedno od drugiego. Dzięki temu jego opwieści są tak dobre – a George mówi o tym motywie otwarcie, tak jak o swoim zwyczaju starania się unikać kreaowania podróbek Saurona, ‘mrocznych lordów’, tak często spotykanych w fantasy. Jednakże, niektórzy posunęli się za daleko i wysnuli stąd błędny wniosek, że w Pieśni Lodu i Ognia nie ma dobra ani zła. Zdecydowanie nie zgadzam się z takim stwierdzeniem. Ludzie zwykle mają odcień szarości, ale takie abstrakcyjne koncpety jak ‘zło’ i ‘dobro’ z całą pewnością istnieją. Możemy powiedzieć, że ktoś jest ‘szary’, ponieważ składa się z połączenia czerni i bieli, zła i dobra. Gdyby nie było dobra i zła, to każdy byłby zielony, turkusowy, czy coś w tym stylu. Wiecie o co mi chodzi.

Gdy zastanawiamy się czy ktoś taki jak Azor Ahai jest ‘złoczyńcą’ czy raczej ‘bohaterem’, nie chodzi nam o jego całą osobowość i cechy charakteru, ale o jego definiujące czyny. Herosi z legend są utkani z ech szlachetnych czynów, odbijających się w historii. Stają się nimi ludzie, którzy zbudowali coś niezwykłego, wygrali w wielkiej wojnie, wynegocjowali korzystny traktat, założyli ród, plemię, naród… Z biegiem czasu, prawdziwe szczegóły danej opowieści zanikną, zastąpione przez fikcję, ale w centrum nadal będzie ten jeden pamiętny wyczyn. Gdy pytamy, czy Azor Ahai był ‘tym złym’, tak naprawdę pytamy się o to jaki był jego najważniejszy czyn. Ktokolwiek doprowadził do zniszczenia księżyca, z całą pewnością jest złoczyńcą – bo trudno o gorszy uczynek. Możemy rozważać, czy zrobił to celowo, czy przez hybris, czy przez przypadek, na przykład przez ‘bawienie się’ nie tą magią co trzeba – ale wynik jest ten sam – ten ktoś wszystko ******. Jak mówiłem, nie odrzucam jednak możliwości odkupienia win przez taką osobę – albo przez samego ‘złego’ Azora Ahai, albo przez jego syna (którym mógł być Ostatni Bohater) – a w tym przypadku mielibyśmy postać, która najpierw była złoczyńcą, a potem bohaterem.

Chodzi mi o to, że: ten pierwszy naprawdę był zły i nikczemny, a to czego dokonano, by sprawić, iż Słońce wróciło na niebo musi być uznane za heroiczne.

Historia o Azorze Ahai stawia przed nami moralną zagadkę: by ocalić świat Azor Ahai miał zrobić coś okropnego. To szczyt makiawelistycznej logiki – to właśnie ta logika usiłuje usprawiedliwić Krwawe Gody – ‘bo zakończyły wojnę’ – i koniec końców mogły ocalić życia. Ta sama logika dyktuje, że Daenerys postąpiła dobrze składając Mirri Maz Duur w ofierze, by uskutecznić magię krwi. Martin zadaje nam pytanie –  w co chcemy wierzyć? Czy jesteśmy makiawelistami? Czy abominacja, jaką jest magia krwi i składanie ofiar z ludzi, może być usprawiedliwiona, gdy jest użyta, by ‘ocalić świat’?

Osobiście, zawsze odrzucałem taką logikę i ogólnie, zwykle wierzę w myślenie skupiające się na ‘dojściu do celu’, a nie na samych rezultatach. Mniej więcej: ‘Dobre działania przyniosą dobre rezulaty’. Trudno było mi zaakceptować, że Martin opowiada nam historię o tym jak to czasem ‘po prostu trzeba’ użyć ofiary z ludzi, by uratować sytuację. Przynzaję, mogę się tu mylić, ale w każym razie, takie jest moje podejście.

Ale wiecie co! Myślę, że mityczna astronomia ma coś do powiedzenia w tej sprawie. Widzimy, że w chwili, gdy Azor Ahai przebija Nissę Nissę, księżyc pęka. Mityczna astronomia pokazuje nam, że to pęknięcie księżyca spowodowało Długą Noc – ale w legendzie o Azorze Ahai podobno Długa Noc już trwa i to dlatego musi on złożyć w ofierze Nissę Nissę, by wykuć Światłonoścę. Innymi słowy, mityczna astronomia sugeruje, że to czyn, który sprawił, że księżyc pękł był tym samym czynem, który wywołał Długą Noc. W takiej sytuacji akt złożenia ofiary z człowieka i paranie się magią krwi przez Azora Ahai staje się złym czynem o wielkiej sile oddziaływania, a czy to nie ma więcej sensu? Opowieść o Krwawnikowym Cesarzu to tego pasuje – Cesarz zabija siostrę, Ametystową Cesarzową, a zapewne miała w tym udział jakaś mroczna magia – to czyn tak podły, że nazwano go ‘Zdradą Krwi’ i zapamiętano jako wydarzenie, które wywołało Długą Noc.

Grze o tron jest pewien często cytowany fragment, gdzie Syrio Forell opowiada Aryi o tym, jak został Pierwszym Mieczem Braavos. Morski Lord, który posiadał menażerię egzotycznych zwierząt, przeprowadzał ‘rozmowy o pracę’ z szermierzami kandydującymi na od niedawna wolne stanowisko Pierwszego Miecza. Na jego kolanie siedział zwyczajny kocur, ale Morski Lord miał podobno mówić każdemu z potencjalnych Pierwszych Mieczy, że ów kot był rzadką bestią, ‘z wyspy za wschodem słońca’. Tylko Syrio powiedział ‘hej, to jest przecież tylko zwykły kocur’ – i dlatego został mianowany Pierwszym Mieczem. Syrio puentuję tą opowieść mówiąc Aryi, że inni wiedzieli to czego się spodziewali, a nie to co naprawdę tam było.

Myślę, że legenda o Azorze Ahai to, zasadniczo, opowieść o przerażającej ofierze z ludzi i magii krwi, którą próbuje się nam sprzedać jako ‘czyn heroizmu i męstwa’. Krótko mówiąc, to test, by sprawdzić, czy jesteśmy łasi na skrajnie makiawelistyczne myślenie. Ja i tak zaryzykowałbym i strzelił, że właściwy wybór to odrzucenie makiawelizmu, ale cieszę się, że mityczna astronomia też wskazuje na taki wniosek.

Jeśli chodzi o pomysł, że Nissa Nissa to heroiczna, lecz tragiczna postać, powiem, że to nadal tam jest, ale musimy spojrzeć na głębsze znaczenie tego mitu – zinterpretować opowieść o Światłonoścy jako akt prokreacji (o czym wielokrotnie rozmawialiśmy). To gdy kobieta zachodzi w ciążę i ryzykuje własne życie, by wydać na świat kolejnego człowieka, jest jednym z największych aktów miłości i ofiary w ludzkiej egzystencji. To stwierdzenie było jeszcze prawdziwsze przed nastaniem ery współczesnej medycyny – a George zwraca naszą uwagę na ten fakt, pokazując nam w swojej opowieści przykłady wielu kobiet, które poległy podczas porodu.

Jak dla mnie, więcej sensu ma powiązanie motywu ofiary dzielnej kobiety z aktem prokreacji, stwarzania życia, niż z robieniem magicznych mieczy przy pomocy magii krwi. To kolejny powód dla którego bardziej przemawia do mnie scenariusz, gdzie Ostatni Bohater to syn Nissy Nissy i Azora Ahai. Azor Ahai mógł zabić ją, w celu dokonania czegoś przy pomocy magii krwi i wykucia swojego złego miecza, ale jakiś czas przed śmiercią musiała urodzić syna i to ten syn – również reprezentujący koncept ‘Światłonoścy’ byłby tym, który naprawdę przynosi świt – jako Miecz Poranka i Ostatni Bohater.

Gdy się nad tym zastanowić, widzimy, że wszystkie nasze ‘prawdopodobne’ trzy głowy smoka miały okropnych ojców: Daenerys szalonego króla Aerysa, Tyrion prawdopodobnie Szalonego Aerysa jako biologicznego ojca i Tywina jako tego, który go wychował, a Jon Rhaegara, o którym można powiedzieć, że praktycznie wywołał wojnę, gdy uciekł z Lyanną. Brandona też można obarczyć częścią winy, tak jak i Aerysa i są pewne cechy Rhaegara, które mogą go nieco odkupić… ale jednak, wynik był taki: wywołał wojnę, przez swoje politycznie nierozważne zachowanie. Jest też winny tego, że zdawał sobie sprawę z szaleństwa ojca i jego okrucieństwa, ale ociągał się ze zrobieniem z tym czegoś… aż było za późno. Rhaegar, potywacz księżycowych dziewic i czarny smok to oczywiście dobry kandydat na postać odgrywającą archetyp Azora Ahai/Krwawnikowego Cesarza. Oczywiście, prawdziwym ojcem Jona jest Ned, bo to Ned go wychował – ale chodzi o to, że okropni ojcowie tych trzech głów smoka stanowią parallelę dla pomysłu, że Ostatni Bohater miał okropnego ojca znanego jako Azor Ahai, ten który przyniósł Długą Noc.

Myślę, że jedną z lekcji, które można stąd wyciągnąć jest to, że ‘ogień’ albo ‘wiedza bogów’ w tym przyapdku tak naprawdę reprezentuje każdą władzę i moc. Człowiek może posiąść ‘wiedzę bogów’, ale musi on na nią zasłużyć, powoli – a potem traktować ją z szacunkiem. To obusieczny miecz, który może okazać się zabójczy w rękach tych, którzy nie traktują jej z szacunkiem, tych którzy nie gromadzili stopniowo zdolności i wiedzy. Kradzież tej wiedzy, tak jak to zorbił Krwawnikowy Cesarz – to z pewnością przepis na katastrofę.

Nawet ci, którzy na nią ‘zasłużyli’ muszą zawsze ponosić odpowiedzialność, przed innymi i samym sobą – i muszą utrzymać wysoki poziom respektu i rozwagi, nieustannie, bo inaczej będzie źle. Pomyślcie w ten sposób o technologii – bioinżynieria może stworzyć super-wirusy. Energia jądrowa może doprowadzić do stopienia jąder reaktorów, a nawet być użyta w broni atomowej. W sensie, weźmy jeden z pierwszych ludzkich wynalazków, dosłowny ogień – bardzo dobry odpowiednik dla ‘ognia bogów’ (chyba lepszego być nie może). Ogień może ugotować, dawać ciepło i podtrzymywać życie, ale może też spalić i zabić, na ogromną skalę, jeśli choć na chwile nasza czujność zostanie uśpiona. Myślę, że to właśnie coś takiego George chce nam powiedzieć o władzy – i mniej więcej coś takiego wynoszę z opowieści o ogrodzie Eden. Wiedza o dobrze i źle może być brzemieniem wynikającym z posiadania świadomości, ale musimy ją zaakceptować i opanować, by dalej się rozwijać.

Ten fragment z Tańca ze smokami wydaje się istotny:

Znowu spojrzał na czerwoną kapłankę i poczuł bijące od niej ciepło. Ma moc. Ta myśl pojawiła się niespodziwanie, zaciskając na nim żelazne zęby, ale nie chciał zostać dłużnikiem tej kobiety, nawet dla własnej siostry.
– Powiedziała mi kiedyś coś Dalla, siostra Val, żona Mance’a Raydera. Uważała, że czary są jak miecz bez rękojeści. Nie da się nim bezpiecznie władać.
– Mądra kobieta. – Melisandre wstała. Jej czerwone szaty zakołysały się na wietrze. – Ale miecz bez rękojeści nadal pozostaje mieczem, czymś, co dobrze mieć, gdy ze wszystich stron otaczają nas wrogowie.

He turned back to the red priestess. Jon could feel her warmth. She has power . The thought came unbidden, seizing him with iron teeth, but this was not a woman he cared to be indebted to, not even for his little sister. “Dalla told me something once. Val’s sister, Mance Rayder’s wife. She said that sorcery was a sword without a hilt. There is no safe way to grasp it.”

“A wise woman.” Melisandre rose, her red robes stirring in the wind. “A sword without a hilt is still a sword, though, and a sword is a fine thing to have when foes are all about.”

***


Tłumaczenie wykonał Bluetiger z Bursztynowego Kompendium.

One thought on “Lucifer Means Lightbringer: Part V

  1. Pingback: Lucifer Znaczy Światłonośca – w odcinkach | The Amber Compendium of Myth

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s